Wielka Brytania

Temat numeru: Home Office robi wszystko, by Polacy stąd wyjechali

Polish Express
Polish Express logo

Temat numeru: Home Office robi wszystko, by Polacy stąd wyjechali

W czerwcu ubiegłego roku jeszcze przed pamiętnym referendum nasz bohater wypełnił podanie starając się o pobyt stały w Wielkiej Brytanii. Wszystko, jak mu się wydawało, zrobił jak należy, dołączył m.in. odpis zapłaty 60 funtów i podanie wysłał. Przyszedł list polecony z Home Office, którego nie mógł odebrac od razu, bo pracował wtedy poza domem.

Pisano, że musi podanie uzupełnić, na co miał jeszcze kilka dni. Zrobił, jak urzędnicy mu kazali. I co? Po jakimś czasie dostał kolejny list: było spóźnienie, podanie odrzucone i informacja, że można ponownie starać się o pobyt stały, trzeba tylko dołączyć potrzebne dokumenty, raz jeszcze opłatę, zaświadczenia, itd.

Odpisał na ten list z przeprosinami za spóźnienie, podkreślił, że legalnie na Wyspach przebywa, płaci tu podatki. A co o postawie brytyjskiego urzędu sądzi? Jego zdaniem jest to albo brak kompetencji urzędnika, o co jednak trudno pracownika podejrzewać, zostaje więc podejrzenie, że potraktowano go „szczególnie”.

Sąd Najwyższy wydał wyrok - do Brexitu będzie potrzebna zgoda CAŁEGO PARLAMENTU

Może to nie tylko nastawienie wobec Polaków, ale innych imigrantów też? Grzegorz, bo tak ma na imię nasz bohater, mówi, iż z listu, który dostał, jasno wynika, że lepiej by było gdyby dobrowolnie opuścił Wielką Brytanię. Zastanawia go tylko, co też stałoby się wtedy z jego składkami, które zbierał od wielu lat, należy mu się za ten czas już jakaś część emerytury.


Obrażony na Anglię


Kiedy pytam go o list z brytyjskiego urzędu, Grzegorz mówi, że jest na to wściekły i prawdopodobnie nie ponowi składania wniosku. - Nie dlatego, że mnie oleją, ale jeśli będą chcieli się mnie czy nas wszystkich pozbyć, to nawet mając rezydenturę czy obywatelstwo nie będzie łatwo tu żyć, a nie wiadomo, co przyniesie jutro – mówi.

Grzegorz mieszka i pracuje na Wyspach od 2004 roku legalnie, nie ma tu żadnych kredytów, bez własnego mieszkania, żadnych problemów z prawem, podatki płaci na czas. – Dla mnie ten kraj to głównie finansowa przystań, jak będzie trzeba wyjechać, to mam już dzięki zarobionym i odłożonym funtom, gdzie mieszkać, mogę te pieniądze zainwestować, zmienię swoje życie po raz kolejny i zamieszkam tym razem już znacznie bliżej Polski, dodaje.

Zobacz, jak Polka odparła rasistowski atak Brytyjczyka! Każdy powinien tak reagować? [wideo]


Obrona przed Brexitem


Polak nie kryje, że chciał swoją rezydenturą zabezpieczyć się przed wywaleniem go stąd po Brexicie. Bo sytuacja jest teraz bardzo niepewna. Jedni mówią, że z automatu imigranci dostaną prawo pobytu, a brytyjski rząd traktuje ich jak zakładników, kartę przetargową z Unią, z którą będzie Londyn rozmawiać o nowych zasadach współpracy i uzyskania kontroli nad przyjeżdżającymi tu nowymi emigrantami.

W rozmowach Grzegorza z przybyszami z innych krajów powtarza się zdanie, że Brytyjczycy nie martwią się losem takich, jak on, tylko chcą zadbać o swoich, którzy mieszkają w Hiszpanii czy Francji po Brexicie. Ale jeśli nie pójdą na rękę Polakom, Litwinom i innym, którzy u nich są, to będą musieli swoich przyjąć, bo inne kraje z kolei ich nie będą chciały.

- Ja się tym nie martwię, bo to nie jest moje pierwsze państwo, w którym przyszło mi żyć. W Austrii, w której mieszkałem kiedyś, miałem do Polski pięć godzin jazdy samochodem, stąd mam dłużej i muszę odpowiednio wcześniej podróż planować - mówi nasz czytelnik. - Może dlatego mam poczucie, że nie chcę tu zostać na zawsze, ale na razie pracę mam, szanują mnie tu, zarabiam nieźle, nie chciałbym tego stracić, choć z rodziną widzę się tylko cztery razy w roku. Nauczyłem się nowych specjalności, potrafię się do nowej pracy i nowego miejsca szybko przystosować – kończy Grzegorz.

Rząd ujawnił plany! Już wiadomo, kto dostanie w Wielkiej Brytanii pracę po Brexicie


To jeszcze tutaj?


- Zaraz po referendum ludzie najczęściej tu mówili tak: „Kiedy wracasz? Ty jeszcze tutaj?”, ale za chwilę ogarniał ich śmiech, bo nie ma już tych głównych polityków, którzy byli tak bardzo za wyjściem kraju z UE (Cameron, Farage i inni). W pociągu jadącym z Wysp do Francji Grzegorz rozmawiał ze starszym Anglikiem i on mu powiedział, że to Unia powinna się podlizywać i negocjować z Anglią, a nie Anglia Brukseli. Dodawał: „komu Francja będzie sprzedawać swoje samochody i wina?”. A ja mu na to, że i tak będą sprzedawać tylko drożej (ceny już idą w górę). Czym wy będziecie handlować, jak firmy uciekną wam do Europy?

Nie wróżę dobrze Wielkiej Brytanii po jej wyjściu z Uniii - mówi Polak. Jak Grzegorz podkreśla bardzo wielu imigrantów, których zna i z którymi rozmawia żyją tu chwilą, głównie chodzi im o jak najszybsze zarobienie pieniędzy. Dodaje, że w najgorszej sytuacji są ci, którzy mają kredyty, na ich twarzach widać teraz ogromny smutek, bo nie wiedzą, co ich czeka. Polak zanim przyjechał na Wyspy, pracował w Austrii „na czarno” przy zbiorze winogron.

Potem były Niemcy, Szwecja i w końcu znowu Wielka Brytania, chciał tu pokazać, że sobie poradzi. Na Wyspach dopiero jednak za trzecim razem mu się poszczęściło, bo zawracano go, jak raz przyleciał samolotem, potem autobusem. Było, minęło, nie chce do tego wracać. Przyjechał ponownie cztery dni po otwarciu rynku pracy w roku 2004. Koleżanka zadzwoniła, że jest praca, rzucił robotę na czarno w Austrii i był zaraz w Londynie.

Theresa May już teraz zagwarantowałaby prawa Polakom w UK, ale nie godzi się na to... Donald Tusk!


Rasizm prostaków


Pytany o rasizm miejscowych wobec Polaków, jego zdaniem chodzi głównie o młodych i niewykształconych ludzi, w tym kolorowych, ale z brytyjskimi paszportami. Wielu z nich mówi: powinno się wszystkich imigrantów wyrzucić, wtedy będzie więcej pracy i stawki pójdą w górę, bo mniejsza konkurencja i Anglik nie będzie pracował za Minimum Wage. - Sami nie wierzą w to, bo wyrzucając miliony ludzi zatrzymają fabryki, ale nie dlatego, że nie będzie taniej siły roboczej, tylko dlatego, że nie będzie komu pracować.

Wielu Brytyjczyków wzięło kredyty na mieszkania, które wynajmują takim, jak ja, bo z emerytur nie mogą się utrzymać - mówi Polak i dodaje: „O jakim zabieraniu pracy oni mówią? A przecież my imigranci jesteśmy też klientami, płacimy podatki, robimy zakupy, chodzimy do restauracji kina, itd.”. Grzegorz pracuje dla różnych firm jako kierowca ciężarówki, obsługuje firmy spożywcze, kurierskie, jak ma czas jest „złotą rączką”, pomaga w szybkich naprawach w domu. Pracuje głównie w Londynie, mieszka w małej wiosce w Kent niedaleko Maidstone.

Od dwóch lat jest tu sam, wynajmuje pokój u starszej miłej Brytyjki, która wyniki referendum uważa za duży błąd. Wcześniej mieszkał z rodziną w Londynie do czasu, kiedy córka była mała i mieli pomoc rodziny, było dobrze, chodziło głównie o opiekę nad małą. Kiedy córka poszła do przedszkola on na zmianę z żoną pracowali, jedno odwoziło dziecko do szkoły, drugie biegiem z pracy. Ich zarobki były za wysokie, żeby otrzymać benefity i rodzina wróciła do kraju, on tu został i ich utrzymuje.

Poziom nauczania w tutejszych szkołach, jego zdaniem to zabawa i malowanki. Ale jeśli chodzi o przyszłość dziecka to można mieć nawet kiepskie wyniki w szkole, ale dyplom brytyjskiej placówki otwiera więcej drzwi niż polskie placówki, choć te ostatnie mają większe wymagania, co mógł porównywać z dziećmi znajomych, które do tych ostatnich uczęszczały.


Paszport, jak polisa


Grzegorz, tak jak inni Polacy, chciał starać się o brytyjskie obywatelstwo. W ostatnich pięciu latach liczba Polaków, która została obywatelami brytyjskimi wzrosła o 1200 procent. W roku 2012 złożyło podania o brytyjskie obywatelstwo 6,066, dla w roku 2009 było ich zaledwie 458. To normalne zjawisko, bo tak zwykle robią imigranci, którzy już zapuścili korzenie w tym kraju i z nim chcieli związać swoją przyszłość.

W ostatnim czasie, kiedy zbliżało się pamiętne referendum zainteresowanie brytyjskim paszportem wynikało z innych powodów niż sentyment dla tego kraju, z chęci uchronienia się przed groźbą obcięcia zasiłków. Imigranci, w tym Polacy, szybko bowiem zrozumieli, jak groźne były i są słowa brytyjskich polityków po referendum, o losie którego zdecydowało fatalne nastawienie części społeczeństwa do obcych, jak nazywa się przyjezdnych do Wielkiej Brytanii. I to dlatego po raz pierwszy Polacy stali się liderami w staraniu się w otrzymywaniu brytyjskich paszportów.

Jakże naiwnie brzmią niedawne jeszcze słowa witające z radością zdobywanie brytyjskiego paszportu przez Polaków, które padły z ust Lorda Green of Deddingtona, przewodniczącego organizacji MigrationWatch: To krzepiący znak postępującej intergacji polskiej społeczności w Wielkiej Brytanii.

Eksperci byli w tych opiniach znacznie mniej emocjonalni, tłumacząc, że to nie chęć integracji, ale przede wszystkim groźba utraty benefitów, czy nawet odesłania do kraju sprawiały, że Polacy ruszyli po brytyjkskie paszporty. „Kiedy staniemy się wreszcie Brytyjczykami będziemy bardziej odporni na plany Davida Camerona i innych polityków” - mówili rodacy.

Niemal każdy mieszkający na Wyspach Polak słyszał słowa Camerona o konieczności przeprowadzenia referendum w sprawie pozostania lub wyjścia Wysp z Unii Europejskiej. I to rozpalało obawy naszych. Już wtedy jednym z pomysłów na zreformowanie systemu opieki społecznej był pomysł wprowadzenia prawa, na mocy którego każdy przybysz z Unii Europejskiej musiałby czekać cztery lata na otrzymanie benefitów. Normalnie, by podjąć starania o otrzymanie brytyjskiego obywatelstwa ten, kto przyjechał do Wielkiej Brytanii, musi mieszkać tu pięć lat. 

Marek Piotrowski

[QUIZ] Sprawdź czy zdałbyś test na brytyjskie obywatelstwo!

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK