wywiady i felietony

Tylko grzecznie, Panie Emigrant!

Polish Express
Polish Express logo

Tylko grzecznie, Panie Emigrant!

Jest taki brytyjski dowcip o topielcu wołającym z kipieli o pomoc „help!”, obok zaś przechodzi jegomość. Czy pomaga topielcowi? A skądże! Bo co z tego, że tonie, skoro cham – przecież nie powiedział „please”…

Wszyscy wiemy, że Tubylcy są zazwyczaj pomocni, pod warunkiem, że o pomoc albo zostaną poproszeni, albo naszą potrzebę widzą. Jeśli jednak nie widzą, nie pomogą nawet najbardziej potrzebującemu, jeśli potrzebujący nie wypowie sakramentalnego „proszę”.

Bowiem angielskie „please” to słowo-klucz: jego obecność otwiera każde drzwi, zaś jego brak każde drzwi trzyma zamknięte. Piszę o tym, gdyż jako emigranci, często mamy z tym brytyjskim „pleasowaniem” problem. Jak dla nas, Wyspiarze zdecydowanie tego wyrazu nadużywają, a jak dla nich – my zdecydowanie go skąpimy.

„Nic tylko wszędzie każą mówić «please, please!»” – żali mi się nowa na Wyspach pani Jadzia i ma w tym swoją rację. Podobnie jest z kluczowym tutaj „sorry”. Nadepnij Brytyjczykowi w metrze na piętę, a najprawdopodobniej to on pierwszy Cię „zasorruje”. Wpuść kolejną Emmę West do tramwaju, a Anglia jeszcze gorliwiej będzie przepraszać imigrantów za  swych „nieokrzesanych” rodaków.

Grzeczność i uprzejmość ponad wszystko to podstawa ich egzystencji, dlatego tu wszyscy i wszędzie są sorry: w sklepie, w pracy, na ulicy; nawet w łóżku. Wiem od koleżanek, że przeciętna brytyjska żona szybciej od przeciętnej Polki uda orgazm – przecież inaczej wyszłaby przed mężem na niekulturalną! Jak nic, przywodzi to na myśl inny angielski żart, gdy pijany kierowca wjeżdża autem w witrynę sklepową. W mig do poturbowanego gościa przyskakuje ekspedientka i z przyłatanym uśmiechem zagaduje „W czym mogę pomóc, sir?”.

Dlatego, Drogi Czytelniku, mieszkając na Wyspach, pamiętaj o pozytywnym nastawieniu oraz grzeczności ponad wszystko i na każdym kroku: gdy np. dostaniesz resztę w sklepie, krzycz w uniesieniu „great, thank you!”, a gdy nadepną Ci na odcisk w metrze – z uśmiechem na twarzy wypowiedz „sorry!”. A tak na poważnie, wiedza jak efektywnie dojść z naszymi gospodarzami do pełnego porozumienia może okazać się nad wyraz przydatna. Czy nie warto więc spojrzeć na rzekomą „polską gburowatość” (w ich pojęciu) ich oczyma? Jest teza, iż grzeczność Brytyjczyków w dużej mierze wypływa z ich naturalnej awersji do bezpośredniości.

To przecież właśnie z niej wynikają te ich słynne zagajenia o pogodę lub zwierzęta, czyli tematy zastępcze, bo bezpieczne. Dla odmiany, Polak częściej odważa się powiedzieć coś wprost, jednak Brytyjczyk może uznać to za naruszenie jego prywatności. Niech do tego dojdzie błąd lub uproszczenie w tłumaczeniu prostego zwrotu (np. brak którejś z form grzecznościowych), a nieporozumienie lub konflikt gotowe. Wyjdziemy wtedy - absolutnie wbrew naszym zamiarom - na wydających polecenia, podczas gdy my (w swoim mniemaniu) „tylko prosiliśmy”.

„Brytyjczycy nie gęsi i swój język mają” – tak wypada sparafrazować imć Reja. Warto bowiem  - jako przyjezdni - cokolwiek o języku naszych gospodarzy wiedzieć, a szczególnie znać kulturowe różnice, na ten język rzutujące. Czy wolno mi na tym zakończyć? Jeśli tak, to proszę, przepraszam i dziękuję za uwagę.

Jacek Wąsowicz
 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK