POLACY W UK

Ograniczenie na własne życzenie

Polish Express
Polish Express logo

Ograniczenie na własne życzenie

Ludzie potrafią ograniczać się na przeróżne sposoby: jedni np. ograniczają się do jednego partnera, inni do jednego kieliszka na dzień. Ale są też i tacy – szczególnie wśród rodaków-tułaczy – którzy ograniczają swoje horyzonty, bo ich poszerzenie mogłoby się skończyć, nie daj Boże, utratą polskości.

Przykład? Ola i Olek siedzą w UK siedem lat, o wracaniu ani słowa, lokum w Polsce – zero, znajomość języka – prawie zero (bo „do niczego nieprzydatna“). Efekt? Pod samym nosem Królowej Elżbiety, oboje poprowadzą błogi żywot w „polskim królestwie“. A Państwo O. będą niezrównanymi poddanymi Królowej Polski, herbu Zielona Mamona: oto skoro świt, zgodnie wstaną w polskim flacie, na śniadanie przegryzą (szkocką co prawda) makrelę z (niemieckiego co prawda) Lidla, wyprodukowaną w polskich Jankach, zabierając na drogę przywiezioną z kraju kiełbasę, przeznaczoną do zagryzienia prawdziwym polskim jabłkiem. W przerwie na obiad, Ola odstawi w kąt żydowską miotłę, a Olek arabską taczkę i oboje wyskoczą do agencji z polską obsługą przesłać do ojczyzny brytyjskie złotówki. Po tym chwilowym przejawie kosmopolityzmu, na resztę dnia oddadzą się już niepodzielnie we władanie swej polskości: najpierw zrobią zakupy w (tylko i wyłącznie) polskim sklepie – żeby nikt nie mógł zwątpić w ich ultrapatriotyzm. Wiedzą co prawda o polskiej półce u Hindusa, ale oni nie hańbią się tam chodzeniem – no chyba że Hindus naumie się liczyć i pozdrawiać po naszemu. Ale ponieważ Turban będzie (jak zwykle zresztą) oporny na wiedzę, to patrz jak wyżej. Następnie Ola wpadnie do polskiej fryzjerki, a Olek do polskiej szkoły jazdy (bo Olek robi brytyjskie prawko). Oczywiście, gdy za miesiąc wjedzie mu w zderzak jakiś Czarny („Nie cierpię asfaltu!“), zadzwoni do kancelarii, która „rozmawia po polsku“. Aż wreszcie wieczorem, pani O. zasiądzie do przeglądu polskich kanałów, zaś pan O. do pogawędki przy polskim piwie. Oczywiście w polskim klubie, z polską paczką. Zaś w porze letniej, Państwo O. nałożą na polskiego grilla więcej polskiej kiełbasy. Ponieważ zakupy tylko u rodaków należeć będą do „bardzo tanich“ (zresztą tak jak regularne kursy Luton-Okęcie), Ola dobierze więcej mioteł („Nie cierpię Żydów!“), a Olek więcej taczek („Nienawidzę Arabów!“). Mimo to, oboje potwierdzą słuszność ciągu myślowego: „zarabiamy – stać nas - mamy w UK swoją paczkę - jesteśmy szczęśliwi“.
I tu wracamy do punktu wyjścia: czy na emigracji trzeba się ograniczać? Ależ nie! A czy można się nieźle urządzić? Ależ można! Przykład: Ola i Olek – ci to się „nieźle urządzili“! God save the Queen Mamona! I tylko tak dla porównania dodam, że polski Żyd w czasie wojny nie miał złudzeń, że faszyści go „nieźle urządzili“. On dobrze wiedział, że nie trafił do żadnego królestwa, a do getta bez przyszłości. Ale tego nie poczują ani Ola, ani Olek – im polskie getto nad Tamizą pachnie „królewską“ wolnością. Bez ograniczeń.

Jacek Wąsowicz

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK