Szok

„Wyrodna” Polka walczy o syna

Polish Express
Polish Express logo

„Wyrodna” Polka walczy o syna

Kiedy 28-letnia Polka urodziła dziecko w toalecie brytyjskiego zakładu, w którym pracowała, odsądzano ją od czci i wiary. Trafiła nawet na krótko do aresztu za doprowadzenie do narodzin synka w „niezwykłych warunkach”. Wytykali ją palcami także rodacy, którzy razem z nią pracowali, brytyjska opieka zabrała jej dziecko, śledczy zaś postawili Polce ciężkie zarzuty. Wydawało się, że „wyrodna” matka będzie żyła z tym piętnem do końca życia, jednak ostatnio, po dwóch latach od tamtych tragicznych zdarzeń uśmiechnął się wreszcie do niej los.

Kobieta walczy teraz o odzyskanie synka, marzy też o sprowadzeniu na Wyspy dwójki swoich dzieci pozostawionych w Polsce, chce znów stanąć na nogi.Jest późny wieczór 1 stycznia 2014 roku. Jedna z polskich pracownic magazynu firmy Sports Direct w miejscowości Shirebrook dostaje bólów. Biegnie do toalety i tam rodzi dziecko. Jak potem mówiła, chciała wziąć na ten dzień chorobowe, ale jej przełożone, Polki zresztą, kazały jej się stawić w zakładzie.Ktoś z pracowników zauważył maleństwo, ktoś inny zadzwonił po pogotowie. Karetka zabrała dziecko i matkę do szpitala.

matkapolka

Tymczasem w brytyjskiej prasie pojawiły się artykuły o kobiecie, która porzuciła maleństwo, o jej aresztowaniu, a pracujący w tej firmie Polacy nie zostawiali suchej nitki na swoich rodakach, przełożonych, którzy zaprowadzili w zakładzie rządy terroru. Dziecko, jak informowali lekarze, było w ciężkim stanie, trafiło pod opiekę lekarzy w Shirebrook. Szybko pojawił się komunikat, że na szczęście stan malucha jest już stabilny, nadal jednak musi pozostawać pod opieką specjalistów.

Rzecznik firmy Sports Direct nie chciał komentować sprawy: „policja się tym zajmuje” - tłumaczył cytowany przez brytyjskie gazety i nie chciał nawet potwierdzić, czy w toalecie rodziła jedna z pracownic tego zakładu. Sports Direct ma 400 takich zakładów na Wyspach, firmę założył Mike Ashley, miliarder, właściciel m.in. zespołu Newcastle United. W kolejnych artykułach brytyjscy dziennikarze donosili o pomocy medycznej, jakiej udzielono Polsce, która urodziła dziecko. Mowa była też i o tym, że wielu pracowników zatrudnionych we wspomnianym magazynie to Polacy.

Polacy nie pomogli

Po jakimś czasie w piśmie „Socialist Worker” pojawia się informacja, że ciężarnej Polce przełożeni odmówili wzięcia wolnego dnia. W tym samym piśmie pojawiają się informacje, że w magazynie od dawna panowała atmosfera strachu. Miejscowi posłowie z Partii Pracy, Dennis Skinner i sir Alan Meale, chcieli interweniować w tej sprawie u pracodawcy, ale zignorowano ich maile: „Rozmawiałem z wieloma pracującymi tam, opowiadali o zastraszaniu ludzi. Wielu zapowiadało, że w końcu porzuci tę pracę, której warunki są zatrważające”.

Wróćmy jednak do naszej bohaterki, której jeszcze w szpitalu jedna z pracownic opieki społecznej podsunęła jakiś dokument do podpisania. Obolała i wystraszona, na dodatek nieznająca dobrze języka angielskiego kobieta papier podpisała.

Na tej podstawie sąd odebrał jej dziecko. Być może jednak finał sprawy będzie dla kobiety szczęśliwy. Polka mówi, że już następnego dnia po porodzie przyszła do niej opieka społeczna i dała jej jakąś kartkę. Usłyszała też, że jej syn trafi tymczasowo do innej rodziny. Nasza rodaczka pochodzi z południa Polski i kiedy straciła pracę, ruszyła po nowe życie do Wielkiej Brytanii. Zostawiła dwójkę małych dzieci pod opieką swoich rodziców. Tatuś tych pociech „wyparował”.

W urządzeniu się na Wyspach miał jej pomóc znajomy z Polski, który wcześniej tam przyjechał. Kobieta po jakimś czasie dostała pracę w magazynie firmy Sports Direct, która handluje sprzętem i odzieżą sportową. Pakowała ubrania do pudeł. Praca była ponad ludzkie siły, normy wyśrubowane, poganiali przełożeni, też Polacy. Plusem było tylko to, że nie trzeba było znać języka angielskiego.

Zamieszkała u znajomego. Kiedy jednak zaszła z nim w ciążę, mężczyzna wykonał krok w tył, okazało się, że nie jest singlem, tylko żonatym, któremu nie było w głowie kolejne dziecko. Załamana ciężarna kobieta wyniosła się od niego, wynajęła pokój, zamieszkała sama. Zapewnia, że nie myślała ani przez chwilę o przerwaniu ciąży.

Urodziła w toalecie

Kiedy w pierwszy dzień roku 2014 poczuła się źle i chciała wziąć chorobowe, przełożeni nie wyrazili zgody. Poszła więc do pracy i tam ją dopadły bóle. Zaczęła rodzić. Była tak osłabiona, że niewiele z tego pamięta. Przyjechało pogotowie, zabrali ją i dziecko do szpitala. Kiedy przyszedł ksiądz, ochrzcił maleństwo, a chłopiec, który nie ważył nawet kilograma i było z nim bardzo źle, dostał imię Stanisław.

Następnego dnia po porodzie przyszła do jego matki opieka społeczna, kobiecie wręczono jakąś kartkę i powiedziano, że tymczasowo syn zostanie zabrany do innej rodziny. Po dwóch kolejnych dniach zjawili się w szpitalu policjanci. Mieli nakaz aresztowania. Zabrali Polkę na komisariat, przy przesłuchaniu obecny był tłumacz.

Kubeł pomyj

Wcześniej policjanci przesłuchali m.in., przełożone kobiety, też Polki. Te zeznały, że ciężarna chciała się pozbyć dziecka i generalne jest złą osobą, nieodpowiedzialną. W podobnym stylu Polki zeznawały też w sądzie. W ten sposób chroniły siebie, dopuszczając do pracy ciężarną, źle czująca się kobietę. Do ojcostwa nie przyznał się policjantom również ojciec Stasia. Pewnie obawiał się, że wyjdzie na światło dzienne jego romans.

Polka pierwszą noc po szpitalu spędziła w areszcie. Usłyszała zarzut umyślnego zaniedbania dziecka, które chciała porzucić. Nie dano wiary jej słowom, ale następnego dnia wypuszczono ją warunkowo. Nie oddano jej paszportu, na dodatek musiała się co dwa dni meldować na komisariacie. Nie miała dokumentów, nie miała dziecka, nie mogła pójść do pracy, bo z poprzedniej, bez podania powodów została wyrzucona. Z opieki społecznej dostała listy, że sąd zabrał jej dziecko.

Przeraziły ją artykuły miejscowej prasy, która pisała, że porzuciła dziecko, a od Polaków w zakładzie, w którym pracowała, docierały informacje, że kryła się z ciążą i chciała maleństwo zabić. Ta atmosfera sprawiła, że przez kilkanaście dni nie wychodziła z mieszkania. Dopiero, kiedy poszła do lekarza i opowiedziała o swoim stanie i dostała leki na depresję. To pomogło, wyszła z domu.

Spotkanie z synkiem

Jak dalej opisywała Polka, w połowie lutego 2014 r., pojechała do ośrodka opieki społecznej, by spotkać się z synem. Opowiadała, że malec ją poznał, ale najgorszy moment był, kiedy musiała się z nim pożegnać. Najpierw spotkania ze Stasiem były raz w tygodniu, potem raz na dwa tygodnie, dziś tylko raz w miesiącu. Polka opisywała autorce artykułu w polskiej gazecie, ktora się z nią spotkała, że Staś jest pulchniutki i uwielbia samochodziki. Sam nie chodzi, zdaniem lekarzy może na skutek wcześniactwa.

Te spotkania odbywają się pod czujnym okiem pracowników opieki społecznej. Obserwują dziecko i matkę, oceniają jak ona się zachowuje, jak trzyma, jak karmi Stasia, itd. Polka opowiada, że kilka razy widziała rodzinę zastępczą. Nic o nich nie wie, zwykli Anglicy. Nie wie nawet, gdzie mieszkają, bo to jest objęte tajemnicą. Po porodzie agencja, która zatrudniła Polkę w Sports Direct, zwolniła ją.

Kobieta została bez pieniędzy, bez zasiłku, bo agencja nie odprowadzała za nią podatków. W swojej miejscowości nie miała szans na nową pracę, wszyscy bowiem wiedzieli, że to ta, która urodziła w toalecie. Pomogli znajomi, dawali jej jedzenie, mogła u nich przenocować. Nie mogła jednak pojechać do Polski, bo zatrzymano jej paszport.

Któregoś dnia kobieta znalazła ulotkę: „Angielski prawnik z polskim tłumaczem”. Zadzwoniła po podany numer i jej sprawa ruszyła. Dopiero wtedy dowiedziała się, że zarzucono jej porzucenie dziecka do 16. roku życia i nieudzielenie mu pomocy. Prawnicy zauważyli, że po porodzie nie zrobiono jej ekspertyzy psychologicznej. Kiedy wystąpili do prokuratury o wykonanie tej procedury, odpowiedź była taka, że nie ma potrzeby. Jednocześnie opieka społeczna zaczęła mówić, by Polka rozważyła oddanie syna do adopcji.

Pomagający jej prawnicy odkryli też, że urzędnicy z opieki oczerniali ją w raportach, które trafiały potem do sądu. Pisali np., że nie przyszła na spotkanie, choć nie było go w planie, że nie potrafi zrobić dziecku mleka, itd. Kobieta wyniosła się do innego miasta, pewien Słowak pomógł jej zarejestrować się w agencji pracy bez dokumentów.

Dziś pracuje z Anglikami i mówi, że w porównaniu z poprzednim miejscem pracy to niemal raj. Jej obrońcy zamówili ekspertyzę psychiatryczno-psychologiczną. Badający ją angielski lekarz stwierdził, że po porodzie kobieta była w szoku, nie miała świadomości, doznała amnezji. Ten raport trafił do sądu, ale prokuratura się z nim nie zgodziła.

Potem był kolejny raport napisany przez innego eksperta. Oceniał stan Polki jak poprzednik. Wtedy sąd był dla kobiety przychylniejszy, odzyskała dokumenty, mogła wreszcie pojechać do Polski, zobaczyć swoje dzieci i rodziców. Jakiś czas potem została zbadana przez psychiatrę, który napisał m.in.: „Zamiast karać tę kobietę, powinno się jej pomóc”. Na tej podstawie sąd uwolnił ją od zarzutów.

Chce odzyskać Stasia

Wycofanie zarzutów w sprawie karnej nie oznaczało jednak odzyskania dziecka. To należy do sądu rodzinnego. Odpowiedni wniosek złożyli już prawnicy Polki. Jest więc szansa na szczęśliwe zakończenie sprawy, na odzyskanie Stasia, a jej starsze dzieci dowiedzą się w końcu, że mają braciszka.

Marek Piotrowski

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Mafia żeruje na dzieciach

Mafia żeruje na dzieciach

Telewizja BBC przeprowadziła śledztwo, którego wyniki wskazują, że rumuńscy mafiosi zarabiają na żebrzących w Wielkiej Brytanii dzieciach.

Zaginęła 24-letnia Polka

Zaginęła 24-letnia Polka

24-letnia Sylwia Ciapcińska ostatnio widziana była 20 lipca na Ash Street ok. 18.30.

Brzuchy do wynajęcia. "Fabryki dzieci" w Indiach

Brzuchy do wynajęcia. "Fabryki dzieci" w Indiach

W Indiach komercyjne rodzenie dzieci za kogoś obecnie jest procederem wartym więcej niż miliard dolarów na rok. W trakcie ciąży matki „zastępcze” często mieszkają razem w specjalnych domach...

Wietnam: Gary Glitter na wolności

Wietnam: Gary Glitter na wolności

Gwiazda rocka Gary Glitter został zwolniony z wietnamskiego więzienia, gdzie odbywał karę trzech lat pozbawienia wolności za molestowanie seksualne dzieci.

Szkoły w Londynie alarmują. Coraz więcej dzieci jest głodnych

Szkoły w Londynie alarmują. Coraz więcej dzieci jest głodnych

Zgodnie z przeprowadzonymi badaniami, do szkół w Londynie uczęszcza wiele dzieci, które na co dzień są głodne. Dochodzi nawet do sytuacji, w których to nauczyciele przynoszą im jedzenie. Ponad jedna trzecia...

<<enter caption here>> on October 5, 2012 in Berlin, Germany.

Ciężki los samotnego rodzica w Londynie

Życie w Londynie nie jest tanie – wie to każdy, kto w stolicy UK musi płacić czynsz, kupować jedzenie, jeździć komunikacją miejska. Łatwo nie jest, ale jeszcze gorzej mają samotni rodzice, którzy wpadają...

UK na celowniku Unicefu – na Wyspach biedne dzieci mają gorzej, niż w Polsce

UK na celowniku Unicefu – na Wyspach biedne dzieci mają gorzej, niż w Polsce

ONZ jest zaniepokojony sytuacją dzieci z najbiedniejszych rodzin na Wyspach. Jedna z największych gospodarczych i finansowych potęg świata i Europy radzi sobie znacznie gorzej z tym problemem, niż kraje...

List od Czytelniczki: Polska emerytka pisze, że do tej pory czeka na pieniądze od Ryanaira!

List od Czytelniczki: Polska emerytka pisze, że do tej pory czeka na pieniądze od Ryanaira!

Parokrotnie pisaliśmy w sprawie odwołanych lotów Ryanaira oraz wypłaty odszkodowań z tego powodu klientom. Swoją sytuację opisała nam również w liście do redakcji 68-letnia Polka, która miała lecieć wraz...

Ojcowie &#8211; do pieluch!

Ojcowie – do pieluch!

Brytyjski wicepremier Nick Clegg chce, by Wielka Brytania, wzorem państw skandynawskich, wprowadziła urlopy „tacierzyńskie”. Co ma na celu większe zaangażowanie ojców w opiekę nad dzieckiem.

Zabił dzieci na przyjęciu

Zabił dzieci na przyjęciu

Aresztowano nastolatka z Lancashire podejrzanego o morderstwo czwórki osób, w tym trójki dzieci na przyjęciu urodzinowym.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK