Londyn

Temat numeru: Dramat chorego polskiego dziecka na Wyspach

Polish ExpressPolish Express logo

Temat numeru: Dramat chorego polskiego dziecka na Wyspach

Dziesięcioletni polski chłopiec, którego sąd w Londynie określił tylko jako "J" powinien na Wyspach Brytyjskich przejść jak najszybciej operację szczęki, bo inaczej umrze. Maluch jednak przepadł. Wszystko wskazuje na to, że wyjechał, a mówiąc wprost uciekł z rodzicami do Polski. Powód? Tam ma nim zająć się... uzdrowiciel, bo opiekunowie nie wierzą w skuteczność tradycyjnej medycyny.

Taka była wola rodziców chłopczyka, który cierpi, jak to opisali medycy, na „brutalną, agonalną” już formę nowotworu szczęki.

Operacja albo śmierć
Brytyjscy lekarze, którzy badali dokładnie polskiego chłopca postawili jednak sprawę jasno: albo w ciągu najbliższych sześciu miesięcy przejdzie on skomplikowaną operację, albo umrze. Tylko usunięcie guza daje mu szansę na przeżycie kolejnych choćby lat. Inaczej czeka go konanie w straszliwych cierpieniach. Sprawa oparła się o brytyjski sąd, który wysłuchał opinii rodziców. Ci jednak stanowczo nalegali na to, by chłopcem zajął się uzdrowiciel.

Dlaczego decydują się na takie wyjście? Bo w dorosłym życiu chłopiec mógłby mieć do nich pretensje, że zabieg oszpecił go na zawsze. Jak wyjaśniali bowiem specjaliści zabieg polegałby między innymi na konieczności pobrania skóry oraz elementów kości z nóg chłopca, aby można było w jakiś sposób zrekonstruować jego schorowaną twarz. Ci sami medycy dodawali: „bez zabiegu operacyjnego nie ma szans na pozbycie się ogromnego guza”.

Nowotwór szczęki
Dziesięciolatek cierpi na bardzo rzadki rodzaj nowotworu szczęki, rodzice uznali, że szanse powodzenia tradycyjnej medycyny w tym wypadku są niestety niewielkie. Dlatego zdecydowali się na desperacki w tej sytuacji krok - wybrali wyjazd. Wielu mówi nawet o ucieczce do Polski, by tam poddać malca chińskim sposobom leczenia. Nie wiadomo, czy chłopak już ma zaaplikowaną chińską medycynę naturalną. Walka idzie o poradzenie sobie z guzem w szczęce, który ma aż cztery i pół cala wielkości.

Nadzieja w uzdrowicielu
Informacja o tej nietypowej i bardzo tragicznej sprawie pochodzi z Wydziału Rodzinnego Sądu Najwyższego w Londynie przed którym wystąpili biegli lekarze. Była też prośba rodziców, którzy nie stawili się przed sądem, by uzyskać zgodę na poddanie chłopca terapii z udziałem uzdrowiciela. Rodzice podnosili przede wszystkim dwa argumenty: jeden to taki, że szanse na wyleczenie chłopca operacyjnie nie są wcale duże, drugi zaś był taki, że po tym zabiegu zostanie on bardzo oszpecony.

Kiedy sprawa była w Sądzie Najwyższym chłopiec oraz jego rodzice niespodziewanie przepadli. Wszystko wskazuje na to, że są już w Polsce.

Dowody przedstawione w sądzie przez onkologów nie pozostawiały tymczasem w tej sprawie cienia wątpliwości: jeśli nie operacja, czeka chłopca pewna śmierć. „Wiara w medycynę naturalną w tym wypadku jest wyolbrzymiona”, dodawali naukowcy. - Guz trzeba usunąć szybko, jak najszybciej, inaczej czeka go konanie w bardzo straszliwych warunkach - padały w londyńskim sądzie opinie medyków.

Sędzia Mostyn zawarł w swoim pisemnym oświadczeniu taką oto opinię: „Uzdrowiciele nie leczą ludzi z raka, ich techniki nie są w stanie zapanować nad ludzkim organizmem”. I dalej dodawał, że nawet w Chinach nie uznaje się tamtejszej medycyny naturalnej jako standardu w leczeniu nowotworów. W tym konkretnym wypadku pomóc może jedynie zabieg operacyjny. Mostyn opisuje polskiego chłopca, który ma kostniako-mięsaka, który nie tylko sprawia mu ogromny ból, ale także może w każdej chwili przyczynić się do jego śmierci.

Rak go już zabija
Ostrzega on, że nowotwór może zaatakować jego system nerwowy, a to oznacza, że chory przestanie mówić, jeść i oddychać i bez pomocy specjalistów umrze. Sędzia badający tę sprawę, nie miał wątpliwości, że choroba sama nie minie. Ryzyko jest takie, że bez zabiegu jego głowa przyjmie z czasem groteskowe rozmiary, jego oczy zostaną niemal automatycznie przez te zmiany zamknięte, poza tym ból stanie się tak silny, że trudno go będzie czymkolwiek złagodzić.

Chłopiec, którego nazywano po prostu “J”, mieszkał na Wyspach Brytyjskich zaledwie od dwóch lat i, jak się podejrzewa, wyjechał z matką bardzo niedawno. Ale to ojciec miał ich zapakować na prom płynący do Francji, dalej droga była już prosta. O sprawie miała być informowana polska placówka dyplomatyczna w Londynie. Były prośby, by rodzice współpracowali z miejscowymi lekarzami.

Niestety, stało się, jak stało. Sędzia z naciskiem podkreślał, że chłopiec powinien jak najszybciej być poddany operacji, że tylko zabieg gwarantuje utrzymanie go przy życiu. Dodawał też, że to czas bardzo trudny dla rodziców dziecka, bo ich pociecha walczy o życie. - Ale nie mam najmniejszych wątpliwości, że trzeba chłopcu dać szanse, dobrą szansę na długie życie niż skazywanie go na powolne konanie, aż w końcu nadejdzie jego śmierć – padło z ust londyńskiego sędziego.

Operacja nie zabije
W tym apelu była też mowa o tym, że ta operacja zawiera zaledwie dwa procent ryzyka, iż może się skończyć śmiercią małego pacjenta. Jednak pobranie skóry i kości z jego nogi stwarza możliwości na odbudowę kości jego szczęki. Po podobnym wyjaśnieniu składanym rodzicom malca chłopiec miał krzyczeć, że nie chce operacji, bo nie chce mieć nogi w swojej buzi.

W opinii sądu został on prawdopodobnie wystraszony “kalectwem”, jakie ma mu grozić po dokonanym zabiegu, że będzie potrzebował nawet części sztucznych zębów po operacji. Było ostrzeżenie, że jego twarz zmieni wygląd, że będzie on musiał przejść na długotrwałą dietę, tak, aby wykluczyć do minimum żucie pokarmów. Lekarze jednak pocieszali go, że dorośnie tak jak każdy inny nastolatek.

Ten groźny nowotwór został wykryty u polskiego chłopca latem 2014 roku podczas dokładnego przeglądu stanu jego uzębienia. Między październikiem 2014 a majem tego roku poddany był on sześciu sesjom chemioterapii.

Pięć lat życia?
Opinia medyków co do jego schorzenia była taka, że operacja guza daje mu od 55 do 65 procent przeżycia kolejnych pięciu lat. Ale też lekarze dodawali, iż istnieje 35-45 procent ryzyka nawrotu groźnej choroby w tym samym czasie. Rodziców nie było podczas sądowego przesłuchania, kiedy sędzia orzekł, aby operację zacząć jak najszybciej.

Mostyn: „Na nieszczęście rodzice “J” nie zaangażowali się w te wszystkie procedury i dlatego nie podjęli dyskusji o przyszłości ich pociechy”. Jak dodawał Mostyn współpraca rodziców w takich sytuacjach jest sprawą wręcz najważniejszą. Sędzia nie podał personaliów osób zaangażowanych w sprawę, którą rozpatrywał Wydział Rodzinny Sądu Najwyższego w Londynie.

Podano tylko określenie “J” dla chłopca, nie wyszczególniono ani władz lokalnych zaangażowanych w nietypową sprawę, ani funduszu medycznego. Ten rodzaj nowotworu, który dopadł młodego Polaka jest schorzeniem, które wykryto w jego czaszce. Literatura fachowa przypomina, iż ten rodzaj raka rozwija się w rosnących dopiero kościach i występuje przede wszystkim u dzieci i młodych ludzi.

Atak na długie kości
Tym nowotworem może być dotknięta każda niemal kość człowieka. Najczęściej jednak atakowane są „długie kości”, a więc ręce, nogi, przede wszystkim zaś okolice stawu kolanowego. Ten nowotwór rozwija się, kiedy komórki kostne są nienaturalnej wielkości, gdy rozrastają się bez kontroli i to formuje guza. Takie komórki w guzie zaczynają się w pewnym momencie zachowywać tak jak kości, rosną i dzielą się. To nie pierwsza tego rodzaju sprawa, kiedy wbrew opinii lekarzy to rodzice czy opiekunowie biorą losy, a tym samym życie dzieci w swoje ręce.

Uratowali od agonii
W ubiegłym roku prowadzono poszukiwania sześcioletniego Ashya Kinga, który też cierpiał na chorobę nowotworową, a który zniknął nagle w tajemniczych okolicznościach ze szpitala w Southampton, gdzie był poddawany terapii. Szybko okazało się, że to rodzice chłopca zabrali go ze szpitala i odstawili go do hiszpańskiej Malagi. Tam, jak wcześniej mówili, mieli poddać go alternatywnej terapii, bez powiadamiania o tym lekarzy.

Brett i Naghmeh King oznajmili po jakimś czasie, że zdecydowali się na ten desperacki krok po tym, jak lekarze z funduszu ubezpieczeniowego odmówili zastosowania chłopcu terapii protonowej. To rodzaj terapii wykorzystującej promieniowanie protonowe do naświetlania zmian nowotworowych. Problemem, jak można się domyślać, były ogromne koszty takiego leczenia. Brytyjska policja rozpoczęła poszukiwanie chłopca i to od razu poza granicami kraju. Liczył się czas, chłopiec przeszedł bowiem wcześniej skomplikowaną operację mózgu i był utrzymywany przy życiu dzięki karmieniu go specjalną tubą.

Rodzice za kratami
Lekarze mówili, że bez szybkiego zajęcia się malcem jego życie wisi dosłownie na włosku.
Po poszukiwaniach w Hiszpanii Kingowie zostali tam aresztowani i przez trzy dni byli przetrzymywani w więzieniu. Zarzucano im narażanie życia chłopca na niebezpieczeństwo. Kiedy jednak sprawa została nagłośniona przez media, zwolniono ich z aresztu.

Cud terapia
Ashya w końcu doczekał się protonowej terapii w czeskiej Pradze w październiku ubiegłego roku. Taka terapia, to wydatek rzędu stu tysięcy funtów i nie przewiduje jej w swoim pakiecie brytyjski fundusz medyczny bez względu na to, w jakim europejskim kraju jest ona przeprowadzana. W marcu tego roku Ashya przyleciał z rodzicami na lotnisko Gatwick. Z jego rodziców zdjęto jednocześnie zarzut, jaki im postawiono w Hiszpanii. A najważniejsze w tym wszystkim jest to, że malec ma się teraz dobrze.

Marek Piotrowski

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Była szefowa muzeum wygrywa pół miliona!

Była szefowa muzeum wygrywa pół miliona!

Ceri Leigh, 50-letnia była szefowa muzeum historii naturalnej, po tym gdy została zmuszona do zrezygnowania z intratnej i prestiżowej posady z powodu niedających jej spokoju ataków oraz stresu spowodowanych...

fot. Youtube

Mały bohater: 4-letni chłopczyk pokazuje, jak normalnie żyć bez rąk i nóg

Choć wielu ludzi, patrząc na 4-letniego Camdena, mogłoby jedynie głęboko westchnąć, to jego mama, gdy go obserwuje, nie umie powstrzymać entuzjazmu. Chłopiec raz za razem zaskakuje ją i pokazuje, że można...

Polacy znęcali się nad dzieckiem

Polacy znęcali się nad dzieckiem

Za „niewyobrażalne okrucieństwo” wobec swojego 4-letniego syna została skazana para Polaków w Birmingham. Rodzice przyznali się do znęcania się nad dzieckiem, jednak zaprzeczyli jego zamordowaniu.

Zostawi Alicję… samą z dzieckiem

Zostawi Alicję… samą z dzieckiem

Wszystko wskazuje na to, że opiekę nad nowym potomkiem Colin Farrell powierzy Alicji.

Bił i gwałcił swoją 3-letnią córkę, potem patrzył, jak konała przez trzy dni!

Bił i gwałcił swoją 3-letnią córkę, potem patrzył, jak konała przez trzy dni!

32-letni Matthew Lee Williamson znęcał się nad swoją 3-letnią córeczką przez wiele tygodni. Nie zawiózł jej do szpitala nawet wtedy, gdy dziewczynka była już w stanie agonalnym. Sąd skazał go za to bestialstwo...

Polka porzuciła niemowlę, policja prosi o pomoc

Polka porzuciła niemowlę, policja prosi o pomoc

Pod Domem Polskim w Reading została porzucona 3-tygodniowa dziewczynka. Z notki pozostawionej przy dziecku wiadomo, że ma na imię Amelia, a jej matka pochodzi z Polski. Policja apeluje o pomoc w odnalezieniu...

Władza rodzicielska

Władza rodzicielska

To pojęcie szeroko definiowane w przepisach prawa rodzinnego. W skrócie oznacza wszelkie prawa, obowiązki, uprawnienia i zobowiązania, które posiada rodzic względem swojego dziecka i jego majątku. Inaczej...

Twoje dziecko nie ma jeszcze brytyjskiego obywatelstwa? Złóż dokumenty jak najszybciej!

Twoje dziecko nie ma jeszcze brytyjskiego obywatelstwa? Złóż dokumenty jak najszybciej!

Wizja zbliżającego się Brexitu skłania coraz więcej Polaków mieszkających w UK do ubiegania się o brytyjskie obywatelstwo. "Jeśli nie ma go jeszcze twoje dziecko, zacznij starać się o nie jak najszybciej"...

Irlandia Północna: prawo do aborcji

Irlandia Północna: prawo do aborcji

Ministrowie negocjowali nad wprowadzeniem poprawki do ustawy o „ludzkiej płodności i embriologii”, która miałaby zapewniać kobietom w Irlandii Północnej prawo do aborcji.

fot. Shutterstock

Polacy aprobują bicie dzieci. Co sądzicie o najnowszym raporcie?

Najnowsze dane są przytłaczające – Polacy powszechnie aprobują bicie dzieci. Wciąż zbyt wielu rodziców uważa, że klaps nie jest formą kary cielesnej i że jest całkowicie dopuszczalny.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK