temat numeru

Temat numeru: Dożywocie za zabójstwo Polki

Polish Express
Polish Express logo

Temat numeru: Dożywocie za zabójstwo Polki

To był od samego niemal początku toksyczny związek. Nikt jednak nie podejrzewał, że zakończy się on dramatem - zabójstwem przyjaciółki. Finał sprawy jest taki:  38-letni Tomasz Kocik został skazany na dożywocie przez sąd w Londynie za zamordowanie 23-letniej Polki.

Maj tego roku. Z kanału Grand Union w Londynie wyłowiono walizkę, po jej otwarciu ludzie przeżyli szok. Okazało się bowiem, że było w niej  ciało jakiejś młodej kobiety. Technicy szybko ustalili, że walizka koloru czarnego była w wodzie od mniej więcej dwóch tygodni. Wypatrzono ją w okolicy Delamere Terrace, nazywanego „małą Wenecją”.

Wciśnięta do walizki

Mieszkańcy zamieszkujący jedną z zacumowanych w tym rejonie barek do dziś wspominają ze zgrozą ten moment. Pamiętają, że ciało ofiary zawinięte zostało w biały materiał, potem wciśnięte do walizki. Natychmiast rozpoczęła się żmudna praca dochodzeniowców. Dość szybko ustalono tożsamość ofiary. To było w tej sprawie najważniejsze. Okazała się nią 23-letnia Marta Ligman, która od kilku lat przebywała i pracowała w Wielkiej Brytanii.

Podejrzenia śledczych skierowały się momentalnie na jej partnera, z którym kobieta mieszkała od kilku lat. Ten jednak na początku umiejętnie kluczył: nie tylko udawał załamanego stratą przyjaciółki, ale też pomagał jej szukać. Na dodatek wysyłał też sprzeczne informacje do jej rodziny w Polsce, sugerujące, że w chwili, kiedy Marta zginęła miała być w... dobrym zdrowiu.

Dożywocie za zabójstwo

Krok po kroku jednak śledczy dochodzili do rozwiązania tej makabrycznej zagadki. Podejrzenia o to, iż zabójcą Marty mogł być właśnie Kocik okazały się jak najbardziej trafne. Dlatego londyński sąd wymierzył na podstawie zgromadzonych dowodów i zeznań zabójcy karę dożywocia z możliwością starania się o przedterminowe wyjście zza krat po upływie 18 i pół roku.

Pogrążyły Kocika przede wszystkim kamery monitoringu ulicznego, zarejestrowały bowiem jego obecność w najbardziej krytycznym momencie, kiedy doszło do zabójstwa 23-latki. Jak wykazała sekcja zwłok, kobieta zmarła na skutek wychłodzenia ciała. 38-letni Kocik pracujący w Londynie jako operator wózka widłowego, został uchwycony przez jedną z kamer 1 maja tego roku, jak taszczył wielką czarną walizkę w stronę rzeki.

Po kilkudziesięciu minutach kamera zarejestrowała go ponownie, tym razem już wracał bez żadnego bagażu, zaś jego spodnie były bardzo przemoczone. Policjanci, którzy dokładnie prześledzili trasę jego „spaceru” tamtego krytycznego dnia znaleźli na trasie nadpalone resztki dowodu osobistego oraz kart bankowych Marty. Nie mogło być mowy o zbiegu okoliczności, to Kocik musiał się tych dowodów pozbyć.

Bita przed zabiciem

Oględziny walizki, w której było ciało Marty, wskazały, iż zostało ono ułożone w pozycji embrionalnej, na ciele kobiety były wyraźne ślady siniaków, miała też połamane żebra. Świadczyło to o tym, iż była ona wcześniej bita przez zabójcę.

Podczas rozprawy sądowej prokurator dowodził, że Kocik cynicznie wprowadzał w błąd jej rodzinę, kiedy ta była zaniepokojona zniknięciem Marty. Mówił najpierw, że kobieta czuje się dobrze, potem zaś, że wyjechała właśnie do Polski. Okazało się jednak, że była to tylko jego gra obliczona na wprowadzenie w błąd śledczych, starał się w ten sposób opóźnić najpierw poszukiwania, potem zaś dochodzenie w tej sprawie.

Pod naporem dowodów Kocik w końcu pękł i przyznał, że wrzucił ciało przyjaciółki do rzeki, jednak powtarzał, że nie zamordował Marty. Jego wersja wydarzeń była taka, że miał on po przyjściu z pracy znaleźć ciało przyjaciółki w domu. Postanowił pozbyć się ciała, bo bał się, że podejrzenie o zabójstwo zostanie skierowane na niego. „Bo brałem narkotyki” - przekonywał nieudolnie.

Mord z zimą krwią

Sędzia Nicholas Hilliard nie miał jednak najmniejszych wątpliwości, że Polak z zimną krwią zaplanował zabójstwo, chciał się też pozbyć ciała, a bez zwłok mógłby się czuć całkowicie bezkarnie. Para Polaków poznała się trzy lata temu na jednym z portali randkowych. Marta Ligman mieszkała wtedy w Polsce, Kocik był już w Londynie.

Na jego prośbę kobieta pojechała do Wielkiej Brytanii. Nie wiadomo, czy od początku tej znajomości czy dopiero potem objawiły się obsesyjne zachowania zazdrośnika, jakim okazał się w końcu Kocik. Tak przynajmniej określali go znajomi i przyjaciele ofiary. Marta nieraz widziana była w swojej pracy z podbitym okiem. Dochodziły też informacje o jej zaborczym przyjacielu, który chciał wiedzieć dokładnie, co jego partnerka robi w każdej godzinie.

Nie dał jej odejść

Ten toksyczny związek trwał latami i kiedy w końcu Marta miała już tego serdecznie dość, gdy powiedziała o tym swojemu przyjacielowi, ten wpadł w furię. Finał, jak się okazało był tragiczny. Tak zakończyły się jej marzenia o nowym życiu w nowym kraju. A wydawało się na początku, że wszystko będzie dobrze, poznała Kocika przez internet, znalazła pracę w Londynie, zamieszkała w Brent przy Buckingham Road, mogła planować swoje życie dalej.

Początkowo podejrzewano o jej zabicie trzech mężczyzn, dwóch z nich po wstępnym przesłuchaniu zwolniono jednak niemal od razu do domów, za kratami pozostał tylko Kocik. Oczekiwał na rozprawę w więzieniu w Wandsworth. Nim doszło do wyroku, śledczy musieli wykonać gigantyczną pracę, spotkali się bowiem ze sprytnym i cynicznym zabójcą, który nawet pomagał… szukać zaginionej.

Potem robił wiele, by nie znaleziono jej ciała, rozsiewał fałszywe informacje, że kobieta wciąż żyje. Marta przepadła pod koniec kwietnia, dopiero 10 maja odnaleziono jej zwłoki. 27 kwietnia właściciel sklepu w Londynie, w którym Marta pracowała, dostał wiadomość tekstową na komórkę. Marta informowała go, że nie przyjdzie już do pracy, bo musi pilnie jechać do Polski, bo jej mama nagle zachorowała.

Na konto ofiary

Było to o tyle dziwne, że Ligman, jeśli tylko miała jakieś problemy, informowała swojego pracodawcę mówiąc mu po prostu o tym. Tym razem było inaczej. Prawdopodobnie to jej partner wysłał z jej telefonu tę informację. Powód? Chciał w ten sposób wyprowadzić śledczych w pole. Nie były to wszystkie jego ruchy w tej sprawie. Na przykład pod jednym ze zdjęć Marty na jej profilu społecznościowym pod 5 maja pojawił się komentarz z jej podpisem.

Przypomnijmy, że jej ciało wydobyto z wody 10 maja, a zdaniem biegłych przebywało tam w wodzie mniej więcej dwa tygodnie, a więc 5 maja kobieta już nie mogła żyć. Dlatego takiego wpisu mógł dokonać tylko ktoś, kto ją bardzo dobrze znał i miał dostęp do jej poczty, czyli jej partner i jak się okazało również jej morderca. A Kocik miał przecież nieograniczony dostęp do jej telefonu komórkowego, do zainstalowanych aplikacji, mógł więc z nich korzystać.

Koniec marzeń i życia

Śmierć spokojnej i przyjaznej kobiety była szokiem nie tylko dla jej bliskich. Nawet, ci którzy znali ją przelotnie, widzieli w niej pogodną, szczęśliwą kobietę. Planowała ułożyć sobie życie z Kocikiem, były rozmowy o dziecku i to wszystko runęło. Być może, gdyby ona i jej bliscy dostrzegli w zachowaniu Kocika zadatki na mordercę, może udałoby się jeszcze uratować kobietę.

Nikt jednak nie mógł przewidzieć, że awantury, nawet przemoc przerodzą się w końcu w ponurą zbrodnię. Z uwagi na drastyczność sprawy nie poinformowano nawet, jak i gdzie Marta została zamordowana. Zabójca musiał ją zabić nie w domu, wtedy sąsiedzi mogliby usłyszeć podejrzane odgłosy. Może stało się to na spacerze, a może w innych okolicznościach?

Marzenia o nowym życiu

Marta pochodziła z niewielkiej wsi Trzeciewiec koło Bydgoszczy. Tam skończyła szkołę handlową, z pracą było krucho, postanowiła, w czym zresztą pomogła jej znajomość z Kocikiem, poszukać szczęścia na Wyspach. W londyńskim Harlesden pracowała w polskich delikatesach „Delicja”.

Była pogodna, punktualna i zarówno klienci, jak i jej pracodawca tylko ją wychwalali. Wiele okoliczności jej śmierci, jak miejsce, sposób dokonania mordu nadal otacza mgła tajemnicy. Podobnie, jak jej rzekomy wpis w internecie z początków, w którym opisała relację ze swoim partnerem jako skomplikowaną. Ale z chwili jej zaginięcia pochodził inny jej wpis na Facebooku, w którym chwali swojego partnera, wyznaje mu niemal miłość.

Zdaniem śledczych był to kolejny wybieg Kocika, który w ten sposób chciał skierować śledztwo na manowce, a sobie dać idealne alibi. Kocik przedstawiał się na Facebooku jako „Mariusz”. Dlaczego zdecydował się utajnić swoją osobę, trudno powiedzieć, skoro jednak nie postawiono mu innych zarzutów, być może była to tylko jedna z nieznanych stron jego osobowości.

Wspomniany „Mariusz” opisywał, jak to poznał poprzez internet Martę, jak się zakochali, jak planowali sformalizować swój związek, co zresztą potwierdzali znajomi zamordowanej. Nie wiadomo jednak, dlaczego Kocik chwalił się swoim szczęściem pod… przykryciem. Detektyw Simon Ashwin, kierujący tym dochodzeniem miał wiele problemów do pokonania, jak choćby to, że tak naprawdę niewiele osób wiedziało o tej parze.

Trudno więc było szukać miejsc, gdzie chodzili, gdzie się bawili, kiedy poszukiwano najpierw Marty, a potem starano się dotrzeć do jej mordercy. W końcu jednak udało się. Horror przeżyła mama Marty, która ostatni raz rozmawiała z córką 28 kwietnia. Chwilę później rozmawiała też z jej chłopakiem, który zapewniał ją, że Marta spakowała się i wyjechała do Polski. Do kraju jednak nigdy nie dotarła. W nocy był jednak kolejny telefon z Londynu, ktoś mówił, że ich córka nie żyje, że znaleziono jej ciało w Tamizie w walizce.

Marek Piotrowski

Zabójca Marty Ligman staje przed sądem

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Odznaczenie Basi Trzetrzelewskiej

Odznaczenie Basi Trzetrzelewskiej

Jej utwory, jak sama twierdzi, są jak powtarzalne klatki, jednak opowiadają o tym, co w życiu uniwersalne i ważne dla każdego z nas. To teksty o miłości, smutkach, rozstaniach, utratach i powrotach, przede...

Śpiewajmy wspólnie w rocznicę odzyskania niepodległości! Londyńska "lekcja śpiewania"

Śpiewajmy wspólnie w rocznicę odzyskania niepodległości! Londyńska "lekcja śpiewania"

10 listopada, o godz. 17.00 - z okazji 95. rocznicy odzyskania niepodległości - odbędzie się pierwsza w Londynie „Lekcja śpiewania”, którą organizuje Polski Ośrodek Naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego....

Londyn pozbywa sie najbiedniejszych

Londyn pozbywa się najbiedniejszych rodzin. Przenosi je za granicę

Władze dzielnic Londynu znalazły sposób jak zagwarantować mieszkania najbardziej potrzebującym. Przenoszą ich za granicę. Na razie za granicę Londynu. Nikogo nie obchodzi, co oznacza to dla ludzi, oderwanych...

Miałam nóż na gardle

Miałam nóż na gardle

Przy stacji Covent Garden umówiłam się na rozmowę z Anną, która pracuje w międzynarodowej firmie, jako kordynator zarządzania zasobami ludzkimi. Siedziba jej firmy znajduje się przy Holborn, ale Anna lubi...

W mieszkaniu w południowym Londynie wybuchł pożar przez źle ustawione lusterko

W mieszkaniu w południowym Londynie wybuchł pożar przez źle ustawione lusterko

Pożar został wywołany przez niefortunnie ustawione na toaletce lusterko, którego wklęsła powierzchnia odbiła promienie słoneczne i skupiła je na łatwopalnej pościeli. Pożar szybko rozprzestrzenił się w...

Kto zabił Polaka w londyńskim Hounslow?

Kto zabił Polaka w londyńskim Hounslow?

Polak ofiarą tragicznej w skutkach bójki w Hounslow. Ciało naszego 30-letniego rodaka zostało znalezione ona skrzyżowaniu Montague Road i Lampton Road w jednej z gmin położonej na zachodzie Londynu.

Wieczory z jogą

Wieczory z jogą

Od poniedziałku do czwartku mieszkańcy Londynu mogą wieczorami uczęszczać na darmowe zajęcia z jogi oraz medytacji.

Mafijne porachunki w Halloween

Mafijne porachunki w Halloween

W Neapolu podczas halloween’owej maskarady doszło do morderstwa. Przebrany za czarownika zamachowiec zastrzelił jedną osobę, a dwie inne ranił. Policja poinformowała, że chodziło o mafijne porachunki.

Gorączka londyńskiej nocy

Gorączka londyńskiej nocy

Znudzeni polskimi imprezami Polacy eksplorują to, co ma do zaoferowania stolica światowego clubbingu, Londyn.

Wznowiono proces Polaka

Wznowiono proces Polaka

Oskarżony o zamordowanie pary emerytów w Wolverhampton Polak, Ireneusz Bartnowski znowu stanie przed sądem. Do tej pory mężczyzna twierdził, że jest niewinny.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK