ROZRYWKA

W czym zmartwychwstanę (cz. 64)

Polish Express
Polish Express logo

W czym zmartwychwstanę (cz. 64)

Nudna Marion. „Wodnistooka” i jej udka. Czarujący Czarek.

Napaść z baranem w ręku (cz. 63) >>

Spotkałem się z Marion dwukrotnie i stwierdzam, że zauroczenie - jeśli w ogóle było - to minęło i wydaje mi się, że bezpowrotnie.
Zadzwoniłem do niej i spotkaliśmy się przed kościółkiem na Ealingu, w którym jej chór gospel ma próby. Przy okazji poznałem pastora Nathana, z którym rozmawiałem na temat ewolucji i zmartwychwstania, ale nie tylko Chrystusowego, lecz zmartwychwstania w ogóle. Nathan twierdzi, że ludzie zmartwychwstaną fizycznie w dniu Sądu Ostatecznego. Mówił to z takim przekonaniem, że ujrzałem na żywo, to co namalował Bosch na swoim słynnym obrazie. W trakcie rozmowy zgłaszałem co prawda pewne wątpliwości, ale Nathan na wszystko miał odpowiedź, co przez chwilę wzbudziło u mnie podejrzenie, iż jest krypto-świadkiem Jehowy (których notabene bardzo cenię). Zadałem mu dość naiwne pytanie dotyczące owego fizycznego zmartwychwstania: Jak to będzie możliwe, skoro na skutek różnych kolei losu szczątki niektórych ludzi są nie całkiem kompletne. Nie wspomnę już o tych, co zażyczyli sobie skremowania i rozsypania popiołów nad którymś z oceanów. Szukanie takich drobinek nawet dla Pana Boga mogłoby się okazać zadaniem trudnym, a nawet niewykonalnym. Nathan odrzekł, iż w przypadku Boga nie można używać przymiotnika „niewykonalne”, ale wyjaśnił mi też, jak rzecz pozornie niewykonalna może stać się wykonalną. Otóż Bóg dysponuje bazą danych, na podstawie której może odtworzyć każdego człowieka. W Starym Testamencie ta swoista „base dates” nazywana jest „grobowcami pamięci”. Tym mnie przekonał, bo skoro naukowcy dają już sobie radę z tym, co jeszcze kiedyś zarezerwowane było wyłącznie dla Stwórcy, to czemu tu się dziwić. Ciekaw byłem jeszcze kilku drobnych szczegółów, np. czy po zmartwychwstaniu będę miał nadal śruby w prawym ramieniu i blizny pooperacyjne i jak będę wyglądał. Czy powstanę z martwych mając taką powłokę doczesną, w jakiej przyszło mi zemrzeć, czy nowszą, tzn. wcześniejszą. Intrygowało mnie również to, czy będę miał na sobie odzież trumienną, w stanie nienaruszonym, czy też będzie ona nadgryziona zębem czasu, czyli różnych procesów biologicznych i chemicznych. No i co dalej z tymi zmartwychwstańcami? Jak będą żyli, czy ciągle w tej samej odzieży? No a ci skremowani? Jeśli np. skremowano ich nago. Ale nie zapytałem, bo moje wątpliwości wydały mi się dość trywialne, a ponadto zaczęła się próba. Jednak gospel to potęga. Ta muzyka musi być inspirowana przez Stwórcę, bo sięga do głębi duszy wywołując głębokie uczucie zadumy, smutku i euforycznej radości. Nie wiem po co ci ludzi w ogóle mają jakieś próby, mogliby się bez nich obejść. Przygotowywanie nowego utworu trwało z górą kwadrans. Wszystko, łącznie z aranżacją. Po próbie poszedłem z Marion do jakiejś rastafariańskiej kafejki, ale wynudziłem się tam setnie. Zamiast jakiejś głębszej rozmowy musiałem wysłuchiwać głupot o wyprzedażach, kosmetykach, biżuterii, ciuchach itp. Jeśli nasze spotkania nadal mają tak wyglądać, to ja dziękuję.

 

* * *

Jedną z największych tortur, jakich doświadczam w Londynie, jest kupowanie biletów na stacjach metra. Raczej nie wpadam tam w ostatniej chwili, a mimo to rzadko zdarza mi się zdążyć do pociągu, którym planowałem pojechać. Tak sie składa, że ilekroć pojawię się przed kasą, zawsze już jest tam ktoś przede mną. Akurat to mnie nie drażni, bo przecież każdy ma prawo kupić sobie bilet, jednak mój pech polega na tym, że zawsze osoba, która stoi przede mną nie tylko zamierza kupić bilet, ale ma jeszcze tysiące różnych problemów związanych z podróżą. To, że nie wie gdzie jest i dokąd chce jechać, to normalne, a jak już się dowie, to wówczas okazuje się, że ani ta, ani inna trasa jej nie odpowiada i pyta, czy nie ma jakiejś jeszcze innej. Kasjer cierpliwie tłumaczy, co chwila sięgając po jakieś papiery, plany, rozkłady, zagląda do monitora, coś przelicza. Ostatnio, wracając z pewnego spotkania w Royal Academy of Arts, próbowałem kupić bilet na stacji Green Park. Stała przede mną jakaś kobieta, która - jakżeby inaczej - miała do przebycia jakąś skomplikowaną trasę. Natura, choć to słowo niezbyt stosowne, obdarzyła ją wyjątkową tępotą. Za nic nie mogła zrozumieć kasjera, choć ten wydrukował jej plan przesiadek, godziny, podkreślając jeszcze to i owo cytrynowym markerem. Ni z tego, ni z owego pani ta zapytała, co ma zrobić z porcją pięciu zamrożonych udek kurzych, skoro jest w stanie zjeść co najwyżej dwa? Problem w tym bowiem, że udka są przymarznięte do siebie i rozmrożenie całości wiązałoby się rozmrożeniem wszystkich. Jak wiadomo, rozmrożonych mrożonek nie należy zamrażać powtórnie, o czym kobieta nie omieszkała poinformować kasjera. Ten opuścił ręce, stał bezradnie jak dziecko we mgle. Ponieważ zacząłem się poważnie obawiać, że klientka zacznie z kasjerem konsultować jeszcze inne kwestie związane z mrożoną i niemrożoną żywnością, wkroczyłem do akcji. Tłumiąc nienawiść połączoną ze skrajnym antyfeminizmem i chęcią mordu poradziłem jej, żeby ugotowała wszystkie udka w jarzynach i dwa zjadła, a resztę włożyła do lodówki i spożyła w innym czasie. Baba, wypłowiała blondynka, omiotła mnie spojrzeniem swoich wodnisto-niebieskich oczu i stwierdziła, że ona chce te udka upiec, a nie ugotować. W tym czasie z rosnącej kolejki odezwał się starszy, mocno zniecierpliwiony dżentelmen, który poradził nam, żebyśmy z dyskusją o potrawach przenieśli się do pobliskiej kawiarni, bo kasa do tego nie służy. Powiedziałem więc „wodnistookiej”, że niech w takim razie upiecze pięć udek, dwa zje, a trzy wstawi do lodówki. Odpowiedziała, że te trzy już będą nieświeże. Staruszek, o którym wspominałem wcześniej, był już tak rozjuszony, że wrzasnął: - Więc wyp... je przez okno! Kobieta z obrażoną miną zabrała bilet, papiery i poszła w swoją stronę. Staruszek stał zaraz za mną i z niebezpiecznymi błyskami w oku przekładał z ręki do ręki czarną, metalową laskę. Kupiłem szybko bilet i pobiegłem na peron.

* * *

Nie lubię przeprowadzać wywiadów przez telefon, bo nie widzę rozmówcy, ponadto interlokutorzy zazwyczaj się spieszą, są zniecierpliwieni, ponadto nieraz zawodzą łącza i wówczas wywiad diabli biorą.
Zdarzyło mi się już w życiu rozmawiać z większością tuzów i tuzików polskiej sceny, m.in. Holoubkiem, Gajosem, Zapasiewiczem, Fryczem, Radziwiłłowiczem, Sewerynem, Olbrychskim. I tuzy były klasą dla siebie, a tuziki z reguły cwaniaczkami, którym odbiło serialowe gwiazdorstwo, pełnymi pogardy dla maluczkich.
Do tuzów bez wątpienia zaliczyć można Cezarego Pazurę, z którym miałem umówioną rozmowę przez telefon, ale z powodu problemów z zasięgiem wywiad nie doszedł do skutku. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo tydzień później Pazura przyjechał do Londynu. Dał w POSK-u dwa znakomite występy przy pełnej sali, a przy okazji udzielił mi wywiadu. Poświęcił mi godzinę, interwiew z nim było rodzajem luźnej, interesującej rozmowy i rzadką możliwością obcowania z prawdziwym artystą. Cezary Pazura to człowiek skromny, a nawet - rzekłbym - nieco nieśmiały, traktujący poważnie to co robi. I to bez względu na to, czy występuje w prowincjonalnym domu kultury, czy na deskach prestiżowego teatru. Jest przy tym wdzięcznym rozmówcą, bo szczerym, dowcipnym, ze sporą dozą autoironii. Pani Ewie Becli z POSK, która dostarcza nam tu do Londynu wyłącznie prawdziwych artystów, zarówno ja, jak i Czytelnicy, którzy o tym do nas piszą, jesteśmy bardzo wdzięczni, a z tego co widzę, w tym miesiącu czeka nas kolejna porcja satyry na najwyższym poziomie - przyjadą „Łowcy.B”.

Cdn.

Janusz Młynarski

Napaść z baranem w ręku (cz. 63) >>

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Chyba dziwaczeję na starość

Chyba dziwaczeję na starość

Viktoria, kosmici, horoskopy. Duch - gwałciciel. Skarpety psują atmosferę. Jak Omar oszczędza na ogrzewaniu? Wyprawa do Rzymu.

Jesteśmy złodziejami i Albańczykami (cz. 16)

Jesteśmy złodziejami i Albańczykami (cz. 16)

Dwaj faceci w turbanach. Gdzie jest skrzynka. Schody lecą na łeb, na szyję. Wardak rwie włosy i lamentuje. Jakiego słowa nie lubi Omar. Victoria – awanturnica. Pomagam Kamilowi. Jesteśmy złodziejami...

Packing day (cz. 49)

Packing day (cz. 49)

„Packing day”. Stopa na blacie. Victoria z tasakiem w ręku. Rumunki w bieli. Skąd je na to stać? Prześpij się u mnie.

Błoto na patelni (cz. 29)

Błoto na patelni (cz. 29)

Kulinarne zaćmienie mózgu. Czyje to uszy w barszczu? Jak odkurzać prysznicem. Smutna gęba narodowa. Betsy zamiast faceta.

Do czego naprawdę służy czajnik (cz. 41)

Do czego naprawdę służy czajnik (cz. 41)

Pojędrnianie obwisłych policzków. Wory Luciny. Pięć lasek na tapczanie.

Nie jestem żadnym rasistą (cz. 56)

Nie jestem żadnym rasistą (cz. 56)

Nie jestem żadnym rasistą. Kafejka znów czynna. Aresztowanie Viorela. Dowcip sponsoringowy. Nowy sąsiad. Złodziejska sieć.

Słoń wałbrzyski (cz. 69)

Słoń wałbrzyski (cz. 69)

Toby postraszył białasa. Wypadek na konarze. Gdzie jesteś teraz moja skarpeto? Zaproszenie od Sabriny. Zdradzanie post mortem.

Mała Polska rumuńska

Mała Polska rumuńska

Spacerując Drogą Aleksandra co chwilę spotyka się rodaka. - Po polsku tu można gwarić, a Polak zawsze znajdzie gościnę - mówią na rumuńskiej Bukowinie potomkowie naszych górników. Polacy za chlebem przyjechali...

"Jak Marian buty stracił" (cz.75)

"Jak Marian buty stracił" (cz.75)

Smutna biografia Rogera. Angielski wieczór w polskiej mordowni.

Włamanie na tyłach (cz. 61)

Włamanie na tyłach (cz. 61)

Wstręt do organów. Boli wszystko z wyjątkiem śrub. Paracetamol, bezsenność i jam session bladym świtem. Santana na Churchfield. Moja dziewczyna jest kopią. Polacy to najlepsi lokatorzy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK