POLACY W UK

Wielki potop w stolicy

Polish Express
Polish Express logo

Wielki potop w stolicy

Brytyjskiej stolicy grozi potop podobny do tego, jaki dwa lata temu spotkał Nowy Orlean.

Sfilmowano tornado w Polsce >>

Spisek na World Trade Center >>

Sztorm na Morzu Północnym przybiera na sile. Uderzy w wybrzeża południowo-wschodniej Anglii dziś późnym popołudniem. Spodziewana wysokość fal najprawdopodobniej przekroczy możliwości bariery wodnej na Tamizie – brzmi komunikat Met Office, który mrozi krew w żyłach sztabu kryzysowego zebranego w Londynie.

- Chce pan powiedzieć, że centrum Londynu może zostać zalane? – wydusza z siebie grobowym głosem jego dowódca.
- Obawiam się, że tak – potwierdza ze zgrozą ekspert.

Tego wieczoru gnane od wschodu huraganowym wiatrem masy wodne uderzają w tamę. Trwa ewakuacja milionów ludzi. Rozpoczyna się narodowa panika. Wreszcie konstrukcja nie wytrzymuje naporu wody. Ogromna fala zmierza ku centrum światowej metropolii, zmiatając po drodze wszystko i topiąc ludzi. Świt zastaje najznamienitsze budowle dumnego narodu zalane wodą. Dookoła rozciąga się przestwór wody, z którego tylko gdzieniegdzie wystają dachy tradycyjnych angielskich domków z przedmieścia.

Tama na miarę czasów

Czy to jedynie scenariusz katastroficznej produkcji filmowej, która miała premierę tego lata? Najwyraźniej nie. Wprowadzenie filmu na ekrany dziwnym trafem zbiegło się z ogłoszeniem przez rząd planu generalnej przebudowy systemu ochrony Londynu przed nacierającymi od strony morza sztormami. Pierwsze szacunki przewidują inwestycje o wartości 20 miliardów funtów. Ich główną częścią ma być budowa bariery dla morza położonej 16 kilometrów dalej na wschód od obecnej.
Istniejąca Thames Barrier została oficjalnie oddana do użytku w 1984 roku po 10 latach budowy. Do dziś jest drugą co do wielkości tego typu konstrukcją na świecie. Rozciąga się na długości ponad pół kilometra pomiędzy brzegami rzeki na wysokości Woolwich. Jej cztery główne przepusty mają po 60 m szerokości. Każdy z nich zaopatrzony jest w gigantyczną metalową bramę, która ma 15 m wysokości i waży 3500 ton. W ciągu roku wrota zazwyczaj spoczywają na dnie rzeki umożliwiając wodzie swobodny przepływ oraz kursowanie statków. Niekiedy jednak przypływ od strony Morza Północnego wspierany jest sztormowymi wiatrami. Wtedy, aby zapobiec napływowi morskich mas wody w górę ujścia Tamizy, wrota podnoszą się. W latach osiemdziesiątych działo się tak średnio dwa razy w roku. Pod koniec zeszłego wieku statystyki te podwoiły się. W roku 2000 i 2003 wrota podniesiono już odpowiednio 24 i 23 razy.

W cieniu fali

Konstrukcję zbudowano z myślą o przeciwstawieniu się potopowi, jaki według ówczesnego stanu klimatu mógł się przydarzyć Anglii raz na 2 tysiące lat. Dziś jego prawdopodobieństwo podwoiło się. Tegoroczny raport brytyjskich służb planowania kryzysowego głosi: „Z powodu globalnych zmian klimatu prawdopodobieństwo powodzi na wschód od Londynu, a także ich przewidywane konsekwencje znacznie się zwiększyły. Systematyczne podnoszenie się poziomu mórz, coraz częstsze i silniejsze uderzenia wyższych fal sztormowych, a także zwiększenie się poziomu opadów zimowych i intensywności letnich podnosi ryzyko katastrofy do poziomu, w którym obecna infrastruktura może okazać się niewystarczająca dla utrzymania obecnych standardów bezpieczeństwa.”

Gorzej niż myślisz

Plany wzniesienia obecnej tamy zaczęto snuć po katastrofalnych powodziach z 1953 roku, które były spowodowane połączeniem wiosennego przypływu i huraganowych wiatrów. Oba te czynniki podniosły poziom Morza Północnego miejscami nawet o prawie 6 metrów. Najbardziej ucierpiała wtedy Holandia, ale i w Anglii kipiel zmiotła wały na długości 1600 km, pogrążając pod wodą 1000 kilometrów kwadratowych lądu. Ewakuowano 30 tysięcy mieszkańców, zginęło 307. Ale i centrum Londynu widziało morze na swych ulicach wcale nie tak dawno, bo w 1928 roku. Zginęło wówczas 14 osób, tysiące zostały pozbawione dachu nad głową, a woda w niektórych rejonach Westminsteru sięgała wysokości 3 metrów.
Gdyby podobne zajścia miały miejsce dzisiaj, straty mogłyby sięgnąć 80 miliardów funtów, a dach nad głową straciłoby 1,5 miliona ludzi. A może się coś takiego zdarzyć, o czym przypomniała Zatoka Meksykańska, zalewając Nowy Orlean zaledwie dwa lata temu.
Ludzie gdzieś tam wiedzą, że coś takiego może spotkać Londyn, ale nie uświadamiają sobie, jak bliskie jest to zagrożenie – alarmuje Phil Woolas, minister środowiska.

Jaromir Rutkowski
[email protected]

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK