temat numeru

Temat numeru: Bajzel po angielsku, Brexit za trzy lata

Polish Express
Polish Express logo

Temat numeru: Bajzel po angielsku, Brexit za trzy lata

Jeśli potwierdzą się informacje brytyjskiej prasy, Polacy w Wielkiej Brytanii nie muszą obawiać się Brexitu, przynajmniej przez najbliższe lata. A potem? Przyszłość w tej materii jest nieznana. Skąd taki wniosek? jak donosi „The Sunday Times” nowa ekipa rządząca na Wyspach nie jest jeszcze gotowa na negocjacje z Brukselą w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej.

Tym samym potwierdziłyby się wcześniejszej deklaracje obecnej premier Theresy May, która przejęła władzę po dymisji Davida Camerona, że na uruchomienie słynnego art. 50. Traktatu Lizbońskiego, który miałby rozpocząć maksymalnie dwuletni okres negocjacji brexitowych z UE, będzie trzeba jeszcze poczekać. A to, zdaniem „Sunday Times", może się stać najwcześniej jesienią 2017 roku, co z kolei oznacza, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii, nastąpiłoby najwcześniej jesienią 2019 r.

Brexit? Poczekajmy

Dziennikarze gazety powołując się na kręgi zbliżone do rządowych piszą, że ekipa Davida Camerona nie pomyślała, co zrobić w przypadku Brexitu. Nie przygotowano żadnych planów na wypadek „rozwodu” Wielkiej Brytanii ze wspólnotą europejską, bo tylko nieliczni wierzyli w to, że jednak Brexit jest możliwy. I stało się… Wspomniana gazeta pisze także, że urzędnicy, którzy mieliby zająć się procedurą wychodzenia z UE, nie są do niej przygotowani. Nie wiedzą nawet, jakie pytania powinni zadawać swoim partnerom z Brukseli, kiedy już w końcu zaczną rozmowy. Informacja ma być o tyle pewna, bo pochodzi z kręgu ludzi, którzy mają bliskie kontakty z dwoma najważniejszymi osobami, które ruszą na brexitowy front i będą z Brukselą negocjować warunki opuszczenia UE.

Dwójka od Brexitu

Tymi ministrami są: David Davis, szef nowego resortu do spraw wyjścia z UE i Liam Fox, który szefuje nowemu resortowi ds. handlu międzynarodowego. To oni i tylko oni mają odpowiadać przed premier w sprawie postępów negocjacyjnych. Ich silna pozycja oznacza usunięcie w cień kontrowersyjnego szefa brytyjskiej dyplomacji Borisa Johnsona.

Teresa May wzięła do rządu Johnsona, by mieć go na oku, skoro był tak bardzo za Brexitem, to niech się teraz popisze, co potrafi zrobić dla jego zwolenników, by nie stracili na opuszczeniu Unii przez Londyn. Wedle źródeł „The Sunday Times" Davis zgromadził niespełna połowę z 250 pracowników, którzy są mu potrzebni do negocjacyjnej roboty.

Jeszcze gorzej wypadł Liam, który ma zaledwie dziesięć procent potrzebnej kadry. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta: nie ma na rynku ludzi o odpowiednich kompetencjach. Prawdopodobnie to efekt wiary tych polityków, że można ludzi mamić i straszyć Brexitem, ale kiedy dojdzie co do czego, to jesteśmy bezradni. I tak się właśnie dzieje.

Powody do radości

Problemy jednych nie powinny być powodem radości innych, w tym wypadku jednak Polacy żyjący i pracujący na Wyspach powinni się z tego brytyjskiego bałaganu (wielu mówi nawet o bajzlu) cieszyć. Bo Brexit w czystej postaci to jedynie problemy dla nas, mieszkających tu, na Wyspach. To także nauczka (po niewczasie niestety) dla miejscowych polityków, którzy podwinęli ogony po Brexicie widząc, co to może oznaczać dla mieszkańców Wysp. To także nauczka dla niewyrobionego brytyjskiego elektoratu, który dał się omamić populistom oraz tabloidom, skoro zaraz po ogłoszeniu Brexitu ludzie masowo ruszyli przed komputery, by wyszukać jak najwięcej o… Unii Europejskiej.

Zwolennicy Brexitu nie mają pomysłu na to, co dalej

Wcześniej jakoś nikomu nie chciało się zastanawiać, co to takiego ta wspólnota europejska i co może oznaczać „rozwód” z nią. Mleko się jednak rozlało, Brexit powinien tak naprawdę już ruszyć. Naciskała na Londyn Bruksela i wielu europejskich polityków z osobna. Uruchomcie jak najszybciej art. 50. i zakończcie wreszcie stan niepewności. Taka między innymi była postawa niemieckiej kanclerz Angeli Merkel, która łaskawie dała Brytyjczykom kilka miesięcy na przygotowanie się do rozmów z Brukselą, jednak odwlekanie tego momentu uznała za niemożliwe.

Tymczasem niemożliwe stało się możliwe, bo już dziś coraz głośniej mówi się, że uruchomienie brexitowych procedur wyjścia może zakłócić wybory we Francji i w Niemczech. Te pierwsze odbędą się w maju, drugie we wrześniu przyszłego roku. W europejskich stolicach mówi się, że dopiero po tych wyborach można by zasiąść z Londynem do negocjacji.

Tylko z kim rozmawiać?

Dlaczego jednak czekać aż tak długo? Bo nikt nie jest w stanie dzisiaj powiedzieć, kto będzie po wyborach nad Sekwaną i Renem rządził. Nie wiadomo więc tak naprawdę, kto będzie dla Brytyjczyków partnerem do rozmów. To wszystko sprawia, że wyjście Wielkiej Brytanii, jeśli tylko dochowane zostaną i wynegocjowane procedury oraz warunki Brexitu nastąpi z rocznym, a może i większym opóźnieniem.

Mimo ogromnych politycznych nacisków, aby utrzymać harmonogram przewidziany procedurami Brexitu, premier May może zostać zmuszona do działań opóźniających wyjście Wysp ze wspólnoty europejskiej. A to dlatego, że służby jej podległe, które będą odpowiadać za ten proces nie są po prostu do tej roboty przygotowane.

Ale ważniejsze zapewne będą, o czym była mowa, niepewne wyniki wyborów w Niemczech i we Francji… W Londynie mówi się tak: Nie można zasiadać do negocjacji w tak ważnej sprawie, jeśli nie wiadomo, z kim będziemy za kilkanaście miesięcy negocjować.

 

bre23

 

Ból twardogłowych

Tymczasem perspektywa rocznego opóźnienia tych procedur już doprowadza do białej gorączki twardogłowych, którzy obstawali ostro przy Brexicie.
- Nie takiego rozwoju sytuacji spodziewali się ludzie, którzy głosowali za wyjściem Wysp - mówią teraz eurosceptyczni brytyjscy europosłowie.

Nigel Farage, były lider UKIP, ostrzega, że z powodu wstrzymania doręczenia oficjalnych dokumentów, które rozpoczęłyby w końcu proces wychodzenia Wysp z Unii Europejskiej może zakończyć się masowymi demonstracjami na ulicach brytyjskich miast. Jest także groźba, że miliony ludzi głosujących za Brexitem nie mogąc się go doczekać może przyłączyć się do tak skrajnych ugrupowań, jak na przykład English Defence League, ostrzega Farage.

SZOK: Głosowali za Brexitem, a teraz żałują! Myśleli, że i tak zostaną w Unii
David Davis, sekretarz ds. Brexitu, jak i wspomniany Liam Fox wskazują jednak ze spokojem, iż wszystko jest w rękach premier May, a ona w momencie mianowania ich na ministerialne stanowiska wspominała wyraźnie o Brexicie w roku 2019.

Brexit to priorytet

Rzecznik brytyjskiej premier zapewnia jednak, iż Theresa May uznaje za swój priorytet wręczenie Brukseli jak najszybciej dokumentów o Brexicie i wynegocjowanie najbardziej korzystnych warunków z Unią Europejską. I dalej wspomina się o ustanowieniu specjalnego departamentu, który zajmie się wspomnianym artykułem 50. Być może, czego wielu nie wyklucza, te opóźnienia nie są wcale obiektywne, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Może to tylko taktyka obecnego gabinetu, by odciągnąć jak najbardziej moment uruchomienia wspomnianego artykułu 50, bo w polityce wszystko może się zdarzyć.

Gra wokół Brexitu

Powtórzenie referendum byłoby w brytyjskich warunkach trudne, zbyt bowiem szanuje się zdanie milionów obywateli raz wypowiedziane. Ale jeśli na przykład sama groźba Brexitu sprawi, że zwykli ludzie odczują to w swoich kieszeniach, wtedy można będzie zastanowić się nad „poprawkami” tamtego referendum. Nie można np. wykluczyć nowych wyborów, a nowy gabinet powie: nas te ustalenia nie dotyczą. O powtórce referendum mówiło się już drugiego dnia po Brexicie. W sieci zebrano kilka milionów głosów tych, którzy opowiedzieli się za takim wyjściem. To może być argument.

„Spisek” Izby Lordów

Być może pierwszym krokiem na tej drodze jest zawiązana w Izbie Lordów koalicja, która ma jasny cel: zablokować Brexit. Na czele tej nieformalnej, ponadpartyjnej kilkudziesięcioosobowej grupy stanęła baronessa Jane Wheatcroft. Była naczelna „The Wall Street Journal Europe” stawia sprawę tak: najważniejsze to powstrzymać się z uruchomieniem procedury z artykułu 50. Traktatu Lizbońskiego. O reszcie na razie się nie rozmawia. A taktyka „spiskowców” jest następująca: sąd najwyższy stwierdza, że do uruchomienia procedury Brexitu potrzebna jest ustawa.

Izba Lordów powinna ją wtedy odrzucić. W rękach sędziów sądu najwyższego jest już pozew grupy ludzi, którzy domagają się, by procedurę wyjścia poprzedziła ustawa parlamentu. Ich zdaniem bez niej premier nie może rozpocząć procedury wyjścia z Unii Europejskiej. Wheatcroft twierdzi, iż nadszedł czas, by dać obywatelom możliwość ponownego przemyślenia Brexitu. Zadaniem Izby Lordów mogłoby to opóźnić uruchomienie procedury.

Brexit już dopadł Polaków na Wyspach! W najgorszej sytuacji ścigani Europejskim Nakazem Aresztowania

W ten sposób zyskano by na czasie i o udziale Wysp w Unii Europejskiej znów zaczęto by mówić w Wielkiej Brytanii. Od dyskusji na forach można by przejść do kolejnej akcji zbierania podpisów pod referendum. A wtedy o wynik drugiego głosowania zwolennicy pozostania Wielkiej Brytanii we wspólnocie europejskiej byliby już spokojni.

Wheatcroft zdaje sobie jednak sprawę z tego, że Izba Lordów, jako ta niewybieralna izba parlamentu nie mogłaby otwarcie wystąpić przeciw wynikom referendum. Dlatego powinna się sprawą zająć Izba Gmin. Do Izby Lordów należałoby umiejętne opóźnianie tego procesu, tak, by w miarę upływu czasu liczba przeciwników Brexitu topniała. Sytuacja na Wyspach i w całej Europie jest niepewna, wszystko może się wydarzyć.

Jeszcze kilka tygodni temu mowa o spowalnianiu Brexitu wydawała się nierealna. Ale dziś nawet zwolennicy oderwania się od UE patrzą na Brukselę innym okiem, nie tak nienawistnym jak przed majowym referendum. Być może spełni się sen tych, którzy są za pozostaniem Londynu we wspólnocie europejskiej. Chce tego też zdecydowana większość mieszkających na Wyspach naszych rodaków.

Marek Piotrowski

To IMIGRANCI zafundowali nam Brexit – czemu urodzonym w Afryce i Azji zależało na opuszczeniu UE?

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK