Polska

"Śmierdzący chłop" uczy o Polsce. Emigranci oburzeni "prostacką" grą dla Polonii

Polish Express
Polish Express logo

"Śmierdzący chłop" uczy o Polsce. Emigranci oburzeni "prostacką" grą dla Polonii

logo_panorama_jpg

Polskę za granicami reprezentować miała ,,śmierdząca baba” i ,,pierdzący chłop”! Nie słyszałeś jeszcze o nowej grze edukacyjnej dla polonijnych dzieciaków? Sprawdź to!

O aplikacji ,,Polska inspiruje” zrobiło się głośno od momentu, kiedy została wypuszczona w obieg. Zalała ją fala krytyki i nie zostawiono na niej suchej nitki. Internauci kłócą się, czy to jeszcze granica dobrego smaku, czy już zwyczajne prostactwo. Czy słusznie?

Aplikacja to gra edukacyjna skierowana do dzieci, szczególnie tych poza granicami kraju. Prezes fundacji na szczególnym miejscu stawia tutaj Wielką Brytanię oraz polskie dzieci uczące się i wychowujące właśnie tutaj.  ,,Polska inspiruje” miała dotrzeć do najmłodszych, utwierdzić ich w swoim obywatelstwie, podkreślać język ojczysty i przypominać o osiągnięciach wielkich Polaków, takich jak: Maria Skłodowska-Curie, Pola Negri, Mikołaj Kopernik czy Władysław Reymont. To właśnie wokół ostatniego nowelisty rozpętało się największe zamieszanie! Zabawa z Reymontem polega na doborze odpowiednich określeń na ,,babę” i ,,chłopa” z polskiej wsi. Wszystko byłoby w porządku, gdyby zabawa w opisie tych postaci nie wykorzystywała określeń nazywających ,,babę” – pierdzącą, a ,,chłopa” – śmierdzącego.

Wychowujemy czy demoralizujemy?

Zwroty wywołały burzę w Internecie i nie tylko. Internauci rozpętali wojnę, nazywając grę nietolerancyjną i prostacką. Użytkownicy strony dobrapolskaszkola.com tak wypowiadają się na ten temat:

Krakowianka: „Dziecko ma się inspirować pierdzącą babą czy może śmierdzącym chłopem? Pomysł na aplikację bardzo dobry, wykonanie, używając języka autorów tejże aplikacji: do d…”.

Klara: „To strasznie smutne, że tak zacna instytucja nie widzi innych sposobów na przykucie uwagi dziecka i zakłada, że dobra zabawa może zaistnieć tylko na tak prymitywnym poziomie. To oczywiste, że dzieci (oraz dorośli, którzy w takim przekonaniu zostali wychowani) będą pękały ze śmiechu, że ktoś pierdzi, śmierdzi, beka czy dłubie w nosie. Ale czy na pewno o to chodzi w edukacji?”.

Komentarze są skrajne. Jedne krytykują kompletnie pomysł fundacji, drugie podchodzą do tego z większym dystansem. Zdecydowana większość to oczywiście te krytyczne. Skąd biorą się w takim razie te przejawy tolerancyjności wobec pomysłu i kto z uśmiechem na twarzy, a nie podwyższonym ciśnieniem zagrałby w tą grę ze swoją pociechą?

Zgryźliwy Polak czy zdystansowany Brytyjczyk?

W Wielkiej Brytanii pomysł przyjął się zupełnie inaczej. Bezpośredni autor projektu, czyli fundacja Enabling Environments z Londynu nie poinformowała jak dotąd o żadnych skargach na temat gry u tutejszych nauczycieli. Wręcz przeciwnie! Tutaj – w Wielkiej Brytanii – to się podoba!

„W Polsce sposób nauczania jest konserwatywny. Zupełnie inaczej niż w Wielkiej Brytanii. Tam dzieci przyzwyczajone są do bardziej luźnego systemu. Dlatego zabawa przygotowana według polskich zasad mogłaby ich nie zainteresować ‘’ – dodaje Wojciech Marciszewski.

Powodu szukać możemy, porównując polską i brytyjską kulturę oraz ich różny styl bycia. Nie trzeba szukać daleko! Przypomnijmy sobie, jakie zamieszanie wywołały Teletubisie, którym w Polsce przyszyto metkę prowokujących homoseksualistów, czy Kubusia Puchatka – ekshibicjonistę.

Nad scenariuszem do gry pracował szereg nauczycieli i socjologów. Badania przeprowadzone były w grupach dzieci, które same sugerować mogły swoje skojarzenia z każdym z tych elementów. To właśnie te zwroty były podawane najczęściej! Dzieci śmiały się, wymyślając coraz to nowsze określenia.

Spór o to, czy aplikacji bliżej do świetnej promocji kraju, czy raczej powodu do wstydu nie został rozstrzygnięty i raczej nie będzie. Wiadomo jednak, że twórcy zdeklarowali się usunąć kontrowersyjne słowa, twierdząc, że ,, (..) jeśli dzięki temu może poszerzyć się grono odbiorców uznaliśmy, że warto” mówi prezes fundacji Rodzice Przyszłości.

Tym właśnie sposobem ,,śmierdzący chłop” nie na długo zagościł w naszych domach. Oczywiście – jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Ministerstwo Spraw Zagranicznych zapłaciło za tę aplikację aż 42.370,00 zł! W końcu ,,Pierdzącej babie” też się coś należy!

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK