ROZRYWKA

Włamanie na tyłach (cz. 61)

Polish ExpressPolish Express logo

Włamanie na tyłach (cz. 61)

Wstręt do organów. Boli wszystko z wyjątkiem śrub. Paracetamol, bezsenność i jam session bladym świtem. Santana na Churchfield. Moja dziewczyna jest kopią. Polacy to najlepsi lokatorzy.

Poprzedni odcinek: Święta z głowy (cz. 59)>>

Poprzedni odcinek: Żałoba na schodach (cz.60) >>

Szoku, o którym wspomniałem pod koniec poprzedniego odcinka, doznałem, kiedy wszedłem do Omara do sklepu. Chciałem kupić papierosy, ale półki były zupełnie puste. Nie mogłem poznać powodu tych pustek, ponieważ za ladą nie było nikogo. Z zaplecza dochodziły jakieś podniesione głosy, ale nie chciało mi się tam zaglądać, więc poszedłem do innego sklepu i tam zaopatrzyłem się w ów artykuł pierwszej potrzeby. Wejście do budynku, w którym mieszkam, znajduje się - o czym już kiedyś wspominałem - na jego tyłach. Nieco poniżej schodków wiodących do drzwi jest wejście na zaplecze sklepu. Nie jest jednak używane i sądząc po rdzy pokrywającej metalową żaluzję i duże solidne kłódki, od dawna już z niego nie korzystano.

Przestępstwo od tyłu

Wczorajszej nocy ktoś jednak z niego skorzystał i nie byli to właściciele, o czym dość wyraźnie świadczyła obecność policjantów przyglądających się urwanej w połowie żaluzji. Należę do ludzi, którzy czują wstręt do różnego rodzaju urzędów i - za przeproszeniem - organów, toteż z zamiarem opuszczenia tego miejsca odwróciłem się na pięcie, ale ktoś za mną krzyknął. Niestety, był to policjant, więc się wróciłem. Nie pytał mnie o imię ani o nazwisko, nie żądał też dokumentów, zapytał tylko, czy mieszkam gdzieś w okolicy. Odrzekłem, że dokładnie w tym budynku, w którym znajduje się sklep. Wyraźnie się ucieszył, ale posmutniał, kiedy dowiedział się, że niczego nie widziałem i nie słyszałem. Gdybym sobie jednak coś przypomniał, to prosi o telefon i wręczył mi jakąś broszurkę. Obiecałem, że tak uczynię.
W nocy do sklepu Omara ktoś się włamał. Zniknęły wyłącznie papierosy. Trochę się obawiałem, że zostanę włączony do kręgu podejrzanych, ponieważ Omar wie, że jestem fanatycznym palaczem. Ale nie. Sprawcy, jak na razie, pozostają nieznani.

Paracetamol i historia rocka

Szykowała się zapewne jakaś zmiana pogody, bo byłem jakiś rozdrażniony, rozbity, rozbolały mnie wszystkie kości i mięśnie. Pardon, nie wszystkie, bo z wyjątkiem prawej ręki. Prawdę mówiąc to dość dziwna sprawa, ponieważ moja prawa kończyna górna jest naszpikowana różnego rodzaju żelastwem. Czegóż tam nie ma: śruba śródszpikowa Webera, dwa druty Kirschnera oraz 12 śrub AOL, które wyglądają jak wkręty. I cóż w tym dziwnego? - ktoś zapyta. Szybko odpowiadam. Otóż po zamontowaniu śrub lekarze przestrzegli mnie, że mogę odczuwać w prawej ręce bóle na skutek zmian pogody. Rzecz jednak w tym, że akurat nigdy ich tam nie odczuwałem. Boli mnie wszystko z wyjątkiem tej kończyny, która powinna boleć. Przyjąłem z kilogram paracetamoli, ale sprawiły one, że nie mogłem zasnąć, a do tego spowodowały jakąś gonitwę myśli, tak, że nie mogłem skoncentrować się na pisaniu. Włączyłem telewizor, a tam na BBC 4 kolejny odcinek „Historii brytyjskiego rocka”. W tym momencie przestałem żałować, że dopadła mnie ta bezsenność. Przez cztery godziny słuchałem i oglądałem The King Crimson, Emerson Lake and Palmer, Procol Harum, Soft Machine, Yes czy The Wilde Flower, rozmów z liderami: Brookerem, Wyattem i innymi, a w tle migawki z festiwali na wyspie Wight. Tak mi zeszło do piątej. Po takiej dawce muzyki byłem tak nakręcony, że wziąłem do ręki gitarę, potencjometr we wzmacniaczu ustawiłem na dychę, w gitarze też i zacząłem sobie grać.

Muzyka świtem

Zapomniałem z tego wszystkiego, że godzina piąta rano to dla niektórych środek nocy. Na przykład dla Omara, który kładzie się do snu zazwyczaj około trzeciej. Pukania nie słyszałem, dopiero potężny łomot sprawił, że odstawiłem gitarę i podszedłem do drzwi. Stał w nich Omar ubrany w beżową tunikę i gacie w podobnym kolorze. Miał minę człowieka mocno wystraszonego.

- Co się dzieje? Myślałem, że odrzutowce latają w twoim pokoju!

Dopiero w tym momencie zdałem sobie sprawę z tego, o jakiej porze zachciało mi się muzykować. Omar był ciekaw, cóż to za odgłosy go obudziły. Wskazałem na gitarę. Myślałem, że mnie zwyzywa, a on się zaciekawił, jak dziecko. Zapytał, czy może ją wziąć do ręki. Oczywiście pozwoliłem. Zaczął coś brzdąkać bez ładu i składu, ale widać było, że sprawia mu to przyjemność. Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu miał coś takiego w ręce, bo cieszył się jak dziecko. Po kilku minutach znów ktoś załomotał do drzwi. Kuzyn i współlokator Omara, chyba na imię ma Hassan, też w tunice i gaciach, ale w kolorze bordowym. Podobnie jak Omar, zapytał co się dzieje i podobnie jak on, też zapytał, czy może sobie pograć. Przejął instrument i również bawił się strunami. Ta kakofonia stawała się już nieco denerwująca, zastanawiałem się, jak ich delikatnie wyprosić, kiedy po raz kolejny ktoś załomotał. Tym razem była to Lucina z Viorelem. Ci jednak przyszli w nieco innym celu. Chcieli mianowicie, żebym zagrał „Europę” Santany. To był dobry pretekst, żeby moim pakistańskim braciom (bo skoro mnie nazywają bratem, to vice versa też jest uzasadnione) odebrać gitarę. I tak, bladym świtem, przy ul. Churchfield popłynęły dźwięki słynnego utworu Carlosa S. Najpóźniej zareagował mój sąsiad zza ściany. Wrodzona grzeczność nie pozwoliła mu zwrócić mi uwagę bezpośrednio, więc zastosował metodę „ogrodniczą”, czyli zrobił to ogródkami i dziesięć godzin później. Wspomniał, że co prawda obudziłem go, ale dodał, że z przyjemnością tego słuchał. Mam nadzieję, iż miał na myśli moje „produkcje”, a nie to co grali moi pakistańscy bracia.

Dziewczyna ze wzmacniaczem

Aha, tak w ogóle to zapomniałem napisać, że mam dziewczynę. Kupiłem ją płacąc naprawdę grosze. To była niesamowita okazja. Moja dziewczyna to gitara elektryczna. Nie jest to co prawda Les Paul, na którego się szykowałem, lecz kopia Fendera, ale naprawdę świetna, bo mięciutka. Kupiłem ją prawie za darmo. Nie powiem za ile, bo nikt nie uwierzy, a do tego kupiłem jej w prezencie niewielki wzmacniacz. W dniu zakupu nie wypuszczałem jej z ręki przez 12 godzin, później fascynacja topniała, ale nigdy nie stopnieje całkowicie. Moje instrumentarium staje się coraz bogatsze: gitara akustyczna, elektryczna i keyboard. Potrzeba mi jeszcze skrzypiec albo altówki, z czym może być trudniej, ale może trafi się znów jakaś okazja?

Polacy to najlepsi lokatorzy

Sąsiedzi z parteru - Sławek i Krzysiek wyjechali do Polski jeszcze przed świętami i zrobiło się smutno, a nawet straszno. Straszno dlatego, że bez nich, a szczególnie bez Sławka, każdy defekt instalacji wodnej czy elektrycznej bądź sprzętu domowego: pralki czy lodówki, to tragedia. Tylko on potrafi sobie z tym wszystkim poradzić. Niestety, wyjechali bezterminowo, być może wrócą, być może nie, ale jeśli tak, to nieprędko. Sławek się nawet cieszył, bo tęsknił za żoną i synami i już nawet pieniądze nie były tak ważne. Szykowałem się właśnie do wyjścia do pracy, kiedy zadzwonił telefon. Patrzę: Sławek. Chce z kumplem wrócić pod koniec stycznia, bo szef dzwonił, że jest pilna robota. Zapytał mnie czy ich pokój jest nadal pusty, czy już Omar komuś wynajął. Niestety, wynajął Lucinie i Viorelowi. Zdziwiło to Sławka niesłychanie, bo słyszał, jak Omar zarzekał się, że już żadni Rumuni mieszkać u niego nie będą. Obiecałem Sławkowi, że zapytam landlorda, czy jakiś pokój jest wolny lub czy zwolni się w najbliższym czasie i oddzwonię. Uczyniłem to niemal natychmiast.

Rozmowa wyglądała następująco:
Ja do Omara: - Sławek i Krzysiek chcą wrócić pod koniec stycznia i pytają, czy nie masz wolnego pokoju.
Omar do mnie: - Nie mam, ale będę miał. Niech wracają.
Ja: - A który pokój to będzie?
Omar: - Tam, gdzie mieszkali Rumuni.
Ja: - Rumuni? A co, już nie mieszkają?
Omar: - Można tak powiedzieć. Nie mieszkają, ale jeszcze o tym nie wiedzą.
Ja: - Nie rozumiem.
Omar: - Podziękuję Rumunom i wezmę z powrotem tych Polaków. Polacy to najlepsi lokatorzy.
Cdn.

Janusz Młynarski

Poprzedni odcinek: Święta z głowy (cz.59) >>

Poprzedni odcinek: Żałoba na schodach (cz.60) >>

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Powrót na łono (cz. 36)

Powrót na łono (cz. 36)

Ciężka praca stewardesy i tłumacza. Jest taśma, nie ma bagażu. Serdecznie witamy z czynszem. Stukanie, skrzypienie - zagadka wyjaśniona. Dziewczyna z Nepalu. Robienie w banię.

"Sveta po bezsennej nocy" (cz. 77)

"Sveta po bezsennej nocy" (cz. 77)

Jaki to język? Turkmenka u Turka. Poezja z łańcuchem i zimnym łokciem. Dlaczego Chorwaci nas nie lubią.

Kogo zrzucę ze schodów (cz. 51)

Kogo zrzucę ze schodów (cz. 51)

Kogo zrzucę ze schodów. Tajemnicza saszetka za biurkiem. „Bombay Bimbos”, czyli hinduskie porno. Długo po krótkich schodach. Spotkanie z torbą.

"Gubić jest rzeczą ludzką" (cz. 83)

"Gubić jest rzeczą ludzką" (cz. 83)

Autoobmacywanie. Antystresowa kolejarka. Oddawanie to rzecz normalna. Co może boleć oprócz zęba. Nasłuch lepszy niż podsłuch. Seks z plastrem na ustach. Pakistański desant w kuchni. Węgierka i młoty.

Bułgarski sposób na angielską zimę (cz. 70)

Bułgarski sposób na angielską zimę (cz. 70)

Hiszpan na zakręcie. Powrót ugodzonej torbą. Zcziembra borożo minto karota. Obiado de Espania. Gdzież Portugalczykom do takich imion. Co Juan ma wspólnego z saperem Wodiczką. Doda nie miałaby szans. Czy...

Rumuńskie pranie (cz. 32)

Rumuńskie pranie (cz. 32)

Rumuńskie pranie. Diabli wzięli żabki. Długas, czyli mąż. Skrzypce Victorii. Szatańska nalewka Draculi. Angielski cham. Dwa browary w 17 sekund. Lucina już tu nie pracuje.

Jesteśmy złodziejami i Albańczykami (cz. 16)

Jesteśmy złodziejami i Albańczykami (cz. 16)

Dwaj faceci w turbanach. Gdzie jest skrzynka. Schody lecą na łeb, na szyję. Wardak rwie włosy i lamentuje. Jakiego słowa nie lubi Omar. Victoria – awanturnica. Pomagam Kamilowi. Jesteśmy złodziejami...

Słoń wałbrzyski (cz. 69)

Słoń wałbrzyski (cz. 69)

Toby postraszył białasa. Wypadek na konarze. Gdzie jesteś teraz moja skarpeto? Zaproszenie od Sabriny. Zdradzanie post mortem.

"Sześć ostatnich browarów" (cz. 93)

"Sześć ostatnich browarów" (cz. 93)

Najdroższe piwo na świecie. Urlop z panem Józkiem. Gdzie jest Władek Gdula. Czas kopać kartofle. Lista przebojów maryjnych i ludowych. Staszek - bezdomny historyk. Weneryczna łazienka. Węgierka gubi włosy....

Idiota i nie tylko (cz. 34)

Idiota i nie tylko (cz. 34)

Seksportale. Idiota i nie tylko. Kate Oversize. Po gazecie nie poznasz. Czerwony, czyli biały. Książka i baranina.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK