temat numeru

Piekło na farmie: Polacy zdają wstrząsającą relację

Polish ExpressPolish Express logo

Piekło na farmie: Polacy zdają wstrząsającą relację

„M. Baker” - to nazwa dużej farmy pod Bostonem. Jednak dla pracujących tam Polaków „Baker” to „Birkenau”. Czym ich pracodawca zasłużył sobie na taki przydomek? Boston – niewielka portowa miejscowość 180 km na północ od Londynu. Po wejściu Polski do Unii, o leniwym zazwyczaj miasteczku zrobiło się głośno z powodu aż dwudziestu pięciu statystycznych emigrantów przypadających na stu Bostończyków.

Nie obyło się bez zamieszek i osobistych dramatów. Rozpisywała się o tym nawet ogólnokrajowa prasa. Jednak do największych dramatów dochodzi często za zamkniętymi drzwiami, po cichu. Niestety, ich niechcianymi bohaterami są w tym przypadku nasi rodacy.

Praca na akord, płaca na godzinę

Lincolnshire to zagłębie upraw rolnych - głównie kapusty, sałaty i ziemniaków. Praktycznie wszyscy mieszkający tam Polacy to pracownicy okolicznych farm. W całym hrabstwie doliczyć się można ich 560 sztuk, w tym wokół samego Bostonu około sto.

Ale takich pracodawców jak M. Baker jest w okolicy niewielu: jako nieliczni, mając kontrakt z odbiorcami rzędu Tesco, dają zatrudnienie przez okrągły rok. Dla przyjeżdżającego do pracy na Wyspach Polaka, stała praca to podstawa.

Najwyraźniej niektórzy pracodawcy dobrze o tym wiedzą i potrafią ten fakt świetnie wykorzystać. Jak stwierdza chcąca zachować anonimowość jedna z byłych pracownic M. Baker: „Płacone miałam na godzinę, ale wymagano od nas pracy jak w akordzie”. Inna, też chcąca zachować anonimowość Polka, dodaje: „Najbardziej bałam się tego, że menadżer Terry nie przestrzegał zasad bezpieczeństwa. Jeździł wózkiem widłowym jak szalony. Raz poprosiłam go o zdjęcie mi palety.

On ją zdjął i z wysokości rzucił mi pod same nogi. Mam szczęście, że zdążyłam odskoczyć”. „Pamiętam jak Terry rzucił raz nożem blisko mojej dziewczyny” - to już inny naoczny świadek.  „Całe szczęście, że nic złego się nie stało”. Jednak to zdecydowanie nie wszystko co działo się - i nadal dzieje - w nadmorskiej, pozornie spokojnej farmie.

Godność? Jaka godność!

„Jednej z nowych pracownic Terry kazał zawiązać sobie sznurówkę przy bucie” – zdaje relację inna Polka, również chcąca zachować anonimowość. Wszyscy obecni lub byli pracownicy M. Baker potwierdzają, że wielokrotnie widzieli swojego menadżera Terry’ego jak wkładał sobie rękę w spodnie, wyjmował i dawał dziewczynom do wąchania. Według zgodnej relacji świadków, wiele razy dochodziło do prób obmacywania dziewcząt, obmacywania biustu, itp.

„Raz w ciepły dzień spociłam się - Terry kazał mi rozpiąć zamek. Innym razem poprosiłam go o zszywacz. Powiedział wtedy: «Najpierw buzi, potem zszywacz»” – to relacja jeszcze jednej, nie chcącej podawać swego imienia Polki.
Dobrze zmotywowany pracownik

Krzyki i wyzwiska to dzień powszechny na podbostońskiej farmie. „Małpy, pedały, polskie świnie”, a wobec dziewcząt „polskie k***y” – takimi epitetami „zagrzewa” do wydajniejszej pracy swój team Terry Wright, menadżer pack-house’u. Do jednego z chłopaków na brukselce miał powiedzieć, że „jak jeszcze raz znajdzie zgniłą sztukę, to wsadzi ją jego dziewczynie w…” - nie kończy swojego zdania kolejny świadek.

„Każdy się bał, by nie stracić pracy, a on o tym wiedział i dlatego sobie pozwalał” – to kolejny anonimowy głos. Inny świadek mówi, że razem z żoną zwolnili się z pracy po tym, jak Terry poklepał jego małżonkę po pupie. Niestety, jedna z dziewczyn nie wytrzymała presji i musiała zgłosić się do lekarza psychiatry. Potwierdza to ewidencja szpitalna.

Bunt niemile widziany

Polacy pracujący w M. Baker zatrudnieni byli przez polską agencję pośredniczącą. To do jej szefowej pracownicy farmy zaczęli przychodzić ze skargami i prośbami o pomoc. Przełom nastąpił w kwietniu 2012 r.

Łukasz – pierwszy świadek, który nie boi się podać swego imienia, tak opowiada o tamtym zajściu: „Ani w polu, ani na zakładzie nie wolno nam było rozmawiać, bo «wydajność spada». Ja zamieniłem kilka słów z kolegą - usłyszał to Terry. Wpadł na linię, zaczął krzyczeć, walić pięściami. Tak przy wszystkich. Nie wytrzymałem. Rzuciłem narzędziami i normalnie odszedłem z pracy. Nie będę dawał się poniżać.

Jeśli będzie potrzeba, wszystko co widziałem przez te trzy lata powtórzę gdzie trzeba”.
Zachowanie Terry’ego tak kwituje menadżer pola, również Polak: „Ten człowiek ma problemy z samym sobą. Nie powinien zajmować tak odpowiedzialnego stanowiska”.

Trafił swój na swego

Po tamtym wydarzeniu, Terry został zawieszony z pracy na kilka dni. „Gdy pojawił się ponownie” - opowiada kolega Łukasza – „trochę sobie odpuścił, ale potem znów wszystko wróciło do normy. Czuł się bezkarny”.

Wtedy do akcji wkroczyła szefowa polskiej agencji: „Zgłosiłam sprawę do dyrekcji oraz skontaktowałam się z prawnikami. Efekt był taki, iż usłyszałam oficjalnie od szefa, że «firma nie zna lepszej metody do motywowania pracowników niż krzykiem i popędzaniem». No i od razu straciłam kontrakt z firmą”.

Wielkie problemy

Mój telefon do firmy odbiera Ian, sam dyrektor. Potwierdza, że Terry Wright jest aktualnym pracownikiem firmy. Jednak na pytanie w jakim stopniu metody pracy pana Wright odzwiezciedlają politykę firmy, dyrektor odpowiada, cytuję: „Wszystko się rozbija o firmę pośredniczącą i jej szefową”. I dodaje: „Ta pani sprawiła nam wiele problemów”.

Gdy nalegam na odpowiedź na moje pytanie i cytuję niektóre wypowiedzi świadków, dyrektor przyznaje, że takie metody są „nieakceptowane i złe”, ale - uwaga – „jeśli w ogóle się pojawiły, bo do tej pory nie zostały udowodnione”. Dyrektor wyraził również zainteresowanie przesłaniem mu kopii tego numeru naszej gazety.

Gdy pytam szefową polskiej agencji o jakich problemach mówił dyrektor farmy, ta odparła: „Po pierwsze, podaliśmy sprawę do prawników. A po drugie, ludzie uwierzyli w siebie, podnieśli głowy i po raz pierwszy od kilku lat otworzyli usta. Szefostwo nie ma już spokoju, więc z ich punktu widzenia rzeczywiście narobiłam im wielkich problemów”.

Koszty uzyskania przychodu

Po odejściu z pracy, Łukasz szybko znalazł nową farmę, notabene przez poznaną w M. Baker polską agentkę: „Tak mi ta praca zryła psychikę, że teraz nie mogę uwierzyć, że wysiedziałem tam tyle lat.

Nikt nie chce słyszeć wyzwisk, bo np. jako nowy nie wyrabia się z pakowaniem. A dzisiaj aż chce mi się chodzić do pracy”. Łukasz zauważa również: „Inne farmy też robią dla Tesco, ale nie ma takiego nacisku i takich metod”.

Tę „unikalność” M. Baker potwierdza Tomek, który w firmie wytrzymał 4,5 roku: „To była moja pierwsza praca w UK, więc już zacząłem myśleć, że to normalka i że wszędzie obmacują dziewczyny i wszędzie rzucają w chłopaków kapustą i tray’ami. Ale na obecnej farmie szefostwo zachowuje się normalnie.

Szanują człowieka. Gdy pada deszcz, pytają czy mamy odzież, gdy jest słońce, a my w polu – dadzą olejek do rąk. Jest zwykły ludzki szacunek”. I kończy: „Nie pracuję tu cały rok, ale na resztę czasu biorę holiday’a i do Polski!”.

Dobrze wiemy, że rynek jest wymagający i każdej firmie zależy na wydajności pracy. Mimo to, nasi rodacy potwierdzają, że kluczem do podniesienia wydajności pracy nie musi być obniżenie kultury osobistej kadry menadżerskiej.

Dlatego wedle obietnicy, wysyłamy kopię gazety do M. Baker ze świadectwem ich własnych pracowników oraz oczekujemy wyciągnięcia surowych konsekwencji wobec nadużywających swojego stanowiska menadżerów.
 

Jacek Wąsowicz

 

 

 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Odkryto nowy wirus

Odkryto nowy wirus

Lekarze odkryli nowy rodzaj wirusa podobnego do wirusa SARS, który 10 lat temu doprowadził do śmierci setek osób na świecie. Zakażony pacjent jest leczony w Wielkiej Brytanii.

Marcin znowu na ringu

Marcin znowu na ringu

Marcin Marczak (o pseudonimie Polish Express), który ma za sobą rewelacyjne walki w Londynie, niebawem znowu pojawi się na ringu. Będziemy mogli zobaczyć Polaka w akcji już 24 lutego w The Camden Centre...

Nie żyje, bo pokłóciła się o pieniądze z własnym bratem?

Nie żyje, bo pokłóciła się o pieniądze z własnym bratem?

Najprawopodobniej motywem zbrodni, w której zginęła 27-letnia Polka, Danuta Domagalska była kłótnia o pieniądze, do której doszło pomiędzy Danutą, a jej bratem.

Anglicy się bawią, a Polacy oszczędzają

Anglicy się bawią, a Polacy oszczędzają

Anglicy są znani z rozrywkowego i pełnego przyjemności trybu życia. Wydawanie pieniędzy na zakupy, drogie egzotyczne wakacje i nowinki technologiczne jest jak najbardziej w modzie. Mimo wysokich zarobków,...

Restaurator z polskimi korzeniami

Restaurator z polskimi korzeniami

Miał dwadzieścia parę lat i jeszcze więcej pomysłów na życie. Pierwsze pieniądze zarobił jako fotoreporter, choć marzył o własnej restauracji. Dziś prowadzi trzy prestiżowe lokale w Londynie, myśli o otwarciu...

Polacy winni śmierci

Polacy winni śmierci

O sprawie Daniela Pełki pisaliśmy już kilkukrotnie. W tym tygodniu proces dwójki polskich opiekunów chłopca, którym żyła cała Wielka Brytania, znalazł w sądzie swój finał.

Wzrost gospodarczy, jednak bez owacji dla Davida Camerona

Wzrost gospodarczy, jednak bez owacji dla Davida Camerona

Brytyjczycy nie spoglądają w przyszłość optymistycznie i nie mają nadziei na poprawę swoich życiowych standardów. Ten brak optymizmu charakterystyczny jest nie tylko dla bezrobotnych, ale także dla osób...

Dla kogo praca w UK?

Dla kogo praca w UK?

Po tym, jak minister gabinetu cieni Chris Bryant wyraził swój sprzeciw wobec zatrudniania imigrantów przez duże firmy, BBC przypomina, kto może legalnie pracować w Wielkiej Brytanii.

Ostra krytyka Polski przez brytyjskiego ministra

Ostra krytyka Polski przez brytyjskiego ministra

Zablokowanie przez Polskę propozycji europejskich ministrów środowiska, dotyczących wzmocnienia działań UE w celu zwalczania zmian klimatu, wywołało ostrą naganę ze strony ministra energetyki Chrisa Huhne.

Nie chcą reklamy o nielegalnych imigrantach. Jest zbyt ksenofobiczna

Nie chcą reklamy o nielegalnych imigrantach. Jest zbyt ksenofobiczna

Politycy z Partii Liberalnych Demokratów sprzeciwili się kontrowersyjnej kampanii reklamowej, która nawoływała nielegalnych imigrantów do tego, by powrócili do swoich krajów.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK