POLACY W UK

Z pamiętnika Polki: Wygrałam walkę z depresją

Polish Express
Polish Express logo

Z pamiętnika Polki: Wygrałam walkę z depresją

logo_pano

 

,,Ale ja jestem brzydka’’ - te słowa usłyszałam od mojej ślicznej jedenastoletniej córeczki w pewien styczniowy poranek. ,,Po co ja się w ogóle urodziłam? Komu jestem potrzebna?’’ - po tych kolejnych wyznaniach ugięły się pode mną kolana. Wiedziałam doskonale, że tak naprawdę to moja wina, a raczej depresji, z jaką od dwóch lat się zmagałam. Walczyłam, powoli tracąc nadzieję na zmianę.

Sześć lat wcześniej miałam ciężki wypadek samochodowy. Przeszłam dziewięć operacji i niezliczoną ilość wizyt lekarskich, a moja psychika coraz bardziej podupadała. Najgorsze jednak były ostatnie dwa lata, o których mogę powiedzieć tylko trzy słowa: depresja, depresja, depresja. Nie zrozumie tego nikt, kto tego nie zaznał tej czarnej dziury, w którą się wpada i z której nie ma już wyjścia. Z pozoru żyjesz, wykonujesz, co musisz wykonać, myjesz się, czeszesz, jesz, oddychasz, pracujesz.... a myślisz tylko o jednym, co zrobić, aby to się wreszcie skończyło... Masz tylko jedno, maleńkie marzenie, by nikt się nie dowiedział, że zrobiłaś to specjalnie... Że przegrałaś. Ot, taki przypadek, wpadasz na przykład na nóż i koniec... Ile można bowiem wytrzymać nieprzespanych nocy, wpatrywania się w sufit, nocnych wędrówek po mieszkaniu. Dzień mija za dniem, a ty zmęczona, niezdolna do pracy i życia. Gdyby tak przespać choć jedną noc w całości, choć jedną...

Dla innych nauczyłam się udawać, pokazywać nawet uśmiech na twarzy, gdy taka była potrzeba. Czy nikt się nie domyślił? Tego nie wiem na pewno, w końcu czego mi brakowało? Szczęśliwa rodzina, dobrze prosperująca firma, pieniądze... Pozory, pozory, pozory... Wiele mogłam ukryć przed sobą i innymi, ale moje emocje musiały w końcu dotknąć moich najbliższych, szczególnie córki. I tak to jej słowa pierwszy raz po dwóch latach uświadomiły mi, że muszę coś zmienić, coś zrobić! Dla niej! Nie dla mnie, bo dla mnie przecież nie warto. Można balansować swoim życiem, ale dziecka? Gniew, bunt, wszystko krzyczało! Potrzeba mi zmiany! Uczepiłam się tego jak brzytwy i wyrwałam do przodu. W pierwszym odruchu – GP i leki. Nie, za dużo ich w życiu już brałam, tylko otumaniały i spowalniały. Postanowiłam spróbować terapii. Moje wyniki na testach określających poziom depresji wywołały lawinę działań ze strony przychodni. Kilka godzin po wizycie u GP byłam już umówiona za tydzień na terapię behawioralną – zmieniającą odruchy lękowe powodujące depresję. Wędrowałam prawie przez rok, co czwartek na przysłowiową kozetkę i mówiłam, mówiłam, mówiłam... Powoli wracało życie, własne potrzeby, oczekiwania i poczucie, że jesteś tu i teraz i musisz walczyć! Czy wyzdrowiałam? Niestety. Czy było lepiej? Bezwzględnie. Zakończyłam terapię z wynikiem – depresja na poziomie umiarkowanym, wskazanie – psychoterapia. Kolejny rok ,,kozetek”,’ a ja byłam zmęczona. Chciałam zrobić coś jednak dla siebie, pamiętam otworzyłam „Panoramę”, a tam ogłoszenie – kurs. Nie będę o nim pisała, bo on był tylko – jak to określam – ,,elementem drogi’’. Poznałam na nim ludzi takich jak ja, szukających spokoju, szczęścia, rozwiązania swoich problemów. Szczególnie zapadł mi w pamięć Pawełek, gaduła jeszcze większa niż ja. Po kursie wymieniliśmy się telefonami i tyle. Przez kilka dni nie mogłam opędzić się od myśli, żeby do Pawła zadzwonić, napisać. Zebrałam się w sobie, pokonując wewnętrzne opory, czy wypada, czy można? Ja matka, żona... Zrozumiał od razu, dwie zbłąkane dusze w czarnym dole... Ja po wypadku, on po przedwczesnej śmierci żony z niepełnosprawnym dzieckiem... To była dopiero terapia! Poznać ból drugiego człowieka, jego cierpienie i smutek. Zrozumieć, że nie jest się samym w pustce, że jest dla nas nadzieja. Długo musiałam tłumaczyć mężowi, że SMS o trzeciej nad ranem nie wynika z romansu a bezsenności i braku orientacji, co do czasu z powodu depresji. W końcu zrozumiał, a może nie chciał i nie miał siły być lekarzem mojej cierpiącej duszy? Paweł, wiecznie poszukujący rozwiązania i sensu, był motorem moich nadziei na zmianę. Też nie spał, więc czytał, czytał i czytał. ,,Znalazłem Panią, która specjalizuje się w pomocy w depresjach, niestety jest w Polsce, zadzwoń”. Nie trzeba mi było mówić dwa razy, umówiłam się na terapię przez telefon.

To był wstrząs, nie wypadek był przyczyną moich problemów, ale zakorzenione fatalne wspomnienia z dzieciństwa! Kraksa tylko przelała czarę! Pani Renata poleciła mi warsztaty w Krakowie, które pozwalają zlikwidować fatalne wspomnienia i odbić się od przysłowiowego dna. Okłamałam męża, miałam co prawda coś do załatwienia w Polsce, ale o kursie nie powiedziałam. Bałam się, że będzie odradzał, zniechęcał. Dojechałam. Czy było warto? Mogę powiedzieć jedno, przepłakałam cały drugi dzień warsztatów i drogę powrotną! Nie, to nie był płacz, to był szloch tak ogromny, jakbym wylewała wszystkie żale świata. To, czego doznałam, było jak swoiste katharsis. Wszystko, co było w moich oczach tylko niemiłym wspomnieniem z dzieciństwa, wypaliło piętno we mnie i moim obecnym życiu. Pragnęłam to zmienić, wykreślić, uleczyć... Czekała mnie praca, metoda była świetna, ale wymagała systematyczności. ,,Jak sobie poradzę” - myślałam, przecież muszę zmuszać się do wszystkiego! Mycia, ubrania, sprzątania... Zaczęła się więc walka, o siebie, o życie. Wstawałam rano o 6 i ćwiczyłam, ćwiczyłam, ćwiczyłam... Na szczęście dla mnie Paweł też pojechał na warsztaty, byliśmy więc razem w walce, choć dzieliło nas prawie dwieście kilometrów. Rozmowy przez telefon napędzały działanie. A zmiany zaczęły pojawiać się powoli, niepostrzeżenie. Przesypiałam już co drugą noc w całości, nie byłam więc taka zmęczona. Zaczęłam myśleć o jutrze, marzyć, mieć nadzieje, radości... Cieszyłam się, bo świeciło słońce, ugotowałam obiad mężowi, kupiłam coś córce... Wyciszyłam się, przestałam myśleć o nożu... Nie mogłam tego pojąć! Zrozumieć! Kim byłam i czym się stałam? Jak mogłam tak kiedyś myśleć?

Minął rok, jestem zupełnie innym człowiekiem. Nadal wstaję o 6. Z radością. Ktoś mi ostatnio powiedział: ,,Byłaś jak śnięta ryba’’. Byłam, ale walczyłam i dostałam swoją nagrodę ,,Mamusiu, ja to jestem jednak ładną dziewczynką’’ – powiedziała ostatnio moja córcia.

Izabela Trędowicz

W podziękowaniu Moni i Jarkowi, którzy uratowali moje życie.

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK