wiadomości

Sprawiedliwość po Brytyjsku

Polish Express
Polish Express logo

Sprawiedliwość po Brytyjsku

Osiemdziesięciogodzinny tydzień pracy. Praca przez piętnaście godzin na dobę bez szans na jakąkolwiek przerwę. Śniadanie, lunch i obsługa klienta w jednym. I potrzeby fizjologiczne załatwiane galopem, bo klienci walą w drzwi toalety. Ekstra obowiązki bez ekstra wynagrodzenia, odmowa urlopu i niskie stawki godzinowe za pracę wymagającą olbrzymiej wiedzy i refleksu.

To nie średniowiecze – to tylko rzeczywistość w pewnej brytyjskiej firmie w XXI wieku. Plus wyspiarska Temida w akcji... Bo jeśli orły brytyjskiej Temidy latają tak wysoko jak mierzą, to chrońcie nas bogowie przed lądowaniem.

Szybki Bet* to jeden z największych brytyjskich bukmacherów – zatrudnia około dziesięciu tysięcy pracowników w ponad tysiącu punktach obsługi klienta, rozsianych na terenie całego Zjednoczonego Królestwa. Szef Szybkiego Beta głośno i nieustannie zapewnia klientów o wyjątkowości oferty przedsiębiorstwa oraz o nowoczesnym sposobie jego prowadzenia.

Urządza sobie też publicznie kpiny z konkurencji, nazywając ją prosto: „specjaliści od ubezpieczeń”. Firma z dumą podkreśla, że nie rządzą nią zachowawczy księgowi i z tego tytułu oferuje graczom bajeczne bonusy i kusi dużymi promocjami.

Ale jest też i druga strona medalu: to rzesza słabo opłacanych, przemęczonych i przeciążonych pracowników, którzy działają pod presją czasu, klientów i zwierzchników, starając się jednocześnie sprostać rygorystycznym procedurom firmowym.

Pracowników, którzy przyjmują zakłady pracując po kilkanaście godzin na dobę i często padają ofiarą oszustów i gangów żerujących na firmach bukmacherskich. Że o zwyczajnym mordobiciu i groźbach pozbawienia życia już nie wspominając.

Sprzątanie po godzinach

Piotr* to pracownik Szybkiego Beta z trzyletnim stażem i doświadczeniem menadżerskim w kilku oddziałach firmy. - Rotacja personelu jest olbrzymia. Z moich obserwacji wynika, że bardziej odporni pracują tu z reguły dwa lata i wtedy mają już dość. Natomiast duża część nowo zwerbowanych wykrusza się już gdzieś, zaraz po pierwszej wypłacie - kiedy orientują się, jak dużo wysiłku i nauki ich czeka i jak mało z tego tytułu zarobią.

Czasami sama rekrutacja spala na panewce już na samym początku. Jak przyznał kiedyś mój area supervisor, na ośmiu kandydatów z Bristolu, wytypowanych do interview, na spotkanie przyszedł tylko jeden. A moja bezrobotna znajoma zaśmiała mi się w nos, gdy zaoferowałem jej pomoc w znalezieniu posady w mojej firmie. Być może jest to kwestia zepsutej reputacji i kiepskiej opinii, jaką cieszy się na rynku pracy Szybki Bet.

Bo firma wymaga absurdalnie wiele, nie dając w zamian praktycznie nic. Kiedy zachorujesz, nawet mając iluśtamletni staż pracy - nie zapłacą za chorobowe. Stawki godzinowe są nędzne, a comiesięczna wypłata to normalnie strzał w pysk. Przykład: asystent menadżera czy duty menadżer zarabia tu £6.80 na godzinę.

Szybki Bet nie płaci żadnych nadgodzin - nie ma znaczenia czy przepracujesz tygodniowo czterdzieści czy osiemdziesiąt godzin - £6.80 to absolutny pułap możliwości kasowych.

Ciekawostką jest fakt, że job description asystenta menadżera jest dokładnie taki sam jak menedżera sklepu (a wierzcie mi - lista obowiązków jest długa i drakońska). De facto, pojedyńczym zakładem bukmacherskim zażądza więc dwóch niezależnych menadżerów, którzy nigdy nie pracują razem na tej samej zmianie.

Tyle, że jeden z nich zarabia mniej niż drugi. Ta ciekawa konstrukcja wypłat w Szybkim Becie pozwala na cenne oszczędności finansowe, pewnie w ramach przeciwwagi dla bonusów rozdawanych klientom – opowiada Piotr.
 

- Godziny pracy... Pracowałem dotychczas w siedmiu oddziałach Szybkiego Beta i wzór zmian jest wszędzie taki sam: 14- 15 godzin na dobę, często kilka dni pod rząd. Plus namolne wręcz i niekończące się prośby o przepracowanie jeszcze jakiegoś ekstra dnia w tygodniu. Bo Szybkiemu Betowi notorycznie brakuje pracowników. Bywały tygodnie kiedy przepracowałem 84 godziny w ciągu sześciu dni.

Brak personelu sprawia, że jeśli jedna osoba pracuje przepisowe czterdzieści godzin tygodniowo, to druga musi tkwić w miejscu pracy przez sześdziesiąt godzin, siedem dni w tygodniu. Nie ma innego wyjścia - brak pracowników zmusza do takich rozwiązań - menadżerowie pracują minimum trzy, cztery dni w tygodniu po 14 - 15 godzin na dobę.

A jeśli sprzątacz jest na urlopie, to duty menadżer ma obowiązek posprzątania sklepu zostając w pracy jeszcze godzinę dłużej - czyli pracując 16 godzin non stop... Na moje pytanie czy ktośsie tym zajął w firmie, Piotr odpowiada: „Kierownictwo firmy nie widzi problemu.

Na marginesie dodam, że w ciągu długich zmian często nie ma czasu na przerwę - bo albo ruch jest za duży i samotny kasjer nie podołałby zadaniu, albo kasjer jest tak niekompetentny, że strach go zostawić samego nawet na chwilę, żeby nie narobił bigosu. A o bigos w bukmacherce bardzo łatwo - to śliska dyscyplina. A hazardziści potrafią bardzo agresywnie wyrażać swoje niezadowolenie...- dodaje.

Nocny patrol po całodziennej zmianie

- Nie obrażając nikogo - znakomita część klientów zakładów bukmacherskich to ludzie o prostej i nieskomplikowanej filozofii życiowej: postawić i grać - nieważe ile się straci, bo hazard sam w sobie jest i tak wartością najwyższą. A jeśli coś nie wychodzi, to z reguły jest to wina tego faceta w koszuli, za biurkiem, który przyjął nasz zakład. I na nim można się wyżyć.

Parę tygodni temu jakiś gość cisnął stołkiem w maszynę do gry – kontynuuje Piotr. - Poprosiłem go o opuszczenie lokalu a on, nie tylko nie wyszedł ale zdradzał jeszcze dużą chęć do rękoczynów i rozróby. A pewien starszy pan z aparatem słuchowym na uchu przez pięć minut bluzgał w moim kierunku wrzeszcząc jak mantrę: "Pier***ę cię, ty chuju!".

Nie wnikając w szczegóły techniczne zagadnienia powiem tylko - nie prowokowałem go i nie było w całym zajściu mojej winy. A jeden z pijanych, stałych bywalców przybytku, próbując dostać się do środka po godzinach urzędowania, nazwał mnie „pierdoloną polską pizdą” za moją odmowę przyjęcia zakładów.
 

- Betting shop to miejsce jedyne w swoim rodzaju. Niektórzy z klientów urządzają sobie tu regularną klubokawiarnię i, tkwiąc godzinami przed ekranem, zamawiają tuziny kaw i herbat. A niektórzy to nawet kręcą nosem, że nie serwujemy gorącej czekolady i cappucino! Ale przecież, do jasnej cholery, to nie jest Starbucks!

Człowiek pracujący na stanowisku supervisora w Szybkim Becie musi mieć wielorakie talenty, ponieważ jest po troszę wszystkim: specjalistą od customer service, trenerem, kontrolerem finansowym, barmanem, sprzątaczem i nocnym ochroniarzem.

Proces według Kafki i Monthy Pythona – Polak procesuje się na Wyspach

Powieść „Proces” Franza Kafki to klaustrofobia, czarny humor i absolutna paranoja. Z kolei Monthy Python to groteska i czysty absurd na kwasie. A bristolski Trybunał Pracy to idealny przyczynek do twórczości Kafki i Monthy Pythonów właśnie.

- 27 maja 2013 roku, po bezskutecznym wyczerpaniu wewnątrzfirmowych procedur (tzw. grievance), wypełniłem wniosek do bristolskiego Trybunału Pracy. Enumeratywnie wymieniłem tam naruszenia moich podstawowych praw pracowniczych przez mojego obecnego pracodawcę.

Odpowiedź przyszła błyskawicznie. Trybunał informował mnie listownie, że przyjął moją sprawę i poprosił o udzielnie dodatkowych informacji w terminie dwóch tygodni. Udzieliłem żądanych informacji.

Po następnych dwóch tygodniach otrzymałem decyzję o wyznaczeniu daty rozprawy. Przy okazji otrzymałem też pouczenie o odnośnych czynnościach, które muszą być dokonane do 27 września czyli do terminu rozprawy. Oprócz technicznej wymiany kwitów i papierów przygotowywałem się solidnie i mertytorycznie do posiedzenia.

Oznaczonego dnia stawiłem się tam gdzie trzeba. Byłem sam i reprezentowałem samego siebie. W imieniu mojego pracodawcy pojawili się:  area supervisor, area menadżer, regional menadżer i wynajęty prawnik. Na salę wkroczyła dostojnie pani sędzina, wszyscy powstali, a potem ja dostałem z miejsca po głowie.

Pani sędzina poinformowała mnie z punktu, że nie interesują jej naruszenia moich praw pracowniczych i nawet jeśli będę chciał się produkować oratorsko w ich temacie, to będzie to absolutnie bezcelowe, bo ona nie przyzna mi żadnego odszkodowania ani nie wyciągnie konsekwencji. Co najwyżej otrzymam kwit, że takie nieprawidłowości zostały stwierdzone.

Ponformowała mnie też uprzejmie, że moje zarzuty tyczące drastycznego przekroczenia godzin pracy, braku przerw i braku należnego urlopu w Szybkim Becie nie mają żadnych podstaw prawnych (!!). A nawet jeśli je mają, to Trybunał nie będzie rozpatrywał mojej sprawy, ponieważ istnieje poważna przeszkoda prawna. Otóż ja cały czas pozostaję w stosunku pracy z moim pracodawcą, co uniemożliwia skuteczne jej rozpatrzenie.

Na moje pytanie, jak to się stało, że w ciągu czterech miesięcy od przyjęcia wniosku, Trybunał nie zorientował się w tej przeszkodzie prawnej i nikt z pracowników Trybunału nie wyłowił tej, jasno i wielokrotnie podkreślanej przeze mnie informacji, z pliku dokumentów, które przesłałem, pani sędzina odparła beztrosko: „Ach, wie pan, otrzymujemy tyle korespondencji, że nam to jakoś umknęło”.

Plus, maskując niekompetencję własnego urzędu pouczyła mnie, że powinienem szukać najpierw porad prawnych na boku, zanim kopnę się do sądu z problemem. Co zresztą uczyniłem. I tak robiąc ze mnie idiotę w obecności moich zwierzchników, gawędziła sobie kurtuazyjnie z prawniczką reprezentującą Szybkiego Beta. Ręce mi opadły.

Uświadomiłem sobie jasno, że przez cztery miesiące, od momentu zaakceptowania wniosku aż do rozprawy, nikt z pracowników Trybunału nie czytał moich pism. Wychodzi więc na to, że przez cztery miesiące korespondowałem z pocztą głosową,a mój wniosek został przyjęty przez automatyczną sekretarkę i zatwierdzony przez młynek do kawy.

To są normalne jaja,a nie sprawiedliwość- podsumowuje Piotr. - Bo dla mnie puenta i konkluzja jest jasna: Szybki Bet jest olbrzymią i ogólnokrajową firmą, a ja tylko małym i samotnym, polskim wyrobnikiem na Wyspach.

Brytyjski wymiar sprawiedliwości nie będzie sobie zaprzątał zajętej głowy takim nic jak ja, prawda? Tym bardziej, że w grę wchodzi dobre imię brytyjskiego giganta.

•    nazwa firmy i imię bohatera zostały zmienione

 

Radosław Purski

 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Dramatyczna dymisja ministra ds. imigracji

Dramatyczna dymisja ministra ds. imigracji

Mark Harper zrezygnował ze swojego stanowiska w brytyjskim rządzie po tym, gdy odkrył, że przez siedem lat zatrudniał w charakterze sprzątaczki w swoim londyńskim mieszkaniu nielegalną imigrantkę. W dość...

Młodzi mieszkańcy Wielkiej Brytanii są wolniejsi od swoich rodziców

Młodzi mieszkańcy Wielkiej Brytanii są wolniejsi od swoich rodziców

Globalne badania dotyczące stanu zdrowia nastolatków wykazały, że wielu młodych ludzi biega znacznie wolniej, niż robili to w tym samym wieku ich rodzice.

Ocalał z holokaustu dzięki Polakowi. 69 lat po wojnie spotkał swojego wybawcę

Ocalał z holokaustu dzięki Polakowi. 69 lat po wojnie spotkał swojego wybawcę

Żydowski psycholog Leon Gersten po 69 latach miał okazję uścisnąć na nowojorskim lotnisku Czesława Półzięcia, którego rodzice zdecydowali się na ukrycie w czasie wojny rodziny Leona.

Policja marnuje miliony

Policja marnuje miliony

Okazuje się, że władze policji tracą miliony funtów rocznie na... stroje. Nie chodzi tu jednak o modę czy zakupoholizm funkcjonariuszy, ale niezgodę co do wyglądu mundurów.

Dwaj polscy chłopcy boją się powrotu do rodziny zastępczej w Anglii

Dwaj polscy chłopcy boją się powrotu do rodziny zastępczej w Anglii

Dominik i Dean po rozstaniu ich rodziców, zostali przydzieleni do brytyjskiej rodziny zastępczej, gdzie źle ich traktowano. Uprowadzeni przez matkę znaleźli się u swoich dziadków w Gdańsku, gdzie czują...

Studenci „persona non grata”?

Studenci „persona non grata”?

Ponad połowa zagranicznych studentów rozpoczynających edukację w Wielkiej Brytanii twierdzi, że spotkała się z nieprzyjaznym przyjęciem i lekceważącym stosunkiem ze strony Brytyjczyków. Wszystko za sprawą...

Matka namówiła córkę na dziecko, żeby dostawać zasiłki

Matka namówiła córkę na dziecko, żeby dostawać zasiłki

System benefitów w Wielkiej Brytanii to bardzo przydatne i efektywne narzędzie w udzielaniu pomocy potrzebującym ludziom. Jednakże w ostatnim czasie spada na niego coraz więcej głosów krytyki wypominających...

Brytyjczycy przeciw emigrantom

Brytyjczycy przeciw emigrantom

W Wielkiej Brytanii narastają negatywne nastroje wobec obcokrajowców.

Kapryśna Victoria

Kapryśna Victoria

Małżonka Davida Beckhama wystąpiła niedawno w ceremonii zamknięcia Igrzysk Olimpijskich wraz ze swoimi byłymi koleżankami z zespołu Spice Girls. Jak się okazało, nie była ona zbyt chętna do wspólnego show…

NHS pod telefonem

NHS pod telefonem

Brytyjska służba zdrowia uruchomiła nową linię telefoniczną o numerze 111. Została ona udostępniona dla osób, które potrzebują pomocy lekarza, jednak ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Usługa nie...


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK