ROZRYWKA

To nie ja strzelałem (cz. 71)

Polish Express
Polish Express logo

To nie ja strzelałem (cz. 71)

Zmasowany atak policji ma mój dom. Kemal wie więcej niż Scotland Yard. Stróż prawa i Hendrix. W Anglii kawa powinna być przezroczysta.

Bułgarski sposób na angielską zimę (cz. 70) >> 

Odwiedziła mnie policja. To znaczy nie mnie, ale „nasz angielski dom”. I to w jakiej sile - aż sześcioro funkcjonariuszy. Pięć policjantek i jeden policjant, a wszystko dlatego, że ktoś strzelał z okna naszego domu.

Pralka znów się zepsuła, więc musiałem skorzystać z pobliskiej pralni. Czekałem w kolejce do wirówki, kiedy zadzwonił brat i zapytał, czy nie moglibyśmy się spotkać na kawie w „Churchfield Caffe”. Wyraziłem taką chęć, więc powiedział, że będzie za dwadzieścia minut. Na wirówkę czekałem piętnaście minut i brat zadzwonił ponownie, że już jest na miejscu. Wyjrzałem na ulicę, rzeczywiście siedział już przy stoliku na zewnątrz kawiarni. Powiedziałem, że zaraz będę.

Ktoś strzelał, ktoś jest ranny

Załadowałem już prawie suche pranie do torby i udałem się na „spotkanie rodzinne”. Okazało się, że nie mam już papierosów, więc wszedłem na moment do sklepu Omara. Za ladą stał jego brat, Assif z mocno wystraszoną miną:

- Tam jest policja, ktoś strzelał, ktoś jest ranny.

Assif lubi czasem głupio zażartować, toteż pomyślałem, że to jeden z jego głupich dowcipów. Uśmiechnąłem się, wziąłem papierosy i wyszedłem. Usiadłem na momemnt przy stoliku, ale drażniła mnie torba z praniem, więc powiedziałem bratu, że zaniosę ją do domu i zaraz wrócę.
Było ich sześcioro, patrzyli w kierunku okna na drugim piętrze domu, w którym mieszkam.

 

- Mieszkasz tu - zapytała niewysoka blondynka w policyjnym uniformie.
Odpowiedziałem twierdząco i przemknęło mi przez myśl, że Assif tym razem nie żartował.
- Ktoś stamtąd strzelał - powiedziała wskazując na okno, któremu cały patrol się wcześniej przyglądał.
- Ja tam właśnie mieszkam, ale raczej nie strzelałem. Poza tym to nie jest okno mojego pokoju, lecz holu.
- Czy możesz nas wpuścić do środka?
Rozpierzchli się po całym domu pukając do wszystkich drzwi, ale akurat nikogo nie było - wszyscy w pracy.
- Jak długo cię nie było w domu? - zapytała blondynka.
- Myślę, że około godziny.

W Polsce już bym siedział

Byłem jedynym podejrzanym. Aż dziw bierze, że nie zakuli mnie w kajdanki. Mało tego, nawet nie zapytali, jak się nazywam. W Polsce to już bym siedział z trzymiesięczną sankcją na „dzień dobry”.
- Czy jestem podejrzany? - zapytałem.
- Nie, bo nie mogłeś strzelać. Byliśmy tu cztery minuty po tym jak padł strzał. Sprawdziliśmy czy nie ma innego wejścia, więc nie mogłeś strzelić i opuścić dom inną drogą niż tą.

Po drodze na drugie piętro przeczesali wszystkie pawlacze i zakamarki. Kiedy już znaleźliśmy się przed moim pokojem, nie wypadało nie otworzyć. Niestety, panował tam bałagan tak potworny, że z trudem można było odnaleźć duży tapczan, a co dopiero broń. Ale oni nie kwapili się zbytnio do wejścia.
- W sumie to dobrze, że jesteście. Możecie pomóc mi posprzątać.
Zaśmiali się uprzejmie z niezbyt dobrego dowcipu. W Polsce dostałbym za to najmarniej trzy lata, za obrazę funkcjonariusza na służbie.
Na wejście do mojego lokum odważył się jedyny mężczyzna w tym patrolu. Zobaczył gitarę i wziął ją do ręki, podgłośnił potencjometrem i uderzył kilka akordów.
- Hendrix, „Hey Joe” - ni to zapytałem, ni to stwierdziłem.
- Correct - odpowiedział jak facet prowadzący teleturnieje i dodał: - Stare dzieje.
- Jesteś muzykiem - zapytał widząc jeszcze jedną gitarę i dwa keyboardy.
Odpowiedziałem mu, że mam zawodowe przygotowanie, ale grywam hobbystycznie. Pożegnali się ze mną rzucając na odchodnem formułkę, że jeślibym coś zauważył lub czegoś się dowiedział na interesujący ich temat, to żebym niezwłocznie powiadamił najbliższą jednostkę policji. Obiecałem, że tak zrobię.

 

Kemal wie wszystko

Usiadłem wreszcie z bratem, przy zimnej już kawie, ale nie było dane nam porozmawiać, bo zaraz dołączył do nas właściciel kawiarni, Kemal. Aha, zapomniałem dodać, że strzelano z broni pneumatycznej, czyli z wiatrówki. A Kemal wiedział nie tylko o tym, lecz również wiadomo mu było, że nikt nie został ranny i kto był sprawcą, ale nie chciał tego nam wyjawić.
- Może to ty? - zapytałem.
- A czy ja mieszkam w twoim domu? - odpowiedział pytaniem Kemal.
Zagadka „kto strzelał i w jakim celu?” nadal więc pozostaje nierozwiązana.

Sheila i kawowy dylemat

Niedziela była cudowna, bo słoneczna i ciepła. Z tego też powodu wywlokłem się z domu dosyć wcześnie i łaziłem po okolicznych parkach robiąc zdjęcia ptakom i kwiatom. Włóczęgę zakończyłem wczesnym popołudniem i udałem się do „Poco Loco” na kawę. Przy stolikach na zewnątrz było pusto, siedziała tylko jakaś Murzynka o końskiej twarzy, ale bardzo zgrabna i mówiła coś do siebie, od czasu do czasu wybuchając śmiechem. Pomyślałem, że nienormalna, choć przyznaję, że określenie to przybrało w moich myślach formę mniej cenzuralną, niestety. Okazało się jednak, że to ja jestem pieprznięty, bo dziewczyna rozmawiała przez telefon korzystając z popularnych tu słuchawek. Nudziło mi się diabelnie, nie było z kim pogadać, nie chciało mi się też podnosić tyłka z krzesła, żeby pójść po gazetę do pobliskiego „news agenta”. Wypiłem kawę i uznałem, że wypiję jeszcze jedną. Zauważyłem, że dziewczyna siedzi przy pustym stoliku. Akurat przestała rozmawiać. Zapytałem, czy może przypilnować moich rzeczy i wszedłem do środka. Po chwili wyszedłem z dwiema kawami. Jedną postawiłem na jej stoliku. W tym momencie jednak zdałem sobie sprawę, że może to zostać potraktowane jako molestowanie albo zawoalowany „racial abuse”. Już niejeden Polak przekonał się, że to co nad Wisłą uchodzi za niewinną zaczepkę, tu jest traktowane zupełnie inaczej. Postawienie komuś o czarnym kolorze skóry białej kawy może być zinterpretowane przez „adresata”, a również i przez sąd, jako wytknięcie komuś, że nie jest biały. Z kolei poczęstunek w postaci czarnej kawy może być odebrany jako aluzja do koloru skóry. Tu ze wszystkim trzeba uważać. Ale dziewczę uśmiechnęło się pięknie i poinformowało mnie, że ma pieniądze, że gdyby chciało napić się kawy, to by sobie kupiło. No, ale dobrze przynajmniej, że się nie obraziła. Musiałem się jednak jakoś wytłumaczyć z tego niezwykłego, jak się okazało, gestu.

 

Powiedziałem więc, że nie lubię pić sam kawy, że lubię sobie przy tym porozmawiać (co nie do końca jest prawdą) i takie tam bzdury.
Sheila ma 30 lat. Od niedawna mieszka przy tej samej ulicy co ja i szuka pracy gdzieś w pobliżu. Właśnie zanim przyniosłem kawę obdzwaniała ogłaszających się pracodawców. Jej śmiech, którym od czasu do czasu wybuchała, był reakcją na zarobki proponowane przez tych, którzy na jej telefon odpowiadali.
- To bezczelność proponować komuś tylko osiem funtów za godzinę! - krzyczała. - W jakim kraju my żyjemy!
Akurat przypałętał się do nas jakiś Jamajczyk w dredach i poprosił o papierosa. Facet biorąc go ode mnie i nie zważając na mój kolor skóry stwierdził:
- Tak, tak, masz rację, białasy chcą, żebyśmy znów pracowali za darmo, jak dwieście lat temu.
Sheila machnęła mu ręką, żeby się oddalił, co też Jamajczyk, uszczęśliwiony papierosem, uczynił.
W sumie rozmowa nie była zby interesująca. Dowiedziałem się, że moja rozmówczyni pracuje w agencji nieruchomości w północno-wschodnim Londynie, ponieważ jednak rozstała się ze swoim przyjacielem, wyprowadziła się. Chce znaleźć coś bliżej, bo męczą ją dojazdy.

Popatrzyła na zegarek:
- Muszę iść, bo koleżanka nie ma kluczy. Zobaczymy się.
Tak, zobaczymy, czy się zobaczymy.

Cdn. 

Janusz Młynarski 

Bułgarski sposób na angielską zimę (cz. 70) >> 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Głupi Dżunio (cz. 42)

Głupi Dżunio (cz. 42)

Podłoga jak po procesji. Bracia Mroczkowie i Olvier Janiak w jednej osobie. Kto chce zabić Vioricę. Omar proponuje wspólny biznes. Zabiłaś swoje dziecko!

"Jak było z prostytutką, a jak ze szczurami" (cz. 82)

"Jak było z prostytutką, a jak ze szczurami" (cz. 82)

Torba z głową w środku. Płacz zza ściany. Dziewczyna zmienia szatę. Coraz mniej tajemnic.

Prawdziwego Anglika trudno spotkać (cz. 9)

Prawdziwego Anglika trudno spotkać (cz. 9)

Polscy emigranci są mądrzy. Prawdziwego Anglika trudno spotkać. Inwazja Bośniaków. Parasolkowy atak. Masakra w „Poco Loco”. Pieczony nos. Kanapka z protezą. Islandzki gejzer zatokowy.

Bułgarski sposób na angielską zimę (cz. 70)

Bułgarski sposób na angielską zimę (cz. 70)

Hiszpan na zakręcie. Powrót ugodzonej torbą. Zcziembra borożo minto karota. Obiado de Espania. Gdzież Portugalczykom do takich imion. Co Juan ma wspólnego z saperem Wodiczką. Doda nie miałaby szans. Czy...

"Jak było z prostytutką, a jak ze szczurami" (cz. 82)

"Jak było z prostytutką, a jak ze szczurami" (cz. 82)

Torba z głową w środku. Płacz zza ściany. Dziewczyna zmienia szatę. Coraz mniej tajemnic.

Szczur z małpą na stole (cz. 18)

Szczur z małpą na stole (cz. 18)

Mieszane wspomnienia. Po telefonie. Międzynarodowa ekipa. Nieznośna ciężkość bytu. Brytyjscy farmaceuci przesadzają. Szczur z małpą na stole. Szklankę krwi proszę. Romek i ja tracimy apetyt.

Wojna o garnek (cz. 31)

Wojna o garnek (cz. 31)

Ajn moment w łazience. Nowi w domu. Rumunia piękny kraj. Wojna o garnek. Nigeryjsko-polska Bonnie & Clyde. Podwyżki Omara.

Powrót na łono (cz. 36)

Powrót na łono (cz. 36)

Ciężka praca stewardesy i tłumacza. Jest taśma, nie ma bagażu. Serdecznie witamy z czynszem. Stukanie, skrzypienie - zagadka wyjaśniona. Dziewczyna z Nepalu. Robienie w banię.

Nieskazitelni Polacy i Czech yeti (cz. 17)

Nieskazitelni Polacy i Czech yeti (cz. 17)

Victoria nie widzi przez ścianę. Co ona pieprzy? Za co matka pije? Nieskazitelni Polacy i Czech yeti.

Wojna o garnek (cz. 31)

Wojna o garnek (cz. 31)

Ajn moment w łazience. Nowi w domu. Rumunia piękny kraj. Wojna o garnek. Nigeryjsko-polska Bonnie & Clyde. Podwyżki Omara.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK