BREAKING NEWS

Kobieta chodzi po ulicy z adoptowanym synem na smyczy. Internauci nie zostawili na niej suchej nitki

Polish Express
Polish Express logo

Kobieta chodzi po ulicy z adoptowanym synem na smyczy. Internauci nie zostawili na niej suchej nitki

Kobieta prowadzi dziecko na smyczy

Ale wyjaśnia, dlaczego tak robi. Zobacz, czy jej wyjaśnienia Cię przekonują

Fot. Facebook

Lawina krytyki spadła na młodą mamę Rachel Butcher, która wychodząc na spacer lub do sklepu przywiązuje adoptowanego synka do smyczy. Kobieta postanowiła jednak wyjaśnić dlaczego tak robi. 

Fala krytyki, jakiej poddana została Rachel Butcher – i to zarówno w świecie rzeczywistym, jak i w internecie, doprowadziła ją do łez. Kobieta postanowiła więc wytłumaczyć w mediach, dlaczego prowadzi czasem swojego niespełna 3-letniego, adoptowanego synka na smyczy. I, jak stanowczo zaznacza, nie wynika to z jej lenistwa. 

Choroba a macierzyństwo

Rachel Butcher mówi wprost – trzymanie synka na smyczy (smyczy, która jest przypięta do plecaka chłopca, a nie jest opleciona wokół jego ciała) to dla kobiety gwarancja bezpieczeństwa. Rachel przeszła histerektomię, czyli operację usunięcia macicy wraz z przydatkami (jajniki i jajowód), a blizny, które jej zostały po zabiegu, utrudniają jej poruszanie się. W związku z tym kobieta przyznaje, choć z bólem, że nie jest czasem w stanie nadążyć za synkiem, który jest bardzo żywotny i dużo biega. - Nasz syn ma więcej energii i jest szybszy niż przeciętny mały chłopiec. On miał już i tak problemy medyczne, a my niewiele wiemy o jego rodzinie biologicznej oraz jego genach. Stąd też on może być nadpobudliwy z powodów, których ja po prostu nie znam – zaznacza Rachel. I dodaje: - Moje dziecko biegnie szybciej ode mnie. Z powodu blizny po histerektomii mam czasem problem z poruszaniem się i z nadążeniem za nim. Wiedzcie też, że przed operacją ja sama biegałam w wyścigach. Więc [smycz] nie jest z powodu lenistwa. 

 

 

 

Krytyka obcych boli

Rachel Butcher wyznała, że wielokrotnie spotykała się z negatywnymi komentarzami pod swoim adresem, gdy wychodziła  z synem na spacer lub gdy robiła zakupy. - Wracałam do domu z płaczem, bo [często] przed dokończeniem zakupów musiałam wyjść ze sklepu (…) Słyszałam pod swoim adresem złośliwe komentarze i widziałam te paskudne spojrzenia – poskarżyła się.

Marek PiotrowskiMarek PiotrowskiFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK