wywiady i felietony

Bajka o Parabanku, czyli paraliż paraojczyzny

Polish Express
Polish Express logo

Bajka o Parabanku, czyli paraliż paraojczyzny

Niedawno, niedawno temu, za górami, za lasami i rzekami Wisłami, było sobie pewne Królestwo. W Królestwie mieszkał sobie Pan Ciułalski. Ciułalski był ni to biedny, ni to bogaty – na samochód za mało, do skarpety za dużo.

„Co tu robić?” – główkował Ciułalski. Pewnego dnia, paraurzędnicy Królestwa postawili parafkę na działalności pewnego Parabanku. Ów twór - na przekór finansowej paradontozie Królestwa - paradnie oferował paraboliczne zyski, hiperboliczne odsetki i paracudowne parametry wzrostu przyrostu. Wtedy to Ciułalski pomyślał sobie tak: „Nie dam moim paraoszczędnościom się marnować na paraodsetkach!”.

Jak Ciułalski pomyślał, tak też zrobił. Pewnego więc dnia, poszedł do „bursztynowego” Parabanku, by ubić „złoty” interes. Nieważne, że od Parabanku pachniało przekrętem na parę kilometrów – dla Ciułalskiego tylko ważna była obietnica paralokaty z najlepszym na pararynku oparaprocentowaniem.

Zresztą wszystko było tam bezpieczne – przecież ta sama twarz stała za nowymi, cudownie tanimi paraliniami OLT! Aż tu nagle, pewnego dnia, paramedia donoszą, że paralinie OLT znikają z przestrzeni powietrznej Królestwa. Podają też, że wszystkie ich paralotnie inkasują złe i niedobre parabanki ze Zgniłego Zachodu.

Dobrze - cieszył się Ciułalski - że choć zdążyłem się nimi przelecieć, a i herbatkę z rogalikiem za paragratis zaliczyć. Lecz na tym złych wieści dla Ciułalskiego nie koniec. A to ci amberaras: Amber Gold okazał się Amber Tombakiem! Gdzie moje paraoszczędności? – a biadoli, a podnosi larum nasz Ciułalski.

A gdy tak siedzi, sparaliżowany strachem o swoje paragrosze, po kolei wychodzą prawdziwe paraporządki w jego Królestwie: a to się okazuje, że parabankowe przelewy to ino sfałszowane paragony; a to na jaw wychodzi, że parabogaty parabiznesmen ma na swoim koncie więcej MultiPrzekrętów niż zer, a to wreszcie wychodzi, że prawomocny wyrok Wymiaru Parasprawiedliwości był tylko… paraprawomocny.

To paranoja! - wrzeszczy Ciułalski. - Gdzie parasol ochronny Królestwa? Lecz paraparasol przecież był – wszak paraprokuratura przez trzy lata trzymała się Litery Paraprawa, oby tylko nie zacząć samodzielnie myśleć, bo za to w Królestwie Ciułalskiego, paraurzędnik dostaje tęgie baty.

I wnet larum z lewicy i z prawicy podnoszą, Aparat Parastabilności narodowej zwołują, złoto (po dwóch tygodniach) u parabiznesmena zabezpieczają, a na parafii lud zwołują i „pod Jej obronę” się uciekają. Królowo Polski - wołają - uchroń nas od Madonnów i Amber Goldów! Czemu nam szwankujesz, obrony poskąpujesz!? Lecz morał z tej bajki w tym oto sposobie: jak Ty rozsądkowi, tak rozsądek Tobie.

Ps. Dziewięć miesięcy od ostatnich wyborów mija, a my nadal w parodii Królestwa z jego paraporządkami żyjemy. I tak mi świta, że za całkiem niedługo, na naszym wydawniczym pararynku pojawi się autobiografia niejakiego Plichty i - co oczywiste - szybko stanie się bestsellerem. Niemożliwe? Eee tam – w naszej paraojczyźnie każdy paradoks jest możliwy.
 

Jacek Wąsowicz

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK