POLACY W UK

Temat numeru: Piękna Polka pomaga ofiarom przemocy na Wyspach

Polish Express
Polish Express logo

Temat numeru: Piękna Polka pomaga ofiarom przemocy na Wyspach

Monika Walsh

Jest piękna, mądra, mogła spokojnie odcinać kupony od swojej sławy. Ona jednak postanowiła bronić kobiet, które miały nieszczęście trafić na damskich bokserów, w tym dużej liczbie Polek w Wielkiej Brytanii.

Monika Walsh, bo o niej mowa, w czasie studiów wyjechała do Irlandii. Było to dekadę temu. W Iralandii znalazła męża, założyła rodzinę. Skończyła pedagogikę, przygotowywała małe dzieci do zajęć w szkole. Pracowała również w szkole polonijnej i pomagała rodakom szlifować język angielski.

Od dzieciństwa interesowała się modą i konkursami piękności. Nie bez oporów postanowiła w tych ostatnich spróbować szczęścia. Gdy doszła do finału Top Model UK wystartowała w wyborach na najpiękniejszą kobietę Irlandii i konkurs w cuglach wygrała.

Konkursy piękności

Spełnienie tych marzeń, które nosi w sercu wiele dziewczynek traktowała na początku jako dobrą zabawę. Potem jednak były jej kolejne przygody z konkursami piękności. Na Mrs Europy w Sofii zdobyła tytuł Mrs Personality, najlepsza osobowość wśród pań startujących w Europie. Pod koniec sierpnia tego roku Monika Walsh reprezentowała Irlandię na światowych wyborach na najpiękniejszą mężatkę Mrs Universe w Mińsku na Białorusi. Konkursu co prawda nie wygrała, ale zyskała tytuł Mrs Charisma. Oznacza to, że od tej pory to ona będzie organizować wybory Najpiękniejszej Mężatki w Irlandii.

Monika Walsh
Monika Walsh. Fot. Facebook/Monika.Breathnach

Przełomem w jej życiu okazały się jednak wcześniejsze wybory Mrs Europe w Bułgarii, gdzie reprezentowała Irlandię. Po zakończeniu konkursu uczestniczyła w dyskusji o przemocy domowej. Doszła do wniosku, że powinna wykorzystać swój sukces i dzięki popularności powinna dotrzeć do mediów, by zainteresować problemem poniżanych kobiet ludzi na całym świecie.

Być może jednak chęć niesienia pomocy ofiarom przemocy domowej kiełkowała w niej już od dawna. Gdy była dzieckiem, bliska jej osoba była ofiarą przemocy domowej. Bił ją mąż. Nikt jej nie pomógł, wszyscy uznawali, że to sprawa małżonków. Aż stał się dramat, drań zabił ślubną. To siedzi w Monice do dziś. Po powrocie z Sofii zajęła się tym wstydliwym, często tuszowanym ale niezmiernie ważnym problemem na serio. Szybko zorientowała się, jak dużo jest do zrobienia, jak wiele zastraszanych i bitych kobiet potrzebuje pomocy. Skupiła się przede wszystkim na przemocy domowej, której ofiarami były Polki mieszkające w Irlandii. A trzeba pamiętać, że w Irlandii mieszka około 130 tysięcy Polaków i w tej grupie, jak się okazuje, problem przemocy domowej jest niestety duży.

Przemoc gorsza od raka

Wystarczy rzucić okiem na statystyki, wynika z nich, że na świecie więcej kobiet w wieku pomiędzy 15. a 44. rokiem życia umiera na skutek przemocy domowej niż na nowotwory czy w kolizjach drogowych. Głośno stało się o inicjatywie Walsh, dręczone Polki z terenu całej Wielkiej Brytanii zasypywały ją mailami i listami. Bił z nich ponury obraz kobiet poniewieranych nie tylko przez los, ale i przez mężów, przyjaciół, partnerów. Ta lektura przyprawiała o dreszcze. Bo podobnie jak w Polsce i innych krajach, tak i w UK w polskich rodzinach problem pozostaje ten sam.

Monika Walsh
Monika Walsh. Fot. Facebook/Monika.Breathnach

Najpierw przyjeżdżają "za chlebem" głównie mężczyżni, potem sprowadzają żony, dzieci, przyjaciółki. Mężczyźni – zwłaszcza młodsi, ­ na obczyźnie mają jednak łatwiej. Chodzą do pracy, często uczą się języka, kobiety zostają w domach, opiekują się dziećmi, często taką sytuację wykorzystują znerwicowani, przepracowani, nie umiejący sobie radzić z rzeczywistością mężczyźni.

Biją kobiety, znęcają się nad nimi psychicznie i fizycznie. Wiele ofiar przynaje, że nie ma nawet w domu telefonu, siedzą bezbronne w domu, a ich dom przypomina przypomina więzienie. Monika Walsh uznała, że przemoc w rodzinie to ważny temat, który do niedawna traktowano jako tabu. Poszła tym samym pod prąd, ale widzi sens tego, co robi, szczególnie wśród Polek w Irlandii.

Krzyk bitej Polki

Okazało się, że najwięcej kobiet, które korzystają ze specjalnego numeru alarmowego w Irlandii, to Polki. Skala przemocy w polskich domach na Wyspach musi być zatem ogromna, bo nie wszystkie ofiary przemocy skarżą się w ten sposób. Brak jest wiedzy na temat tego jaka jest prawdziwa skala tego zjawiska. Kilka lat temu Agencja Praw Podstawowych Unii Europejskiej (Agency for Fundamental Rights) prowadziła badania z których wyszło, że: 14 procent kobiet padło ofiarą przemocy fizycznej ze strony swojego partnera, 6 procent doznało przemocy seksualnej, a 31 procent przemocy psychicznej.

Kiedy Monika Walsh zaczęła opowiadać w wywiadach o swojej działalności odzewem była lawina maili, które napływały od pokrzywdzonych kobiet. Dowiadywała się o ich samotności, o tym, że nie znają języka, nie mają pracy i czują sie wyalienowane.

Gorzej niż zwierzęta

W mailach, listach, telefonach płynących od Polek nie brakowało tak drastycznych opisów ich życia, jak wydzielanie im przez mężów czy partnerów pieniędzy, jedzenia, a nawet zamykania lodówek na kłódki, biciu, wyrzucaniu z mieszkań, itp. Z jednej strony płynęła lawina próśb o pomoc, z drugiej zaś ograniczone były możliwości, nie tylko Moniki Walsh, państwa zresztą też. Po 1 maja 2004 roku zmieniły się przepisy w Irlandii stosowane wobec cudzoziemców. Zaczął obowiązywać tzw. Habitual Residency Conditio pozwalający na korzystanie z pomocy społecznej tylko tym, którzy mieszkają w Irlandii od co najmniej dwóch lat, w Irlandii pracują i planują zostać w tym kraju zostać na stałe. To oznaczało, że osoba nie spełniająca tych wymogów nie mogła skorzystać z pobytu w schronisku, bo ten jest finansowany z zasiłku pomocy społecznej.

Dom samotnej matki

To sprawiło, że piękna Polka zaczęła myśleć o budowie domu samotnej matki dla imigrantek. Trafią do niego pokrzywdzone kobiety, które poproszą o pomoc. Dostaną wtedy nie tylko dach nad głową i jedzenie, ale także psychologów, pomoże się im również w znalezieniu pracy.

Pomysł już wystartował, są pierwsi chętni wolontariusze ­ psychologowie. Fundacja, która się rodzi zbiera środki na ten cel w najróżniejszy sposób, przez organizowanie charytatywnych imprez również. To jedyny sposób na wsparcie takich kobiet, bo te bite i poniewierane w Irlandii nie chcą wracać do Polski, wstydzą się, że im się nie tylko nie udało zawodowo, ale trafiły też do rodzinnego piekła. I nie chcą się z niego wyrwać, zostają na emigracji, która sama w sobie jest trudna, bo to zetknięcie z odmienną kulturą, tęsknota za rodziną i domem. Gdy na ten stres nałożą się niepowodzenia w pracy lub jej utrata, niskie poczucie własnej wartości, odzywają się w ludziach demony, alkohol, agresja, wyżywanie się na bliskich.

Śmiej się, nie płacz

Możliwości działania na tym polu jest bardzo wiele, co tylko wyobraźnia podpowie. Monika Walsh wymyśliła więc kampanię "Let her smile not cry" (Pozwól jej się śmiać, nie płakać). Zbiera informacje o trudnych sytuacjach życiowych kobiet i dzieci w Polsce i Irlandii, a za tym idzie zbiórka pieniędzy. W ten sposób odpowiada na informacje od tych kobiet, które chcą odejść od swoich partnerów, ale nie mają dokąd pójść.

Wystarczy rzucić okiem na statystyki, wynika z nich, że na świecie więcej kobiet od 15 do 44 lat umiera na skutek przemocy domowej niż na nowotwory, malarię czy w kolizjach drogowych.

Monika Walsh. Fot. Facebook/Monika.Breathnach
Monika Walsh. Fot. Facebook/Monika.Breathnach

To nie wszystko; Walsh bierze też udział w wymyślonej przez Mrs Mexico akcji "Queens without Scars" (Królowe bez blizn). Idea polega na uczestnictwie w sesji zdjęciowej z oszpeconymi twarzami. W ten sposób zestawia się piękno i przemoc. Głośno jest o tym pomyśle w Australii, USA, Meksyku i innych krajach. Najważniejsze, jak podkreśla Walsh to mówienie i nagłaśnianie problemu przemocy, gdzie tylko się da i kiedy to możliwe. Chodzi o przełamanie strachu i zmowy milczenia, zachęcenie ofiar, by wyszły z cienia, co pozwoli na potępienie i karanie damskich bokserów. ­

Koniec z tak zwanym praniem brudów tylko we własnym gronie, koniec strachu w czterech ścianach ­ - tak odbierają kobiety działania Walsh. Z jednej strony chcą od Moniki Walsh pomocy, z drugiej zaś podpowiadają jej, jak lepiej walczyć z tą patologią.

Nagroda od ministra

Pani Monika sporo już zrobiła, jest rozpoznawalna i skuteczna. Za jej dotychczasowe zaangażowanie się w zwalczanie przemocy domowej nagrodzona została przez irlandzkiego ministra ds. handlu i rozwoju Joe Costello. Działa na wielu frontach, stara się jak najszerszy krąg ludzi wciągnąć do różnych akcji. Jak choćby do działania wraz z fundacją "Love and Care for People", które polegają na nagłaśnianiu bolesnych spraw i zbieraniu pieniędzy, dla ofiar przemocy.

Oczami wyobraźni już widzi dom samotnej matki dla Polek w Irlandii. Powstanie taki pod Dublinem. Będzie to raj dla poniewieranych, w którym będą miały tak upragniony spokój, będą się uczyć języka angielskiego, powstanie szkoła dla ich dzieci, zadba się o to, by żyjące do tej pory w strachu i na marginesie kobiety poszły wreszcie do pracy. Bo słuchając relacji poszkodowanych kobiet nie dziwi, że one tkwią w tym piekle, bo, jak mówią robią to z przedziwnej miłości do męża i dzieci.

Monika Walsh. Fot. Facebook/Monika.Breathnach
Monika Walsh. Fot. Facebook/Monika.Breathnach

Znosiły więc krzyki, wyzwiska i bicie bez końca. Polki przebywające na imigracji nie mają pojęcia do kogo zwrócić się o pomoc, często nie znają języka. Boją się, że zostaną same w obcym kraju. Wiele ofiar przemocy domowej łudzi się, że ich partner jednak się zmieni, co nigdy się nie spełnia. Działa Monika Walsh nie tylko na Wyspach, w Polsce też. Bo nad Wisłą przemoc społeczna jest również ogromnym problemem. Około 150 tysięcy kobiet pada każdego roku ofiarą przemocy domowej.

Mistrz ją wspiera

Podczas jednego z pobytów nad Wisłą Monika zaraziła swoim pomysłem Rafała Simonidesa, byłego Mistrza Świata, dziś trenera kadry Polski w tajskim boksie. Rafał wspiera jej kampanię i być może tajniki sztuk walki też obok pogadanek i porad wejdą do „arsenału” środków oferowanych poniewieranym kobietom.

Działania Moniki Walsh ukazały też niewiedzę z praw przysługujących mieszkającym w Irlandii kobietom. Tymczasem mogą one jako ofiary przemocy domowej liczyć m.in. na dofinansowanie mieszkania. Dlatego Walsh chce im podpowiedzieć, jakie mają prawa, na co mogą w tym kraju liczyć, jak się zachować w przypadku ataku furiata, itd. Bo takich możliwości nie ma polska ambasada w Irlandii, co najwyżej w najbardziej drastycznych przypadkach może pomóc maltretowanej kobiecie, jedynie w powrocie do Polski.

Jeśli potrzebujesz pomocy, jesteś ofiarą przemocy lub chcesz się zaangażować w pomoc ofiarom przemocy i jesteś z UK, Irlandii czy Polski, napisz na specjalnie uruchomiony przez panią Monikę e­mail: [email protected]

Marek Piotrowski

 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK