ROZRYWKA

Wojna o garnek (cz. 31)

Polish Express
Polish Express logo

Wojna o garnek (cz. 31)

Ajn moment w łazience. Nowi w domu. Rumunia piękny kraj. Wojna o garnek. Nigeryjsko-polska Bonnie & Clyde. Podwyżki Omara.

Poprzedni odcinek: Wielki dzień z Dziewicą (cz. 30)

Przez pewien czas w naszym domu trzy pokoje świeciły pustkami. Wyprowadził się Kamil, jacyś krewni Omara, a wcześniej Paul. Omar tracił przez to każdego miesiąca ponad 1000 funtów. Napisałem mu ogłoszenie po polsku i choć reflektantów było sporo, to po obejrzeniu pokojów rezygnowali. Nie dlatego, że były jakieś obskurne, lecz dlatego, że za małe, bo akurat wśród chętnych były wyłącznie pary. Pewnego dnia jednak, kiedy robiłem zakupy u Omara w sklepie, powiedział mi, że pokój na parterze wynajęła para z Rumunii i - nie wiedzieć czemu - natychmiast dodał: - Ale to bardzo mili i porządni ludzie. Następnego dnia rano udałem się do łazienki. Nie wiedząc czy jest zajęta, czy po prostu zamknięta zapukałem i usłyszałem: - Ajn moment.
Był to głos damski, ale ten „ajn moment” sprawił, że zacząłem się zastanawiać, czy oprócz Rumunów nie sprowadziła się jeszcze jakaś Niemka. Z drugiej strony miałem jednak wątpliwości. I miałem rację, to żadna Niemka, lecz Lucina z miasta Cluj w Rumunii.

Lucina w biskupiej piżamie


Drzwi od łazienki się otworzyły i wyszła z nich mała, lekko pękata brunetka. Brunetka z rudymi pasemkami. Miała na sobie piżamę w kolorze biskupim - ulubionym kolorze rumuńskich kobiet.
- Jesteś Rumunką? - zapytałem.
Odpowiedziała twierdząco.
Zna się te języki, więc zapytałem w jej ojczystym:
- Szi facze?
Zdumiona otworzyła usta ze zdziwienia i po dłuższej chwili wyjąkała:
- Multsu mesk... forty buna.
Rumunię znam dobrze, bywałem tam często, w Sinaia, Predealu czy Poiana Brasov na nartach, a w Constancy, Erforii i przyległościach - nad morzem. To piękny kraj, w którym mieszkają przemili i gościnni ludzie, gdzie niemal wszyscy znają języki obce. Polakom Rumuni kojarzą się z żebrzącymi Cyganami, których często spotkać można na ulicach naszych miast, dlatego bywają bardzo zaskoczeni, kiedy w fabrykach, na farmach czy innych miejscach pracy spotykają Rumunów na kierowniczych stanowiskach. Mało tego, bo na dodatek jeszcze taki Rumun wydaje im polecenia!

Warto z nich brać przykład


No cóż, przeważająca większość mieszkańców tego pięknego, acz biednego kraju, zna angielski, więc zaraz po wylądowaniu na Wyspach są w lepszej sytuacji niż nasi rodacy. Dzięki znajomości angielskiego, szefowie brytyjskich firm chętnie powierzają im rolę nadzorców. Zresztą pogardzani przez nas Cyganie (przepraszam za tę generalizację, bo przecież nie wszyscy pogardzają) też znają języki, a ci którzy nie znają szybko się uczą, więc warto czasem brać z nich przykład.
Znam młodego Cygana z Rumunii, Sorina. Kiedy przyjechał do Polski znał tylko romski i rumuński. Zarabiał grą na akordeonie w wędrownej kapeli mojego serdecznego przyjaciela, nieżyjącego już Janka Górniaka. Ojca Edyty Górniak. Tak, tak. Sorin w ciąg pięciu lat opanował pięć języków, łącznie z dość egzotycznym fińskim.
Po południu spotkałem Lucinę w kuchni, paliła papierosa. Cały dom zmienił się nie do poznania - dziewczyna z nudów wysprzątała go wręcz niewiarygodnie. W Cluj studiuje psychologię, kończy za rok. Do Londynu przyjechała zarobić sobie na dalsze studia. Na razie jednak ma problem z zarabianiem, bo nigdzie nie może znaleźć pracy. Przejrzałem kilka ogłoszeń w naszej prasie, ale więcej tam ofert agencji towarzyskich i klubów potrzebujących tancerek niż tego, co by mogło Lucinę zainteresować.

Awantura o garnek


Wieczorem tego samego dnia doszło do zadymy. Wywołała ją czywiście Victoria, najbardziej konfliktowa osoba „w naszym angielskim domu”. Poszło o to, że Rumunka skorzystała z jej garnka gotujac zupę dla swojego boyfrienda. Victoria wzięła garnek i wylała zawartość do muszli klozetowej. Lucina bardzo się zdziwiła kiedy przyszła do kuchni i stwierdziła, że garnek jest pusty.
- Teraz masz mi go umyć - powiedziała moja sąsiadka do Luciny.
- Co zrobiłaś z moją zupą? - zapytała Lucina.
- A kto ci pozwolił gotować w moim garnku?
- Garnek jest mój! - spokojnie powiedziała Lucina.
- Mój! - wykrzyknęła Victoria.
- Nie może być twój, bo kupiłam go przedwczoraj.
Victoria wzięła do rąk garnek i obejrzała go dokładnie. Po chwili podeszła do swojej szafki i zajrzała do niej. Stał tam garnek, niemal identyczny.
- Przepraszam.
- Z twojego „przepraszam” nie da się nic ugotować.
Victoria wyszła z kuchni, a ja za nią. Idąc na górę mruczała:
- Musiała akurat kupić sobie taki sam garnek, jak mój.
Kiedy byliśmy już na górze powiedziała: - Zamykaj zawsze łazienkę na klucz, żeby ona mi tutaj nie łaziła. Ona, czyli Lucina.

O dwojgu takich, co ukradli proszek

Hurra, udało mi się wreszcie dorwać do pralki. Wkładałem do niej ciuchy rozmawiając jednocześnie z Victorią, która stojąc przy kuchence coś mieszała w SWOIM garnku. Kiedy wziąłem z szafki swój proszek do prania stwierdziłem, że pudełko jest puste. Dziwne, bo niedawno było prawie pełne. Podzieliłem się swoim spostrzeżeniem z Victorią. A ona na to:
- Jeśli ktoś ci coś ukradł, ty musisz ukraść komuś innemu.
Interesujący sposób bilansowania strat.
Podeszła do jakiejś szafki wyjęła stamtąd pudełko z proszkiem.
- To twój? - zapytałem.
- Nie - odpowiedziała i wsypała proszek do pralki.
Tym samym staliśmy się współsprawcami przestępstwa. O niskiej, co prawda szkodliwości społecznej, ze względu na wartość przedmiotu kradzieży, ale jednak.
Przyznam, że nie czułem się z tym najlepiej i w nocy nakleiłem na pudełko napis, że pożyczyłem sobie trochę proszku, a następnego dnia kupiłem i dosypałem.

Zdzierca Omar


Pokłóciłem się z Omarem. Pisałem już kiedyś, że podwyższył cenę kawy, której wcześniej nikt nie kupował, bo marka była nieznana. Kupiłem kiedyś, żeby sprawdzić jaki ma smak. Okazało się, że jest naprawdę dobra, więc zacząłem kupować częściej, chwaląc jej smak. Omar podniósł cenę uzasadniając to tym, że jeśli coś jest dobre, to nie może być tanie. Ser, który kupowałem wcześniej podrożał o pół funta, podczas gdy taki sam w „Morrisonie” nadal ma niższą cenę. Woda mineralna, za którą płaciłem funta, teraz kosztuje o 20 pensów więcej. Niemal wszystko, co kupuję codziennie, jest teraz o 20-30 pensów droższe. Powiedziałem mu to i zagroziłem, że teraz będę robił zakupy obok, w „Londisie”. Odpowiedział, że nie może obniżyć cen, skoro już je podwyższył. Ode mnie usłyszał, że ja nie mogę kupować u niego drożej, jeśli wszędzie jest taniej.

Janusz Młynarski

Następny odcinek: Rumuńskie pranie (cz. 32) >>

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

"Cześć kochanie" (cz. 80)

"Cześć kochanie" (cz. 80)

Polacy nie płacą. Rozbierająca wyobraźnia. Powrót Sandy. Zagadki węgierskiej ciąg dalszy. Po czym poznać morderców. Nie jestem szpiegiem. Dziewczyna już nie opuszcza głowy.

Spie...ć gdzie chrzan rośnie

Spie...ć gdzie chrzan rośnie

Jak niesie plazmę, to Polak. Co jest ważniejsze od Zmartwychwstania. Czy nie ma już normalnych imion. Duchy istnieją naprawdę.

„Aktor” zabija bakterie przyprawami (cz. 5)

„Aktor” zabija bakterie przyprawami (cz. 5)

Demona ani słychu. Męczące myślenie o porządkach. O co chodzi w krykiecie. Przyprawiona opona. Dobrze, że nie świętuję. Brat Kamila. Kurtka brata. „Aktor” zabija bakterie przyprawami. Czy jestem...

Bułgarski sposób na angielską zimę (cz. 70)

Bułgarski sposób na angielską zimę (cz. 70)

Hiszpan na zakręcie. Powrót ugodzonej torbą. Zcziembra borożo minto karota. Obiado de Espania. Gdzież Portugalczykom do takich imion. Co Juan ma wspólnego z saperem Wodiczką. Doda nie miałaby szans. Czy...

Spie...ć gdzie chrzan rośnie

Spie...ć gdzie chrzan rośnie

Jak niesie plazmę, to Polak. Co jest ważniejsze od Zmartwychwstania. Czy nie ma już normalnych imion. Duchy istnieją naprawdę.

"Wojna arabsko - węgierska" (cz. 96)

"Wojna arabsko - węgierska" (cz. 96)

Kto nie ryzykuje, ten nie zarabia. Kemal połyka polskiego bakcyla. Piżama i bataty. Węgierka lubi się odbijać (od ścian i podłogi).

Amerykański głupek nie zrozumie Katynia (cz. 15)

Amerykański głupek nie zrozumie Katynia (cz. 15)

Victoria zakłada restaurację. Polski bar w Nigerii. Przeżyć za 30 funtów miesięcznie. Jak wypiją, to pukają. Romek się skrada na czworaka. Boją się tego, co piszę. Sąsiad skacze jak piesek. Urodziny Chrisa....

"Gubić jest rzeczą ludzką" (cz. 83)

"Gubić jest rzeczą ludzką" (cz. 83)

Autoobmacywanie. Antystresowa kolejarka. Oddawanie to rzecz normalna. Co może boleć oprócz zęba. Nasłuch lepszy niż podsłuch. Seks z plastrem na ustach. Pakistański desant w kuchni. Węgierka i młoty.

Pleśń zdatna do spożycia (cz. 55)

Pleśń zdatna do spożycia (cz. 55)

Pleśń zdatna do spożycia. Studia w pralni. Nagła ewakuacja Rumunów. Bumerang, czyli Viorica. Taniec mamuta. Sesja fotograficzna.

"Jak Marian buty stracił" (cz.75)

"Jak Marian buty stracił" (cz.75)

Smutna biografia Rogera. Angielski wieczór w polskiej mordowni.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK