PRACA I PIENIĄDZE

W polskim banku aż nazbyt bezpiecznie

Polish Express
Polish Express logo

W polskim banku aż nazbyt bezpiecznie

Powiało grozą, kiedy w drugiej połowie września przed oddziałami Northern Rock, piątego co do wielkości banku na Wyspach, pojawiły się tłumy wystraszonych klientów. Polskim bankom to nie grozi, zapewniają specjaliści. Krajowe banki stawiają na bezpieczeństwo. Często – do przesady.

W niespełna trzy dni spanikowani depozytariusze wycofali blisko dwa miliardy funtów w gotówce, a niemniej gorączkowe wyzbywanie się akcji tego banku sprawiło, że ich ceny, w ciągu niespełna dwóch dni spadły o 40 proc. Choć taki wstrząs w jednej ze stolic światowej finansjery odbił się na kondycji wielu europejskich banków, to polskim nic nie grozi, bo niechętnie udzielały kredytów. Tak przynajmniej twierdzą eksperci. Nieco innego zdania są Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii, szczególnie ci, którym w kraju nie udało się otworzyć własnego interesu, a tu dokonali tego bez trudności.

Według analityków wśród kilku przyczyn, które złożyły się na taki stan rzeczy, dwie są pewne. Pierwsza z nich to chybiona strategia biznesu Northern Rock. Zgodnie z nią bank chcąc poszerzyć swoją obecność na rynku w stopniu znacznie większym, niż dyktowałby to zdrowy rozsądek, uzależniał się od łatwych i tanich kredytów dostępnych na rynku międzybankowym. Oferował je później klientom pod zastaw kupowanej nieruchomości. Na tym się koncentrował, jako głównej formie działalności, natomiast z innych praktycznie zrezygnował. Stracił płynność i tym samym możliwość dalszego pozyskiwania tanich kredytów z rynku międzybankowego. Przyczyna druga to niedawna wypowiedź Allana Greenspana, byłego prezesa Federal Reserve System USA, najważniejszego banku centralnego na świecie. Greenspan ostro zrugał prezydenta George’a Busha za to, że zwiększa wydatki na cele socjalne, rujnując budżet państwa. To byłoby jednak do przełknięcia przez klientów Norhern Rock, ale Greenspan poszedł dalej i ogłosił rychły koniec boomu na nieruchomości w Wielkiej Brytanii.

Perypetie Northern Rock odbiły się również na kondycji innych angielskich banków. Bradfor&Brigley stracił 8 proc., a Alliance 10 proc., również akcje banków na kontynencie nie uniknęły obniżenia cen. Najbardziej widoczne straty poniosły banki hiszpańskie, włoskie i portugalskie. A co z polskimi?

Nam to nie grozi

- Sceny, które rozgrywały się przed Northern Rock, nam nie grożą – uspokaja główny analityk firmy Doradcy Finansowi „Xelion”, Piotr Kuczyński. W krótkim wywiadzie dla portalu finansowego Bankier.pl Kuczyński wyjaśnił, że polskie banki były o wiele ostrożniejsze w udzielaniu kredytów, niż banki amerykańskie czy angielskie i nie włożyły ani grosza w tzw. wehikuły inwestycyjne, na które nie żałowali pieniędzy Amerykanie i Anglicy. Ta ostrożność i przewidywalność, zdaniem Kuczyńskiego czyni z Polski atrakcyjny rynek finansowy. Niewykluczone, że główny analityk Xelionu ma rację, ponieważ do 2008 roku ma przybyć w Polsce 1,5 tysiąca placówek bankowych. Najwięcej, bo po 150 otworzą Milennium i Nordea, a po 130 ING, BGŻ, Bank Handlowy oraz Eurobank. Różnica w „ubankowieniu” obywateli między Wielką Brytanią a Polską jest spora. Rachunki w banku i wszystko, co z tym się wiąże, posiada 90 proc. Brytyjczyków, natomiast w Polsce tylko 60 proc. obywateli korzysta tego rodzaju usług finansowych.

Sytuacja zmienia się jednak, bo rodacy po przybyciu na Wyspy niemal natychmiast zakładają konta, dzięki czemu poziom owego „ubankowienia” nie odbiega od brytyjskiego, kształtując się na poziomie 90 proc. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że większość pracodawców wymaga posiadania konta, lecz również dlatego, że łatwiej później otrzymać kredyt.

Woleli nieprzewidywalność

- Eksperci niech sobie mówią, co chcą, ale ja wolę trzymać pieniądze w banku angielskim niż w w polskim – mówi Ryszard Reichel, przedsiębiorca z Luton. Reichel przyjechał do Anglii cztery lata temu, po tym jak bezskutecznie próbował w kraju założyć firmę spedycyjną. Bank przyznał mu kredyt, ale kiedy Reichel zaczął rozkręcać firmę, wkładając w to sporo własnej gotówki, bank niespodziewanie się wycofał. - Proszę mi wierzyć, że przeżywałem gehennę, a w końcu zostałem bez grosza i jakichkolwiek perspektyw na przyszłość.

Po kilku miesiącach wegetacji pożyczył trochę pieniędzy od znajomych, sprzedał, co miał i wyruszył na Wyspy. Tu, kupił starą półciężarówkę i założył jednoosobową firmę – przeprowadzki, złom, czyszczenie ogrodów, transport materiałów budowlanych itp. Popyt na usługi był tak duży, że Reichel zaczął się rozglądać za pracownikami, zastanawiając się przy tym, skąd wziąć pieniądze na zakup nowych samochodów i wynajęcie magazynu. Najprościej byłoby udać się do banku, ale czego można tam szukać, jeśli wpływy są dopiero od roku i żadną historią rachunku nie można się pochwalić, banki natomiast żądają trzyletniej. To jest minimum. - Mimo to nie wytrzymałem i poszedłem, wcześniej jednak przygotowałem biznesplan – mówi Reichel. - Nie był to jakiś profesjonalny, kilkudziesięciostronicowy dokument, lecz dwie kartki papieru, na których w 18 punktach przedstawiłem, co chcę robić, jakie według mnie są perspektywy rozwoju firmy. Szedłem do tego banku z niewiarą w sukces, zastanawiając się wielokrotnie, czy nie zawrócić.

Po niecałej godzinie Ryszard Reichel wyszedł z banku i udał się prosto do sklepu Wine& Food, gdzie kupił dużą whisky. Postanowił, że po raz pierwszy od przyjazdu upije się. Tym razem jednak nie z rozpaczy, jak ponad rok temu, kiedy wychodził z jednego z katowickich banków, lecz z radości.

- Dlatego zawsze powtarzam, gdybym miał do wyboru trzymać swoje oszczędności w banku polskim lub angielskim, to wybrałbym angielski. Nawet wtedy, gdyby miał siedzibę w starej szopie, gdzieś w szczerym polu - dodaje.

Przedsiębiorca kupił trzy samochody, zatrudnił sześciu pracowników, dzierżawi ogrodzony teren. Kredyt spłacił, ale myśli o następnym, tym razem na zakup domu.

Potencjalny podejrzany

Podobnie było z Rafałem Sierantem, który od dawna marzył, żeby mieć komis muzyczny. Tam gdzie mieszkał, w małym miasteczku w pobliżu Kielc, bezrobocie sięgało 40 proc. Instrumenty muzyczne, sprzęt czy płyty nie były najbardziej chodliwym towarem, a na to, aby otworzyć coś w większym mieście, nie miał pieniędzy.

- W naszych bankach przeciętny klient traktowany jest jak potencjalny podejrzany, przechodzi mnóstwo upokarzających procedur, po to by na końcu spotkać się z odmową. Tu w Anglii, wystarczyło mi popracować rok przy recyclingu, by dostać kredyt. Przedstawiciel banku, przyszedł do mojego mieszkania, zaraz następnego dnia po mojej wizycie. Mieszkanie to za dużo powiedziane, bo byłem wówczas lokatorem trzyosobowej, śmierdzącej nory na Seven Sisters. Wcale go to nie zniechęciło - wspomina. - Powiedział tylko: „Jak będziesz miał własny biznes, to zmienisz mieszkanie na lepsze.” I podpisał ze mną umowę. Następnego dnia miałem pieniądze w kieszeni, a dzień później już urządzałem sklep. Rafał prowadzi mały komis muzyczny na Camden i wraz kolegą wynajmuje duży dom na Tuffnell Park.

Papierkowa robota

W Polsce 60 proc. wpływów do budżetu państwa pochodzi od prywatnych przedsiębiorców. Są to małe jednoosobowe firmy, rodzinne sklepiki oraz średnie i duże fabryki, supermarkety itp. Żeby rozpocząć działalność gospodarczą w Polsce, trzeba poświęcić na to nawet i trzy miesiące. Całemu załatwianiu towarzyszą jeszcze różne wydatki, opłaty manipulacyjne, jakieś stemple, decyzje, zgody, pozwolenia, licencje, zusy i na końcu tej piramidy stoją jeszcze banki, które aspirującemu do roli biznesmena golcowi nie dadzą kredytu na zakup, towaru, sprzętu czy lokalu. Bank zadowolony ze swojej ostrożności zbiera później pochwały od ekspertów, a niedoszły klient pakuje walizki i wyjeżdża do kraju, gdzie banki może i są mniej ostrożne, ale gospodarka stoi na kilkanaście razy lepszym poziomie. Polacy mają we krwi przedsiębiorczość, operatywność, zdolność do improwizacji, odporność na stres i potrafią radzić sobie nawet w najgorszych warunkach, ale czy o to akurat chodzi?

Ryszard Reichel wyjechał, bo w Polsce nie mógł rozpocząć biznesu, bo polski „przewidywalny” bank potraktował go jako nieprzewidywalnego klienta. Płaci więc podatki w Anglii, zarabia na nim „nieprzewidywalny” angielski bank. Podatki płacą również zatrudnieni u Reichla Polacy, którzy także myślą o kredytach. Dzięki owemu brakowi ostrożności i „nieprzewidywalnym” strategiom brytyjski budżet pęcznieje, gospodarka się rozwija, a Polska jest nadal jednym z najbiedniejszych krajów UE. •

Janusz Młynarski

 

 

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Redaktor serwisu

[email protected]

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Samozatrudnienie w Anglii

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK