temat numeru

Zostać, wrócić czy porzucić?

Polish Express
Polish Express logo

Zostać, wrócić czy porzucić?

Mówimy, że emigracja zmienia ludzi. Że poddaje nawet najbardziej udane związki trudnym testom na przetrwanie. Często jednak nie widzimy, że ta prawda dotyczy również nas samych. Na emigracji, jak nigdzie indziej, wychodzą na jaw różnice między naszą wizją przyszłości, a wizją partnera.

Często również jest tak, że partner w naszej wizji przyszłości w ogóle nie występuje. To najczęściej wtedy powstają dylematy, a idealnych rozwiązań nie ma. Nie ma, a może tylko my ich nie widzimy?

Dobre złego początki

Annie i Łukaszowi początkowo wszystko układa się wyśmienicie: Ona pracuje w wyuczonym zawodzie księgowości, On jako specjalista-technolog. Wkrótce pojawia się Bartek, jest cudownie. Przełom następuje, gdy Łukasz dostaje mocno w kość od pracodawcy; decyzję o emigracji na Wyspy podejmuje bez zwłoki; przecież zna angielski wyśmienicie. Przez dwa lata młodzi żyją w rozłące. Anna dołącza do męża dopiero gdy Łukasz „stabilizuje się”, to znaczy dostaje posadę… kucharza w gastro-pubie. W 2008 r. Anna rzuca dobrą pracę, pakuje syna i wprowadza się „na pokoje” nad pubem: rozczłonkowane mieszkanie, pokój dziecka na drugim końcu przygnębiającego korytarza; wszędzie swąd przypalonego oleju i odór kwaśnego piwa. Ale za darmo! Związek Emilii z Zygmuntem od początku był, jak mówi sama Emilia, „uduchowiony”. Ona – nauczycielka baletu. On – ceniony tłumacz, literat. Dyskusje do białego rana o filozofii i literaturze wedyjskiej są u nich początkowo normą. „Odpowiadało mi to” – wspomina. „Właśnie tą inteligencją i oczytaniem mnie uwiódł” -dodaje. Z Kalisza do Reading emigrują w 2007 r. pełni zapału, bez przymusu. Chłopcy mają wtedy 14 i 6 lat. Mimo początkowych obaw, zmiana adresu nie pociąga za sobą negatywnych zmian. Do czasu… I wreszcie Janek i Edyta: On – zasiedziały emigrant. Ona – emigracyjna (w tym językowa) nowicjuszka, w Polsce zostawia świetną pracę, spłacone M‑2 w Warszawie oraz świeże wspomnienie rozwodu. Jest doświadczoną asystentką stomatologiczną, lecz bez brytyjskich papierów i dobrego języka zaczyna na szmacie w hotelu. Janek – chwilowo bezrobotny, na zakręcie życia; po raz pierwszy od 10 lat rozważa powrót do kraju. Tak się poznają w 2010r.

Mąż – widmo

Gdy Anna wraca z etatu pokojówki w pobliskim hotelu, Łukasz schodzi na zmianę w kuchni, a schodzi praktycznie codziennie. Gdy wraca o północy, syn dawno śpi, a ona nie wie czy czekać, czy też spać, bo rano przecież do pracy. Tak mówi o mężu: „Krótko po przyjeździe odkryłam, że z nim coś się stało. Zupełnie oklapł, zero w nim werwy. Schodzi tylko na dół do kuchni i tyle go widzę. Próbowałam o tym rozmawiać milion razy, jednak bez skutku. Teraz doszło do takiego punktu, że mijamy się. Gdy widzę go w ciągu dnia przy komputerze, to znaczy, że dziś ma wolne”. Syn stał się jej całym życiem. Wszystko planuje tylko pod jego kątem tak, jakby ojciec nie istniał w ogóle planach rodziny. Jakby ojca nie było. „Czego ja się tu jeszcze trzymam?” – Anna zadaje sobie coraz częściej to pytanie. „Nie zauważyłam kiedy Zygmunt zaczął spędzać cały czas w swoim gabinecie, pochylony nad książkami, pochłonięty swoim światem” – wspomina Emilia. Pewnego dnia wyjechał do Polski „w interesach” do wydawcy, ponoć na tydzień. Było to pół roku temu. Do dzisiaj nie wrócił, ani się nie odezwał. „Początkowy stres był największy” – ciągnie Emilia. „Poczucie odrzucenia, winy, ciągły niepokój o los dzieci. Jednak wkrótce dotarło do mnie, że tak dłużej być nie może, że muszę coś zrobić. Tylko co?” – pyta, i to wcale nie retorycznie.

Inwestować czy odpuścić?

Janek: „Naprawdę chciałem wrócić, jednak bałem się rzeczywistości nad Wisłą, już mi nieznanej. Poznając Edytę, dostałem koronny argument do porzucenia myśli o powrocie, przynajmniej chwilowo”. Edyta: „Pasował mi partner, który wie co i jak w nowym dla mnie świecie, ale coraz mniej pasowała mi harówka ponad siły, a poniżej kwalifikacji. Ale bez języka wiedziałam, że nie mam szans na pracę w swoim zawodzie”. Umówili się, że dają sobie rok, by Edyta podciągnęła swój angielski oraz wyrobiła brytyjskie papiery, a w międzyczasie „sprawy się ułożą” i wtedy zobaczą co dalej. Niestety, proces kompletowania dokumentów przedłużał się, nauka języka szła jak krew z nosa. Zaczęły się pierwsze wymówki i podejrzenia: „Nie przykładasz się tak jakbyś mogła. Może założyłaś sobie, że odbębnisz umówiony rok i wrócimy?” – żali się Janek. Edyta zwykle odparowuje: „Nie po to się uczyłam żeby tu zasuwać jak koń pociągowy! Pamiętaj, mój szef tylko czeka na powrót. Mam podwyżkę od ręki”.

Które dziecko ważniejsze?

Po przyjeździe do UK, to starszy syn Emilii miał problemy z aklimatyzacją, podczas gdy młodszy odnalazł się śpiewająco. „Teraz jednak jest wszystko odwrotnie” – mówi zatroskana. „Starszy syn nie chce wracać. Tutaj dorobił się własnego kręgu znajomych, już wybrał kierunek studiów oraz uczelnię; właśnie zdaje końcowe egzaminy w szkole, za to młodszy bardzo tęskni za ojcem i kuzynami. Między chłopakami jest zbyt duża różnica wieku, by więzy braterskie trzymały ich razem. A między nimi siedzi matka, zastanawiająca się co zrobić z młodszym, jak najlepiej wesprzeć starszego, no i co z Zygmuntem. Musiała rozpocząć pracę jako opiekunka w Domu Starców. Dorabia też okazjonalnymi lekcjami baletu, bo ojciec nie łoży na rodzinę ani grosza. Mówi, że chyba dojrzała do złożenia wniosku o rozwód, jednak nadal nie wie jak rozwiązać „nierozwiązywalny” dylemat: który syn jest ważniejszy?

Przejrzeć na oczy

Anna: „Stanęłam na rozdrożu. Czuję, że nie mogę już tak dalej żyć. Jednak wiem, że zostałam poza zawodową orbitą, bo co ja podam w CV? Cztery lata jako sprzątaczka?”. Nadal jednak czuje się częścią rodziny. Co więc robić? Wyjechać teraz, zabrać Bartka?  „Nie, bo zmiana szkoły w ciągu roku nie byłaby dobra”. Zostać? Co ją tu jednak trzyma? Bezpłatne mieszkanie nad obskurnym pubem, z mężem, który jest jej  już zupełnie obcy?

W kraju czy za granicą? Razem czy osobno?

Często bywa tak, że po namiętności i bliskości, w związku zostaje tylko zobowiązanie. Często jest również tak, że nasza inwestycja w partnera nie przynosi oczekiwanych „rezultatów”. Czy można wtedy sobie odpuścić? Jeśli tak, to kiedy? Niełatwo jest znaleźć złoty środek, szczególnie w sytuacjach, w których czujemy się uwikłani, kiedy czujemy z jednej strony zobowiązanie, a z drugiej nieprzepartą potrzebę serca. A co Wy byście zrobili na miejscu Anny, Emilii, Edyty czy Janka?

Jacek Wąsowicz
 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK