wiadomości

Stacje pełne lodu i gwiazd (cz. 50)

Polish Express
Polish Express logo

Stacje pełne lodu i gwiazd (cz. 50)

Znów do Polski. Terapia przeciwwrzaskowa. Jak złowiłem trzymetrowego szczupaka. “Londyńczycy” - nic głupszego. Stacje pełne lodu i gwiazd. Porno w bankomacie.

Poprzedni odcinek: Packing day (cz. 49) >>

No i jestem w Polsce. Podróż minęła spokojnie i bez przygód, choć była trochę męcząca, ponieważ tym samym samolotem leciało kilka rodzin romskich z niesłychanie liczna progeniturą. Bachory wrzeszczały lub płakały, co niemiara, a po krótkiej chwili przyłączyły się do niej polskie, głównie podkarpackie. Nie było to łatwe do zniesienia, na szczęście siedziałem w towarzystwie dwóch Anglików, którzy znieczulali swoje uszy przy pomocy whisky i byli na tyle sympatyczni, że dzielili się ze mną. Lecieli do Polski na ryby. W Lesku mieli zamiar połowić trochę pstrągów i troci na sztuczną muchę. Sam kiedyś byłem muszkarzem więc tematów do rozmowy nam nie zabrakło. W miarę wypijanej whisky, moje osiągnięcia wędkarskie stawały się coraz bardziej nieprawdopodobne – złowione przeze mnie pstrągi czy lipienie zyskiwały w tych opowieściach rozmiary amerykańskich lotniskowców, a niektóre radzieckich łodzi podwodnych. Les i Ben z udawanym podziwem gratulowali mi moich wędkarskich sukcesów, uprzejmie ich nie kwestionując. Niestety z trzymetrowym szczupakiem chyba przesadziłem, ale to nie moja wina, lecz whisky.

W czwartek w późnych godzinach wieczornych zasiadłem przed telewizorem. Powodem była emisja pierwszego odcinka szeroko reklamowanych “Londyńczyków”. “Kicha” - takie stwierdzenie słyszałem zarówno od tych co spędzili mniej, lub więcej czasu na emigracji w Londynie, jak i tych którzy tam nigdy nie byli. Z pierwszego odcinka dowiedziałem się, że Polacy, nawet ci biedni, z zapadłych wiosek wcale nie podróżują do Anglii autobusami, czy tanimi liniami lotniczymi lecz liniami drogimi. Nasi rodacy biegle operują tam angielskim, często lepiej niż rodowici mieszkańcy Wysp, noszą drogie i modne ciuchy, a do tego wszystkie Polki są piękne, a Polacy niesłychanie przystojni. Z utęsknieniem czekałem na przynajmniej jednego dresiarza ze złotym łańcuchem na szyi, czy jakiegoś wąsatego osobnika, ale nie. Według twórców serialu, tacy goście na Wyspach nie występują. Bohaterka filmu, choć pierwszy raz w Londynie, podejmuje skuteczną próbę odnalezienia domu, w którym mieszka jej chłopak. Nie wyszedł po nią na lotnisko, więc korzystając z londyńskiego transportu, bezbłędnie trafiła slumsów, w których on rezydował. Zaskakująca była również reakcja kilkunastu naćpanych i pijanych Murzynów, rozrabiających przy wejściu do domu, w którym ów chłopak mieszkał. Wspomniana bohaterka, pomimo, że młoda, atrakcyjna, w opiętej i wydekoltowanej konfekcji, żaden z nich jej nie tknął, a nawet nie zwyzywał.

 

Czymś co niesłychanie mnie drażniło, to obecność znanych twarzy, od których roi się w różnych głupawych polskich serialach, czekałem tylko kiedy pojawią się bracia Mroczek, Kasia Cichopek czy Anna Mucha, na szczęście do tego nie doszło. Było tam jeszcze wiele innych głupot i zwykłych niedociągnięć, ale może tylko ten pierwszy odcinek był taki nieudany w związku z czym na oceny za jeszcze za wcześnie? Skoro już o polskiej telewizji mowa, to dzięki niej zaoszczędziłem 200 funtów. Jak? Ano miałem zamiar wykupić sobie pakiet jednej ze stacji, żeby w Anglii móc mieć możliwość oglądania naszej tv, ale po tym co zobaczyłem już nie kupię. Wiadomości, czy to w telewizji publicznej, czy stacjach komercyjnych niczym się już od siebie nie różnią, informacje redagowane i podawane są w taki sposób, jak robi się to tabloidach. Większość z nich podawana jest z uśmiecham, nawet gdy mowa o kryzysie, trzęsieniu ziemi tu i ówdzie, czy innych kataklizmach lub katastrofach. Tylko w jednym przypadku twarz prezentera czy prezenterki przybiera grobową minę, wtedy mianowicie, kiedy podawane są wieści z UK. Można odnieść wrażenie, że Gordon Brown wprowadził stan wojenny. Na sklepowych półkach tylko ocet i groszek w puszkach, po ulicach snują się bezdomni, którym banki odebrały siedliska. Panosząca się recesja wymusza na pracodawcach gremialne zwolnienia pracowników, a Polaków w szczególności. Tylko patrzeć, jak nasi rodacy zaczną zbijać tratwy, by jak najszybciej przepłynąć kanał La Manche, by jak najszybciej opuścić znienawidzone Wyspy. Czekałem też na jakiś obrazek z JKM Elżbietą II i jej rodziną, jak piją wodę zagryzając suchym – oczywiście – chlebem w nieopalanym pałacu. Jednocześnie z ekranu słychać zapewnienia, że Polsce, taki krach (jak np. Wielkiej Brytanii) nie grozi.

Przyznam, że ten kilkudniowy pobyt w Polsce obrzydł mi do tego stopnia, że zacząłem odliczać dni do wyjazdu. Kiedyś Krzysztof Varga, krytyk literacki „Gazety Wyborczej”, eseista i poeta, napisał w jednym ze swoich artykułów, że „Polska męczy”. To najtrafniejsza i najbardziej lapidarna diagnoza postawiona naszej ojczyźnie. Męczy mnie tu wszystko: drożyzna, politycy, zawiść, bogaojczyźnianość, powierzchowny, folklorystyczny katolicyzm, niekompetencja sądów, nieudolność prokuratorów, indolencja policji, kolejki w urzędach i tumanowaci urzędnicy. Zaobserwowałem jednak coś dziwnego – nikt, albo prawie nikt nie narzeka, przynajmniej w takim stopniu, jak niegdyś, że Polki i Polacy nie są już tacy smutni, jak kiedyś. No ale wróćmy do telewizji. Jeszcze niedawno krytykowałem brytyjskie stacje za to, że zionie z nich nudą, że przeważają tam debilne „mydlanki” i jeszcze głupsze sitcomy, oraz różne „tańce z gwiazdami”, „lody z gwiazdami”, „gwiazdy z lodami” itp. Jednak polskie lodziary i lodziarze są jeszcze głupsi przy czym zewsząd wyzierają gęby: Kasi Cichopek, double – Mroczek, Herbusiów, Wojewódzkich, Maceraków, Hakielów, Foremniaków, Dowborów, Dod itd. Te żenujące i nudne, głupie widowiska stanowią dominantę w ofercie polskich stacji tv, ot at captandum vulgus. Obejrzałem każdy z tych osławionych programów i doprawdy trudno znieść taką dawkę kiczu, ignorancji, błędów językowych, fatalnej dykcji i ubogiego słownictwa, chamstwa itp. Ale dość już o tym.

 

Należę do osobników niecierpliwych, drażnią mnie kolejki i ślamazarni ludzie. Przeklinam wszystko i wszystkich kiedy stoją w korkach, albo w pociągu, który zatrzymuje się na 40 minut, na kilka metrów przed stacją, najbardziej jednak trafia mnie szlag przed bankomatami. Prawie zawsze kiedy zdążam do tej maszyny, kiedy wydawałoby się, że podejmę pieniądze bez żadnej kolejki, jak spod ziemi wyrasta tłum Murzynek, Murzynów oraz innych osobników rasy nie – białej, lub kobiet ras wszelkich łącznie z białą. Czarni i mniej czarni, oraz wszystkie kobiety mają do siebie to, że bardzo długo okupują bankomaty. Obliczyłem, że mnie wypłata pieniędzy zajmuje 20 sekund, natomiast z wydrukiem 25 do 30, podobnie dzieje się w przypadku białych mężczyzn bez względu na narodowość.

Pozostałym zajmuje to od 3 do 5 minut. Czarny (a) lub ciemnoskóry (a) osobnik (czka), wystukuje coś tam, czeka, grzebiąc jednocześnie w kieszeniach spodni. Przestępując z nogi na nogę przerzuca coś rękami w kieszeniach (ciekawe co?), znów coś tam wystuka i czeka, wystuka, czeka, wystuka, czeka, wystuka czeka, nie wystuka, też czeka, włoży rękę do kieszeni, coś w niej podrzuci ( gra tam w kości, czy jakie licho?), chwiejąc się, przy tym jak dziecko z chorobą wreszcie podejmuje pieniądze lub nie. Kobiety bez względu na kolor skóry postępują nieco inaczej – nie trzymają rąk w kieszeniach i nie chwieją się, ale zanim włożą karetę w gardło maszyny długo oglądają zdjęcie mężusia w portfelu i bachorów, kiedy już się naoglądają zaczynają szukać karty, która nagle zniknęła. Jest! Znalazła się. Teraz zaczyna się niewytłumaczalnie długie grasowanie po klawiaturze i nerwowe rozglądanie się na boki i szukanie czegoś drugą rękę w torebce, przestępowanie z nogi nogę. Wydruk pierwszy, co nie ma jeszcze kasy?! Niemożliwe! Powtórka: wydruk, nie ma? Jeszcze raz to samo.

Naprawdę szlag może trafić. Zacząłem już podejrzewać, że Murzyni znają jakieś tajemnicze kody dzięki którym na ekranie bankomatu mogą oglądać krótkie filmy porno, ale w takim razie, co banki pokazują kobietom?

Kolejny odcinek: Kogo zrzucę ze schodów (cz. 51) >>


Wszystkie zdarzenia i osoby przedstawione w opowiadaniu, są fikcyjne, a zbieżność z osobami i zdarzeniami rzeczywistymi jest lub może być w pełni przypadkowa

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Kolejna wyprowadzka Victorii (cz. 47)

Kolejna wyprowadzka Victorii (cz. 47)

Co się stało rankiem. Zła osobowość mojej sąsiadki. Rozmowy religijne. Jak keyboard się wygiął. Mój przyjaciel Bill.

"Wojna polsko-chorwacka" (cz. 78)

"Wojna polsko-chorwacka" (cz. 78)

„Gulka” w potylicy. Krótki kurs historii. Gdzie jest ryba. W Tamizie pływają filety. Złodziej, który mieszka pod zlewem. Śmierdząca sprawa. Węgierka traci oddech. Pułapka na lokatorów.

"Kuchenne rodeo" (cz. 84)

"Kuchenne rodeo" (cz. 84)

Bliższe spotkania z Węgierką. Fiasko wyprawy na dach. „Procol Harum” w kuchni. „Washing - machine party”. Tajemnica węgierskiego pokoju.

"Przedostatnie piwo w moim życiu" (cz. 92)

"Przedostatnie piwo w moim życiu" (cz. 92)

Siedziałem z sąsiadami przed domem, piliśmy piwo, tyle że - jak się później okaże - przedostatnie piwo w moim życiu.

Victoria ma skaranie boskie (cz. 6)

Victoria ma skaranie boskie (cz. 6)

Nie będę się zbytnio rozpisywał o demonie, powiem tylko tyle, że przeniósł się piętro niżej i teraz Victoria ma z nim skaranie boskie.

"Jak Marian buty stracił" (cz.75)

"Jak Marian buty stracił" (cz.75)

Smutna biografia Rogera. Angielski wieczór w polskiej mordowni.

Czarne pielęgniarki są ciepłe (cz. 7)

Czarne pielęgniarki są ciepłe (cz. 7)

Znów ta noga. Doktor od wózka. Ekshibicjonizm szpitalny. Umieranie z głodu i pragnienia. Ruski doktor. Plaster w rumie. Łosoś za friko. Papierosowe podróże. Czarne pielęgniarki są ciepłe. Piechota morska...

Karaluchy lubią się powtarzać (cz. 3)

Karaluchy lubią się powtarzać (cz. 3)

Kto mi zamyka łazienkę. Czy da się palić pod wodą? Kto hałasuje. Do psychiatry, czy do egzorcysty. Karaluchy lubią się powtarzać. Spełnione prognozy ciotki Zofii. Landlord wyrzuca Grzegorza. Landlord wyrzuca...

„Aktor” zabija bakterie przyprawami (cz. 5)

„Aktor” zabija bakterie przyprawami (cz. 5)

Demona ani słychu. Męczące myślenie o porządkach. O co chodzi w krykiecie. Przyprawiona opona. Dobrze, że nie świętuję. Brat Kamila. Kurtka brata. „Aktor” zabija bakterie przyprawami. Czy jestem...

"Kuchenne rodeo" (cz. 84)

"Kuchenne rodeo" (cz. 84)

Bliższe spotkania z Węgierką. Fiasko wyprawy na dach. „Procol Harum” w kuchni. „Washing - machine party”. Tajemnica węgierskiego pokoju.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK