historie

Koledzy od ruletki

Polish Express
Polish Express logo

Koledzy od ruletki

Znakomita większość z nas zna zapewne historie przyjaźni trzech muszkieterów i ich wspólne zamiłowanie do płaszcza, szpady i śmiałych awantur. To działo się kiedyś we Francji. A wystarczy tylko przeskoczyć Kanał La Manche i oto poznamy Polaka i Walijczyka, zaprzysięgłych i wypróbowanych przyjaciół, których pasją jest black jack, ruletka, poker i wyścigi konne.

Wyspy rajem dla uciekinierów >>

James Norman i Jack znają się od prawie pięciu lat. Od jakiegoś czasu mieszkają pod jednym dachem w pewnej miejscowości w okolicach Bristolu. James (43 lata) jest Walijczykiem, a Jack (31 lat) Polakiem – oprócz przyjaźni łączy ich jeszcze jedna rzecz: obydwaj są hazardzistami.
- Najgorzej jest wygrać na „dzień dobry”. Pamiętam, jak pierwszy raz wszedłem do kasyna i po kilku godzinach byłem bogatszy o jakieś 5000 funtów. Wydało mi się to tak kapitalnym sposobem na życie, że natychmiast wciągnąłem się w temat. I to był błąd – mówi Jack.
- Hazard nie jest zła rzeczą i można z niego żyć. Trzeba się tylko kontrolować i wiedzieć jak grać – oponuje James.
Jack jest specjalistą od gry na automatach – w związku z tym, zwykła wizyta na stacji benzynowej niedaleko autostrady zamienia się nierzadko w kilkugodzinną sesję przy „jednorękim bandycie”. I często się zdarza, że Jack rusza w dalszą podróż z poważnie uszczuplonym portfelem.

Dziadek-mentor
James, swoją przygodę z hazardem zaczął od obstawiania wyścigów konnych. - Miałem wtedy osiem lat i bywałem regularnie w domu mojego dziadka, który był wielkim fanem tego sportu i zakładów – opowiada James. - Pierwszy raz obstawiłem konie w wieku trzynastu lat i wygrałem. To niebywale, ale byłem wtedy ubrany w mundurek szkolny, a pomimo tego bukmacher przyjął zakład - śmieje się. - Zarabianie pieniędzy na gonitwach koni to skomplikowana rzecz. Trzeba uważnie śledzić wszelkie informacje tyczące metryki konia, jeźdźca, właściciela, stajni itp. itd. Matematyka była zawsze moją mocną stroną, a całą wiedzę o wyścigach przekazał mi właśnie mój dziadek. To był wspaniały człowiek. Nauczył mnie życia.
Po pierwszym udanym zakładzie James zrobił sobie kilkuletnią przerwę. Zaczął studiować głównie ze względu na, jak sam mówi, studencki styl życia: alkohol, wesołe nasiadówki towarzyskie i seks. Wtedy też, wespół z kolegą ze studiów, geniuszem matematycznym, zaczął regularnie bywać u bukmacherów i w kasynach. Obserwował grających, czytał namiętnie rubryki sportowe i kalkulował szanse swoich faworytów. Studiów nie skończył i zaciągnął się do wojska.
- Hazard wciąga straszliwie. Najłatwiej jest wpaść w szpony nałogu, kiedy wygra się na samym początku. Uwielbiam grać, ale staram się silnie kontrolować. Znam wiele historii o ludziach, którzy tracili domy, majątki i spore firmy tylko dlatego, że nie potrafili w porę wstać od stołu do pokera.
- Ja grałem już wcześniej, ale kiedy poznałem Jamesa to poszedłem na całość. Pytasz w co grywam? A zapytaj lepiej w co nie gram. Black jack, ruletka, poker, automaty... – wylicza Jack. - ...Craps (rodzaj gry w kości – przyp. red), wyścigi psów – dodaje James.

„Farta mamy farta, nadal sprzyja nam karta”

James jest specjalistą od gry w black jacka. Był taki okres, że w każdą sobotę wyruszał do bristolskich kasyn z 200 funtami w kieszeni, a wracając nad ranem był, z reguły, bogatszy o jakieś 1000. A na wyścigach konnych wygrywał regularnie około 300 funtów na jednej gonitwie. Bywało, że tracił 2000 funtów w ciągu czterech godzin, a bywało też, że zyskiwał 10 000 w ciągu jednej nocy. - Jest parę ogólnych zasad, których hazardzista zawsze powinien się trzymać – mówi Jack. - Przede wszystkim nie należy pić kiedy się gra. Alkohol osłabia naszą uwagę, zdolność obserwacji i koncentracji, a ogólne rozluźnienie powoduje, że łatwiej wydajemy pieniądze. A przecież nie chodzi o to, żeby się spłukać, a o to, żeby wygrać jak najwięcej, bawiąc się przy okazji całkiem nieźle, nieprawdaż?
- Trzeba mieć odpowiednie nastawienie wewnętrzne. Często sprawdza się reguła, że jeśli chcesz czegoś za bardzo to ci to kompletnie nie wychodzi. Trzeba mieć wewnętrzny luz i swobodę ducha, kiedy siada się do kart. Jest takie powiedzenie: „Happy table is a winning table” – mówi James. - Jeśli jesteś zrelaksowany i trzeźwy to masz duże szanse na to, by wygrać – zgadza się Jack.

Motywacja gracza
Jack opowiada z przejęciem o zasadach rządzących ruletką i black jackiem. Mówi o tym, jak zadziwiająca bywa regularność z jaką padają obstawiane numery i jak złośliwa potrafi być karta i bezlitosny krupier, który ją nam podaje.
- Z reguły u mnie to wygląda tak: przez znakomitą część wieczoru dostaję ostro w skórę, po czym nagle trafia się kapitalny łut szczęścia i wygrywam.
Ludzie zaczynają grać z rozmaitych przyczyn: z nudów, z samotności i po prostu dlatego, że mają skłonność i żyłkę do nałogu. Ale jeden powód pozostaje zawsze taki sam: bo chodzi o pieniądze.
- Motywacja jest bardzo ważna, bo wpływa na jakość naszej gry i na stan naszego umysłu. Jeśli jesteśmy rozgorączkowani to jest już klapa na samym starcie. Gdyby wszyscy gracze zachowywali chłodny umysł i kalkulowali na zimno to bukmacherzy nie mieliby z czego żyć – śmieje się James. - Jeden z zatwardziałych hazardzistów powiedział mi kiedyś coś takiego: mam całkiem nudne życie i spędzam je na robieniu złych rzeczy. Ale z drugiej strony: jeśli jestem w czymś dobry, to dlaczego nie miałbym się tego trzymać i z tego żyć?

Pieniądze z sieci
Gra nie kończy się po wyjściu z kasyna. Po powrocie do domu James siada przed komputerem i gra do białego rana; istnieją setki stron internetowych, gdzie ruletka kreci się 24 godziny na dobę.
- Jeśli skończą się wyścigi konne w Anglii, to konie zaczynają biegać w Afryce. A jeśli nawet Afryka pójdzie w końcu spać, to zawsze można obstawiać wyścigi psów, szczurów czy karaluchów w Chinach. To niekończąca się zabawa.
- Moja przyjaźń z Jackiem opiera się na wielu rzeczach: podobnym poczuciu humoru, spojrzeniu na świat, hazardzie, a jakże! Ale też i na pokrewieństwie emigracyjnym. Jestem Walijczykiem i w związku z tym w Anglii czuję się momentami nieswojo, podobnie jak Jack, który przyjechał tu z Polski. - Czy widzę swoją przyszłość w hazardzie? Zawsze – mówi spokojnie James i nalewa sobie szklankę whisky.

Radosław Purski / Fot. Thinkstock

Imiona i nazwiska bohaterów zostały zmienione.

Wyspy rajem dla uciekinierów >>

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK