wywiady i felietony

Z ręką w nocniku!

Polish Express
Polish Express logo

Z ręką w nocniku!

Chyba nie trzeba nikomu bliżej wyjaśniać znaczenia powiedzenia traktującego o przebudzeniu z kończyną górną w naczyniu służącym do czynności związanych z fizjologią człowieka. Generalizując, chodzi o kliniczny przypadek inercji.

Nie mogę jakoś ostatnio wyzbyć się przeświadczenia, że z rączką w nocniku przebudził się szef Polskiego Związku Piłki Nożnej – Zbigniew Boniek. Nie tylko zresztą on. Nocnik musiał też mieć na podorędziu nawet minister spraw wewnętrznych.

Wszystko to za sprawą eskalacji wyczynów stadionowych bandytów i zwyrodnialców, nie wiedzieć czemu tytułowanych powszechnie pseudokibicami. Można odnieść wrażenie, że nie mieli pojęcia jak wygląda przerażająca rzeczywistość na sportowych obiektach oddanych we władanie piłkarzom! Od wielu już lat, co jakiś czas usłużne media donoszą o bandyckich ekscesach z bywalcami piłkarskich aren w rolach głównych.

A to dokonają „liftingu” jakiegoś stadionu, sprawdzając przy okazji właściwości aerodynamiczne fotelików. A to „przygotują” do remontu jakiś wagon kolejowy. To znowu zadbają, by przedstawiciele służby zdrowia nie mieli powodów do narzekań na brak zajęć po kolejnych tzw. ustawkach. A wszystko to dzieje się w barwach naszych piłkarskich klubów.

Niejako pod ich auspicjami, gdyż ostatnio niektóre z klubów zdają się być podatne na dyktat hooligansów, ultrasów i tym podobnej swołoczy, która skutecznie rujnuje wizerunek polskiego futbolu nie tylko w obrębie naszych granic.

Boniek niczym dziewica

Z trudem uniknąłem zajadów brechtając podczas zapoznawania się wytryskami geniuszu prezesa „Zibiego” nie tak znów dawno, bo w styczniu tegoż roku. – Jest nowa władza, nowe rozdanie, więc chcemy unieważnić wszystkie zakazy wyjazdowe, jakie nałożono na kibiców klubów ekstraklasy. Miejsce kibica jest na stadionie – powiedział Boniek ogłaszając abolicję dla stadionowych opryszków.

Oj, naiwny pan prezes, naiwny. Czyżby był na tyle zadufany w siłę rażenia swego nazwiska, że po objęciu przez niego najważniejszego fotela w piłkarskiej centrali, jak za dotknięciem różdżczki stadionowe bestie przeobrażą się w pokorne baranki? Ostatnie wydarzenia na polskich stadionach chyba nareszcie unaoczniły Bońkowi rangę problemu w całej krasie.

Niestety, z każdym dniem coraz bardziej aktualne zdaje się być anarchizujące hasło rzucone onegdaj przez niejakiego Jerzego Owsiaka, czyli „róbta co chceta!”. No i przedstawiciele coraz młodszych pokoleń robią co chcą, ku rozpaczy coraz bardziej bezradnych sił porządkowych.

Jak poskromić stadionowych zwyrodnialców w sytuacji, gdy stróże prawa boją się ich jak ognia? Po co narażać się na oskarżenie o zbyt brutalną akcję w stosunku do bandziorów? Czytałem kiedyś, jak milicjanci na Śląsku w połowie dekady lat pięćdziesiątych minionego stulecia po meczu bokserskim nie zawahali się w momencie zagrożenia użyć ostrej amunicji ze szkodą dla kończyn dolnych napastników.

Oczywiście nie zaliczam się do grona zwolenników stosowania aż tak radykalnych, a zarazem drastycznych środków, ale czas najwyższy wyposażyć policję w uprawnienia, dzięki którym będą w stanie skutecznie, bez ceregieli wyrugować przemoc z naszych sportowych aren.

Lata bezwładu doprowadziły do sytuacji, że prezes Boniek jest już „za krótki”, by opanować sytuację. Dziś to już zadanie godne najwyższych władz państwowych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywateli, czyli normalnych ludzi, jak określił ich minister Bartosz Sienkiewicz z MSW. 

Księgi hańby ciąg dalszy

Kolejny rozdział w księdze hańby polskiego futbolu zapisali ostatnio szalikowcy Legii Warszawa, którzy w pył roznieśli mecz IV ligi w Łomiankach pomiędzy miejscowym klubem a stołeczną Polonią. Piłkarze pograli sobie zaledwie 35 minut, po czym w trosce o ich bezpieczeństwo arbiter przerwał spotkanie. Niespokojnie było też na trybunach w trakcie spotkania o Puchar Polski pomiędzy GKS a Górnikiem Zabrze.

Po meczu B klasy Górnik Sosnowiec – KS Giebło do szatni „górników” wdarło się kilkunastu chuliganów i dotkliwie pobiło piłkarzy. No i wreszcie słynny już transparent, który kibole Lecha Poznań zademonstrowali wszem i wobec na okoliczność potyczki trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy z Żalgirisem Kowno. Władze UEFA „wycenią” wymowę hasła „Litewski chamie, klęknij przed polskim panem”. Klub z pewnością poniesie dotkliwe straty w efekcie debilnych działań swych sympatyków.

Podobnie zresztą jak Legia, która ukarana została wysokimi grzywnami oraz zamknięciem trybuny, tzw. żylety, podczas meczu eliminacyjnego Ligi Mistrzów ze Steauą Bukareszt. To oczywiście tylko w telegraficznym skrócie, bo żal miejsca na opisywanie tych aktów bandytyzmu.

Potrzebny „Żelazny Donald”!

Kto wreszcie położy temu kres? Czy ze stoickim spokojem czekamy na „polskie Heysel”? Jak długo podatnicy będą sponsorować zmagania ze stadionowymi bandytami? Dla przykładu każdy mecz Legii oprócz ok. 500 stewardów absorbuje ponad 700 policjantów.

Kiedyś zmorą Starego Kontynentu byli brytyjscy chuligani, określani powszechnie mało chwalebnym przydomkiem „animals”. Tak, tylko że wówczas Wyspami potrząsała „Żelazna dama”, czyli Margaret Thatcher, która potrafiła skutecznie zaprowadzić porządek na stadionach i w ich okolicach. Dziś brytyjscy sympatycy futbolu mogą uchodzić za wzór godny naśladowania.

Pytanie brzmi: czy szef polskiego rządu jest w stanie walnąć pięścią w stół i ukrócić dyktat stadionowych barbarzyńców? Nie jestem przekonany, czy podoła temu wyzwaniu premier, który dzięki swemu imieniu nieodparcie kojarzy się z poczciwym bohaterem beztroskich kreskówek Disney’a.

Jerzy Kraśnicki

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Niebawem walka Marcina

Niebawem walka Marcina

Polski bokser Marcin Marczak przygotowuje się intensywnie do kolejnej walki. Już 24 lutego na gali boksu w The Camden Centre na Kings Cross Station będziemy mogli zobaczyć Polaka w akcji.

Blisko perfekcji

Blisko perfekcji

FC Barcelona zapisuje kolejne karty w historii futbolu. Katalończycy właśnie osiągnęli prawie doskonały wynik - rundę jesienną kończą w czubie La Liga z 55 punktami na koncie.

Zielono mi i spokojnie…

Zielono mi i spokojnie…

Tak przed laty śpiewał Andrzej Dąbrowski – wokalista i zarazem kierowca rajdowy. To tak żeby wszystko się zgadzało, żeby były jakieś sportowe konotacje. Wystarczył rzut oka na termometr, który wreszcie...

Groźne okoliczności przyrody

Groźne okoliczności przyrody

Znowu pogoda wygrała ze sportowcem. W niemieckim Willingen odwołano indywidualny konkurs Pucharu Świata z powodu wiejącego z prędkością 10 m/s wiatru.

Tak źle z Manchesterem United jeszcze nie było – na Old Trafford David Moyes nie ogarnia

Tak źle z Manchesterem United jeszcze nie było – na Old Trafford David Moyes nie ogarnia

Pół roku po zdobyciu mistrzostwa Anglii Manchester United znalazł się w kryzysie, jakiego nie pamiętają najstarsi kibice. Namaszczony przez sir Aleksa Fergusona na nowego trenera „Czerwonych Diabłów” David...

Cholerne Jankesy!

Cholerne Jankesy!

Stany Zjednoczone to bez wątpienia najbardziej zaborczy kraj tego świata. Wojny z resztą świata potrafią prowadzić w najbardziej wymyślny sposób. Niepozorny, zdałoby się, wynalazek pigularza z Atlanty...

Choryskop prawdę Ci powie

Choryskop prawdę Ci powie

Zapowiedziany w kalendarzu Majów koniec świata nie nastąpił, pozostaliśmy więc cudownie przy życiu. Tylko co tu z nim począć? Jak je żyć i co robić, by zdobyć szczęście? Odpowiedź na to da niezawodna para:...

Osłabieni mistrzowie

Osłabieni mistrzowie

Trenerowi Hiszpanów, Vicente del Bosque, przybywa zmartwień. Nie dość, że Hiszpanie przygotowania do turnieju w pełnym składzie rozpoczną dopiero po rozegraniu finału Copa del Rey, 25 maja, to wygląda...

Skok z nieba do piekła

Skok z nieba do piekła

W Val di Fiemme Kamil Stoch miał niepowtarzalną okazję, aby sięgnąć po medal mistrzostw świata, ale zepsuł drugi skok i skończył na ósmej pozycji.

Niesamowity rekord włoskiego saneczkarza

Niesamowity rekord włoskiego saneczkarza

Armin Zoeggeler przejdzie do historii, jako pierwszy sportowiec, który zdobywał medale na sześciu kolejnych olimpiadach. Z Soczi 40-letni Włoch wróci z brązowym krążkiem. Co ciekawe Zoeggeler nie jest...


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK