POLACY W UK

Temat numeru: Tuż przed Brexitem przyjechała do Londynu zmienić swoje życie. Oto historia Dominiki

Polish Express
Polish Express logo

Temat numeru: Tuż przed Brexitem przyjechała do Londynu zmienić swoje życie. Oto historia Dominiki

- Ty się z głupim widziałaś? Do Anglii wybierasz się tuż przed Brexitem? Przecież Cię  zaraz z tej Anglii na zbity pysk wywalą - słyszała od swoich znajomych Dominika, która - wbrew całkowicie niekorzystnym okolicznościom, jakby się każdemu zdawało, zapakowała na początku października swoje dwie walizki z ciuchami, paczką wysłała swoją kolekcję butów i torebek, żeby za dużo Ryanair na niej nie zarobił i wylądowała na Stansted. Dominika przyleciała tu z ogromną ciekawością i determinacją, żeby się nie tylko nie dać z Anglii wyrzucić, ale i poznać Londyn na własną rękę, a także zmierzyć się z wszystkimi stereotypowymi opiniami na jego temat.

To, że większość znajomych Dominiki, zarówno tych, którzy mieszkają w Wielkiej Brytanii, jak i tych, których zostawiła w Polsce, uznała decyzję przeprowadzki za pomysł nie tylko szalony, ale wręcz całkowicie idiotyczny - nie zrobiło na niej żadnego wrażenia. Dominika postanowiła podbić Londyn przed Brexitem. Udało nam się z Dominiką skontaktować i zapytać, co sądzi na temat stereotypów, krążących wśród Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii na temat Londynu, Brytyjczyków i multi - kulti.

 

Stereotyp 1: Co flat, to dramat

Polish Express: Jak znalazłaś mieszkanie i jak warunki mieszkania różnią się od tych, które miałaś w Polsce?

Dominika: Na wielu grupach Facebookowych są oferty pokoi czy całych mieszkań do wynajęcia. Swój pokój znalazłam na jednej z tych grup, cena - 130 funtów za tydzień wraz z rachunkami - wydawała mi się w miarę atrakcyjna, a bliskość linii metra Victoria była dodatkowym atutem. Po przylocie obejrzałam pokój i nie zastanawiając się długo zostawiłam kaucję. Okazało się, a o tym wcześniej  nie wiedziałam, że trzeba sobie kupić wszystko: pościel, kosz na śmieci, każdy ma swoją podpisaną półkę w lodówce i jest... jedna łazienka na kilka osób. To chyba mnie przeraziło najbardziej, bo jestem bardzo obrzydliwa. W domu, w którym mieszkam jest jeszcze 3 mężczyzn, ale rzadko się widzimy i nikt tu nie ma czasu na pogawędki. Panowie wychodzą wcześnie rano do pracy, wracają późno, każdy tu oszczędza na wynajmie, żeby zarobić jak najwięcej, a jak najmniej wydać, dlatego - może nie od razu - ale trochę można się przyzwyczaić do takich warunków. Pewnie niejeden czytelnik "Polish Express"  przeszedł gehennę dzielenia kuchni i łazienki z obcymi sobie ludźmi. Dzisiaj np. przeczytałam bardzo zabawną karteczkę w lodówce: jeden ze współlokatorów zjadł kawałek sera drugiego współlokatora. Dramat gotowy! Jeśli się do takich "dramatów" nie przyzwyczaję, to przynajmniej pośmieję.

Stereotyp 2: "Murzyn" i "ciapaty" - albo cię okradną, albo oszukają

PE: W Polsce, w mieście, z którego pochodzisz i w środowisku, w którym pracowałaś  nieczęsto spotykałaś ludzi o odmiennej kulturze i kolorze skóry. Jak ci się podoba multikulturowy charakter Londynu?

Dominika: Szczerze mówiąc, nigdy nie miałam z tym żadnego problemu, jednak tutaj poznałam tak naprawdę czym jest ten tzw. multi - kulti. Mieszkam w dzielnicy, w której od samego zapachu 420 na ulicy (420* to w slangu nazwa zwolenników palenia i legalizacji marihuany - przyp. red.) można się upalić. Na mojej ulicy, którą codziennie przechodzę do stacji metra, patrzę jak żyją Jamajczycy, ludzie z Dominikany, Ghany i Indii czy Pakistanu. Słyszałam tyle stereotypów na ich temat, tyle obraźliwych słów, a jednak niewielu jest chyba Polaków, którzy chcieliby te inne kultury po prostu poznać, żeby ocenić. A ja chcę. Kupuję lokalnie w ich małych sklepach, zagaduję, pytam jak się mają i może dlatego czuję się tu - może jeszcze nie jak u siebie, ale na pewno akceptowana.

W pierwszej konkretnej pracy, którą mi zaproponowano, pracuję z kobietami o każdym kolorze skóry i bardzo różnych korzeniach, również takich klientów w niej spotykam. Mam czasami tylko problem ze zrozumieniem ich angielskiego, bo są to przeróżne wymowy i akcenty, jednak najcieplejsi i najbardziej otwarci wydają mi się właśnie ludzie z korzeniami jamajskimi. Tak naprawdę odkrywanie całej prawdy o Londynie i kulturach wciąż przede mną.

Przeczytaj koniecznie: Jesteś po 40.? Nie wracaj do Polski, bo praca na Ciebie nie czeka...

 

Stereotyp 3: Brytyjczycy są wyniośli, fałszywi i nienawidzą imigrantów

PE: Co sądzisz o Brytyjczykach? Zetknęłaś się już z niechęcią z ich strony albo ktoś cię obraził, bo jesteś Polką?

Dominika: Prawdą jest, że Brytyjczycy na co dzień używają słów, które po przetłumaczeniu mają bardzo niecodzienne w Polsce konotacje. Słowa: "lovely", "darling", "sweetie" czy każde powitanie zaczynające się od "how are you" albo "I hope you are well" dla Polaków może być co najmniej zaskakujące. My nie używamy tak ciepłych słów na powitanie kogoś, kogo nie znamy. Najczęściej używamy - w mailach czy na ulicy - bezosobowego "witaj". Trudno się do tego przyzwyczaić, ale nie mnie.

Polacy w Wielkiej Brytanii zarzucają właśnie Anglikom to przesłodzone według nich formułowanie zdań i zapytań, a za plecami trzymanie przysłowiowego noża. Ale tacy są Brytyjczycy, może niezbyt chętni do bliskich relacji, jednak głównie grzeczni i chętni do pomocy. Jestem tu miesiąc, a widziałam już dziesiątki sytuacji, w których czy to starszy człowiek czy matka z dzieckiem w wózku są "zaopiekowani" przez współpasażerów w autobusie.

Tu się zwraca uwagę na ludzi potrzebujących pomocy tak samo jak w Polsce. Sieć pomocowa jednak jest znacznie lepiej rozwinięta dzięki wieloletniej pomocy państwa. Zachwycają mnie charity shopy, w których całkowicie za darmo, na zasadach wolontariatu Brytyjczycy poświęcają swoje wolne godziny na wspieranie danych organizacji. W Polsce ciucholandy to biznes - większy lub mniejszy, ale głównie biznes. Na pewno jest jakaś część Brytyjczyków, która nie znosi imigrantów, większość jednak tych, którzy chcieli Brexitu albo dała się nabić w butelkę brytyjskim mediom, albo po prostu nie przepadają za Niemcami. Pewnie jest i całkiem spora część, która nie chce u siebie imigrantów. Ja się jeszcze nie spotkałam z gorszym traktowaniem z powodu tego, że jestem Polką. Może wszystko jeszcze przede mną.

Polecane: Powrót do Polski: spełnienie marzeń czy wielkie rozczarowanie?

 

Stereotyp 4: Życie w Londynie jest horrendalnie drogie

PE: Dominika jak sobie radzisz finansowo? Łatwo w Londynie się utrzymać?

Gdyby nie to, że miałam pewną sumę na początek mojej londyńskiej drogi, to pewnie musiałabym z marszu brać się za pracę w jakiejś knajpie czy jako housekeeping. Jako że znam dobrze angielski i mam finansowe zabezpieczenie - mogłam sobie pozwolić na to, żeby zapłacić za pokój i na spokojnie szukać pracy, która byłaby w miarę dobrze płatna i taka, której przynajmniej bym nie nienawidziła.

Jeśli chodzi o Londyn - pracy za 8,30 - 8, 50 za godzinę jest mnóstwo, w zasadzie w każdym oknie pubu, restauracji czy sklepu są wywieszone kartki z ogłoszeniami oferującymi pracę. Jeśli więc chcesz pracować za mniej niż londyńskie Minimum Wage - bez problemu ją znajdziesz od razu. Ja jednak, podczas rozmów kwalifikacyjnych na kilka stanowisk spotkałam się z pytaniem, czy na pewno uda mi się zostać po Brexicie... więc widać, że pracodawcy w Anglii mają z tym problem i boją się inwestować w pracownika, który być może po Brexicie nie będzie mógł tu zostać i pracować.

Na razie pracuję dla znanej firmy kosmetycznej w promocji, ale nie jest to permament job, tylko temporary, dlatego nadal szukam "dream job". Transport i mieszkanie, to najdroższe części życia. Odległości są ogromne, więc musisz zapłacić za metro, autobus czy pociąg żeby chociażby dostać się na interview. Ciuchy, akcesoria czy zakupy do domu - są tysiące możliwości i bardzo niskie ceny: od Primarka, po charity shopy, gdzie można ustrzelić naprawdę świetne znaleziska. To najtańsze jedzenie (i najbardziej tuczące) to cała sieć fast fooodów, gdzie za 2,50 najesz się chemią i starym olejem, jeśli musisz. Ja jednak jem zdrowo, więc kupuję dużo warzyw na straganach, które są świeże i tanie, dobre sery w Tesco i Sainsbury's  - i generalnie uważam, że jedzenie tutaj jest tańsze niż w PL, jeśli już wiesz co i gdzie kupować.

 

 

 

PE: Co zrobisz, jeśli po Brexicie każą ci wracać do Polski?

Dominika: Na razie zrobię wszystko, żeby spełnić swój "London Dream",  bo bardzo mi się tu podoba, będę się ubiegać o Settle Status, chcę znaleźć permanent job i nie dać się stąd wykurzyć. Jeśli jednak mi się nie uda - polecę gdzieś indziej. Do Polski na razie na pewno się nie wybieram - chyba, że w odwiedziny.

wywiad przeprowadziła: Ilona Korzeniowska

Przeczytaj również: W tym zakładzie nie obrażą Polaków

Paulina MarkowskaPaulina MarkowskaFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK