POLACY W UK

Wiara, nadzieja, a największa… ulga

Polish Express
Polish Express logo

Wiara, nadzieja, a największa… ulga

Co oznacza maj w kalendarzu polskiego 9-latka, wiedzą wszyscy przeciętni rodzice. Zauważyłem jednak, że wraz ze zbliżającym się terminem komunii - oprócz wstępującego w nich, coraz bardziej bojowego ducha przygotowań - w co niektórych wstępuje także ogromna wiara. A wiara ta ma kilka dość tajemniczych aspektów: rodzic przede wszystkim wierzy w… księdza, a konkretniej, że ten okaże się „ludzki”.

Co prawda, już sama próba podania definicji „człowieka ludzkiego” (a ksiądz też człowiek) zakrawa na absurd, może więc dlatego rodzicom komunijnego dziecka dużo łatwiej przyszłoby określić czym byłby ksiądz NIEludzki.

Dlatego, wraz ze zbliżaniem się Dnia Zero, w rodzicielu spotęgują się rozmaite nadzieje: choćby na to, żeby ów ksiądz nie zadał mu na rzecz kościoła zbyt ciężkiej pracy oraz nie ciągał go zbyt często na przedkomunijne nauki – przecież niejedni już biegali ze swoją pociechą do kościoła dzień w dzień i wracali stamtąd grubo po dobranocce!

Dalej, przeciętny rodzic będzie miał nadzieję, że o czasie nabędzie wszystkie regulaminowe gadżety, w tym m.in. albę, książeczkę, różaniec oraz odpowiedni medalik. I nie żebym był gołosłowny używając wyrazu „odpowiedni“: oto moja znajoma nabyła ostatnio medalik Matki Boskiej i jakie było jej zdziwienie, gdy na drugi dzień córa przyniosła z nauk informację, że to niedobra Matka Boska – że musi być, cytuję: „Niepokalana, nie Pierwszalepsza”.

Trochę dziwnie więc było znajomej iść do jubilera i „nieodpowiednią”, Matkę Boską… reklamować. Co zaś do innych aspektów wspomnianej wiary rodzicielskiej, będą to m.in.: wiara w swoje dziecko, które ma się nie zestresować i ładnie wyrecytować regułkę przy spowiedzi, wiara w ładną pogodę w Dzień Zero, no, a przede wszystkim wiara w udane przyjęcie. Chociaż, co miałoby być nieudane, skoro rodzic zamówi imprezę w najlepszym lokalu w mieście, z pięciodaniowym gorącym menu?

Toż lepiej i na weselu nie będzie! Ale cały ich trud i znój wynagrodzi im ksiądz swoją mową pochwalną - jacy to oni wspaniali i pełni wiary. Wtedy to padną słowa w stylu: „to Wy staraliście się w pocie czoła przekazać swoją wiarę następnemu pokoleniu”, albo „to Wy, w poczuciu chrześcijańskiej miłości, wpajaliście w umysły i serca nowego narybku przykazania kościelne” i wreszcie, że „to Wy ochoczo klękaliście z Waszymi dziećmi do cowieczrnej modlitwy”.

W jednym momencie, tak połechtani rodzice puszczą w niepamięć listy obecności, stempelki i inne formy „zachęty” stosowane przez (ludzkiego oczywiście!) księdza. A gdy Dzień Zero będzie już historią, do rodzicielskiej Wiary i Nadziei dołączy trzecia do kompletu Miłość, którą poczują w formie błogiej ulgi. Ulgi, że to „już po”.

Zaś za lat kilkanaście zobaczą jak z tą samą Wiarą i Nadzieją ich dzieci poślą ich wnuki w to samo tango oraz z jaką Ulgą odetchną, gdy już będzie „po”. I tak oto (na)rodzi się nowa, ponoć nie świecka tradycja…

Skąd więc przeciętny polski rodzic - spyta ktoś stojący z boku - bierze tak silną wiarę? No, skąd? Ano nie wiadomo skąd. I oto wielka tajemnica jego wiary.

 

Jacek Wąsowicz
 

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK