POLACY W UK

Zróbmy halowe EURO!

Polish Express
Polish Express logo

Zróbmy halowe EURO!

Furorę w kraju nad Wisłą robi serial biograficzny poświęcony pamięci fenomenalnej piosenkarki Anny German. Tydzień w tydzień fabularyzowaną historię jej życia śledzi na ekranach teleodbiorników sześć milionów widzów i to ze sporym hakiem. Faktycznie serial zrealizowany został doskonale i przywodzi wspomnienia dawnych, wspaniałych opowieści telewizyjnych w odcinkach.

Autorom innych seriali tworzonych w naszym kraju pozostaje chyba tylko jedno – skręcić się z zazdrości. Źródła sukcesu serialu są banalnie proste: polski producent jest zaledwie jednym z czterech udziałowców i to wcale nie najistotniejszym.

I całe szczęście! Inaczej rolę Anny German z pewnością powierzono by Piotrowi Adamczykowi albo przynajmniej Borysowi Szycowi. Pewnie niejeden czytelnik już zachodzi w głowę, skąd wątek wykonawczyni niezapomnianych „Tańczących Eurydyk” na kolumnie poświęconej sportowi.

Ot, takie skojarzenie z problemem skąpego stanu posiadania hal sportowych pomiędzy Bugiem a Odrą. Otóż w maju 1971 roku Anna German była gwiazdą koncertu galowego zorganizowanego na okoliczność otwarcia podwojów hali sportowo-widowiskowej w Katowicach, znanej jako „Spodek”.

Jeszcze Hitlera pamięta…

Od tamtego dnia minęło już wiele, wiele lat, a hala cały czas plasuje się w czołówce największych tego typu obiektów w Polsce. Pod względem ilości miejsc, jakie mogą być udostępnione kibicom plasuje się na drugiej pozycji z liczbą 11 500 krzesełek. Zdystansowana została nie tak znowu dawno, bo dopiero w roku 2009, przez łódzką Atlas Arenę, która może pomieścić 13 805 widzów. Poważniejsze liczebnie trybuny mają jeszcze zaledwie dwie hale.

W Gdańsku Ergo Arena gwarantuje miejsca dla 11 409 kibiców, zaś Hala Ludowa we Wrocławiu równe 10 000. Pierwsza impreza w gdańskim obiekcie odbyła się w roku 2010, natomiast we Wrocławiu prawie sto lat wcześniej, bo w roku 1913. Mury Hali Ludowej pamiętają jeszcze masowe imprezy z okazji wizyt niejakiego Adolfa Hitlera, który cierpiał na swoistą odmianę klaustrofobii – brak przestrzeni życiowej.

Trzeba przyznać, że jak na całkiem spory kraj usytuowany w sercu Starego Kontynentu, powyższe zestawienie nie może powalić na kolana. Większość sporych ośrodków posiadających prawa miejskie dysponuje przeważnie zadaszonymi arenami mogącymi pomieścić zaledwie coś około kilku tysięcy widzów.

Miernota naszego stanu posiadania w kontekście sportowych hal z prawdziwego zdarzenia wyszła niedawno na jaw przy okazji finałowych meczów naszej siatkarskiej PlusLigi. Zapotrzebowania na karty wstępu kilkakrotnie przerosły możliwości organizatorów meczów.

Kiedyś po regały, dziś po bilety!

Popularność siatkówki w męskim wydaniu to swoisty fenomen w naszym kraju. Dzięki niemu powróciły też wspomnienia z czasów, kiedy to niemal po wszystkie atrakcyjne towary trzeba było ustawiać się w kolejkach z – delikatnie mówiąc – sporym wyprzedzeniem.

Kibice, którzy zapragnęli obejrzeć mistrzowską rywalizację pomiędzy ZAKS-ą Kędzierzyn Koźle a Asseco Resovią Rzeszów bez pośrednictwa stacji telewizyjnej założyli „bazy” przed kasami w Kędzierzynie Koźlu na dwadzieścia cztery godziny przed rozpoczęciem sprzedaży biletów. Szczęście uśmiechnęło się zaledwie do 235 kibiców, bo tyle zaledwie wejściówek przeznaczono do sprzedaży w kasach! Trudno się zatem dziwić, że jeden z tych farciarzy zapałał afektem do podłogi przy kasie, co wyraził namiętnym pocałunkiem.

Wypada jeszcze dodać, że hala, w której ważyły się losy mistrzostwa kraju wyposażona jest w… zaledwie 2960 krzesełek! Mniej już chyba mają jedynie hale budowane przy szkołach. Nie lepiej było w Rzeszowie, gdzie tydzień wcześniej rozegrano mecze finałowe numer 3. i 4. Tam również najwierniejsi fani siatkówki musieli wykazać się wyjątkową cierpliwością i koczować pod kasami biletowymi po kilkanaście godzin.

Rzeszowska arena na Podpromiu może przygarnąć 5 500 widzów, a jak utrzymują rzeszowscy działacze, chętnych do obejrzenia spotkań było nawet dziesięciokrotnie więcej! Niestety, ale jakoś z daleko idącym sceptycyzmem widzę szanse na wzniesienie w Polsce hal, które mogłyby raz na zawsze unicestwić niedogodności, jakie były działem kibiców w Kędzierzynie Koźlu oraz w Rzeszowie. Powód oczywisty – ogólna finansowa degrengolada.

Choć widziałbym jedno wyjście, ale niestety mało realne. Gdyby tak rozgrywano halowe EURO w piłce nożnej, to wystarczyłoby  powdzięczyć się co nieco do Michela Platiniego, by docenił nasze organizacyjne predyspozycje, zamykające się w porzekadle „postaw się a zastaw się”. Wówczas hale giganty wyrosłyby tu i ówdzie jak grzyby po deszczu.

Niestety, nikt jeszcze nie wpadł na pomysł halowego czempionatu z prawdziwego zdarzenia. Cóż, młodym kibicom pozostaje zwrócić się o pomoc do rodziców, a jeszcze korzystniej do dziadków. Ich rady, jak radzić sobie w długich i długotrwałych kolejkach, mogą okazać się wprost bezcenne. Radzę się pospieszyć, bo ludzka pamięć ma ograniczony okres gwarancji!  

 

Jerzy Kraśnicki

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK