SPORT

„Świr” z numerem 46

Polish ExpressPolish Express logo

„Świr” z numerem 46

Z kilofem w rękach rozłupujący kamienie obok toru w Brnie, rozgrywający partyjkę „żywych” kręgli na torze w Jerez, podwożący anioła na „tylnym” siedzeniu, jeżdżący po torze Assen w stroju lekarza, jako Robin Hood z łukiem na podium Grand Prix Wielkiej Brytanii – to zaledwie kilka wcieleń tej samej osoby. Chodzi o uciekiniera z zakładu „bez klamek”? Otóż nie!

66666 miesięcznych pensji, czyli Ronaldo >>

Mourinho - ty cwaniaczku! >>

Mowa o niewątpliwie najbardziej zakręconym kierowcy, jakiego nazwisko przewija się w annałach sportu motocyklowego począwszy od roku 1996. Valentino Rossi, bo o nim mowa, jest bożyszczem chyba każdego alergika uczulonego na urok najszybszych dwóch kółek globu.
Rossi jest bez wątpienia wyjątkowym zjawiskiem w bezdusznym zdawałoby się świecie wielkiego sportu. Wszelkie próby zaszufladkowania jego geniuszu balansowania na wyścigowym jednośladzie w połączeniu z niekonwencjonalnym stylem bycia na i wokół toru, z góry skazane są na niepowodzenie. Rossi z hukiem burzy schematy, określające mentalność mistrza jako egoistycznego faceta z narcystycznymi naleciałościami. Valentino z pewnością jest niekwestionowanym liderem w rankingu gwiazd sportu obdarzonych dosyć swobodnym podejściem do samego siebie.
W tej sytuacji w żadnym wypadku nie może wprawiać w zdumienie fakt, że włoski motocyklista jest kochany przez miliony miłośników wyścigów pod każdą szerokością geograficzną. Charakterystyczny, lekko pochylony krój dwóch zestawionych obok siebie cyfr – cztery i sześć znany jest niemal wszystkim. Numer 46 to swego rodzaju zastrzeżony znak rozpoznawczy Valentino.
W tempie, w jakim pokonuje tory spróbujmy zapoznać się z jego błyskotliwa karierą. W wieku jedenastu lat (rok 1990) zaczyna jeździć na mini-moto. Trzy lata później zaliczył debiut w czempionacie swojej ojczyzny w klasie 125 ccm. Już w drugim sezonie startów w mistrzostwach słonecznej Italii sięgnął po tytuł najlepszego. Naturalną koleją rzeczy przyciągnął uwagę bossów najlepszych teamów świata i w efekcie wylądował w ekipie Aprilia Scuderia AGV. Debiut okazał się nad wyraz obiecujący. Będąc oseskiem w gronie starych wyjadaczy zdołał wyrwać dla siebie Wielką Nagrodę Czech. W sezonie 1996 zdobył swój pierwszy mistrzowski tytuł i… tak to się właśnie zaczęło.
Jeden zbiera znaczki, drugi zaabsorbowany jest gromadzeniem kasy na bankowym koncie, a Rossi wydaje się być bez reszty pochłonięty pasją bicia wszelkich rekordów, jakie notują kroniki najbardziej prestiżowych wyścigów motocyklowych. To już chyba tylko kwestia czasu, gdy ostatni z nich odbierze zdezorientowanemu rodakowi, który niepodzielnie „rządził i dzielił” na przełomie lat dekady lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych minionego stulecia. Pochodzący z Lombardii Giacomo Agostini także bez opamiętania gromadził wszelkie rekordy, jakie tylko nawinęły się pod rękę. Jeszcze nie tak dawno wydawało się, że stronice wspomnianych annałów zdążą całkowicie zżółknąć, nim trzeba będzie w nich dokonywać skreśleń i nanosić poprawki.
Giacomo w sumie uzbierał piętnaście mistrzowskich laurów, z tego osiem w „królewskiej” klasie 500 ccm, zaś siedem w klasie motocykli wyposażonych w silniki o pojemności 300 ccm. Jego „rywal” ma póki co w dorobku dziewięć tytułów najlepszego w trzech różnych kategoriach – 125 ccm (1997), 250 ccm (1999) i rzecz jasna 500 ccm, znanej dziś pod szyldem MotoGP (2001-2005, 2008 – 2009). Trzeba oddać sprawiedliwość i nadmienić, że „Rossifumi” ma trochę pod górę, gdyż w jednym sezonie może rywalizować w zaledwie jednej klasie. Legendarny Agostini mógł co roku zgarnąć po dwie mistrzowskie korony i tak na wywalczenie dziesięciu potrzebował zaledwie pięciu sezonów (1968 – 1972).
Na razie Agostini może jeszcze przez jakiś czas cieszyć się z faktu posiadania w dorobku największej ilości pucharów za wygrane wyścigi. W swojej galerii trofeów ma ich dokładnie 122. Rossi do dziś zgarnął 104 najcenniejsze „michy”. Częściej za to zażywał kąpieli na podium – aż 165 razy, podczas gdy Giacomo o sześć razy mniej. Rossi 59 razy przystępował do wyścigu z pole position, natomiast Agostini był najszybszy w kwalifikacjach dziewięciu eliminacji.
Dobra, ale nie chodzi o licytowanie się, kto ma czego więcej, kto ile razy był szybszy i kto częściej – można rzec - z uporem maniaka właził na podium dla najlepszych. Chodzi o radość – radość wygrywania. Rossi we wspaniały sposób dzieli tą radość ze swoimi wiernymi fanami. Jak długo jeszcze? Miejmy nadzieję, że jeszcze nieraz zaskoczy nas swoimi kolejnymi „nieuczesanymi” wybrykami.
Jednak cieniem nad tą wizją kładą się niecne zakusy, by Rossiemu dodać dwa kółka i wcisnąć go w ciasny kokpit bolidu Formuły 1. Ma już za sobą towarzyskie testy za sterami Ferrari na firmowym forze stajni w Mugello. Miejmy nadzieję, że do tego ograniczy się jego flirt z F1. Choć niektórzy widzieli go jako zastępcę kontuzjowanego Massy. Na szczęście były to li tylko chore omamy. Rossi po prostu w żaden, ale to absolutnie w żaden sposób nie przystaje do grona smutasów ścigających się w „jedynce”. Słychać głosy, że swoją niekonwencjonalną osobowością mógłby korzystnie wpłynąć na to specyficzne środowisko. Tylko co będzie, jak stanie się odwrotnie i ta „konserwa” odmieni Rossiego? Lepiej niech numer 46 nadal śmiga na dwóch kółkach. Taka ich ilość wystarczała mu przez tyle lat i niech tak zostanie. A ja z przyjemnością cisnę do kosza kroniki, w których jeszcze gdzieniegdzie na czołowych pozycjach klasyfikacji figuruje nazwisko Giacomo Agostini.
Reasumując: panowie Ecclestone i spółka, pławcie się dalej we własnym sosie. Trzymajcie się z dala od Rossiego. Bo po łapach!   
Jerzy Kraśnicki / Fot. Getty Images

66666 miesięcznych pensji, czyli Ronaldo >>

Mourinho - ty cwaniaczku! >>

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Czwórka Hamiltona

Czwórka Hamiltona

Przed Grand Prix Węgier Lewis Hamilton mówił, że to będzie cud, jeśli wygra na Hungaroringu. Cud jednak się zdarzył, bo Anglik z Mercedesa nie tylko był szybszy od rywali, ale uporał się z... oponami.

Pomarańczowy nokaut

Pomarańczowy nokaut

Holendrzy prężą muskuły. Grający w grupie B, zgodnie określanej mianem „grupy śmierci”, „Oranje” w ostatnim sparingu nie dali szans Irlandii Północnej.

Wygrana w cieniu konfliktu

Wygrana w cieniu konfliktu

Fernando Alonso najszybszy w Chinach. Kierowca Ferrari w Grand Prix Szanghaju zdystansował Kimiego Raikkonena i Lewisa Hamiltona. Sebastian Vettel skończył poza podium.

Lewandowski potwierdził odejście z Borussii. Po raz kolejny…

Lewandowski potwierdził odejście z Borussii. Po raz kolejny…

Napastnik polskiej reprezentacji Robert Lewandowski potwierdził odejście z Borussii Dortmund z końcem sezonu. Przyznał także, że ze swoim przyszłym klubem już wszystko uzgodnił. "Nikt nie musi zatem dzwonić...

Ach, ten Zlatan! Król Paryża wraca w wielkim stylu

Ach, ten Zlatan! Król Paryża wraca w wielkim stylu

W Paryżu zaczęło robić się nerwowo. Klub z budżetem sięgającym 400 milionów euro rozgrywki w Ligue 1 rozpoczął bardzo słabo. W pierwszych trzech meczach zgromadził jedynie 5 punktów, a w trzeciej kolejce...

Finisz w deszczu

Finisz w deszczu

Ostatni etap 69. Tour de Pologne wygrał John Degenkolb z grupy Shimano. Nie przeszkodziło to jednak młodemu Włochowi Moreno Moserowi (Liquigas), który do końca nie oddał żółtej koszulki i wygrał cały wyścig.

Najlepszy żużel na żywo! Rozwiązanie konkursu!

Najlepszy żużel na żywo! Rozwiązanie konkursu!

2012 FIM Fogo British Speedway Grand Prix, które odbędzie się w sobotę 25 sierpnia o godzinie 18.00 na stadionie Millenium w Cardiff, jest jednym z najważniejszych wydarzeń sportowych na Wyspach Brytyjskich....

Powrót Celtics

Powrót Celtics

Niemal nadludzkim wysiłkiem Boston Celtics udało się doprowadzić do remisu w finale Konferencji Wschodniej. W TD Garden po dogrywce wygrali z Miami Heat 93:91.

Strącony z podium

Strącony z podium

W pierwszym konkursie po tym, jak Kamil Stoch wywalczył mistrzostwo świata w Val di Fiemme niewiele brakło liderowi naszej kadry skoczków do podium.

Dąsy Smudy

Dąsy Smudy

Do finałów Euro pozostało tylko 112 dni, a selekcjonerowi Smudzie zamiast ubywać, przybywa kolejnych problemów. Do trudności z zestawieniem bloku obronnego doszła kontuzja lidera drugiej linii biało-czerwonych...


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK