POLACY W UK

Temat numeru: Polacy niewinni Brexitowi! Zawinił chiński handel

Polish Express
Polish Express logo

Temat numeru: Polacy niewinni Brexitowi! Zawinił chiński handel

Pada mit, że to imigranci, a przede wszystkim Polacy, którzy tak masowo przyjeżdżali w ostatnich latach do Wielkiej Brytanii zachęcili miejscowych, by głosowali za Brexitem. Taka była i nadal jest oficjalna propaganda brytyjskich tabloidów, które oskarżają Polaków o zabieranie miejscowym pracy, o podbieranie zasiłków z państwowej kasy, co było i jest czystą nieprawdą.

Prawdą jest natomiast, że nieliczni z naszych rodaków zachowywali się fatalnie w Wielkiej Brytanii, ale to w żadnej mierze nie oni przesądzili o Brexicie.

Chiny winne, nie Polacy

Nieprawdą jest więc, że Brytyjczycy masowo głosowali za Brexitem, bo mieli już dość fali imigrantów, przede wszystkim Polaków na swoim podwórku. Prawda jest całkiem inna, powodem Brexitu był… ogromny zalew chińskimi towarami tego kraju, który drastycznie zmienił tutejszy rynek pracy. Do takiego wniosku doszło dwóch włoskich profesorów Italo Colantone i Piero Staniga. Twierdzą oni, że Brexit wygrał, bo rynek pracy zmieniły chińskie towary zalewające nie tylko ten kraj. Mówiąc wprost na tym polu Brytyjczycy przegrali z kretesem z Chińczykami.

Polak do bicia

Tylko, że takiego powodu nie zrozumieliby przeciętni mieszkańcy kraju, dlatego tabloidy na Wyspach znalazły sobie kozła ofiarnego. Stali się nimi Polacy, którzy mieli zabierać pracę, ogołacać państwową kasę z zasiłków, itd. I niestety duża grupa głosujących nabrała się na te populistyczne hasła, mówiąc wprost - na totalne brednie, dziś natomiast wielu z Brytyjczyków przyznaje otwarcie: nie wiedzieliśmy, na co głosowaliśmy. Ale stało się, Brexit stał się faktem.

Wspomniani włoscy badacze - ekonomista Colantone i politolog Stanig, pracownicy mediolańskiego Bocconi University zamieścili interesujący artykuł w amerykańskim "Washington Post". Wykładają w nim w przejrzysty i udokumentowany sposób prawdziwe powody wygranej zwolenników Brexitu w niedawnym referendum na Wyspach. Brzmią one bardzo sensownie.

Nie były powodem Brexitu, według nich, sprawy związane z migracją, tak mocno podsycane przez brytyjskie tabloidy. Ten powód był całkiem inny, zawinił globalny handel, który wywołał totalne, choć rozłożone w czasie zamieszanie na rynkach pracy, brytyjskim zresztą też. W wyniku tej zmiany ogromna rzesza ludzi albo straciła zajęcie, albo musiała je zmienić.

Niekiedy była to zmiana na gorsze, na gorzej opłacane zajęcia. Wiele brytyjskich firm padło, bo po prostu nie wytrzymało konkurencji. Tymczasem rządzący w Londynie, podobnie zresztą jak w innych stolicach europejskich nie mieli pomysłu ani wyobraźni, by temu zaradzić, nie byli na takie chińskie uderzenie przygotowani.

Theresa May spotkała się z Beatą Szydło w Warszawie. Zapewniła, że „Polacy są nadal na Wyspach mile widziani”

Znaleźli wroga: Polaka

Wśród tych, którzy odczuli te zmiany rosła na Wyspach coraz większa frustracja, to zaś sprawiło, że na siłę szukano „wroga”, winnego tej pogarszającej się sytuacji. Wskazanie na Polaków jako na winowajców nieszczęścia wielu brytyjskich rodzin zostało „kupione” najczęściej bez żadnej refleksji.

A skoro tak, jak przekonują Colantone i Stanig, to właśnie z powodu tych zmian na rynku pracy Brytyjczycy zagłosowali za Brexitem, a nie z powodu lęku przed masową migracją z Polski i innych krajów środkowej i wschodniej Europy. Colantone i Stanig zresztą nie są pierwszymi, którzy wynik referendum tłumaczą właśnie zmianami spowodowanymi przez globalny handel, dokładniej przez zalew Wysp chińskimi produktami.

Podobnego zdania był również były brytyjski premier Gordon Brown. Przekonywał on, że rządy wielu krajów nie były w stanie skompensować strat poniesionych przez obywateli na skutek procesów globalizacji, dlatego zwrócili się oni do polityków, którzy prowadzą społeczeństwa w kierunku izolacjonizmu i nacjonalizmu. A od tego do potępienia imigrantów był już tylko niewielki krok.

Co innego jednak uwagi Browna, których nikt specjalnie z uwagą nie słuchał, co innego zaś włoscy badacze, którzy tę tezę udowodnili w naukowy sposób. Otóż Colantone i Stanig wykazali, że w regionach Wielkiej Brytanii, które najbardziej boleśnie odczuły zalew chińskiego eksportu, liczba głosujących za Brexitem była znacznie wyższa, niż tam, gdzie wpływ na gospodarkę z powodu konkurencji Chin był mniejszy.

Chińska fala

Naukowcy przypominają, że wszystko zaczęło się niewinnie, mniej więcej trzy dekady temu, kiedy to chińskie towary zaczęły zalewać świat. Na początku określano je mianem tandety, której nikt nie kupi. Z czasem jednak producenci z Państwa Środka poprawili jakość swoich produktów, a że cenowo były one konkurencyjne, podbijały coraz bardziej świat. I tak krok po kroku.

Chiny stały się liczącym graczem handlowym na kuli ziemskiej. Włosi, co bardzo istotne, absolutnie nie znaleźli dowodów na to, by napływ imigrantów do poszczególnych rejonów Wielkiej Brytanii przełożył się na poparcie dla Brexitu podczas pamiętnego referendum.

Badacze z Mediolanu poddali dokładnej analizie rozkład głosów w 39 okręgach administracyjnych. Następnie z pomocą metod badawczych amerykańskich ekonomistów stworzyli wskaźnik, który pokazywał, jak każdy ze wspomnianych regionów dotknął zalew chińskich towarów. Pomogły Włochom w tej pracy opracowania Davida Autora i jego kolegów, które dziś uważa się za standard w pracach o handlu i ekonomii. Autor i jego współpracownicy już wcześniej wyliczyli, że chiński import gruntownie zmienił też amerykański rynek pracy.

Tekstylia i elektronika

Z badań włoskich badaczy wynika również, że najbardziej boleśnie w Wielkiej Brytanii dotknięte zostały przez chiński import te regiony, gdzie bardziej był rozwinięty przemysł, chodziło przede wszystkim o tekstylia i elektronikę. Na tym polu Chińczycy okazali się niedoścignieni. Mając już taką wiedzę w ręku Włosi porównali mapę wyników referendum z mapą regionów dotkniętych globalnym rynkiem. I wyszło czarno na białym, że tam gdzie chiński import spowodował największe zmiany, tam było też najwięcej głosujących za wyjściem Wielkiej Brytanii ze wspólnoty europejskiej.

Colantone i Stanig w swoich pracach poszli jeszcze dalej i sprawdzili, jak chiński import wpłynął na lokalne rynki pracy w piętnastu unijnych krajach. Okazało się, że wszędzie tam, gdzie globalny handel boleśnie dotknął miejscowy przemysł, rośnie dzisiaj poparcie dla ochrony przed globalnym handlem, nawołuje się do wzmocnienia suwerenności tych państw, itd. Ta sytuacja sprawiła, że w siłę rosną takie skrajne ugrupowania prawicowe jak francuski Front Narodowy czy włoska Liga Północna.

Aby być pewnym swoich założeń profesorowie z Bocconi University porównali też ze sobą jeszcze dwie mapy. Pierwsza zawierała wyniki referendum w poszczególnych regionach, druga zaś pokazywała, gdzie nowych imigrantów napłynęło w ostatnim czasie najwięcej. I okazało się, że nie ma absolutnie żadnego związku pomiędzy liczbą imigrantów w danym regionie a poparciem dla Brexitu wyrażonym podczas referendum.

Londyn był przeciw

Tak na przykład było w regionie Tees Valley i Durham. Tam nowych imigrantów jest najmniej, jednak poparcie dla Brexitu sięgnęło aż 60 procent. Z kolei w pięciu regionach Londynu (stolicę Wielkiej Brytanii zamieszkuje ok. 40 proc. imigrantów), gdzie napływ nowych imigrantów był wyjątkowo wysoki, wygrali przeciwnicy opuszczenia Unii Europejskiej.

Włosi przypominają, że taki obraz sytuacji to nie przypadek, bo nowi imigranci osiedlali się z reguły w tych rejonach Wysp, gdzie pracy było najwięcej albo w tych częściach kraju, które serdecznie witały przybyszów lub z innych jeszcze powodów. Faktem pozostaje jednak, że tam oddawano najczęściej głosy za pozostaniem Wysp Brytyjskich w Unii Europejskiej.

Wiemy, kto będzie głównym negocjatorem w sprawie Brexitu


Politycy do bani

Wnioski z ich badań są niestety bardzo smutne. Pokazują one bowiem, że większość polityków nie jest w stanie trafnie zdiagnozować największych problemów przed jakimi stają ich obywatele. Zamiast skupić się nad opracowaniem odpowiednich reguł handlu międzynarodowego i ograniczaniem jego negatywnych skutków, zajmują się populizmem, na przykład nawoływaniem do powstrzymania migracji wewnątrz Unii i jej osłabianiem.

Mówiąc wprost, europejscy politycy wykazują się głupotą. Nie zdają sobie sprawy z tego, że w rywalizacji gospodarczej z Chinami w pojedynkę nie mają najmniejszych szans z tym gigantem. I zamiast zawierać unijne szeregi podpierają się jedynie hasłami o „narodowej niezależności”.

Rząd Wielkiej Brytanii wypowiada wojnę rasizmowi i hate crimes

Tyle tylko, że mleko z Brexitem już się rozlało i trudno sobie dzisiaj wyobrazić, by te same brytyjskie tabloidy, które tak namiętnie szczuły Brytyjczyków przeciwko Polakom teraz nagle zmieniły front i zaczęły przekonywać, co tak naprawdę było siłą sprawczą Brexitu. Dla pozostających na Wyspach Polaków mała to pociecha, że to nie oni zawinili Brexitowi, skoro zła fala w postaci zmieniającego się nastawienia w stosunku do nas ruszyła i nie wiadomo, jaki przyjmie ona w przyszłości rozmiar i jaki będzie jej kierunek.

Marek Piotrowski

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Poradnik emigranta

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK