STYL ŻYCIA

Rumuńskie pranie (cz. 32)

Polish Express
Polish Express logo

Rumuńskie pranie (cz. 32)

Rumuńskie pranie. Diabli wzięli żabki. Długas, czyli mąż. Skrzypce Victorii. Szatańska nalewka Draculi. Angielski cham. Dwa browary w 17 sekund. Lucina już tu nie pracuje.

 

Poprzedni odcinek: Wojna o garnek (cz. 31) >>

Tydzień temu udało mi się z praniem - wyprałem 90 procent swoich tekstyliów i kiedy chciałem doprać pozostałe 10 procent, pralka była już zajęta. Chodziła na okrągło za sprawą, jak się okazało, Luciny - nowej rumuńskiej współlokatorki. Miałem wrażenie, że przywiozła do prania ciuchy z całej Rumunii. Swoją oraz należącą do jej towarzysza (po rumuńsku: „socia”) odzieżą poobwieszała wszystkie krzesła w kuchni, a także wszystko co mniej lub bardziej wystaje ze ścian. I to zarówno wewnętrz, jak i na zewnątrz domu. Cały budynek wyglądał jak jedna wielka instalacja, nawiedzonego przez złe duchy artysty lub scenografia do spektakli Leszka Mądzika. Wyczułem moment, kiedy jedno z prań się skończyło, wywaliłem ciuchy na stół, a do pralki włożyłem swoje. Po wypraniu chciałem rozwiesić je w ogródku. Na sznurach było sporo miejsca, ponieważ silny wiatr zwiał z nich całą odzież Luciny i jej faceta.

Śmierć żabek i biust

Część walała się na trawie, kilka ubrań zaczepiło się o płot, a reszta fruwała po całym Londynie i być może nawet w West Midland lub przynajmniej w Watford, jeśli wziąć pod uwagę różę wiatrów na Acton.
- Ale głupia - pomyślałem sobie. - A wystarczyło spiąć szczypczykami lub, jak kto woli, żabkami.
Ale szczypczyków, secundo voto: żabek, na sznurach nie było. Leżały sobie na trawie porozpieprzane w drobną kaszkę. Ze stu żabek ani jedna nie była cała. Niby drobiazg, ale jeśli nagle szlag trafił sto żabek, które przez pół roku miały się całkiem dobrze, to jest bardzo dziwne. Nad tym kto jest sprawcą nie zastanawiałem się zbyt długo. Lucina oczywiście. Spotkałem ją w kuchni i stwierdziłem, że oprócz tego, że jest smutna, to jeszcze ma baaaardzo duży biust. W tym momencie jednak bardziej od drugorzędnych cech płciowych Luciny interesowały mnie żabki, zapytałem więc dlaczego je zniszczyła? A bo nie wiedziała jak ich używać! Tak mi odpowiedziała! Muszę przyznać, że zaniemówiłem, choć rzadko brakuje mi języka w gębie. Z jej relacji wynikało, że co którąś żabkę ścisnęła chcąc nią przypiąć odzież do sznura, żabka się rozlatywała. Niewiarygodne.

Długi Viorel

Dość głośna zapewne dyskusja sprawiła, że do kuchni wszedł jakiś facet. Bardzo wysoki, mógł mieć dwa metry, choć nie wykluczałbym, że nawet i trzy. Ogolony na łyso i bardzo chudy. Zapytał o co chodzi.
- A co cię to obchodzi? - to moja niezbyt grzeczna pytanio-odpowiedź.
Długas wyjaśnił, że jest kimś w rodzaju męża Luciny i właśnie z tego, między innymi, powodu jest ciekaw o czym ona ze mną rozmawia. Lucina powiedziało mu szybko po rumuńsku w czym rzecz. Chłop się zmartwił i obiecał, że następnego dnia odkupi żabki. Wytłumaczyłem, że nie chodzi mi o wartość materialną tychże, bo cała paczka kosztowała funta, lecz o to, że nie można wieszać prania na zewnątrz, bo wszystko fruwa.
Viorel, bo tak na imię ma ktoś w rodzaju męża Luciny, przeprosił i wycofał się. Na drugi dzień, żeby nie było mu przykro, dałem mu jeden ze swoich zapasowych telewizorów. Bardzo się ucieszył.

Skrzypiące nie-skrzypce

W sobotę, godzinę przed północą, z pokoju Victorii zaczęły dobiegać do moich uszu rytmiczne skrzypnięcia. Ponieważ przez jedenaście lat uczyłem się gry na skrzypcach, mogę z całą pewnością stwierdzić, że owe odgłosy nie miały nic wspólnego z dźwiękiem skrzypiec. Bardziej kojarzyło mi się to z materacem sprężynowym lub takimż łóżkiem. Skrzypieniu towarzyszyło rytmiczne stukanie. Domyślałem się co jest powodem, tym bardziej, że z owymi odgłosami współbrzmiały nie mniej rytmiczne pojękiwania. Nacisnąłem w pilocie przycisk „volume”. Dźwięki zza ściany zostały nieco przygłuszone koncertem „The Police”, musiałem jednak szybko przyciszyć, bo sąsiedzi z dołu zaczęli stukać czymś w sufit. Ubrałem się i zszedłem do kuchni - w lodówce miałem napój z zielonej herbaty, który został poddany przeze mnie procesowi chłodzenia. Właściwie żaden to napój, po prostu zaparzyłem zieloną herbatę, wlałem do butelki i po wystygnięciu włożyłem do lodówki. Smakowała jak zimny napar ze zwiędłych kwiatków.

Mocna, aż gałki wypadają

Do kuchni wszedł Viorel z butelką czegoś tam i rumuńską gazetą w ręce. Zdaje się, że ta gazeta to „Scintea”, o ile mnie moja pamięć wzrokowa nie myli, ale pal sześć gazetę, butelka ważniejsza. Viorel powiedział, że to jakaś rumuńska nalewka i nalał mi pół szklanki. Moje gałki oczne - po wypiciu owego specjału rodem z Transylwanii i Siedmiogrodu jednocześnie - które znalazły się w okolicach kącików ust, długo nie mogły wrócić do oczodołów. Ogień równy piekielnemu długo jeszcze płonął w moim przełyku. Kiedy doszedłem do siebie, Viorel powiedział mi, że „triczę” pije się rozcieńczoną i że właśnie chciał się wrócić po wodę mineralną, zanim moje gałki oczne opuściły właściwe sobie miejsce. Gdy wróciłem na górę, nie przeszkadzały mi już żadne dźwięki dochodzące zza ściany, choć testowanie materaca trwało dość długo.

Cham ławo-stołowy

Kolejny dzień był wyjątkowo upalny. Koło południa postanowiłem wyjść na małe zakupy, miałem też zamiar wchłonąć dużą ilość skrajnie lodowatych płynów. Zatrzymałem się przy pubie „The Kings Head”, po czym wszedłem do niego. Poprosiłem o najbardziej lodowate piwo, jakie można sobie wyobrazić. Barman ze zrozumieniem sięgnął do lodówki i wyjął dwie duże, pokryte lodowatą mgiełką butelki „Newcastle ale Brown”. Wyszedłem na zewnątrz, ale tylko jeden ławo-stół był rozłożony, natomiast reszta była oparta o ścianę. Przy tym rozłożonym siedział rozparty facet, który wyglądał mi na Polaka, budowlańca, ponieważ utytłany był wapnem, świecił wygoloną czaszką i miał wąsy. Zapytałem czy mogę usiąść obok. Facet odburknął po chamsku:
- Nie, rozłóż sobie pier... stół, tak jak ja to zrobiłem.
Powiedział to najczystszą, londyńską angielszczyzną.
Tak się zdenerwowałem, że dwa piwa wypiłem w ciągu 17 sekund. Anglik rozdziawił gębę i gapił się na mnie z uznaniem.
- Polish?
- Not your f***ing business.
Nieustający płomień, który płonął w moim przełyku, po potraktowaniu lodowatym płynem, zniknął. Świat znów był piękny. Przysiągłem sobie, że już nigdy nie wezmę do ust żadnych egzotycznych nalewek.

Co narobiła Lucina

To było w niedzielę, a w poniedziałek Lucina wyleciała z pracy u Kemala. Nie miałem w tym żadnego udziału, ale zarówno ona, jak i Viorel patrzyli na mnie z byka. Prawdopodobnie oboje doszli do wniosku, że był to akt zemsty z mojej strony. Było mi głupio zarówno wobec nich, jak i Kemala, bo licho wie, może ona coś tam narozrabiała. Rano tradycyjnie wpadłem do niego na kawę i przy okazji zapytałem dlaczego Lucina już nie pracuje.
- Była umówiona na dwunastą w południe na interview, a przyszła o osiemnastej. Nie przyniosła CV, a prosiłem o nie, ale - jak wiesz - przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Pierwszego dnia spóźniła się do pracy o dwie godziny, następnego również o dwie, a kolejnego dnia o cztery! Jak prowadzę ten interes 20 lat jeszcze coś podobnego mi sie nie zdarzyło. Lepiej Janusz nie polecaj ludzi, których nie znasz zbyt dobrze.
Udało mi się dopaść Lucinę, która unikała mnie od kilku dni. Zapytałem dlaczego tak potraktowała swoją pracą, a ona na to, że do południa i tak nie było tam ruchu.
- Ale przecież masz do pracy zaledwie 16 metrów.
- No i co z tego.
Niby nic.
Dziś Kemal zaprosił mnie do siebie do domu na mecz Turcja - Niemcy. Mam nadzieję, że nie będzie próbował poczęstować mnie jakąś turecką nalewką....

Janusz Młynarski

Kolejna część już za tydzień (04/07/2008)

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK