BREAKING NEWS

Temat numeru: Polskie miasto w strachu po Brexicie

Polish Express
Polish Express logo

Temat numeru: Polskie miasto w strachu po Brexicie

Nie ma polskiego miasta, które w mniejszym czy większym stopniu nie martwiłoby się teraz z powodu Brexitu. Do takich należą też Mońki na Podlasiu, o których mówi się, że to z niego pochodziło najwięcej polskich hydraulików, którzy zaleźli za skórę tym, którzy wspierali wyjście Wielkiej Brytanii z unijnych struktur.

Burmistrz miasta Zbigniew Karwowski z dumą opowiada dziennikarzowi gazety „Washington Post”, że jego bratanica studiuje aktualnie w Wielkiej Brytanii, a jego żona przez spory nawet czas pracowała w Irlandii.

Historyczna decyzja Brytyjczyków o wyjściu z Unii Europejskiej wywołała więc zrozumiałe poruszenie w Mońkach. Poruszenie, ale także zrozumiałą troskę o tych, którzy w Wielkiej Brytanii mieszkają i pracują i dla tych, którzy korzystają z efektów ich pracy w Mońkach. Jeśli bowiem spełnią się groźby o zacieśnieniu kontroli brytyjskich granic, wielu ludzi, którzy wyjechali na Wyspy z Moniek, będzie musiało niestety zmienić swoje plany. A z polskich statystyk wynika, że poza krajem żyją dwa miliony naszych obywateli, z czego aż 853 tysięcy w Wielkiej Brytanii.

Brexit już dopadł Polaków na Wyspach! W najgorszej sytuacji ścigani Europejskim Nakazem Aresztowania

hydro

Dzięki temu, jak mówi wielu specjalistów, bezrobocie w Polsce ciągle spada, dziś jest już ono poniżej 9 procent, choć w maju nieznacznie jeszcze przekraczało 11 procent. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby spora część chciała wrócić nad Wisłę. Każdy przecież potrafi liczyć i choć funt nie stoi już tak mocno jak przed Brexitem, to jednak jest twardą walutą, jej skutki widać na każdym kroku w tym mieście.

- Wielu naszych wyjeżdżało kiedyś gremialnie do Stanów Zjednoczonych – mówi burmistrz Karwowski i dodaje, że wyjazd za Wielką Wodę to była swoista tradycja, odwiedziny rodzin, natomiast dzisiejsze wyjazdy do zachodniej Europy, a przede wszystkim na Wyspy mają jeden cel: pieniądze. Ludzie jadą do Wielkiej Brytanii, bo to tak przecież blisko, zarabiają tam i wracają z forsą, niektórzy zaś zostają.

Jestem euroentuzjastą

Można powiedzieć, że emigracja dotknęła wirtualnie każdego mieszkańca Moniek, każdego Polaka. Karwowski żartował jeszcze nie tak dawno z takich unijnych regulacji prawnych, jak podawano prawidłową długość ogórków. Śmiał się z tego, choć powaga urzędu nie pozwalała na to, ale od zawsze z dumą nazywa siebie euroentuzjastą, nie eurosceptykiem. I przypomina znowu swoją bratanicę studiującą na Wyspach i to, że jego ślubna przez bite dziesięć lat pracowała w Irlandii.

To już pewne – nie będzie drugiego referendum ws. Brexitu!

- Bratanica tak naprawdę nie miała u nas w kraju możliwości zawodowego rozwoju, co innego w Wielkiej Brytanii – przyznaje szczerze Karwowski. Burmistrz ocenia, że z jego regionu liczącego jakieś 40 tysięcy ludzi, ponad trzy tysiące pracuje w krajach zachodniej Europy. Jak dodaje, dokładnych statystyk nie ma. - A teraz naprawdę ciężko powiedzieć, co będzie z naszymi w Wielkiej Brytanii. Mam na przykład kolegę, który jest tam taksówkarzem, on się bardzo martwi o swoją przyszłość, wielu też Polaków się martwi, bo oni nie wiedzą, co ich za jakiś czas czeka – dodaje.

Położone niedaleko wspaniałego parku narodowego Mońki szczycą się dziś czystością, starannością, zabudową budynków, która wskazuje, że ludzie tu żyją w miarę dostatnio, chociaż bezrobocie zawsze przewyższało przeciętnie o połowę średnią krajową. „Gdyby jednak nie ci, którzy wyjeżdżali za pracą do Ameryki, teraz do Wielkiej Brytanii i innych krajów Europy zachodniej byłoby naprawdę źle. Lepiej o tym nie myśleć” - pada najczęściej w prywatnych rozmowach mieszkańców tego miasta.

Londyn bliżej niż Warszawa

- Dziś jest tak naprawdę łatwiej z Moniek pojechać do Londynu niż do… Warszawy – twierdzi z całym przekonaniem Agnieszka Radziwinowicz z Centrum Badań Migracji w Warszawie, która sama studiuje w sąsiedniej Sokółce, z której to każdego tygodnia wyrusza zapchany ludźmi autobus do Londynu. Mówimy już nawet o migracyjnej kulturze. W jakimś sensie odnosi się wrażenie, że każdy stąd wyjeżdża lub już wyjechał do Londynu.

Jeśli dojdzie do Brexitu, Polacy wrócą do kraju? 400 tys. z nas może być do tego zmuszonych

Nawet jeśli w Polsce jest lepiej, to jednak tam, w Wielkiej Brytanii życie jest bardziej interesujące, bardziej ekscytujące. Taka przynajmniej panuje opinia u bardzo wielu mieszkańców nie tylko Moniek i tego regionu. W Mońkach chyba każda rodzina ma kogoś bliskiego w Ameryce lub w Europie zachodniej. I tak jak Karwowski, tak wielu w Mońkach z niepokojem przygląda się temu, co dzieje się w Wielkiej Brytanii.

Wyczuwają już szereg niedogodności, jakie pojawią się lub mogą się pojawić, kiedy tylko Brexit naprawdę zacznie już obowiązywać. Małgorzata skończyła właśnie szykowanie obiadu, kiedy zadzwoniła do niej 29-letnia córka Monika. Od dwóch lat pracuje w jednym z londyńskich hoteli i matka z niecierpliwością czeka na głos swej pociechy. Monika zaczynała od rejestracji klientów, dziś, po dwóch latach nienagannej pracy ma już kierownicze stanowisko. Jak twierdzi, nic a nic nie przejmuje się Brexitem. Jej matka za to, bardzo.

Brexit nie od razu

- Jeśli prawdą jest to, co niemal wszyscy dookoła już mówią, że załatwianie brexitowych formalności potrwa co najmniej dwa lata, będę miała jeszcze czas na wystąpienie o kartę stałego pobytu i nie będę musiała się wtedy martwić tym, czy mnie stąd wykopią czy nie – mówi pewna siebie 29-latka.

Ale jej koledzy, którzy pracują w fabryce mebli nie są już tak spokojni. Obawiają się bowiem konsekwencji ekonomicznych Brexitu, a co za tym idzie możliwych zwolnień, ograniczeń płacowych, jakichś problemów z wizami i diabli tam wiedzą czego jeszcze. Jak mówi Monika przerażają ich też powtarzające się incydenty o podłożu rasistowskim, których ofiarami padają nasi rodacy. To wszystko sprawia, że robi się w Wielkiej Brytanii dla wielu Polaków bardzo nieciekawie.

Wiadomo, ilu imigrantów z Unii Europejskiej pracuje w Wielkiej Brytanii!

Mońki twardo za Unią

Podlaskie to jeden mateczników Prawa i Sprawiedliwości, które w październikowych wyborach pokonało Platformę Obywatelską. Ale w przeciwieństwie do nowego rządu, który jest coraz bardziej eurosceptyczny, przeciwny imigrantom, którzy mieliby osiedlić się w Polsce, to jednak Mońki są zwolennikiem dalszej integracji z Unią Europejską, twierdzą specjaliści.

Co ciekawe, we wschodnich regionach Polski możemy spotkać przedziwną mieszankę ludzi nastawionych tradycjonalistycznie do polityki, do życia, jak i proeuropejskich jednocześnie. Przy czym warto podkreślić, że to, co trzyma ich przy Unii Europejskiej, to bynajmniej nie liberalne tradycje czy liberalne idee, ale poziom życia, komfort, jaki można dzięki Wspólnocie Europejskiej osiągnąć. Burmistrz Karwowski, któremu na sercu leży los polskich imigrantów w Wielkiej Brytanii, generalnie w sprawie imigrantów mówi, że należy być „ostrożnym” (ma na myśli ograniczenia w przyjmowaniu ich do Polski).

Z kolei Marcin Michaluk, pracownik sklepu z telefonami komórkowymi na głównym placu w Mońkach mówi amerykańskiemu dziennikarzowi, że nie chciałby, aby zabrzmiało to nacjonalistycznie, ale on zgadza się z tymi ludźmi w Wielkiej Brytanii, którzy czują, że przyjechało do nich zbyt wielu imigrantów, szczególnie tych o ciemniejszym kolorze skóry. Podobnego zdania jest również 31-letni Paweł Kieniewski, który rusza najpierw z Moniek do Warszawy, by stamtąd złapać nocny autobus do Birmingham.

Temat numeru: Zakatowali 40-latka, bo mówił po polsku

Mówi, że rozumie Brytyjczyków, którzy mają za złe, że zjechało do nich aż tak wielu imigrantów. Przez dwa minione lata pracował on jako kucharz w barze w Kingston, zarabiał sześć razy tyle co w Polsce i zapewnia, że absolutnie nie boi się Brexitu. Jak sobie wykalkulował, już po zakończonych rozmowach Londynu z Brukselą liczy na uzyskanie karty stałego pobytu na Wyspach. Wtedy to już nic go nie ruszy, a ten kraj podoba mu się i to bardzo.

- Gdyby jednak Brytyjczycy zamknęli swoje granice dla imigrantów, to przeniosę się do Irlandii – zapewnia z kolei 22-letnia Marta Jarosławska, która akurat czeka na nocny autobus z Warszawy do Londynu.
Jak wyjaśnia, chce wreszcie dołączyć do swojego przyjaciela, który jakiś czas temu osiadł na Wyspach i tam zamierza zacząć pracować jako fryzjerka. Już wie, że do Polski raczej nie wróci.

Polak zaatakowany w Telford! Kazali mu mówić po angielsku

Burmistrz Karwowski wiele rozmyśla o tej wyjazdowej fali Polaków i dostrzega wiele korzyści, jakie ma teraz pokolenie imigrantów, jak ich nazywa: duch europejskości, kultura otwartości, no i wreszcie ogromne korzyści ekonomiczne. Ale też wielu ludzi żyjących w Mońkach dostrzega negatywne niestety skutki tych wyjazdów głównie na Wyspy. Jedno lub dwoje rodziców większość czasu spędzają poza domem, a to produkuje tzw. eurosieroty.

Jedna z miejscowych nauczycielek widzi, z jaką ogromną radością wita się takiego rodzica, który po długiej nieobecności wreszcie przyjeżdża najczęściej tylko na krótko do Polski. A potem dostrzega ten ogromny smutek towarzyszący odjazdowi rodzica do pracy na Wyspach. Te braki przyjezdni starają się kompensować swoim dzieciom zabawkami, lepszymi i bardziej kolorowymi ciuchami. Taka jest cena za ich nieobecność.

Jakub Mróz

Redakcja Polish ExpressRedakcja Polish ExpressFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK