wasze sprawy

Ten brzydki kolor

Polish Express
Polish Express logo

Ten brzydki kolor

Zaskoczyłem pewnie kilku moich znajomych, kiedy w rozmowach telefonicznych i prywatnych na pytanie „Czy w Anglii istnieje rasizm?” - odpowiedziałem twierdząco. Owszem, istnieje - mówiłem.

Rasizm czy ksenofobia >>

 
 
Nasi rodacy, „po staremu” mówiąc o ludziach innych narodowości używają słów: asfalt, żółtek, brudas, angol, ciapaty, siny, a raz słyszałem na własne uszy jak ktoś powiedział, że pracuje z bandą czarnuchów. No dobrze, więcej niż raz.
A wydawać by się mogło, że coś powinno ulec zmianie w mentalności rodaków przyjeżdżających do Anglii, jeśli nie zaraz po przekroczeniu Kanału La Manche, to w każdym razie niedługo potem. Że mieszkając w wielonarodowym tyglu, jakim jest Wielka Brytania, nauczą się szanować inne kultury. W Polsce można jeszcze od biedy zwalić winę za pełzający rasizm na uwarunkowania historyczne (z tej samej przyczyny antysemityzm jest dla mnie podwójnie obrzydliwy - nie mogę pojąć Polaka, który ochoczo podpisuje się pod hitlerowską ideologią), bo niby jak w kraju przez pół wieku niemal całkowicie odizolowanym od reszty świata, człowiek wyróżniający się kolorem skóry czy rysami twarzy ma nie skupiać na sobie uwagi innych? No to skupia. Szkoda tylko, że ta uwaga najczęściej sprowadza się do wyzwisk i rękoczynów.
 
Polska gościnność inaczej
Dopiero co zapadł wyrok w sprawie grupy odmóżdżonych kiboli, którzy postanowili uświetnić pomeczową libację w elbląskim parku Bażantarnia pobiciem Bogu ducha winnego czarnoskórego mężczyzny przechodzącego w pobliżu. Cała jego wina sprowadzała się do tego, że postanowił w pogodny letni dzień wyjść z żoną na spacer. Funkcjonariusze policji, którzy przybyli na miejsce zdarzenia, zatrzymali sześciu napastników, prokuratura zdecydowała się oskarżyć dwóch, z czego jeden został uniewinniony, a drugiego skazano na 6 (tak, sześć) miesięcy więzienia. Sąd nie dał wiary jego wyjaśnieniom, że nie mógł brać udziału w napaści, bo był pijany i spał. Hej, ale nie wszystko stracone, bo wyrok nie jest jeszcze prawomocny, a obrona zapowiedziała apelację. I nie przypominam sobie, żeby ktoś przy tej okazji rozdzierał szaty nad tym, gdzie podziała się słynna polska gościnność, nie przejęto się specjalnie, że młodocianym bandytom kompletne zbydlęcenie uchodzi płazem i w ogóle sprawę uznano za załatwioną. Ciekawe, co pobity czarnoskóry dżentelmen (notabene lekarz z zawodu) miał na ten temat do powiedzenia. No, ale kto by go pytał o zdanie. Jak się nie podoba, to do domu.
 
Po drugiej stronie kija
Nie twierdzę, że jako naród nie jesteśmy czuli na punkcie rasizmu. Ależ jesteśmy. W marcu tego roku, po meczu Irlandia - Polska, grupa naszych kiboli (jakże ja ich kocham) wywołała w jednej z dzielnic Belfastu regularne zamieszki - i proszę mi nie opowiadać, że to była prowokacja, bo mam spierzchnięte usta i nie mogę się śmiać - co nie spodobało się mieszkającym tam Irlandczykom. Postanowili wyrównać rachunki biorąc na celownik mieszkających w okolicy polskich emigrantów. W mediach zawrzało. Pojawiły się dramatyczne apele skierowane do policji, wystosowano list do premiera Irlandii Północnej, w całą sprawę zaangażował się nawet Rzecznik Praw Obywatelskich. Jak już wcześniej wspomniałem, potrafimy błyskawicznie reagować na przejawy rasizmu. Tylko najpierw musimy się znaleźć po drugiej stronie kija bejsbolowego. Wtedy aż miło nas posłuchać. Tak pięknie mówimy o równości, braterstwie i prawach człowieka.
A skoro już o tym - pod informacją o liście rzecznika do komisarza Praw Człowieka Europy znalazłem komentarz sfrustrowanego internauty: „Wcale się nie dziwię Anglikom, że nie chcą kolorowych, ale co mają do nas?”. No właśnie, co?
Już wyjaśniam. Czasy się zmieniły. Światowa gospodarka spłatała nam psikusa (no dobrze, dużo wysiłku włożono w spowodowanie tej katastrofy, ale to temat na inną okazję) i wszystko wskazuje na to, że sprawy jeszcze się pogmatwają, zanim zaczną się prostować. Jeszcze niedawno byliśmy tutaj witani z otwartymi ramionami, bo pracy było więcej niż chętnych do jej wykonywania. Teraz sytuacja się odwróciła, więc niech nikogo nie dziwi zmiana nastrojów. Gniewne głosy ludzi, przyzwyczajonych do dobrobytu, którzy z dnia na dzień muszą nauczyć się żyć z zasiłku, podczas gdy zastępy „Polaczków” mają się dobrze. Politycy próbujący zbić kapitał na hasłach w rodzaju: „Praca przede wszystkim dla Anglików”. Przecież w latach 90. to samo spotkało pracujących w Polsce Ukraińców, Litwinów i Białorusinów. Najpierw traktowano ich pobłażliwie, bo harowali jak woły za półdarmo (i że też im się chce zostawiać rodziny i jechać taki kawał drogi za chlebem), ale dla nich to przecież i tak był majątek; a kiedy nasza gospodarka się zawaliła, a poziom bezrobocia skoczył na wysokość stratosfery, przestali być folklorem, a zaczęli być kamieniem u nogi. Złodziejami miejsc pracy. Ruskimi, których trzeba się pozbyć.
Póki stół ugina się od żarcia, gospodarzowi nie przeszkadza, jeśli do biesiady dołączy kilku niezapowiedzianych gości. On wychodzi na człowieka z gestem, a przecież i tak, czego się nie zje, to się zmarnuje. Co innego kiedy do podziału jest kromka wczorajszego chleba i skapciały pomidor.
 

 

Dariusz Zientalak

 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK