POLACY W UK

Władza absolutna w czasach zarazy

Polish Express
Polish Express logo

Władza absolutna w czasach zarazy

Bezwładność to pojęcie ze świata fizyki, przez które można opisać, oczywiście upraszczając, tendencje ciała do zachowania swojego stanu. W codziennym życiu doświadczamy bezwładności na przykład przy gwałtownym hamowaniu, lub ruszaniu samochodu, gdy pasy ratują nas przed guzem, czy też gdy wciska nas w fotel. Ponieważ często dla uatrakcyjnienia przekazu, czerpie się słownictwo z zupełnie odmiennych dziedzin życia, ja również chciałbym użyć pojęcie z nauk przyrodniczych, jakim jest właśnie bezwładność i odnieść je do całych państw.

Poprę to przykładem, jaki swego czasu dała Belgia, gdyż oto w Belgii, swego czasu, przez przeszło 500 dni nie udało się stworzyć rządu. Przez ten czas państwo nadal działało, urzędy wykonywały swą pracę, policja patrolowała ulice, szkoły działały, granice były strzeżone, jednym słowem: państwo belgijskie nie rozpadło się na kawałki. Wypracowane wcześniej procedury powodowały, że wszystkie mechanizmy państwowe działały i poruszały się w wyrobionych od dawna koleinach. Im większa i im starsza organizacja, tym bardziej poszczególne schematy działania są mocniej utarte i trudniejsze do zmiany, co oczywiście ma swoje minusy, ale pozwala zachować ciągłość i spokój w trudniejszych momentach.

Polecane: Pax Romana, globalizacja i koronawirus

Ta właściwość państw, dużych korporacji i organizacji religijnych to właśnie bezładność, która często powoduje, że zmiana kierunku ich ruchu to proces bardzo trudny i wymagający, a czasami bolesny jak oderwanie przyschniętego plastra. Przywódcy, kierujący takimi organizacjami, mają bardzo trudne zadanie, jeżeli próbują wymusić taką zmianę i najczęściej spotykają się z adekwatną reakcją, co po raz kolejny łączy nasze rozważania z zasadami dynamiki.

 

Powszechnym obrazem II wojny światowej w Europe, zwłaszcza wśród Polaków, jest obraz mniej więcej następujący: Hitler napadł na Polskę, która zdradzona przez Churchilla i tchórzliwą Francję, zaatakowana z drugiej strony przez Stalina, została rozerwana przez te dwa żywioły. Następnie po zajęciu kilku krajów zachodnich Hitler zaatakował Stalina, który sprzymierzył się z Anglią, w wyniku czego Churchill namówił Roosevelta na otwarcie drugiego frontu we Francji. Trzej panowie pokonali Niemcy i dogadali się ze sobą na podział Europy. Churchill po raz kolejny zdradził Polskę, która dostała się pod władzę sowietów. Taka wizja jest bardzo prosta i łatwa do przyswojenia. Łączy zjawiska i wielkie wydarzenia z danymi postaciami i ich cechami charakteru, a każdy punkt zwrotny jest sprowadzona do działania typu: zdradził, dogadał się itd., a więc do tych, które sami dobrze znamy z codziennego życia. W powyższym opisie brakuje całych tomów niuansów i działań, które wpływały na podejmowane decyzje, na zdrady i chęci „dogadania się”. Sprowadzenie 6 lat bezprecedensowych wydarzeń na historycznej arenie do rozmów i woli kilku polityków jest zbyt dużym uproszczeniem, a jednak jest to zjawisko powszechne.

 

Za kulisami Teheranu i Jałty stały tysiące pomniejszych wydarzeń, które splatały się i tworzyły argumenty, punkty nacisku i możliwości. Wysiłek żołnierzy każdego z państw, praca wywiadowcza, dyplomacja, możliwości przemysłu i morale społeczeństwa to tylko przykłady kart rzucanych na stół podczas tych rozmów. Każdy z tamtych polityków uwiązany był niezliczoną liczną niewidzialnych nici powiązań, zależności i wpływów, które czuł i które musiał brać pod uwagę. Nie oznacza to wcale, że nie miał żadnego pola manewru, mógł zagrać swoją kartę źle, ale z całą pewnością nie była to tylko kwestia „dogadania się” kilku panów w podeszłych wieku. Podobnie dziś wielopiętrowa struktura administracyjna, umowy międzynarodowe, poparcie własnego ugrupowania, opinia publiczna itp. to siły z którymi współczesny polityk musi się mierzyć i kalkulować przy podejmowaniu decyzji. Powyższe to tylko kilka przykładów, taka litania mogłaby być pociągnięta przez wiele stron.

Co ciekawe, nie przeszkadza to wielu na pojmowanie uproszczonej rzeczywistości na wzór konferencji wielkiej trójki podczas II wojny światowej. Współczesnym politykom przypisuje się również moc niemal boską, która pozwala w pojedynkę miotać się od ściany do ściany, wygrywać z naturalną bezwładnością państwa i jednoosobowo podejmować decyzje, które mają wpływ na miliony ludzi i ich przyszłość. Nawet w czasach piastowskich, gdzie ziemie polskie uważane były jak prywatna własność księcia lub króla, rządzący musieli liczyć się i brać pod uwagę wpływy różnych grup społecznych. W czasach, gdzie władza legitymizowana była przez religię, nie było miejsca na rządy tak absolutne, jakie dajemy w wyobrażeniach dzisiejszym przywódcom.

 

Oprócz wrażenia władzy absolutnej równie często politycy przedstawiani się jako ludzie z wszechwiedzą w każdej możliwej dziedzinie. Z oczywistych względów jest to niemożliwe i niedostępne dla żadnego człowieka. W czasach średniowiecza wykształcony człowiek w ciągu swojego życia może był w stanie przeczytać wszystkie możliwe książki, dziś nie dałby rady przeczytać wydawanych w ciągu jednego tygodnia.

Lądujące na biurkach ludzi podejmujących decyzję raporty to esencja, w dodatku uproszczona i przepuszczona przez wielopoziomowe sita. Wnioski i dane z owych raportów to też jeden z czynników, który mocno ogranicza pole manewru. A przez kogo są tworzone? Przez ludzi i instytucję wykrystalizowane przez stulecia budowania państw i składające się na jego bezwładność.

Przeczytaj też: Anglik cieszy się, że dzięki lockdown na brytyjskich ulicach nie widać imigrantów! [wideo]

Błędem byłoby tutaj wyciągnięcie wniosku, że opisywane przykłady sprowadzają poszczególnych ludzi do marionetek, aktorów i ubezwłasnowolnionych front-menów. Prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku. Warto o tym pamiętać, by przynajmniej próbować nie upraszczać rzeczywistości do woli i wariactwa jednej osoby, gdzie ważne decyzje sprawdzić można „chciał”, „postanowił”, „wymyślił”, a nawet „chciał pozarażać”. Za każdym z tych „chciał” stoi o wiele więcej, niż chwilowy kaprys i głupi pomysł. Dodatkowo, łączenie linią prostą ważnych skutków z banałem decyzji jednej osoby, prowadzi do dalszego wykoślawienia sobie obrazu rzeczywistości, czego ofiarą mogą stać się nawet maszty telekomunikacyjne.

autor felietonu: Andrzej Smoleń, autor bloga: emigraniada.com

Paulina MarkowskaPaulina MarkowskaFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK