POLACY W UK

Burka - symbol męskiej własności?

Polish Express
Polish Express logo

Burka - symbol męskiej własności?

Koran wymaga skromności, a nie chowania się pod burką. To nie ma nic wspólnego z religią, ale z kastowym zwyczajem z zamierzchłych czasów. Jednak rząd brytyjski nie ma zamiaru dyktować muzułmanom, co mają nosić.

Wielka Brytania nie pójdzie śladem Francji, nie uchwali zakazu noszenia muzułmańskich burek – uważa minister ds. Imigracji Damian Green. Jego zdaniem, mówienie ludziom, co mogą, a czego nie mogą nosić nie leży w zwyczaju Brytyjczyków. Dodaje też: „Jesteśmy tolerancyjnym i respektującym odmienność społeczeństwem. To nieprawdopodobne i nie do pomyślenia, aby brytyjski parlament próbował przeforsować ustawę mówiącą ludziom, co mają nosić”.

W lipcu, we Francji przyjęto przygniatającą większością głosów projekt ustawy zakazujący kobietom noszenia we wszystkich miejscach publicznych muzułmańskich zasłon, takich jak burka czy nikab. Aby zakaz wszedł w życie, musi go jeszcze we wrześniu przegłosować Senat, co wydaje się być formalnością, z uwagi  na zdecydowaną przewagę UMP (centroprawicowa partia Unia na Rzecz Ruchu Ludowego), które to ugrupowanie jest pomysłodawcą tej ustawy.
W ostatnich dniach o tej kwestii zaczęło też być głośno w Wielkiej Brytanii, z uwagi na bardzo dużą populację muzułmanów zamieszkujących Wyspy. Wypowiedź ministra Damiana Greena powinna zamknąć temat, co nie znaczy wcale, że w ten sposób problem zostanie rozwiązany.
Z jednej strony postawa rządu, bo w jego imieniu zabierał głos minister budzi uznanie, a z drugiej szereg wątpliwości. Mimo wielu podobieństw do sytuacji we Francji, Wielka Brytania jest jednak w innej sytuacji. Po upadku systemu kolonialnego po II Wojnie Światowej, Wyspy stały się wielobarwną mozaiką kulturową, narodowościową i religijną. I zawsze były dumne ze swego kosmopolityzmu. Ostatnio jednak sytuacja zmieniła się za sprawą wojen toczonych przez wojska brytyjskie w Iraku czy Afganistanie. Środowisko muzułmańskie nie jest jednolite na Wyspach. Wśród nich wielu jest ekstremistów, którzy w szczególności dają o sobie znać podczas defilad brytyjskich żołnierzy wracających z Afganistanu czy Iraku.
Do gorszących scen doszło w podlondyńskim Luton. W centrum miasta odbyła się parada 2. Batalionu Angielskiego Królewskiego Regimentu, którego żołnierze powrócili z wojen w Afganistanie i Iraku. Ich przemarszowi towarzyszyły buczenie, gwizdy i głośne skandowanie: „Mordercy dzieci!”, „Rzeźnicy!”, „Wrogowie islamu!”. Stąd można przypuszczać, że wprowadzenie zakazu noszenia burki czy nikabu wywołałoby wśród nich jeszcze większe oburzenie. Zarówno radykałowie, jak i część umiarkowanych, ale żyjących w swoim środowisku muzułmanów uznałaby ten fakt za naruszenie ich swobód, tradycji, a co za tym idzie brutalną ingerencję w ich obyczajowość.

I tutaj pojawia się inny aspekt tematu burki czy nikabu. Wiadomo, że zwyczaj ten to relikt średniowiecznej tyranii i kastowości wśród muzułmanów. Część z nich wyzwoliła się z tego, mowa tu w szczególności o niektórych rodzinach mieszkających w Europie. W dalszym ciągu żyją według Koranu, modlą się w meczetach, ale mają świadomość, że żyją w cywilizowanym świecie, obcują na co dzień z Wyspiarzami i tworzą wspólną społeczność, choć odmienną religijnie. Bo prawdą jest, że burka nie jest wyznacznikiem wiary. Koran wymaga skromności, a nie chowania się pod burką. To nie ma nic wspólnego z religią, ale z kastowym zwyczajem z zamierzchłych czasów, kiedy to kobieta była osobą tzw. drugiej kategorii w najlepszym przypadku, a w najgorszym traktowana jako niewolnica męża. To mężczyźni decydowali i w dalszym ciągu zdarza się, że decydują, co ma nosić żona, matka, córka. Kobieta w burce to symbol męskiej własności. I tak też jest częściowo w Wielkiej Brytanii do dzisiaj. Części kobiet, mimo że od wielu lat już mieszkają na Wyspach, nadal zabrania się nauki języka angielskiego po to tylko, aby trzymać ją pod kontrolą i mieć władzę nad nią. Kobieta nie może opuścić domu bez burki czy nikabu, często też bywa stosowana wobec niej przemoc. Mimo że mieszkają tutaj, żyją tak, jakby nigdy nie opuściły swojej wsi, a co za tym idzie tradycyjnych obyczajów. Jeśli już dopuszczone są do głosowania, głosują tak, jak nakazują im mężowie i ojcowie. Jak zatem widać, mimo deklaracji ministra Greena problem jest i będzie. Wydaje się jednak, że rząd Camerona słusznie pozostawia kwestię ubioru samym muzułmanom. Bo zmuszać do ubierania się tak, a nie inaczej, poprzez wprowadzanie ustaw rządowych niczego dobrego nie wróży. Co zresztą widać bardzo dobrze na przykładzie Francji.
Piotr Puk / Fot. Getty Images 

 

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK