POLACY W UK

Debil Markt – nie dla idiotów?

Polish Express
Polish Express logo

Debil Markt – nie dla idiotów?

Martwi mnie, a zarazem obrusza coś, co nazwałbym postępującym w narodzie naszych gospodarzy \"zautomatyzowaniem wstecznym\". O czym mówię? Ano o zwyczajnym odmóżdżeniu. Odmóżdżeniu, z jednej strony wymuszonym szybkością życia w tym kraju, ale z drugiej strony przyjmowanym przez tutejszych najwyraźniej z otwartymi ramionami.

A wszystko zaczęło się od zachcianki, by wysłużoną już mikrofalówkę wymienić na nowszy model. Nowszy, w zamyśle “lepszy”. Puściłem się więc na wywiad po sklepach, i tam mnie siekło. Oto idę, patrzę, a w długich rzędach stoją same komputery pokładowe, wszystkie pełne nazw niezliczonych potraw, przeliczające i wyliczające wszystko za ciebie. Zaraz, a gdzie są mikrofale, które "tylko" odgrzewają, a konsument może myśleć za siebie…? Na liście potraw był np. popularny “jacket potato”. Okej, lubimy ziemniaki, ale co, jeśli nasza pyra jest innych gabarytów niż ta, na którą “inteligentny” producent wyliczył precyzyjny czas i moc grzania? Co, jeśli nasza ryba, zupa czy warzywa będą inne od standartowych? Mamy żreć albo na wpół surowe, albo spalone na wiór? Na liście było również “curry”, więc ja się pytam: czy to porcja na dużego Hindusa czy filigranową Tajkę? A co z naszymi flakami, co z bigosem? Chcąc rzeczywiście korzystać z tutejszych “ułatwień”, powinniśmy się chyba położyć, rozpłakać i odejść głodni. Skąd to zautomatyzowanie, to myślowe ociosaństwo?? Flaki na zimno? Nie dla idiotów!
I nie wystarczy tu za wytłumaczenie głośny swego czasu proces, który pewna Amerykanka wytoczyła producentowi kuchenek mikrofalowych o to, że w instrukcji obsługi ich sprzętu nie było napisane “Nie używać do suszenia psów”. Otóż ta biedna dama zwykła suszyć swego pudelka wkładając go na chwilę do lekko nagrzanego piekarnika, więc gdy nabyła “nową kuchenkę”, pomyślała sobie (skądinąd całkiem niegłupio), że w mikrofalówce zrobi Pikusiowi tak samo dobrze, a do tego szybciej. Niestety: kuchenka pikała – Pikuś już nie bardzo… Ale najlepsze, że osierocona właścicielka Ś.P. Pikusia ów proces wygrała…

Nie zrażony jednak do końca, idę dalej, a tu nagle co? Ano malutkie, foliowe woreczki, a w nich jabłko …pokrojone w cząstki. Sprawdzam więc, czy aby nie wlazłem na Dział “Dla Bezzębnych”, ale nie – to wszystko dla zdrowych, normalnych ludzi. Hola, aby na pewno normalnych? Czy dzieci w tutejszych szkołach są aż tak “busy”, że nie mają czasu (lub siły), by same oddzielać jadalny miąższ od ogryzka? Ja rozumiem – troskliwe mamy mogą zrobić wiele dla zapewnienia swoim pociechom “łatwego dostępu” do witamin, ale jeśli już do tego stopnia zaczynamy myśleć za klienta i robić za niego wszystko, proponuję sprzedawać jabłka już przeżute. Albo pójdźmy na jeszcze większą “łatwiznę”: i przeżute, i strawione – w kolorystycznie dopasowanym, brązowawym woreczku… U nas w Polsce, takie gnioty mogłyby z powodzeniem stanąć obok innych hitów rodem z TV-shopu Mango, typu “Krajalnica do cebuli” albo “Formowalnica do mielonych”. Nieważne, co lepsze – ważne, co łatwiejsze.
A może latarka na baterie słoneczne…?
 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK