wasze sprawy

Prawie prohibicja

Polish Express
Polish Express logo

Prawie prohibicja

Według Ministerstwa Zdrowia Wielkiej Brytanii, rozważana przez rząd podwyżka cen alkoholu może sprawić, że jego spożycie wśród młodzieży może spaść nawet do 10 procent. Sam premier Gordon Brown podchodzi do tego sceptycznie.

Koniec z tanim alkoholem >>

Alkohol tańszy niż woda >>

O podwyżkach cen alkoholu głośno w brytyjskich mediach od trzech tygodni, czyli od momentu, w którym główny ekspert rządu ds. zdrowia, Liam Donaldson zaproponował takie właśnie rozwiązanie, a wspiera go komisja parlamentarna ds. zdrowia. Antidotum na zmniejszenie rozmiarów pijaństwa, które szczególnie wśród młodzieży przybrało rozmiary plagi, ma być wprowadzenie minimalnej ceny alkoholu. Spowodowałoby to istotny wzrost ceny najtańszych alkoholi, natomiast w przypadku droższych - wzrost cen byłby symboliczny.

Piją, choć drogo

W Wielkiej Brytanii ceny trunków należą od lat do najwyższych w Europie - drożej jest tylko w krajach skandynawskich. Mimo to spożycie alkoholu na Wyspach ciągle rośnie (jedno z najwyższych w Europie), a co gorsza, po alkohol sięgają coraz młodsi. Według Ministerstwa Zdrowia, manewr z podwyższeniem cen obniżyłby liczbę młodzieży pijącej alkohol o 7-10 procent, i -podobno - wśród alkoholików, z czym już trudniej się zgodzić.

Eksperci zwracają uwagę na fakt, że im niższe ceny alkoholu, tym wyższe jego spożycie. Tu podają przykład Niemiec, Austrii, Czech czy Hiszpanii, gdzie ceny są najniższe w Europie - tam spożycie jest najwyższe, w tym również wśród młodzieży. Przeciwnicy tej tezy podają jednak przykład Irlandii, gdzie ceny trunków należą do najwyższych w Europie, a mimo to spożycie również należy do najwyższych w Unii Europejskiej. Warto przy okazji dodać, że w Polsce spożycie alkoholu jest dużo niższe, choć ceny nie są wysokie.

 

Podwyżki nie pomogły

Dotychczas, pomimo wprowadzania różnych restrykcji mających na celu zniechęcenie Brytyjczyków do picia alkoholu, spożycie nie zmalało. Ministerstwo Zdrowia wymogło na

Sposób na to okazał się prosty. Zamiast szklanki whisky kupowano cztery kieliszki, a więc ilość alkoholu pozostawała taka sama.

Na niewiele się zdała poprzednia podwyżka, bo właściciele lokali w obawie o stratę klientów nie podnieśli marż. Wręcz przeciwnie, stosują promocje w rodzaju „happy hours” - w tym „szczęśliwym” czasie, w tzw. martwych godzinach oferują alkohol po znacznie niższej cenie. Podobnie jest w sklepach, natomiast giganci w rodzaju Tesco, Sainsbury’s czy Lidl nawet obniżyli ceny wprowadzając promocje na zasadzie „kup jedną (butelkę), weź drugą gratis” albo „kup dwie, bierz trzy”.

Premier Gordon Brown podchodzi do pomysłu Donaldsona sceptycznie. I trudno się dziwić. Podwyżka niekoniecznie musi ukrócić pijaństwo, lecz może np. zaktywizować czarny rynek, młodzież może się przerzucić na narkotyki, które już są tańsze od alkoholu. Padną puby i inne lokale serwujące trunki, a nawet sklepy.

Podrożeją wyroby cukiernicze, a to wszystko w sytuacji, gdy trwa kryzys przełoży się na niższe wpływy do budżetu, nie mówiąc już o zwiększeniu bezrobocia - takie mogą być skutki niepicia.

Janusz Młynarski

Koniec z tanim alkoholem >>

Alkohol tańszy niż woda >>

 

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK