POLACY W UK

Z batutą przez świat

Polish Express
Polish Express logo

Z batutą przez świat

31-letni Michał Dworzyński nazywany jest wschodzącą gwiazdą polskiej dyrygentury. Z muzykiem spotykam się niedaleko katedry westminsterskiej, tuż przed brytyjską premierą utworu Romana Maciejewskiego Requiem - Missa pro defunctis, gdzie Polak będzie przewodził BBC Symphony Orchestra.

Polacy Online - Portal Polaków w UK >>

Na skrzydłach Chopina >>

Październik 2006 roku. Przyjechał pan do Londynu na prestiżowy Międzynarodowy Konkurs Dyrygencki „Donatella Flick”. Jak spodobały się panu Wyspy Brytyjskie?
- Wtedy byłem tu po raz pierwszy. Zresztą dokładnie pamiętam ten moment. Leciałem samolotem i podczas lądowania przebiegło mi przez myśl: Ciekawe, co mnie tu czeka?

Chyba dużo dobrego. Konkurs pan wygrał. I został w Londynie na dłużej...
- Tak w sumie wyszło. Pamiętam, że na czas konkursu zamieszkałem u polskich znajomych z Londynu. Koleżanka spojrzała na moją walizkę i zaśmiała się: „No co ty, chyba na rok przyjechałeś?”. Okazało się, że wykrakała! Chociaż staż miał trwać rok, to ja zostałem w Londynie dwa lata.

Został pan asystentem London Symphony Orchestra. To duży prestiż. Na czym polegała ta praca?
- Funkcja dyrygenta-asystenta na Wyspach jest inna niż w Polsce. U nas w kraju dużo się obserwuje. Trzeba być oczywiście przygotowanym, żeby czasem kogoś zastąpić i poprowadzić orkiestrę. Ale nie ma dużo dyrygowania. W Anglii prawie od pierwszego dnia prowadzi się koncerty szkolne, próby. Daje to możliwość żywej pracy z orkiestrą. A tego zawodu uczy się praktykując. Nie ma innego wyjścia.

Jak pracowało się panu z angielską orkiestrą? O Brytyjczykach mówi się, że są chłodni, opanowani. Jest coś takiego w ich muzyce?
- Muszę przyznać, że orkiestry na Wyspach są moimi ulubionymi. Z muzykami stąd po prostu niesamowicie szybko się pracuje. Są świetnie wyszkoleni, przygotowani i profesjonalni. I to nie tylko duże, znane orkiestry, jak BBC czy London Philharmonic Orchestra. Nawet zespoły amatorskie stoją na dobrym poziomie.

A jak wspomina pan życie w Londynie?
- Świetnie. Mieszkałem na Vauxhall i miałem taką ulubioną trasę nad Tamizą - spacerek prosto do Tower Bridge. Zajmowało mi to godzinę. A widoki pamiętam do dziś. Fantastyczne.

Praca dyrygenta to trochę życie na walizkach, prawda?
- Trochę tak. Często przebywam poza domem nawet siedem miesięcy w roku. Hotele, podróże, walizki. To część zawodu muzyka. Chociaż śpiewacy operowi i tak mają gorzej, bo wyjeżdżają na dłużej. Dyrygenci z reguły są w mieście, gdzie jest koncert, około tygodnia. Tak jak ja teraz w Londynie.

Dlaczego akurat dyrygentura?
- Pochodzę z rodziny muzycznej. Ojciec pracował w filharmonii w Bydgoszczy. Kiedy miałem 12 lat odwiedziłem go w pracy. Było to przed koncertem. Wszedłem na estradę, a tam leżały nuty dyrygenta. No i te nuty mnie zafascynowały.

Teraz ma pan ze sobą ich całą walizkę (przyp. red. - to nuty do Requiem Missa pro defunctis Romana Maciejewskiego). Muszą dużo ważyć.
- No tak. Dyrygent ma zapisaną całą partię muzyczną. Czyli to, co czyta każdy z muzyków. A artyści tylko swoją. Requiem Maciejewskiego, które gramy w 100. rocznicę urodzin kompozytora w Katedrze Westminsterskiej, to trzy tomy. (Dyrygent pokazuje zapisane maczkiem strony formatu A4.) O, te dwie kartki, to 20 sekund całego utworu. A całość potrwa ponad dwie godziny.

Czyli jak to było dalej z panem i batutą po tym, gdy urzekły pana nuty z Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy?

- Po prostu wiedziałem, że zostanę dyrygentem. W szkole muzycznej grałem na skrzypcach. Nie za bardzo to lubiłem. Dlatego kiedy tylko nadarzyła się okazja, w wieku 15 lat zacząłem dyrygować. Najpierw szkolnym zespołem, który sami założyliśmy. To taki ciekawy moment. Nie miałem żadnych obciążeń ani nauczycieli nad sobą. Nikt nie mówił, że coś robiłem źle. Jeśli pani zapyta grupę dorosłych, kto umie rysować, to może ktoś się zgłosi, a może nie. A jeśliby zapytać dzieci, wszystkie powiedzą, że potrafią pięknie rysować. No i tak właśnie było z moim dyrygowaniem. Byłem samoukiem.

Ćwiczył pan w domu, na przykład z ołówkiem jako batutą?

- Dokładnie tak było, przed lustrem.

Nazywa się pana wschodzącą gwiazdą polskiej dyrygentury. Ma pan na koncie wiele wygranych konkursów: w Chorwacji, Korei, Londynie. Dyrygował pan największymi orkiestrami w Polsce i na świecie. To wiele sukcesów jak na 31-latka...

- Dyrygenci, żeby zostać uznani, muszą popracować co najmniej 20 lat. Jak mawiał mój pierwszy nauczyciel i mistrz, prof. Antoni Wit z warszawskiej Akademii Muzycznej: „W tym zawodzie najgorsze jest pierwsze 15 lat, a potem już jakoś leci”.

Jeszcze w trakcie studiów jako swojego asystenta zatrudnił pana właśnie prof. Wit, absolutny mistrz batuty, wieloletni dyrektor Filharmonii Narodowej, sam sześciokrotnie nominowany do nagrody Grammy. To było duże wyróżnienie?

- To było ogromne wyróżnienie. Zwłaszcza że orkiestrze asystent nie jest tak bardzo potrzeby. W najgorszym przypadku zagra nawet sama. A młodemu dyrygentowi potrzeba praktyki. Byłem bardzo dumny, że profesor dał mi tę szansę. Praca z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach dała mi nie tylko warsztat, ale także wiele cennych kontaktów. Wtedy zaczęły się zaproszenia do innych polskich orkiestr.

Pana marzenia zawodowe?

- Chciałbym być szefem dobrej orkiestry, ale nie za wszelką cenę. Na pewno nie za cenę wolności artystycznej. Ani przywiązania do jednego zespołu. Chciałbym wciąż podróżować po świecie.

Gdzie pan teraz mieszka?

- Jakoś tak wychodzi, że co dwa lata się przeprowadzam. Właśnie kupiłem mieszkanie w Berlinie, gdzie trzy lata temu ukończyłem studia podyplomowe. To wspaniałe miasto. Dużo kultury, sztuki. Dobra organizacja. Poza tym mam do niego sentyment z powodu studiów i jest blisko Polski.

Dyrygenci, śpiewacy operowi czy kompozytorzy muzyki klasycznej, to dosyć zamknięte środowiska. Wie pan, co się dzieje we współczesnej popkulturze? Zna pan np. Britney Spears?

- Britney Spears? Znam to nazwisko, ale przyznam, że utworu bym chyba żadnego nie zanucił. Ale wiem, że Michael Jackson umarł. Trudno nie wiedzieć. Zresztą muzyka, którą tworzył, to był pop na najwyższym poziomie.

Czyli jakiej muzyki, poza klasyczną, pan słucha?

- Zawsze lubiłem takie zespoły jak Beatlesi czy ABBA. Chętnie słucham też polskich starych przebojów, np. piosenek Skaldów, Czerwonych Gitar. Na szczęście mam znajomych, którzy podzielają moje gusta. Na studiach na przykład potrafiliśmy całą noc bawić się przy albumie typu „Opolskie przeboje”. 

Więc nie chodzi pan na koncerty zespołów młodzieżowych?

- Nigdy nie byłem na koncercie popowym, muszę przyznać. Jest tam dla mnie po prostu za głośno. Nawet ostatnio, kiedy w Polsce występowała Madonna, przysłuchiwaliśmy się próbie siedząc ze znajomymi na tarasie domu, kilka kilometrów dalej. Jeśli tak daleko od sceny wciąż był łomot, to jak mogło być pod sceną?

A da się pogodzić życie na walizkach, ambicje artystyczne i rodzinę?

- Jakoś trzeba. Mam żonę i dwuletniego synka. Znam wielu, którzy poświęcili się karierze i zaszli bardzo wysoko. Co z tego, kiedy mają 60 lat i są sami. A z dyrygenturą już tak jest, że jak się zejdzie z estrady, to przestaje się istnieć. To taki szybki zawód.  Poza tym rodzina wspiera i daje cel w życiu.

Wozi pan zawsze ze sobą swoją batutę?

- Tak, chociaż tym razem została w domu, bo koncerty oratoryjne dyryguję zwykle bez niej. To zresztą, jak śmieją się muzycy, najbardziej opłacalny instrument. Sam w sobie tani, ale dobrze płatny, no i nie wymaga specjalnego traktowania.

Rozmawiała Aleksandra Kaniewska / Polish Express

Polacy Online - Portal Polaków w UK >>

Na skrzydłach Chopina >>

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK