historie

Jak Polak z Polakiem

Polish ExpressPolish Express logo

Jak Polak z Polakiem

Wyjeżdżający do pracy w obcym kraju, zagubieni, chętnie odnaleźlibyśmy wsparcie w bardziej zadomowionych już tutaj rodakach. Niestety bardzo często to oni wbijają nam nóż w plecy.

 Wyjeżdżający do pracy w obcym kraju, zagubieni, chętnie odnaleźlibyśmy wsparcie w bardziej zadomowionych już tutaj rodakach. Niestety bardzo często to oni wbijają nam nóż w plecy.

M
ariola pracowała w jednym ze sklepów brytyjskiej sieci obuwniczej. Już nie pracuje. Zwolniła ją jej szefowa, Polka, za mówienie po polsku. - Pracowało nas tam kilku Polaków – wspomina. - Jolka nigdy nie powiedziała do nas ani słowa w naszym języku. Przy klientach czy pracownikach innej narodowości to zrozumiałe, ale na osobności, w rozmowach prywatnych? – dziwi się. W jej odczuciu menedżerka odcinała się od polskości, uważała się za kogoś lepszego niż hałastra wyrobników pracujących na najniższych stanowiskach. Ona to już brytyjska arystokracja. Do wszelkich spraw firmy podchodziła z niezwykłą pedanterią. - Dla wszystkich Polaków to była praca wakacyjna lub tymczasowa, zanim nie znajdą czegoś lepszego. Za to nas nienawidziła, bo dla niej to była cała jej życiowa kariera – ocenia Mariola.
Któregoś dnia miała z nią spięcie w sklepie. Jak zwykle poszło o jakiś szczegół, źle odstawiony przez klienta but na wystawie, którego nikt nie zdążył jeszcze poprawić. - Zaprosiła mnie na zaplecze do swojej kanciapy i zaczęła dywanik po angielsku. Mnie trudno było się bronić w tym języku. Co innego pytać klienta o rozmiar stopy, a co innego tak od serca rozmawiać o swoich emocjach – zauważa. Zapytała więc, czy mogą mówić po polsku. Szefowa odmówiła. Mimo to na jej pytania po angielsku, Mariola odpowiadała w bliższym sobie języku. Widziała, jak w menedżerce narasta złość. - Mów do mnie po angielsku – syczała. Gdy Mariola nie reagowała, szefowa wyprosiła ją wściekła z pokoju. Następnego dnia Mariola dostała wypowiedzenie z uzasadnieniem: „bad attitude” – złe nastawienie do pracy. - Czy aby wyjaśnić wszelkie wątpliwości, nie mogła porozmawiać ze mną po polsku? Przecież byłyśmy same - nie może zrozumieć Mariola. Najbardziej boli ją to, że obie z szefową są w tym samym wieku. Choć nigdy przedtem nie znały się bliżej, pochodzą z tego samego miasta, z tego samego osiedla. - Co się z nią stało przez te kilka lat tutaj? – pyta.
 
Nie ma zmiłuj się
Aneta pracowała dzięki agencji jako sprzątaczka w hotelu. Supervisorką na miejscu była Polka, Agata. Szybko okazało się, że na narodową solidarność czy choćby szacunek i zrozumienie dla trudnych początków na Wyspach nie ma co z jej strony liczyć. - Atmosfera w pracy była okropna – wspomina Aneta. - Agata była strasznie opryskliwa, często wyrażała złośliwe i pogardliwe uwagi pod adresem dziewczyn – dodaje. Mnożyła też oskarżenia, że z pokojów giną rzeczy i że jest to sprawka dziewczyn z Polski. Że wynoszą szampony, ręczniki, szlafroki. - Tymczasem zanim zaczynałyśmy sprzątać, to ona zawsze robiła pierwsza obchód świeżo opuszczonych pokoi. Zabierała przy okazji wszystkie napiwki, które czasem zostawiają pokojówkom goście – żali się. Największe problemy były jednak z wypłatami. Agata na wykazach wiecznie zaniżała liczbę przepracowanych przez dziewczyny godzin, sprzątniętych pokoi. Robiła wszystko, aby oszczędzić nieco na prowizji, wypaść na bardziej gospodarną przed menedżerami hotelu. - Na szczęście sprawa wyszła w końcu na jaw. Ona już tam nie pracuje – obwieszcza z satysfakcją Aneta.
 
Robieni na szaro
- Codziennie dostaję pięć, osiem telefonów od Polaków, których oszukali Polacy. To niemal połowa spraw, które prowadzimy – mówi Rafael Gallery z biura porad prawnych Polang. Mechanizm jest zwykle ten sam. Przyjeżdżają świeżacy z Polski. Nie znają języka. Nie znają realiów. Nie znają swoich praw. Łapią jakiekolwiek kontakty, przez znajomych, z polskich gazet, wystając na rogu ulicy. I zaczynają pracę, to znaczy harówę od rana do nocy. Tu nie ma żadnych stawek minimalnych, nadgodzin, płatnych urlopów czy chorobowego. Jest umowa „na gębę”, która funkcjonuje przez jakiś czas, albo i nie. - Gdy pojawiają się problemy z płatnościami, przychodzą do mnie – mówi Rafael. Wtedy on pyta: Kontrakt jest? Nie ma. To z kim się pan umawiał na pracę na tej budowie? Z takim jednym Piotrkiem. Często znają tylko numer telefonu. - Ja tego nie mogę zrozumieć. Mają pełne prawo i wszelkie możliwości, żeby pracować tutaj legalnie, a decydują się robić na czarno. Niech się więc nie dziwią, że ktoś ich robi potem na szaro – oburza się na ludzką głupotę prawnik. Te sprawy nie są wcale jakieś inne od oszustw i wyzyskiwania, jakich dopuszczają się na Polakach inni pracodawcy. - Tylko bardziej bolą, bo to przez rodaka, Polaka – mówi. Ale jak to możliwe, żeby tak krzywdzić na obczyźnie swojego krajana? - Coś z Panem nie tak? – pyta podejrzliwie i przytacza stare przysłowie o tym, że Polak Polakowi wilkiem. – To nie emigracja XIX-wieczna czy powojenna, kiedy przez sentyment dla utraconej ojczyzny wszyscy trzymali się razem. Ta teraz, za chlebem, to typowy wyzysk – ocenia. Najgorsze według niego jest to, że prawie nikt z oszukanych nie decyduje się wytoczyć sprawy sądowej. Boją się, szkoda im czasu i pieniędzy. - Oszuści i wyzyskiwacze czują się przez to bezkarni. Dlatego trzeba pozywać do sądu. Każdego! Nie dla tych pieniędzy, ale po to, żeby zaczęli się bać, żeby się nauczyli, że kryminał nie popłaca – apeluje Rafael Galler.
 
W sieci
Według zajmujących się badaniem środowiska imigrantów z Polski naukowców z instytutu CRONEM przy Roehampton University, większość z nich ma bardzo krytyczny stosunek do swoich rodaków na obczyźnie. 60 procent badanych stwierdziło, że nie chciałoby mieć Polaka za pracodawcę, o dwa procent więcej zastrzegło, że należy być ostrożnym w relacjach z krajanami. Jest to sytuacja dość schizofreniczna, bo jednocześnie niezwykle intensywnie korzystają oni z sieci polskich znajomych, zasięgają od nich informacji, dzięki nim znajdują pracę. Z drugiej strony bardzo wiele tu rozczarowań i nadużyć. Niechęć najsilniejsza jest tam, gdzie Polacy konkurują wspólnie o te same zasoby – na rynku budowlanym czy usługowym. Jak piszą autorzy raportu „Polscy migranci w Londynie – klasa społeczna i etniczność”, „etniczna solidarność jest domeną raczej ideału niż codziennej rzeczywistości”. Niechęć i manifestowany brak zaufania do współziomków, przekazywany z ust do ust „mit polskiego oszusta”, jak go nazywają badacze, jest też swoistym sposobem na zaznaczenie, że na kapitalistycznym rynku pracy liczą się inne wartości, niż abstrakcyjna przynależność do narodowej wspólnoty. Ba, może ona być nawet szkodliwa. Ktoś, kto osiągnął już jakiś status społeczny, nie chce być kojarzony z tabunami niemówiących po angielsku robotników wylewających się z dworca Victoria. Stąd często wręcz podkreśla przepaść, jaka dzieli jednych i drugich, odżegnuje się od „tłuszczy”. Prof. Zbigniew Kurcz z Zakładu Socjologii Pogranicza przy Uniwersytecie Wrocławskim zauważa też, że działa tu prawo fali. Tak było na przykład z emigracją zarobkową do Stanów Zjednoczonych. Jeżeli ktoś napotykał przybysza z Polski, to kierował go do pracy przy zdzieraniu azbestu lud do rzeźni, chociaż może mógłby polecić lepszą pracę. - Skoro ja to przeszedłem, to czemu ten nowy miałby mieć lepiej, myślał taki Polonus – obrazuje prof. Kurcz. Zjawisko to było niezwykle wyraźne podczas masowych wyjazdów na saksy do Niemiec na przełomie lat 80. i 90. - Przyjaciel Polaków Karl Dedecjusz ostrzegał wtedy, żeby ratować obraz Polski, bo zza jej granic wylewa się morze hołoty – cytuje specjalista. Nadużyciom sprzyja też sytuacja, w której wielu zdesperowanych wyjeżdża „w ciemno”, bez kontaktów, bez znajomości języka, bez pieniędzy.

- To grupa najczęściej łowiona w sieci –podsumowuje.

 

Jaromir Rutkowski
 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Polski mistrz w Manchesterze

Polski mistrz w Manchesterze

Marcin Pyrzyński z Wałbrzycha przeniósł się dwa lata temu do Anglii. Jest aktualnym, dwukrotnym mistrzem Polski w ratownictwie wodnym. Dziś mieszka w Manchesterze. Pracuje i z powodzeniem kontynuuje sportową...

attends 'The Bling Ring' premiere during The 66th Annual Cannes Film Festival at the Palais des Festivals on May 16, 2013 in Cannes, France.

Emma Watson - drobna Brytyjka z charakterem i nutką polskości

Karierę zaczęła jeszcze jako nastolatka brawurową rolą Hermiony w serii o „Harrym Potterze”. Z całej ekipy, to chyba właśnie ona robi największą karierę. Co takiego kryje się pod tym uroczym obliczem,...

Krysia, przyjaciółka Bonda

Krysia, przyjaciółka Bonda

Amatorzy przygód Jamesa Bonda wiedzą, że Vesper Lynd z „Casino Royal”, pierwszej opowieści o słynnym agencie, była jego przyjaciółką. Nie wszyscy jednak wiedzą, że istniała naprawdę, była Polką...

Przebiegł ponad 100 km kreśląc na mapie serce wokół Manchesteru! Chciał upamiętnić ofiary zamachu

Przebiegł ponad 100 km kreśląc na mapie serce wokół Manchesteru! Chciał upamiętnić ofiary zamachu

Maratończyk z Manchesteru postanowił w piękny sposób uczcić pamięć ofiar zamachu w Manchesterze, do którego doszło w zeszłym roku. Postanowił przebiec ponad 100 km wokół miasta.

UPA mordowała bez litości

UPA mordowała bez litości

Kim był Stepan Bandera i Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, której przewodził? Dziś część druga historii „ukraińskiego fuehrera”.

Długi marsz Glińskiego do prawdy

Długi marsz Glińskiego do prawdy

W latach 50. autobiograficzna powieść Sławomira Rawicza o jego ucieczce z sowieckiego łagru do Indii stała się światowym bestselerem. Perypetie bohatera, który w ciągu niespełna roku przebył 6,5 tys. km,...

Polak zrobił swoje, Polak...

Polak zrobił swoje, Polak...

Rok 1945, w którym oczekiwano rychłego zakończenia II wojny światowej żołnierze polscy witali z nadzieją. Nastroje panujące w wojsku były wręcz entuzjastyczne, mało kto nie wierzył w triumfalny wkroczenie...

Poszedł na imprezę i obudził się w...kostnicy

Poszedł na imprezę i obudził się w...kostnicy

Imprezowicz z Wrocławia, Grzegorz G. zmarł na suto zakrapianej imprezie. Jakie było zdziwienie, gdy w kostnicy nagle... odżył. Impreza miała miejsce we Wrocławiu, późnym wieczorem. Grzegorz G. był jednym...


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK