POLACY W UK

Z pamiętnika Polki: Angielska odyseja

Polish Express
Polish Express logo

Z pamiętnika Polki: Angielska odyseja

logo_pano

 

Wyjechałam z kraju w połowie sierpnia 2012 r. do Londynu w celu znalezienia lepiej płatnej pracy niż w Polsce. W poniedziałek umówiłam się spotkanie w sprawie numeru NIN, we wtorek przejrzałam ogłoszenia o pracę, a w środę byłam już po spotkaniu odnośnie nowej pracy. W czwartek rozpoczęłam karierę jako Room Attendant w pewnym hotelu* w centrum Londynu. Gdyby goście tego hotelu wiedzieli, jakim potem, bólem, krwią i przemocą psychiczną są „sprzątane” ich pokoje, nigdy by nie spali w jego łóżkach, pili z jego szklanek, myli się w jego łazienkach, nie załatwialiby się w jego toaletach. Najpopularniejszymi gośćmi byli Arabowie, potocznie zwani przez obsługę „arabish rubish” ze względu na syf, jaki pozostawiali po sobie; zalane łazienki, śmieci wszechpanujące wokół, tony jedzenia na podłogach, stołach, łóżkach, brud! Manager: bezlitosna, złośliwa, rumuńskiego pochodzenia Simona – czarna pajęczyca z ogromnymi, czarnymi, wyłupiastymi oczami skutecznie dyskryminowała polskie dziewczyny, udowadniając krzykiem, że to nie jest praca dla nich. Załoga: Rumunki, Rosjanki, Węgierki i Polki. Stawka 6,08£ per hour. 16 rooms per 8 h.- ½ h. Przepracowałam 8 dni, zrezygnowałam po tym, jak Simona urządziła sobie show z moim udziałem w formie treningu, podczas którego kazała mi prawie odbyć intymny kontakt z muszlą klozetową, której woda wylewała się z brzegów, smagając swoimi kroplami twarze uczestników wydarzenia. Zrażona pracą w hotelu, oddałam się pracy na zastępstwo przy sprzątaniu tzw. angielskich domków za 7£ per hour, średnio miałam 1 domek dziennie po 4 h., dojazd do 3 h. Poznałam Londyn Wschodni, Zachodni, Południowy z perspektywy komunikacji miejskiej (mieszkałam w Północnym). Do moich zajęć należało sprzątanie, prasowanie, pranie, odkurzanie, mycie. Poznałam angielskie rodziny, bardzo kulturalne i życzliwe. Zdarzyło mi się przepracować parę dni w polskim domu u Jolki na Richmond, który niezwłocznie opuściłam po tym, jak jego właściciele uznali mnie za worek treningowy i metodycznie zaczęli mnie przygotowywać do swoich małżeńskich rozgrywek. Tak przetrwałam kolejne 2 miesiące. W październiku zdecydowałam się podjąć pracę w innym hotelu na Notting Hill. Kierownictwo Housekeeperów prawie normalne, nieco ich było za dużo w „offisie”, zagubieni w organizacji, często wysyłali „mejdki” (chambermaid) do domu, bo brakowało pokoi do sprzątania. Dziewczyny jechały do pracy czasem po 2 h po to, by usłyszeć: „Go home!”. Ból mięśni, stawów, kości, kręgosłupa od pchania „trolla” (trolley – wózek z pościelą, ręcznikami i innym wyposażeniem potrzebnym do wymiany) i dźwigania butelek z wodą, ciągnięcia „huwera” (odkurzacza), skóra i paznokcie zdarte do krwi od krochmalonej pościeli i „czendż linen”, uczulenie od używanych „kemikal” (chemikalia), to niektóre przyjemności, które dotykały podczas niewolniczej, acz dobrowolnej pracy w hotelu. Stawka i godziny jak w poprzednim hotelu. Napiwki zazwyczaj kradzione przez „Supervisiors”, które urządzały pokojówkom show room lub pending room. Było prawie normalnie. Z początkiem grudnia przyjechała do nas moja córka z chłopakiem, zupełnie oderwani od rzeczywistości, obydwoje nieprzygotowani do jakiejkolwiek pracy. Ona znalazła zatrudnienie przy gastronomii u „Ciapaka” (Hindusa), on przy stolarce za 4£, gdzie przepracował do końca grudnia, a potem z dziką namiętnością towarzyszył jej w pracy jako „bodygard” bez tantiemów. W połowie stycznia kupiłam im ekspresowy bilet powrotny do kraju po tym, jak się dowiedziałam, że oboje nie mają zatrudnienia, za to dwutygodniowy dług za mieszkanie.

***

Życzenie: Przypadkowy, spotkany pod koniec listopada na Grenfordzie wróżbita ze Sri Lanki powiedział mi, że się uśmiecham, ale nie jestem tu szczęśliwa. Dał niebieski koralik na szczęście, który zalecił wyrzucić za siebie do wielkiej wody. Powiedział, że tu nigdy nie będę szczęśliwa, że ciężko pracuję, ale nie będę miała z tego pieniędzy, a w moim kraju kochają mnie dwaj mężczyźni. Zapewne chodziło mu o mojego kota i ptaka, którzy kochają mnie bezwarunkowo, bo zapewniam im dom i strawę. Zagrażają mi młode kobiety o imionach zaczynających się na litery: „Mar…” oraz dodał, że za 3 miesiące będę szczęśliwa, ale nie tutaj… Że związana jestem z dobrym człowiekiem… 24 grudnia jadąc do pracy, pomyślałam, że chciałabym, aby był to mój ostatni dzień pracy w UK, nie miałam prezentów na święta i chciałam zrobić drobne niespodzianki. Tego dnia w hotelu mieli pełną obsadę i na moje życzenie puścili mnie do domu. Wigilia upłynęła w rodzinnym gronie. Zostawiając wszystko, co kocham, z torebką pod ręką wyjechałam z Anglii 7 stycznia 2013 r. z zamiarem zrobienia szybkiego kursu stylizacji paznokci i zrobienia kariery ponownie. Otwierając drzwi swojego domu, już wiedziałam, że zostanę w kraju, bo nie mam sił, aby dalej walczyć.

Justyna Górnisiewicz

*Nazwy hoteli do wiadomości redakcji

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK