BREAKING NEWS

Temat numeru: Dzielny mały Polak: „Pochowajcie mnie u boku mojej mamy”

Polish Express
Polish Express logo

Temat numeru: Dzielny mały Polak: „Pochowajcie mnie u boku mojej mamy”

Śmiertelnie chory polski chłopczyk dramatycznie apeluje ze szpitala w Wielkiej Brytanii o jedno: „Pochowajcie mnie w grobie, w którym spoczywa moja mama, by mogła z nieba czuwać nade mną!”. Te słowa poruszyły już bardzo wielu Brytyjczyków, miejscowe media opisują dramatyczny apel siedmioletniego Filipa Kwaśnego z Colchester w Essex i jest szansa, że potrzebne pieniądze zostaną zebrane, ale chłopcu nie można już pomóc.

Bo, jak do tej pory nie pomogła mu ani chemioterapia, ani przeszczep komórek. Innymi słowy - medycyna okazała się w tym przypadku bezradna. Lekarze nie mają niestety dobrych wieści dla chłopca i jego rodziny. On też doskonale o tym wie, dlatego u kresu swojego krótkiego życia wystąpił z tak dramatycznym i wzruszającym apelem.


Filip bardzo cierpi


Filip Kwaśny przebywa w tej chwili w dziecięcym szpitalu London’s Great Ormond Street. Teraz lekarze stwierdzili przerzut komórek rakowych, które wywołały białaczkę na inne organy chłopca. Zagrożone są między innymi jego jelita. Filip objęty jest w tej chwili jedynie paliatywną opieką, chodzi bowiem już tylko o to, by cierpiał jak najmniej. Jego krótkie życie, jak się wydaje dobiega niestety końca.

W odpowiedzi na poruszające słowa chłopca wpłacają pieniądze całkiem mu obcy ludzie, chcą bowiem, by jego ostatnie marzenie, spoczęcie w grobie u boku swojej ukochanej mamy, która też kilka lat temu zmarła na raka, a która pochowana jest w Polsce, spełniło się. Na to jednak potrzeba pieniędzy, na to idą więc zbierane fundusze. Filip mówi w tej chwili już z największą trudnością, wyszeptał jednak słowa podzięki dla tych, którzy dając pieniądze pomogą spełnić jego ostatnią wolę, ostatnie jego marzenie.

 


Najgorsza z chorób


U Filipa zdiagnozowano już we wrześniu ubiegłego roku juvenile myelomonocytic leukaemia (JMML) - wczesnodziecięcą białaczkę nielimfocytową. Pod tą fachową, medyczną nazwą kryje się prawdziwa akumulacja najgorszych dla jego rokowań schorzeń, nieprawidłowych komórek krwi oraz szpiku kostnego. Ale jego zdrowotne problemy zaczęły się już znacznie wcześniej, jeszcze w Polsce. Filip miał wtedy zaledwie dwa latka i poczuł się źle. Początkowo jednak nic nie zapowiadało takiej tragedii, małe dzieci przecież często chorują i potem dochodzą do siebie, mówili jego bliscy. A z Filipem niestety było inaczej.

Nawet jeśli na jakiś czas, jak się wydawało, tajemnicza choroba ustępowała, to tylko czaiła się, by po jakimś czasie zaatakować ze zdwojoną siła. Tak było w przypadku Filipa. Badania przeprowadzane już później w brytyjskiej szkole w Colchester, do której Filip uczęszczał, wykazywały jedynie pogorszenie się stanu jego zdrowia, choć w pewnym momencie był też nawet promyk nadziei na poprawę. To trwało jednak tylko chwilę, bo teraz jego tata, 40-letni Piotr Kwaśny desperacko poszukuje 6500 funtów, by przygotować pochówek jego syna w grobie swojej żony, która spoczywa od lat w Polsce.

Temat numeru: Jak naprawdę zginął 22-letni polski bokser?
 


Dwa anioły Filipa


- Filip powiedział mi któregoś dnia, że ja jestem jego aniołem, który czuwa nad nim tu, na ziemi, natomiast jego mama będzie dbała o niego, kiedy już trafi do nieba – opowiada Piotr, który spędza bardzo wiele czasu przy łóżku swojego ciężko chorego syna. - Nie wiem, jak to się dzieje, że on tak dobrze pamięta swoją mamę, mimo że ona odeszła, gdy on był jeszcze bardzo malutki.

Kiedy podrósł, chodził ze mną na cmentarz i jej grób i rozmawiał z nią wtedy – dodaje ojciec Filipa. - Filip chce być pochowany razem ze swoją mamą. Potrzebny jest jednak do tego ponowny pochówek szczątków jego mamy i następnie pochowanie synka. Jego największym w tej chwili życzeniem jest, by mama się nim po jego śmierci zaopiekowała. Ja tylko mogę zabrać go do Polski jednak dopiero po jego śmierci – dodaje Piotr.


Dla bliskich Filipa i jego samego to bardzo ciężki w tym momencie czas. Jak mówi Piotr, macocha chłopca oraz jego krewni pozostaną w Wielkiej Brytanii, on sam zaś miałby się wszystkim w Polsce zająć, to znaczy najpierw zorganizować podróż do kraju, wyrobić paszporty synowi i pochować go u boku matki. Na to jednak potrzebuje pieniędzy, a tych niestety nie ma. - To dla mnie i moich bliskich straszne chwile. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak mógłbym pochować swoje dziecko. Przecież to takie niesprawiedliwe, żeby dziecko umierało wcześniej niż ludzie dorośli – wyjaśnia Piotr.

Ojciec też chory


Piotr sam jest zresztą bardzo chory, ma bowiem rozszczep kręgosłupa, tylko jedną nerkę, jest do tego cukrzykiem, ma również bardzo wysokie ciśnienie. Tym samym nie może podjąć żadnej pracy, nie może więc nawet zorganizować pieniędzy, by spełnić ostatnie życzenie swojego syna. Filip z kolei jest zbyt chory, by odbyć podróż do Polski, kiedy jeszcze żyje. Opiekujący się chłopcem lekarze mówią otwarcie: on jest w bardzo ciężkim stanie, nie wiadomo, ile czasu mu jeszcze pozostało.

- Przed pokojem w którym jest mój syn ustawiono dzwon. Kiedy tylko kończy się terapia jakiegoś pacjenta i jest on wypisywany do domu ten dzwon odzywa się trzy razy. To znak dla wszystkich, że wszystko zakończyło się tym razem pomyślnie. Dla mojego syna, dla Filipa ten dzwon niestety nigdy się nie odezwał - dodaje Piotr. Filip doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego czas jest policzony, że już odchodzi. Dlatego powiedział tacie o swoim wielkim życzeniu, że chce spocząć o boku Agnieszki, swojej mamy. Zmarła ona 12 listopada 2011 roku w wieku zaledwie 33 lat.

„Oddajcie mi dziecko!” Dramatyczny apel kolejnej Polki skrzywdzonej przez Social Services [wideo]


U boku mamy w Wadowicach


Kobieta została pochowana w Wadowicach, w tym samym mieście, w którym wyszła za mąż za Piotra w roku 2009 i w którym teraz chciałby na zawsze spocząć też chłopiec. Piotr, który ponownie się ożenił i ma dwuletnią córeczkę z tego związku oraz dwójkę dzieci swojej drugiej żony wspomina, że Agnieszka zmarła bardzo szybko po tym, jak wykryto u niej mięsaka.

- To jej wyrosło w okolicach karku, początkowo nikt nie sądził, że to śmiertelna choroba, brano to początkowo za jakiś zwyczajny guz. Prawda jednak okazała się niestety inna, bardzo tragiczna – wspomina Piotr. Kiedy któregoś dnia kobieta po prostu upadła na ulicy. Zrobiło się zbiegowisko, ktoś zadzwonił po karetkę. Nie było to niestety zwyczajne zasłabnięcie. Badania wykazały, że trzeba natychmiast przeprowadzić zabieg. Agnieszka bardzo szybko trafiła na stół operacyjny. usunięcie tej dziwnej narośli trwało aż sześć godzin. Późniejsze badania specjalistyczne potwierdziły, że był to mięsak.


Były już wtedy niestety rakowe przerzuty na inne części ciała, na pomoc dla kobiety było już za późno. Agnieszka chudła dramatycznie z każdą dosłownie chwilą, potem bardzo cierpiała, wreszcie skonała. Był to szok i wielka tragedia dla Piotra, a jakby tego było mało, zaledwie rok później przyszedł kolejny cios, diagnoza medyczna wykryła bowiem białaczkę u Filipa. Piotr pamiętał, jak szybko pogarszał się stan Filipa. Jednak najgorsze miało dopiero nadejść, kiedy już chłopiec przyjechał z ojcem do Wielkiej Brytanii. Miejscowi lekarze robili, co tylko mogli, jednak ich możliwości były ograniczone, by po pewnym czasie nie powiedzieć - żadne.

W początkowym stanie choroby podawano na przykład Filipowi między innymi krem na … wysypki. Przez jakiś czas paliło się jednak światełko nadziei dla chłopca i jego ojca. Po jednej z kuracji wydawało się bowiem, że chłopiec wraca do zdrowia, ma się coraz lepiej. Radość jednak trwała bardzo krótko. Po kolejnej wizycie lekarskiej i po kolejnych badaniach oraz analizach we wrześniu ubiegłego roku wykryto u chłopca zbieg najgorszych z możliwych dolegliwości. Ojciec Filipa opowiada o tym, jak chłopiec zaczął wtedy krwawić z nosa, jak nogi odmawiały mu posłuszeństwa, a lekarze wtedy orzekli, że jest w nim naprawdę źle.


Zabiegi nic nie dały


Pod koniec ubiegłego roku Filip przechodził chemioterapię w szpitalu w Cambridge. Ta jednak nie dała spodziewanych rezultatów. Potem była jeszcze silniejsza chemioterapia, ale i ona nie zadziałała, tak jak się spodziewali lekarze. Filip słabł z każdą dosłownie chwilą. W styczniu tego roku chłopiec dostał nowe komórki, okazało się jednak, że przeszczep też nie zakończył się sukcesem.

- Nic nie poprawiło niestety stanu jego zdrowia – wyjaśnia Piotr i dodaje, że najgorsze dopiero nadeszło niedawno. Jak mówi na początku marca jakakolwiek nadzieja odeszła, nasiliły się ostre bóle u chłopca, jego wątroba przestała pracować. Chłopiec na dodatek dusił się, zaatakowane zostały bowiem jego płuca, nie mógł Filip już normalnie jeść. Tylko krzyczał z bólu. - Moje serca krwawiło, nie potrafiłem na to patrzeć. On wiedział, że umiera - mówi zrezygnowany Piotr. 

Jak pomóc Filipkowi spełnić marzenie o pochówku w grobie mamy?
Zajrzyj na: www.gofundme.com/help-filip-and-his-family

 

Marek Piotrowski

Paulina MarkowskaPaulina MarkowskaFacebookTwitterYoutube

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Poradnik emigranta

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK