wasze sprawy

Uroki Overgroundu

Polish Express
Polish Express logo

Uroki Overgroundu

Opóźnienia w londyńskiej komunikacji nie są niczym niezwykłym, a jeśli chodzi o Overground, to zdarzają się kilka razy dziennie. Jednak w ubiegłym tygodniu, w środę pomiędzy godziną 13 a 16 pociągi przestały jeździć w ogóle, choć prawdą jest, że miały ważny powód, a pasażerów jednego ze składów to nawet ewakuowano, i to kilometr przed stacją.

 

 
 
Każdy, kto od dłuższego czasu i systematycznie korzysta z usług Overgroundu (d. Silverlink) doświadcza przynajmniej raz dziennie emocji związanych z tym, czy pociąg przyjedzie punktualnie, czy się spóźni, a jeśli się spóźni, to czy tylko „aproximately 6 minutes”, czy może 20 lub jeszcze więcej? I różnie z tym bywa. Niektórzy oczekujący na peronach robią zakłady o to, czy np. na jednym komunikacie się zakończy, spieszę jednak donieść, że optymiści zazwyczaj przegrywają. Ale nie tylko emocje związane z opóźnianiem pociągów Overgroundu| przypadają w udziale pasażerom. Równie stresujące jest oczekiwanie na to, czy automatyczne drzwi za naciśnięciem przycisku się otworzą, czy nie. Pewien pasażer, nobliwy Anglik, którego często spotykam na trasie z Acton Central do Willesden Junction twierdzi, że nigdy się coś takiego nie zdarzyło, że drzwi muszą się otworzyć, jednak w ubiegłym tygodniu, dzień wcześniej przed wydarzeniem, które zostanie opisane poniżej, drzwi się nie otworzyły i skład, po odczekaniu kilku minut, ruszył dalej! Już dawno nie widziałem ludzi w takim szoku. Po ujechaniu kilkudziesięciu metrów maszynista zreflektował się, cofnął i wypuścił pasażerów. Mój angielski znajomy stwierdził, że to nie wina techniki, lecz gapowatego maszynisty. Jakby to miało jakieś znaczenie.
Następnego dnia pociąg relacji Richmond - Stradford wjechał na stację Acton Central co do minuty i równie co do minuty ruszył w dalszą drogę i jak to zwykle, czyli codziennie, bywa zatrzymał się przed stacją Willesden Junction. Zaznaczam „przed”, zwykle ten postój trwa od pięciu do 10 minut, czasem nieco dłużej i po nim pociąg wjeżdża na stację. Jednak tym razem pociąg zatrzymał się na kilometr przed stacją, na co - prawdę mówiąc - mało kto zwrócił uwagę. Dopiero, gdy czas postoju przekroczył 20 minut, a maszynista przez zdezelowane głośniki poinformował, że nie ma prądu, więc nie może jechać, zorientowaliśmy się, że stoimy w innym miejscu niż zazwyczaj. Minęła godzina, a pasażerowie zaczęli już zdradzać oznaki zniecierpliwienia, a niektórzy nawet zdenerwowania, co objawiało się kopaniem w drzwi. Od dwóch kolejrzy dowiedzieliśmy się, że gdzieś na trasie drzewo upadło na trakcję elektryczną i cała linia od Richmond do Stradford jest pozbawiona prądu. Kiedy naprawią linię? Nobody knows! Zapowiadał się więc bezterminowy pobyt w pociągu - nawet gdyby maszynista chciał nas wypuścić, to nie mógłby tego zrobić, ponieważ drzwi się nie otworzą jeśli nie ma prądu. Okazało się to, na szczęście, nie do końca prawdą. Z przodu kabiny maszynisty znajduje się wyjście ewakuacyjne i jest ono zamykane mechanicznie, wystarczy je odblokować i można wychodzić. Jak nas poinformowali kolejarze, możemy spodziewać się ewakuacji, musimy jednak poczekać, aż pojawi się „komisja ewakuacyjna”, która oficjalnie zarządzi opuszczenie pociągu. Całe szczęście, że ten pociąg się nie palił! Kolejarze otworzyli drzwi ewakuacyjne, przystawili drabinę, ale jeszcze nie można było schodzić. Nagle jeden z pasażerów stwierdził, że już nie wytrzyma, że musi pójść do toalety. Problem jednak w tym, że toalet w takich krótkobieżnych pociągach nie ma. Jeden z kolejarzy wziął pasażera za rękę, zaprowadził na koniec składu i otworzył tylne drzwi ewakuacyjne. Miał szczęście, że urodził się mężczyzną - nie musiał wyskakiwać z pociągu, mógł to załatwić przez drzwi, bo trzeba dodać, że więcej drabin nie było. Wrócił bardzo zadowolony. Zeszliśmy już na międzytorze i wtedy pojawiła się komisja. Trzech panów w garniturach i pod krawatami, a na to pomarańczowe kamizelki. Powiedzieli nam, że to jest ewakuacja i co jest jej przyczyną. Tymczasem wśród pasażerów zapanował nastrój fiesty, wszyscy mieli uradowane miny, robili sobie zdjęcia, jak japońscy turyści na Piccadilly. Dobry humor udzielił się również komisji, która na koniec poinformowała, że „jeśli ktoś chce się poskarżyć, to niech poda swoje dane, a my wyślemy przeprosiny”. Trzy godziny później redakcyjny kolega zadzwonił do Overgroundu i zapytał, czy linia już jest naprawiona? Odpowiedź brzmiała: nie. A czy wiadomo, kiedy będzie naprawiona? Tu również pada identyczna odpowiedź: nie.
Pracownicy tej linii zawsze byli lakoniczni.
 
Janusz Młynarski

 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK