STYL ŻYCIA

Odcinek bardzo smutny

Polish Express
Polish Express logo

Odcinek bardzo smutny

Sobota, 9 rano, budzę się, przecieram w oczy, w telewizorze, który zapomniałem wyłączyć, jacyś harcerze, jakieś wieńce, za chwilę dymiący wrak samolotu. W pierwszej chwili myślałem, że to transmisja uroczystości z Katynia, ale ten wrak mi nie pasował.

Spie...ć gdzie chrzan rośnie >>

 
Uznałem, że to muszą być wiadomości, że najpierw migawka z Katynia, a później o jakiejś katastrofie, która wydarzyła się w jakimś odległym kraju. Postanowiłem jeszcze sobie pospać, ale do moich uszu dobiegł głos lektora, usłyszałem: „na pokładzie był pan prezydent wraz z małżonką... minister w kancelarii prezydenta... Stasiak...
Zerwałem się na równe nogi i nie wierząc własnym uszom zbliżyłem się do telewizora. Ze zdenerwowania nie mogłem znaleźć okularów, a kiedy już je znalazłem nie miałem wątpliwości, że to co zobaczyłem, to szczątki prezydenckiego samolotu. Zaparzyłem kawę, mając świadomość niestosowności swojego zachowania – taka tragedia, a ja tu sobie kawę parzę. Ale nie docierało to do mnie. Niezbyt jeszcze przytomny zszedłem do sklepu po papierosy.
Za ladą stał Ahmed, jak zobaczył mnie przyjął grobową minę i powiedział, że jest mu bardzo przykro z powodu tragedii, która spotkała Polskę i Polaków. Zaskoczył mnie, ale też przywołał do przytomności. Kondolencje złożyli mi również pracownicy sklepu również Pakistańczycy. Było ciepło i słonecznie, dlatego odruchowo zatrzymałem się przy kawiarni Kemala, usiadłem przy stoliku na zewnątrz i zanim zdążyłem wyjąć papierosy z kieszeni stał już przede mną Kemal z kawą, której nie zamawiałem. Był to poczęstunek od firmy, a do tego jakiś keks. Kemal w ogóle był bardzo miły i nawet naskakujący. Nie bardzo wiedziałem, z jakiego powodu, ale kiedy powiedział mi, że usłyszał w radiu o katastrofie, wtedy wszystko stało się jasne. Po kilku minutach dołączył do nas Ahmed. Był ciekaw, co tak naprawdę się wydarzyło. Rzecz w tym, że ja jeszcze nie wiedziałem zbyt wiele. Opowiedziałem o Katyniu o konfliktach z Rosją, o komunizmie, Stalinie, gułagach, a później o Monte Cassino, o polskich lotnikach o Armii Krajowej, o Powstaniu Warszawskim i tak zeszło do pierwszej. Aż dziw brał, że słuchali z takim zapamiętaniem moich słów. No może Kemal nie tak bardzo, bo widać było u niego pewne oznaki znudzenia, ale Ahmed słuchał tego jak jakiejś baśni. Jak skończyłem, to Ahmed powiedział:
-Ja tak czułem, że Polacy, to wspaniały naród.
Kiedy wróciłem do domu, siadłem przed komputerem, żeby wyczytać coś więcej. Byłe niesłychanie zdziwiony, że na portalu Gazeta.pl, ani słowa o tej katastrofie pod Smoleńskiem. Zachodziłem w głowę, jak to możliwe, przecież w telewizji mówiono o tym non – stop. Okazało się, że z routerem coś było nie tak i pokazywał wczorajszą stronę. Po zresetowaniu ukazała się aktualna strona. No tak, właściwie nie bardzo wiedziałem, co mam robić. Nadal nie mogłem uwierzyć, że w jednej chwili mogło zniknąć coś, do czego byłem przyzwyczajony, co wydawało mi się stabilne, nienaruszalne. Stabilne i nienaruszalne w tym sensie, że jakiś czas to będzie trwało i cała ta konfiguracja zmieni się naturalnie i bezboleśnie.
To całe tragiczne wydarzenie dało mi sporo do myślenia. Dlaczego ja nie płaczę, a inni płaczą – widziałem łzy w oczach różnych ludzi, starych, młodych, kobiet, mężczyzn, płakali dziennikarze, politycy, płakała moja matka.
Myślałem również nad tym, dlaczego bardziej płacze się nad śmiercią prezydenta, urzędników, posłów, mniej nad ofiarami trzęsień ziemi, tsunami i innych kataklizmów, dlaczego ci sami ludzie, którzy rozpaczają nad rodakami, których dopadła tragedia nie płaczą nad podobnym nieszczęściem, które spotkało obcych? Dlaczego Polak nie składa kondolencji Turkowi, którego kraj nawiedziło trzęsienie ziemi i zginęło 20 tysięcy ludzi? Albo Pakistańczykowi, bo jakiś samobójca wszedł w tłum i wysadził się w powietrze i zginęło 150 osób.
Przypomniałem sobie właśnie zdarzenie, z zeszłego roku, kiedy to Talibowie porwali polskiego inżyniera, którego po pewnym czasie zabili. „Moi” Pakistańczycy przepraszali mnie, pocieszali, współczuli. Minęło kilka dni i w Lahore, tam skąd pochodzi Ahmed, Omar i reszta moich sąsiadów, z powodu samobójczego zamachu zginęło sto kilkadziesiąt osób, głównie kobiet i dzieci. Nawet mi do głowy nie przyszło wyrazić ubolewania, zapytać, czy ktoś z jego rodziny nie zginął, nie ucierpiał. Nie wiem, nie jestem w stanie opowiedzieć.
Przyszła niedziela. Spędziłem ją głównie przed telewizorem, bez przerwy przerzucałem kilkaset kanałów, trafiłem między innymi na rosyjski, ale anglojęzyczny TV Rusia Today. Pokazywano wyłącznie materiały o katastrofie, podobnie na kanałach ogólno - rosyjskich, czy to państwowych, czy komercyjnych. Widziałem coś, co nie mieściło mi się w głowie – Putina, który obejmuje Tuska, Putina z Miedwiediewem w cerkwi, jak odmawiają modlitwę za ofiary katastrofy, świecą świeczki, szczątki samolotu, na których mieszkańcy Smoleńska kładą wiązanki kwiatów, wieńce, palą znicze, świeczki. Przyglądałem się minom milicjantów, strażaków, ratowników medycznych – wszyscy byli poważni, wręcz zasmuceni i przejęci. Tak było, tego się nie da udawać, tym bardziej, że nie wiedzieli, że są filmowani. I przypomniałem sobie komentarze na jednym z polskich portali, sprzed dwóch tygodni, kiedy w moskiewskim metrze zginęło kilkadziesiąt osób: „Szkoda, że mało”, albo „Za mało kacapów wytłukli, powinni przynajmniej z tysiąc.” Cóż można jeszcze rzec? Opuściłem fotel przed telewizorem i usiadłem przed komputerem, wszedłem na stronę „Izwiestii” najbardziej rosyjskiej gazety w Rosji, której zdarzało się dość często zamieszczać antypolskie artykuły, a pod nimi takież komentarze. I co czytam? Same dobre rzeczy – Polacy bratają się z Rosjanami. Rosjanie przepraszają za Katyń, a Polacy dziękują za pomoc, zaangażowanie prezydenta i premiera Rosji, za współczucie, przepraszają, że obarczali za Katyń nie tylko sowiecki system, ale i naród rosyjski. Przyznam, że dawno już nie przeżywałem takiego wzruszenia. Takie gesty, chyba po raz pierwszy w historii polsko-rosyjskich relacji, po raz pierwszy od 1612 roku kiedy, to Rosjanie wygonili nas z Kremla. Nie wierzę w to, podobnie jak nie wierzę, w to, co stało się na lotnisku pod Smoleńskiem.
W niedzielę moja prywatna skrzynka mailowa zapchana była kondolencjami, jedne prywatne, inne urzędowe, głównie od znajomych Brytyjczyków, ale też od Macedończyka, Bułgarki, Włochów, Rosjanina, Ukrainki. Nie byłem pogrążony w rozpaczy, ale były to sympatyczne gesty, dowodzące, że ludzie wszędzie są ludźmi i usposobiły mnie optymistycznie. Wiem, nie powinienem, to nie pora na optymizm. Nie pora? Chyba zawsze jest pora – nie zmienimy pewnych prawideł, które towarzyszą ludzkości, życiu, ono zawsze będzie związane ze śmiercią, ale zanim ona nadejdzie bądźmy dla siebie jak najlepsi.
Miał to być wesoły odcinek, ale nie był, bo nie mógł być, stąd ta garść chaotycznych, ale szczerych refleksji.
 
(jm)
 

Spie...ć gdzie chrzan rośnie >>

 

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK