polacy na arenach

Felieton: „Zibi” z ręką w nocniku

Polish Express
Polish Express logo

Felieton: „Zibi” z ręką w nocniku

Właśnie niedawno stadionowi bandyci (nie mylić z kibicami, ani pseudokibicami!) z Warszawy, podający się za fanów Legii, dopisali kolejny frapujący swą fabułą odcinek. Jednak są oni zaledwie odtwórcami scenariuszy, które tak naprawdę tworzone są w zaciszu wytwornych gabinetów piłkarskiej centrali, czy też klubów naszej Ekstraklasy. Tak, to nie pomyłka! Bo jak inaczej można zdefiniować ceregiele piłkarskich bossów z bandytami rujnującymi wizerunek tak popularnej przecież dyscypliny?

 Na „Pepsi Arenie” w stolicy mecz Legii z Jagiellonią z Białegostoku trwał zaledwie 45 minut. Tyle tylko czasu miejscowi bandyci zdołali powstrzymać się przed zaatakowaniem sektora przyjezdnych kibiców. Chociaż nie do końca, bo pierwsze ekscesy zaczęły się już kwadrans po pierwszym gwizdku arbitra.

Darujmy sobie batalistyczne opisy, tego co działo się na trybunach. W każdym razie w warszawskim Ratuszu nie stało cierpliwości i podjęto decyzję o przerwaniu meczu. Wezwane oddziały policji miały problemy z dostaniem się na obiekt, gdyż… nie można było znaleźć klucza do bramy przeznaczonej właśnie dla interweniujących stróżów prawa.

Funkcjonariusze musieli siłą sforsować niespodziewaną pułapkę. Już chociażby ten fakt doskonale pokazuje, z jakim pietyzmem na warszawskim stadionie traktuje się kwestie bezpieczeństwa.

Drogie konszachty z kibolami

Smaczku całej sprawie dodaje tez fakt, że na meczu z Jagiellonią decyzją Komisji Ligi zamknięty był sektor kiboli zwany „żyletą”. To efekt odpalenia 20 rac i 5 świec dymnych w trakcie meczu z Koroną. W efekcie murawa boiska została skutecznie zadymiona i arbiter musiał przerwać mecz, ale na 5 minut zaledwie.

Jeśli dodać do tego fakt, że stadion Legii po ekscesach jej „sympatyków” został zamknięty dla publiczności na początku grudnia na okoliczność meczu Legia – Ruch, to możemy mówić o recydywie. Nazajutrz po „połowicznym” meczu z Jagiellonią zewsząd słychać było głosy oburzenia. Srogie kary wisiały w powietrzu. Nic takiego jednak nie miało miejsca.

Zastosowane kary nie powalają z nóg: walkower 0:3 dla gości za „połowiczny” mecz; kara zamknięcia stadionu na trzy mecze, z czego dwa w zawieszeniu na rok; kara grzywny w wysokości 100 tysięcy złotych. Rozegranie meczu na obiekcie przy Łazienkowskiej to strata dla klubu w granicach jednego miliona złotych.

Czy to dużo? Raczej nie, zważywszy, że nie tak dawno nowi właściciele Legii – Dariusz Mioduski oraz Bogusław Leśnodorski za akcje klubu wyłożyli jednorazowo 70 milionów złotych. Tu warto wspomnieć, że na przestrzeni ostatniego półtora roku ekscesy kiboli kosztowały Legię coś około 10 milionów złotych…

Skoro padło już nazwisko pana prezesa Leśnodorskiego, to warto wspomnieć o jego dość osobliwej polityce kontaktów z – nazwijmy to – kibicami. Z uporem godnym lepszej sprawy stara się niemal na siłę lansować dobre kontakty z nawet najbardziej skrajnymi grupami kiboli.

Bo jak traktować fakt, że pan prezes na pokład samolotu, którym piłkarze wracali z pucharowego meczu w Bukareszcie zabrał okrytego niesławą lidera kiboli Legii – pseudonim „Staruch”? Ba! Ba przedramieniu pana prezesa możemy podziwiać tatuaż wykonany właśnie przez „Starucha”. Do myślenia daje fakt, że tatuaż przedstawia Marlona Brando w roli „Ojca Chrzestnego”…

Zachodzę w głowę, ile jeszcze kar musi zostać nałożonych na Legię, by pan prezes Leśnodorski zorientował się, że spoufalanie się z kibolami, zawieranie z nimi jakichkolwiek umów i porozumień, to jedynie prosta droga do ich rozbestwienia i eskalacji „zbrojeń” na trybunach.

Bońka do Wisły!

A co na to nasza piłkarska centrala? Oczywiście prezes Zbigniew Boniek, nie kryje oburzenia całą sytuacją. Niestety, zapomina że sam nie jest bez winy w rozpieszczaniu kiboli. Już na początku swojej kadencji szefa PZPN ogłosił abolicję dla grup kibiców, na które został nałożony zakaz wyjazdów na mecze wyjazdowe oraz zniósł kary rozgrywania meczów bez udziału publiczności.

W listopadzie Boniek zdecydowanie sprzeciwił się Komendantowi Głównemu Policji, który domagał sie zaostrzenia kar dla kiboli, m.in. stanowczego zakazu wstępu na stadiony kibicom drużyn przyjezdnych. Zdawać by się mogło, że teraz „Zibi” nareszcie się ocknął i może wreszcie na poważnie zajmie się kwestią bezpieczeństwa na trybunach piłkarskich aren.

Można też odnieść wrażenie, że z perspektywy salonów, nie do końca zdaje sobie sprawę, co tak naprawdę dzieje się na sektorach kibolskich. Jest bardzo prosty sposób, by przekonać o tym pana prezesa – wystarczy wrzucić go do Wisły! Znaczy ubrać w koszulkę Cracovii i wrzucić do sektora kiboli Wisły Kraków. Uwierzcie mi zadziała.

Podatnicy ponoszą koszty

Tolerowanie  bandytyzmu piłkarskich kiboli sporo kosztuje podatników. Dla przykładu od sierpnia 2012 roku do czerwca 2013 roku policja wydała 30 milionów złotych (!) na zabezpieczenie 1434 meczów (w tym 307 podwyższonego ryzyka). Uczestniczyła w tym armia 202 644 policjantów, a dodatkowo 54 962 pracowało przy zabezpieczeniu przejazdów grup kiboli.

Te liczby są przerażające. 30 milionów potrzeba na wybudowanie krytego toru dla panczenistów… Już chyba tylko starsi kibice pamiętają problemy ze stadionowymi zwyrodnialcami, z jakimi borykano się w Zjednoczonym Królestwie. Tak, tylko że Brytyjczycy mieli panią premier Margaret Thatcher, która powiedziała krótko: albo zaprowadzicie porządek na stadionach, albo w ruch pójdą kłódki i pozamykam wszystkie stadiony.

Posypały się surowe kary, czyli bardzo wysokie grzywny finansowe, za bójki kibole wędrowali prosto za kratki i nakładano nawet dożywotnie zakazy stadionowe. Zapomniałem nadmienić o dodatkowych sankcjach zastosowanych wobec bandytów, którzy zakłócili mir meczu Legia – Jagiellonia.

Tuż po wydarzeniach policja zatrzymała 38 osób. Ukarano trzy z nich (!) dwuletnim zakazem stadionowym i ośmioma miesiącami ograniczenia wolności w postaci prac społecznych (20 godzin miesięcznie).

Idzie wiosna, a zatem pewnie będą sadzić kwiatki na klombach. To po prostu żałosne.  A tak właściwie, to po co policja zakłóca walki kiboli? Niech się wytłuką do ostatniego i wreszcie na stadiony powróci ład i porządek. To zdaje się być jedyną drogą, by w sposób niejako naturalny położyć kres stadionowym zadymom. Do tematu zapewne niestety wrócimy…

 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK