wiadomości

Zima skutecznie rozłożyła Wyspiarzy na łopatki

Polish Express
Polish Express logo

Zima skutecznie rozłożyła Wyspiarzy na łopatki

To, co wyróżniało Wielką Brytanię na tle wielu europejskich krajów to brak zimy. Aż do ubiegłego tygodnia, kiedy mróz i śnieg pokrył całą Wyspę. Mieszkańcy na chwilę poczuli się jak na dalekiej Syberii i nie miały na to wpływu bynajmniej temperatury - zadziałał przede wszystkim efekt zaskoczenia.

Polacy Online - Portal Polaków w UK >>

Zima paraliżuje Wyspy >>

Wielu pracowników z powodu zasypanych dróg i nie kursujących pociągów nie pojawiło się w ubiegłym tygodniu w pracy - według „Guardiana” dotknęło to aż 44 proc. wszystkich zatrudnionych. Wiele firm straciło zamówienia, ruch znacznie zmniejszył się również w sklepach i centrach handlowych - mało kto miał ochotę w taką pogodę jechać na zakupy. Niska frekwencja dotknęła także ośrodki kulturalne, jak informowała prasa, na przedstawienie do teatru Carriageworks w Leeds, jakie wystawiano w czwartek, zamiast spodziewanych 350 gości przyszło zaledwie dziewięciu widzów.

Koszty zimy - 14,5 mld funtów
Straty z tego tytułu są liczone w miliardach. Jak informuje firma ubezpieczeniowa RSA, jeden dzień takiego chaosu kosztuje brytyjską gospodarkę aż 690 milionów funtów, a jeśli ekstremalne warunki potrwałyby około trzech tygodni, straty sięgnęłyby 14,5 miliarda funtów. Zmiana pogody najbardziej zaskoczyła jednak samych mieszkańców Wysp. Wielu z nich postanowiło zadbać, aby w razie katastrofy w domu niczego nie zabrakło. I tak ze sklepów w szybkim tempie zaczęły znikać ciepłe ubrania i bielizna, kalosze, żwirek dla kotów, gotowe potrawy, zupy, sól, cukier. Popularna sieć hipermarketów zanotowała 129-procentowy wzrost sprzedaży termosów, aż o tysiąc procent skoczyła zaś sprzedaż termalnej bielizny. Nagłe zapotrzebowanie pojawiło się również na jabłuszka do zjeżdżania i sanki, a w razie ich braku inne przedmioty, które mogą je zastąpić, jak choćby kwadratowy kosz na śmieci.
Brytyjczycy mogli się również przekonać, na ile są społeczeństwem obywatelskim. Służby apelowały, aby interesować się tym, co się dzieje u sąsiadów, pomagać starszym i bezdomnym. Udzielić się charytatywnie mieli okazje również właściciele aut z napędem na cztery koła, którzy potrzebni byli do rozwożenia posiłków w południowo-zachodniej Anglii.

Tak to się zaczęło…
We wtorek, 5 stycznia, śnieg prószył niemal przez cały dzień i niejedna osoba, która wyszła z pracy była zdziwiona jego ilością. Temperatura zaczęła spadać, na razie nieznacznie, ale z powodu dużej wilgotności powietrza odczuwało się ją o wiele bardziej dotkliwie. - Ale zimno - komentował niemal każdy. Wieczorem wszystkie serwisy informowały już o „prawdziwej” zimie na Wyspach. Śnieg zakrył cały kraj „od stóp do głów”, na noc zapowiedziano duże mrozy. W środę rano lokalne radia informowały o tym, że większość szkół jest zamknięta. Przestały startować samoloty i kursować pociągi, a kierowcy utknęli w gigantycznych korkach. Część zakładów zwalniała pracowników wcześniej do domu - tak zaczęła się tegoroczna zima w Wielkiej Brytanii, przez niektórych już okrzyknięta zimą stulecia.

Jesteśmy odcięci od świata
Zima dała się we znaki 35-letniemu Tomkowi Lewandowskiemu, informatykowi z Birmingham. Wracał właśnie z Polski. Kłopoty zaczęły się już w Niemczech na autostradzie. - Śnieżyca i okropnie śliska droga spowodowały, że poruszaliśmy się w żółwim tempie. W pewnym momencie wszystkie auta po prostu się zatrzymały, zgasiły silniki i tak czekaliśmy - opowiada. - Spóźniliśmy się pięć godzin na prom, mimo że wyjechaliśmy co najmniej kilka godzin wcześniej, żeby mieć duży zapas czasu - mówi Tomek.
W Birmingham nie było lepiej, szczególnie jak trzeba było następnego dnia pójść do pracy. Tomasz prowadzi własną firmę i często musi dojechać do klienta. - Przez ten śnieg wszystko zostało sparaliżowane. W środę pojechałem tylko do jednego klienta i dałem sobie spokój. Najgorsze są małe uliczki, wszędzie leży śnieg. Władze nic z tym nie robią, chyba czekają, aż sam zniknie - stwierdza.
Nie lepiej było na autostradach. Tysiące kierowców utknęło w kilometrowych korkach. Do ich uwolnienia zaangażowano nawet żołnierzy. Kilka osób zginęło w wypadkach spowodowanych fatalną pogodą
Niektóre, nie tylko szkockie, ale też angielskie miejscowości zostały zupełnie odcięte od świata. - Od kilku dni nie możemy się ruszyć z domu, nie możemy dojechać do sklepu, nie dociera do nas poczta. Na szczęście, miejscowy rolnik obiecał, że przebije się przez zaspy i zrobi zakupy dla wszystkich, bo inaczej nie mielibyśmy co jeść - mówiła BBC Sandra Breen z Westridge Green w południowej Anglii.
Podobne przeżycia były udziałem pasażerów linii kolejowych i lotniczych. W środę wiele pociągów zostało odwołanych, a te, które wybrały się w podróż, docierały do celu ogromnie spóźnione - na przykład pociąg z Londynu do Sussex, który normalnie pokonuje tę trasę w około 60 minut, jechał aż sześć godzin. Jak poinformował przedstawiciel ATOC, który zrzesza 26 operatorów kolejowych, tylko do południa tego dnia aż jedna trzecia pociągów przyjechała znacznie opóźniona, a pięć procent nie wyruszyła w podróż w ogóle. Pod kanałem La Manche znów na kilka godzin utknął pociąg pasażerski Eurostar.
Tłumy pasażerów kłębiły się też na lotniskach. W środę dwa z najbardziej ruchliwych, Gatwick i Stansted, przez większą część dnia były zamknięte - np. w Gatwick odwołano więcej niż 240 połączeń. Wiele mniejszych brytyjskich terminali tego dnia nie funkcjonowało.

Rząd zignorował ostrzeżenia meteorologów
Temperatury w Anglii zasadniczo nie spadły poniżej minus 10 stopni, ale ani lotniska, ani kolej, ani tym bardziej drogowcy nie byli przygotowani na tak długotrwałe mrozy i taką ilość śniegu. Służby nie są wyposażone w specjalistyczny sprzęt, bo z powodu zwykle łagodnych zim zakup takich maszyn był po prostu nierentowny. Z drugiej jednak strony, jak donosiła prasa, części kłopotów można było uniknąć, gdyby nie to, że rząd zupełnie zignorował ostrzeżenia meteorologów.
Można było na przykład zaopatrzyć się w większą ilość soli i żwiru potrzebnych do odśnieżania dróg. Tymczasem z powodu ich braków lokalne władze są zmuszone posypywać tylko główne drogi. Śmieszne mogą wydawać się takie decyzje władz, jak ta, aby duże hipermarkety budowlane miały nakaz odsprzedawania zapasów soli tylko gminom i równoczesny zakaz sprzedaży osobom prywatnym.
Śnieg wywołał chaos nie tylko w transporcie, zaskoczył również inne służby. Władze zamknęły około 2 tysiące szkół, m.in. w Szkocji, Walii i na południu Anglii, a w setkach brytyjskich szpitali odwołano operacje.

Anglia przykręca kurki od gazu
Pod koniec ubiegłego tygodnia zrobiło się naprawdę zimno. Z czwartku na piątek w nocy mrozy przeszły wszelkie oczekiwania. Zanotowano najniższe temperatury od 30 lat. Najzimniej było w Szkocji - w miejscowości Aviemore mróz sięgnął 22,3 stopnia Celsjusza. W Anglii i Walii również słupki rtęci na termometrach spadły grubo poniżej zera.
Ju nie tylko alarmy o braku soli i żwiru stały się problemem władz. Okazało się, że zabraknęło może również gazu. W tych dniach, według BBC zużycie gazu było najwiêksze w historii - popyt na niego był aż o niemal jedną trzecią większy niż średnio w tym czasie. Brytyjska centralna dyspozytornia gazu, po raz pierwszy od 10 lat, została zmuszona ograniczyæ dostawy do dużych przedsiębiorstw. Dotknęło to około stu brytyjskich firm. Władze ogłosiły „gas balancing alert” i wezwały dostawców energii, by przełączyli się tymczasowo z gazu na inny opał, na przykład na węgiel.

Mrozy na całym świecie
Nagły atak zimy dotknął nie tylko Brytyjczyków. Z mrozem i śniegami walczy cała Europa, a także Stany Zjednoczone czy Chiny. Na południu plantacje pomarańczy i plaże pokrywa lód, w Pekinie zanotowano najniższe temperatury od 40 lat, w Miami turyści chodzą po plaży ubrani w zimowe płaszcze i czapki, w Szwecji termometry pokazały nawet minus 40 stopni, zasypane są niemieckie autostrady, a we Francji ogłoszono stan alarmowy. Również w Polsce zima dała o sobie znać. Jak informują polskie media, opady śniegu i mróz wywołały chaos komunikacyjny, a tysiące domów pozostało bez prądu. Do tej pory z powodu wyziębienia w Polsce zmarło prawie 100 osób. - Jedyne plusy tej zimy to frajda, jaką miała córka, kiedy wspólnie lepiliśmy polskiego bałwana - mówi Tomek Lewandowski. Mimo że na Wyspach mieszka od pięciu lat, okazja do tego pojawiła się po raz pierwszy.

Ilona Blicharz / Fot. GETTY IMAGES

Polacy Online - Portal Polaków w UK >>

Zima paraliżuje Wyspy >>

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK