STYL ŻYCIA

Rocznica niezbyt okrągła

Polish Express
Polish Express logo

Rocznica niezbyt okrągła

Stworzył kawał historii, ukształtował życie kilku pokoleń ludzi na całym świecie. Właśnie minęło 27 lat od śmierci opłakiwanego przez miliony fanów Johna Lennona. Czy świat nagle zapomniał o rocznicy jego śmierci?

 

Stworzył kawał historii, ukształtował życie kilku pokoleń ludzi na całym świecie. Właśnie minęło 27 lat od śmierci opłakiwanego przez miliony fanów Johna Lennona. Czy świat nagle zapomniał o rocznicy jego śmierci?
 
Dla fanów The Beatles to był szok. Wieczorem, 8 grudnia 1980 roku, obsesyjny szaleniec zastrzelił lidera zespołu pod jego własnym domem w Nowym Jorku. Fani słynnej czwórki z Liverpoolu co roku gromadzili się w miejscach związanych z zespołem, aby oddać hołd swojemu idolowi. Jednym z nich było londyńskie studio przy Abbey Road, gdzie grupa nagrała jedną z najlepszych płyt w historii rocka. Jeszcze dwa lata temu, w 25 rocznicę śmierci Lennona, zgromadziły się tam tłumy ludzi. Przynosili kwiaty, znicze, zdjęcia, zostawili masę karteczek i listów. Tym razem dziedziniec studia świecił pustkami. Czy ludzie nie pamiętali o rocznicy śmierci artysty?
 
Zapomnieli?
W tym roku 8 grudnia wypadł w sobotę. Pogoda była paskudna, z nieba lały się strugi deszczu. Na Abbey Road ciężko było spotkać żywą duszę. Drzwi studia były zamknięte na klucz, w środku zgaszone światła. Cóż mogło wystraszyć wielbicieli Lennona?
- Myślę, że powód jest prosty. To nie była żadna okrągła rocznica - twierdzi Robert „Robi Show” Szymański, lider i wokalista zespołu Kilersi, prywatnie wielbiciel The Beatles. W przeszłości wiele razy odwiedzał Wielką Brytanię i sam Londyn, by zrobić wędrówkę śladami swoich idoli. Do dziś przechowuje zdjęcia z 1991 roku zrobione w Madame Tussaud na tle woskowych figur słynnej czwórki. Mówi, że uwielbia Johna Lennona i chłonie wszystko, co jest związane z jego życiem.
- Ale w tym roku sam zapomniałem o tej rocznicy - przyznaje wokalista. - W rodzinnym Wrocławiu znam jeszcze tylko jednego wielkiego fana Beatlesów, jest nim Lech Janerka. Gdyby nie zaproszenie kolegi na okolicznościową butelkę wina, zapewne bym się nie zorientował, który mamy dzisiaj dzień – tłumaczy.
Ale jeszcze niedawno data śmierci Lennona miała dla Roberta kolosalne znaczenie. Policzył, że muzyk żył dokładnie 40 lat i 60 dni. Jemu też niedawno stuknęła czterdziestka, więc postanowił żyć z zegarkiem w ręku i czekać na chwilę, aż osiągnie co do sekundy wiek, w którym odszedł jego idol. Dzisiaj tłumaczy: - Chciałem postawić się na jego miejscu i sprawdzić, czy mógł odejść w spokoju z myślą, że dokonał już wszystkiego. Doszedłem do przerażającego wniosku, że był on bardzo młodym człowiekiem. Mógł stworzyć jeszcze wiele wspaniałych rzeczy, ale jego życie zostało przerwane w brutalny sposób.
W hołdzie dla słynnej czwórki z Liverpoolu Robert nazywa swój zespół „czwórką z Wrocławia”.
 
Pięć strzałów
O tragicznej śmierci Beatlesa pierwszy poinformował amerykański program ABC News. Wstrząsająca informacja przerwała transmisję meczu futbolu amerykańskiego. John Lennon wracał wieczorem ze studia nagraniowego ze swoją żoną Yoko Ono. Na dziedzińcu jego posiadłości Dakota House na Manhattanie nieznany mężczyzna oddał do niego pięć strzałów. Muzyk został przewieziony do szpitala Roosevelt Hospital, oddalonego zaledwie kilka budynków od jego domu. - John zmarł jeszcze przed dotarciem na oddział - oświadczył kilka godzin później kierownik oddziału wypadkowego, doktor Siven Lynn.
Światowa prasa nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Pete Hamill z New York Magazine pisał wtedy: „Ktoś zamordował Johna Lennona. Nie polityka. Nie człowieka, którego abstrakcyjne pomysły mogły wysyłać ludzi na wojny lub ich sprowadzać do domu. Nie człowieka, który mógł dowodzić milionami istnień ludzkich w imię sprawiedliwości. Tym razem ktoś wypełzł z ciemnego zakamarka, wycelował broń i zabił artystę”.
Mordercą okazał się niezrównoważony psychicznie Mark David Chapman. Obsesyjny fan obwiniał Lennona za rozpad The Beatles. Kilka godzin wcześniej podszedł do niego na ulicy, uścisnął mu dłoń i poprosił o autograf. Jak zeznał, do zbrodni starannie się przygotował. Z zamiarem zabójstwa muzyka przyjechał do Nowego Jorku też kilka miesięcy wcześniej, lecz nie zdecydował się wtedy na ten krok.
 
Dożywocie
Razem z Johnem Lennonem umarła ostatnia nadzieja na reaktywację zespołu. Muzycy od początku lat 70. nie zagrali ani jednego koncertu, ale wielbiciele wciąż mieli przed oczami wypełnione po brzegi stadiony i czekali na dzień, kiedy znajdą się jeszcze kiedyś w tłumie rozhisteryzowanych fanów. W jednej chwili marzenia te legły w gruzach.
W dniu śmierci Lennona pod jego domem zaczęły gromadzić się tysiące fanów. Przychodziła zarówno młodzież, jak i poważni biznesmeni w garniturach. Zostawiali świeczki, listy, kwiaty, z magnetofonów grała muzyka The Beatles. Dziedziniec jego domu pokrył się morzem wieńców. Na pogrzeb artysty przyszło 100 tysięcy ludzi.
Morderca Johna Lennona został skazany na dożywocie. Kilka razy ubiegał się o warunkowe zwolnienie, mimo to do dzisiaj przebywa w więzieniu Attica State Prison w stanie Nowy Jork.

Dziennikarz New York Magazine krótko podsumował bezsensowną śmierć Lennona: „Stało się to w mieście, do którego artysta przyjechał, by mieć prywatność, być bezpiecznym. To stało się w Nowym Jorku”. 

 

Tomasz Ziemba
 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK