temat numeru

Władza lepsza niż alkohol?

Polish Express
Polish Express logo

Władza lepsza niż alkohol?

Gwiazdy sportowych aren za metą miewają sportowe problemy z zaaklimatyzowaniem się na sportowej emeryturze. Z każdym dniem słabnie zainteresowanie ze strony mediów. Doskwiera brak tysięcy par oczu śledzących każdy ruch na boisku, bieżni, skoczni. Uszy aż bolą od ciszy pozbawionej aplauzu stadionowych trybun. Zaczyna się szare, coraz bardziej banalne życie.

Niestety, ale spora liczba wczorajszych stadionowych herosów topi swoje problemy w alkoholu. Za nędzne grosze wyzbywają się swoich cennych trofeów, by zdobyć środki niezbędne do zaspokojenia swego zgubnego nałogu. Nałogu, który w wielu wypadkach pociąga ich na samo dno… 

Zabawa w politykę

Niektórzy jednak odkryli genialny patent, by nadal pozostawać w centrum zainteresowania przedstawicieli milionów. Błyszczą już nie w sportowych uniformach, ale w nieskazitelnie skrojonych garniturach, wytwornych sukienkach. Jakiż to sposób? Prościutki. Ot, wystarczy swoim nazwiskiem uatrakcyjnić jedną z list, które misternie sporządzane są przed kolejną elekcją do tego dziwnego budynku przy ulicy Wiejskiej w Warszawie. Trudno podejrzewać, by to kształt wspomnianej budowli, przypominający owal stadionu przyciągał ich tutaj z nieprawdopodobną wręcz siłą. A może w odmęt polityki rzuca ich adrenalina, którą dostarcza bezpardonowy wyścig o poselskie diety. W tej rywalizacji nie muszą sobie specjalnie zaprzątać głowy jakimiś dyrdymałami o zasadach fair play. 

Klubowicze

W tym roku na starcie zawodów pt. „Wybory” nie mogło zabraknąć sportowych herosów, których wredna metryka odsunęła na boczny tor. Trzeba przyznać, że ich lista jest dosyć imponująca: Jan Tomaszewski (ten od „zatrzymywania Anglii”) startuje w barwach klubu PiS, Iwona Guzowska (dawała niezły oklep na ringach) z trykocie PO, Paweł Nastula (po mistrzowsku sprowadzał do parteru) i Władysław Kozakiewicz (najbardziej znany z gestu swego imienia) – obaj w drużynie PSL, Roman Kosecki (specjalizacja w czerwonych kartkach za zdejmowanie koszulek z orzełkiem) – teraz przyoblekł się w trykot PO, Leszek Blanik (spec od podwójnego salta w przód w pozycji łamanej) – także PO, Paweł Rybaczewski (podnosił ciężary, pakował się na siłowni, ale największy sukces odniósł w łóżku spładzając Dodę) – lista PJN. Przyznam, że mój największy niepokój wzbudzają czarne chmury gromadzące się nad rodziną Niemczyków. Córka Małgorzata (ta od przerzucania piłki na drugą stronę siatki) reprezentuje ekipę PO, natomiast jej tata Ryszard wybrał klub SLD. Potraficie wyobrazić sobie obiadki w rodzinnym gronie? Na wszelki wypadek zalecam sadzanie pretendentów do immunitetów po przeciwnych stronach stołu… Cóż, nigdy nie byłem zwolennikiem angażowania się ludzi sportu w politykę. Sport winien być czysty, a polityka niestety taką nie jest. Tutaj za nic ma się szczytne idee przyświecające rywalizacji na sportowych arenach. Poza tym cóż konstruktywnego może wnieść do prac przy najistotniejszych dla kraju ustawach były piłkarz, biegacz, gimnastyk? Tutaj na nic się zdadzą hektolitry potu wylane przez lata katorżniczych treningów. Siła mięśni też raczej nie znajdzie szerszego zastosowania, no chyba że w poselskich ławach doszłoby do rozstrzygania sporów, przy użyciu argumentów dalece odbiegających od tzw. parlamentarnych.

Smak władzy

Jaką wiedzę może wnieść na Wiejską na przykład Ryszard Niemczyk? Stanowczo zalecam, by jak najszerszym łukiem omijał komisje związane z ekonomią, gospodarowaniem finansami publicznymi. Przyznam, że miałbym mieszane uczucia, gdyby wpływ na finanse kraju miał ktoś, kto swoimi mało rozsądnymi decyzjami roztrwonił spory kapitalik, na jaki zapracował podczas konsumowania niemieckiego „trenerskiego chleba”. Mieszane uczucia targają mną przy nazwisku Tomaszewski. Wyobrażam sobie jego interpelacje wygłaszane z sejmowej mównicy! To mogą być szlagiery godne emisji w godzinach największej oglądalności. Pan Jan słynie z – jak najdelikatniej to ujmując – niewyparzonego języka. Przedsmak swoich sejmowych wystąpień dał już w trakcie wyborczej „rozgrzewki” tytułując ministra Sikorskiego mianem „fircyka”, zaś prezydent Komorowski według niego „budzi obrzydzenie”. Władza i związane z nią splendory to nałóg. Kto raz jej zakosztuje, nie może już się bez niej obejść. Nałóg mniej groźny od alkoholu? Hm, trudno mi ocenić. Osobiście jednak przedłożyłbym upojny wieczór nawet okupiony dotkliwym „syndromem dnia następnego”, niż taplanie się w błotku zwanym szumnie polityką. Oczywiście, jeśli byłbym pozbawiony innej alternatywy!

Jerzy Kraśnicki

 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK