POLACY W UK

Rude to wredne!

Polish Express
Polish Express logo

Rude to wredne!

Nasi rodacy zgromadzeni w liczbie dwóch lub większej, to zawsze wyśmienita okazja, by oddać się ulubionemu zajęciu, czyli obrabianiu (często bez pardonu!) nieobecnym, ale znajomym, nierzadko nawet zaprzyjaźnionym, części ciała nieodzownej do czynności siedzenia.

Jeśli ktoś nie wie co mam na myśli, znaczy nie przyszedł na świat w dorzeczu Wisły. Farciarz jeden! Ot, to taka nasza narodowa specjalność (żadna tam przywara!), która winna być obwarowana w unijno-europejskiej społeczności specjalnymi patentami. Dlaczego akurat w okresie przedświątecznej krzątaniny problem ten wysforował się na pozycję lidera spośród innych tematów czekających cierpliwie na swoją kolej? Wizja tradycyjnego polskiego suto zastawionego bożonarodzeniowego stołu, nad którym szybują niewybredne docinki, złośliwości, chamstewka? Hm, może i tak, ale nie do końca. Do tego wszystkiego na przestrzeni dziesięcioleci zdążyliśmy wszak przywyknąć i nikogo to na dobrą sprawę nie powinno razić. Przysłowiowe schody zaczynają się jednak w momencie, gdy w „biesiadnym” stylu gaworzy sobie w najlepsze dwóch panów wobec telewizyjnych kamer i mikrofonów. A taką, niemającą kompletnie nic wspólnego z dobrymi manierami, pogawędkę pokazała nie tak dawno milionom Polaków zacna stacja telewizyjna Polsat.

„Cafe Futbol” czy „A fe  Futbol”
 
W ramach programu „Cafe Futbol” redaktor Mateusz Borek zasięgnął wiedzy Zbigniewa Bońka w przedmiocie przydatności pana Kazimierza Grenia na ewentualność objęcia przez tego ostatniego funkcji dyrektora reprezentacji polski (ponownie z orzełkiem). Czegóż to się dowiedział? Absolutnie niczego! Za to popularny nadal w pewnych kręgach „Zibi” nie omieszkał wykorzystać sposobności, by podworować sobie z pana Grenia. Mniejsza o jaki wątek konkretnie poszło, w każdym razie rudowłosy Boniek dostał kolki ze śmiechu rysując postać wspomnianego działacza piłkarskiego. Oglądając tę pogawędkę panów „B” trudno wyzbyć się poczucia niesmaku. Mam prawo przypuszczać, że rozmowa ta nie była emitowana „na żywca” i można było sobie oszczędzić prezentacji prawdziwego oblicza dawnej gwizdy piłkarskiej murawy. Boniek wespół ze swym nadwornym redaktorem zamierzał skompromitować pana Grenia, a tymczasem osiągnął efekt nie tylko nie zamierzony, ale wręcz odwrotny - zbłaźnił samego siebie! Że o panu redaktorze nie wspomnę.

Lato, Boniek. Kto następny?

Doprawdy żal, że po Grzegorzu Lacie kolejny idol miłośników piłki nożnej lat minionych rujnuje swój wizerunek. Zbigniew Boniek zaliczany jest to wąziutkiego grona polskich piłkarzy, których nazwisko nie było obce kibicom poza granicami Polski. Zaliczył 80 występów z orzełkiem na piersi. Któż nie pomni jego wspaniałego występu podczas hiszpańskiego Mundialu w meczu Polska – Belgia, kiedy to trzykrotnie ośmieszył bramkarza Theo Custersa? A jego wspaniałe mecze w barwach Juventusu Turyn, czy AS Roma? Solidny kawał historii polskiego futbolu.
Niestety, po definitywnie ostatnim dla niego gwizdku sędziego pogubił się zupełnie. Kompletnie nieudane próby trenerskiego fachu na ławkach US Lecce, AS Bari, czy jakiejś tam Sambenedettese. Blamaż w epizodycznej roli trenera naszej narodowej jedenastki. Fiasko w wyborach na stanowisko prezesa PZPN. Boniek natomiast doskonale radzi sobie przed telewizyjnymi kamerami. O tak, tutaj czuje się jak ryba w wodzie. Zza kulis potrafi dzielić i rządzić, manipulując usłużnymi żurnalistami. Bo czemuż miała jego zdaniem służyć jego bezczelna wypowiedź, której ofiarą padł pan Kazimierz Greń? Podobno miał nawet czelność zatelefonować do swej „ofiary” i… grzecznie przeprosić. Jeśli zatem zdał sobie sprawę, że przekroczył granice dobrego smaku, to dlaczego nie spowodował, by stacja Polsat usunęła jego błazeństwa z internetowego śmietniska pt. YouTube? Nie do końca mogę też pojąć intencje redaktora Mateusza Borka. Cóż, jaki poziom naszego futbolu, taki poziom jego telewizyjnych komentatorów. Niezapomniany Jan Ciszewski pewnie co chwila przekręca się w miejscu swego wiecznego spoczynku. Moim zdaniem redaktor Borek może mówić o sporym farcie. Być może ma bardzo zapracowanych przełożonych lub do granic absurdu posunęli swoją wyrozumiałość. Po takiej prezentacji dziennikarskiego kunsztu winien stanąć przed dylematem: spakować swoje graty do kartonu i opuścić redakcyjne pielesze, czy też z mopem w dłoniach podjąć nowe wyzwanie i zacząć troszczyć się o stan czystości „powierzchni płaskich” w korytarzach siedziby stacji Polsat. Może też zatroszczyć się o ciąg dalszy swojej kariery na filmowym planie… Żal, że „Zibi” trwoni dziś wielki kapitał jaki zgromadził w latach swojej piłkarskiej kariery. Przeraża to co dzieje się w salonach zbliżonych do piłkarskiej centrali. Oglądając z zażenowaniem po raz któryś tam „występ” Zbigniewa Bońka, natrętnie pcha się do głowy pewien dowcip, tylko trzeba uważać, by nie zaplątać się w jego długą brodę.
- Co Bozia włosków nie dała? – drwi z łysego rudowłosy.
- Dawała rude, ale nie chciałem – odparowuje łysy.
Przy okazji: miłych, owocnych, budujących własne dobre samopoczucie „pogawędek” przy świątecznym stole!
  
Jerzy Kraśnicki

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK