temat numeru

Temat numeru: Polacy też podzieleni w sprawie Brexitu

Polish Express
Polish Express logo

Temat numeru: Polacy też podzieleni w sprawie Brexitu

Im bliżej zarządzonego przez brytyjskiego premiera referendum w sprawie pozostania lub wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, tym większe napięcie. Kalkulują bankowcy, przemysłowcy, prawnicy i zwykli ludzie, jakie może to mieć dla Wysp i dla nich znaczenie z powodu takiego, a nie innego wyniku referendum.

Szczególny niepokój można zauważyć w grupie imigrantów, którzy osiedlili się na Wyspach, w tym Polaków. Ale gdyby to od Polaków zależał los Londynu, Wielka Brytania zostałaby w strukturach unijnych, takiego zdania jest bowiem 54 procent pytanych. A tylko 7 procent opowiada się za wyjściem Wysp z Unii Europejskiej.

Ale to od samych Brytyjczyków zależy, jaka będzie przyszłość ich kraju, a z tym może być różnie, bo choć przewagę mają zwolennicy pozostania w UE, to po antyunijnym referendum w Holandii, gdzie większość opowiedziała się przeciwko integracji Wspólnoty z Ukrainą eurosceptycy na Wyspach nabrali wiatru w żagle. Do walki ruszył nawet amerykański prezydent podczas swojej kwietniowej wizyty na Wyspach. Barack Obama powiedział wprost: „nie będzie umowy handlowej z USA, gdy Wielka Brytania wyjdzie z UE”. Został za to ostro skrytykowany przez zwolenników Brexitu.

Wszystko rozstrzygnie się 23 czerwca w dzień referendum. I tak, jak co do przyszłości Wysp podzieleni są sami Brytyjczycy, podobny podział widać też wśród mieszkających tu i pracujących Polaków. Choć wydaje się, że większość z naszych, szczególnie ci z prawem stałego pobytu na Wyspach, zdają sobie sprawę z negatywnych skutków wyjścia Londynu ze Wspólnoty (obcinanie zasiłków, problemy z utrzymaniem swoich firm, konieczność poddawania się kontroli na granicach, itd.) to nie brakuje także Polaków, którzy są entuzjastami Brexitu.

Jeśli dojdzie do Brexitu, Polacy wrócą do kraju? 400 tys. z nas może być do tego zmuszonych

Wielu Polaków z brytyjskimi paszportami przemawia językiem… Brytyjczyków, mówiąc że trzeba odejść od zbiurokratyzowanej Europy, oderwać się od kłopotliwych imigrantów, podrzucają nawet argumenty, że Brexit byłby gorszym wyjściem dla Polski, ale przecież oni mieszkają na Wyspach i powinni się czuć i działać jak Anglicy.

To nie tylko opinia tzw. starej Polonii, to także mocny głos młodych Polaków osiadłych na Wyspach. Ich zdaniem Londyn powinien przestać wspierać innych, a zadbać o swoje interesy. A los tych Polaków, którzy przyjechali do Wielkiej Brytanii niedawno wielu naszych już nie obchodzi. Nic dziwnego, że Nigel Farage może ponoć liczyć na poparcie całkiem sporej grupy naszych rodaków.

Zarobią na wyjściu

Może takich Polaków przekonały wyliczenia ekonomistów, którzy na przykład podpowiadają: koszty członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii pochłaniają ogromne sumy, tracimy na tym nawet do 350 milionów funtów tygodniowo. Wpompowanie tych środków w szkolnictwo, służbę zdrowia i inne sektory życia społecznego, a nie łożenie ich na unijną biurokrację poprawiłoby pozycję Wysp.

Nie docierają do zwolenników zerwania więzi z Brukselą argumenty, że na takiej operacji Wielka Brytania straciłaby gospodarczo, oficjalne wyliczenia brytyjskiego rządu mówią o stracie ponad czterech tysięcy funtów rocznie przez każdą rodzinę. Tacy ludzie przekonują, że wyjście z Unii to nie tragedia, przecież Wielka Brytania nadal miałaby kontakty z resztą członków Wspólnoty, można by wtedy bardziej integrować się z Ameryką (zapominają, co powiedział Barack Obama), Chinami czy krajami byłej Brytyjskiej Wspólnoty Narodów.

Innymi słowy ponosząc mniejsze koszty pozostająca w Europejskim Obszarze Gospodarczym Wielka Brytania wciąż korzystałaby z przepływu ludzi, kapitału, usług i towarów. Czy Brytyjczycy i Polacy„kupią” te argumenty, przekonamy się 23 czerwca, David Cameron nie zamierza bowiem wycofywać się z danego narodowi słowa po wygraniu przez jego ugrupowanie wyborów parlamentarnych.

Podziały, podziały

Sam Cameron po wywalczeniu w Brukseli dodatkowych przywilejów dla Londynu z przedstawicielami UE jest przeciwko Brexitowi, ale już np. jego partyjny kolega, burmistrz Londynu Boris Johnson, głośno nawołuje do opuszczenia unijnych struktur. Podobny podział biegnie przez brytyjskie społeczeństwo i mieszkających tu przybyszów, w tym Polaków.

Wielu z nich jest niezdecydowanych, wśród nich także Polacy, którzy na własne oczy widzą, że tacy jak oni przyłożyli rękę do rozwoju tego kraju. Ale od razu podnosi się argumenty, że obecne turbulencje na rynkach finansowych, kryzysy, emigracyjne fale sprawiają, że poza Unią szybciej można byłoby wprowadzić reformy i rozwiązania, poprawiające pozycję brytyjskiej gospodarki.

Brexit na pewno oznaczałby dla Wielkiej Brytanii skok na głęboką i niepewną wodę. Co by się np. stało z umowami, które Londyn podpisał w ramach unijnych struktur, jak można by je zmienić, jak renegocjować? Takich pytań i wątpliwości jest bardzo wiele. W polskich ośrodkach na Wyspach trwa coraz bardziej ożywiona dyskusja na ten temat.

Do referendum pozostały 2 miesiące, a nowy sondaż daje przewagę zwolennikom Brexitu

Rząd Davida Camerona oświadczył, że imigranci mieszkający na Wyspach i pochodzący z krajów Unii Europejskiej nie będą mogli brać udziału w referendum dotyczącym wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty. Uprawnieni do głosowania będą ci mieszkańcy Wysp, którzy uczestniczyli w ubiegłorocznych majowych wyborach parlamentarnych, co oznacza , że oprócz Brytyjczyków, Irlandczycy oraz obywatele krajów należących do Brytyjskiej Wspólnoty Narodów są uprawnieni do uczestnictwa w referendum, jednak pozostali obywatele krajów Unii już nie.

Wielki strach Polaków

W najgorszej sytuacji są ci Polacy, którzy nie mają na Wyspach prawa stałego pobytu. Może ich być nawet pół miliona i to oni najbardziej obawiają się wyniku referendum. Zdecydowana większość z nich chciałaby pozostania Wysp w strukturach Unii. Podobną opinię wyrażają także ci, którzy są w tym kraju od dekady.

Nie muszą obawiać się deportacji, ale oczyma wyobraźni już widzą trudności w utrzymywaniu kontaktu ze swoimi bliskimi w Polsce po opuszczeniu Unii przez Wielką Brytanię. Nie wiedzą, czy będzie im wtedy potrzebna wiza, by mogli swobodnie podróżować, czy działający na własny rachunek po możliwej zmianie przepisów Polacy utrzymają się po Brexicie.


„Obcy” na Wyspach

Rośnie też wśród Polaków strach przed tymi Brytyjczykami, którzy są zdecydowanie przeciwni pozostaniu w Unii, a którzy tym razem pójdą do urn i poprą antyunijne ugrupowania. Atmosfera dla „obcych”, a takimi mogą się okazać całe rzesze Polaków, może stać się dla naszych bardzo nieprzychylna.

Patrząc na zaciętą walkę miejscowych polityków o głos każdego wyborcy strach wśród naszych tylko się potęguje. Za wyjściem Wysp z UE jest charyzmatyczny burmistrz Londynu, Boris Johnson, i znaczna część posłów konserwatywnych, grupka posłów Partii Pracy, do tego nacjonalistyczny UKIP i radykalna lewicowa Respect. Te ugrupowania głośno krytykują sposoby w jaki Wspólnota walczy z migrantami, podnoszą ogromne koszta członkostwa w UE, rozbuchaną brukselską biurokrację, itd.

Cameron natomiast ma po swojej stronie większość swojego gabinetu, większość Partii Pracy, szkockich i walijskich nacjonalistów, największych brytyjskich przedsiębiorców, związki zawodowe i ponoć tych obywateli unijnych, którzy przyjęli brytyjskie obywatelstwo (wśród nich jest także spora grupa Polaków).

Wielka niewiadoma

Skutki wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej są bardzo trudne do oceny, bo przecież do tej pory żaden kraj nie nie zdecydował się na taki krok. Nie wiadomo, więc jaki byłby status Wielkiej Brytanii po Brexicie. Dziś przepisy unijne stanowią, że Wielka Brytania musi traktować wszystkich obywateli krajów Wspólnoty jak obywateli własnego kraju. Gdyby jednak wystąpiła z UE, wówczas samodzielnie decydowałaby o tym, jak traktować np. Polaków.

Co konkretnie oznaczałby Brexit:
- Utratę zasiłków. Rząd w Londynie mógłby wstrzymać świadczenia dla osób nie posiadająch obywatelstwa brytyjskiego. W takiej sytuacji duża grupa Polaków zapewne wróciłaby do ojczyzny, bo bez finansowego wsparcia państwa nie utrzymaliby się w tym kraju.

- Problemy z pracą. Ci, którzy jednak zostaliby na Wyspach musieliby posiadać pozwolenie na pracę. Z tym mogłyby być kłopoty. Problemy mogliby mieć także ci Polacy, którzy prowadzą na Wyspach własne firmy.

- Niewykluczone, że wprowadzone zostałyby nowe, mniej korzystne zasady prowadzenia własnej działalności gospodarczej. Rzucane polskim przedsiębiorcom pod nogi kłody zniechęciłyby zapewne wielu z nich do pozostania w tym kraju. A trzeba pamiętać, że w Wielkiej Brytanii jest przeszło 22 tysiące polskich przedsiębiorstw. Ci bez brytyjskiego obywatelstwa mieliby trudny czas przed sobą.

- Niepewność jutra. W jednej chwili setki tysięcy rodaków stanęłoby pod ścianą, przed koniecznością dokonywania znowu życiowych wyborów. Bo w przypadku Brexitu status Polaków na Wyspach zmieniłby się dosłownie z dnia na dzień. Co prawda samo wychodzenie z UE zajęłoby Brytyjczykom dwa lata, ale tylko tyle czasu mieliby Polacy pracujący i mieszkający w Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii Północnej na określenie swojej sytuacji i ułożenie własnych planów.

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK