wiadomości

Pranie w Pakistanie (cz. 53)

Polish Express
Polish Express logo

Pranie w Pakistanie (cz. 53)

Pranie w Pakistanie. Co mają oczy do pośladków. Zaskakujące odwiedziny. Jak kupiłem Vioricy jednego buta.

Poprzedni odcinek: Co mają oczy do pośladków? (cz. 52) >>

Pralka nie działa od dwóch tygodni. Omar obiecuje codziennie, że następnego dnia przyjdzie fachowiec i ją naprawi, natomiast młodszy brat Omara, Assif, z podobną częstotliwością obiecuje zakup nowej. I rzeczywiście, ten drugi słowa dotrzymał, bo kiedy wszedłem ostatnio do łazienki na parterze, w wannie stała plastikowa tarka. Assif indagowany na tę okoliczność stwierdził, że to też jest pralka i że kobiety w Pakistanie bardzo sobie takie pralki chwalą. Zwróciłem mu nieśmiało uwagę, że nie jestem kobietą, pakistańską w dodatku i że to jednak nie Pakistan, a Assif zaśmiał się tylko głupkowato i powiedział: „O polisz pipel, o polisz pipel” i przepadł w czeluściach zaplecza swojego sklepu. Muszę jednak przyznać, że na krótko wcieliłem się w rolę pakistańskiej kobiety, przynajmniej jeśli chodzi o pranie przy pomocy tarki, mam bowiem trzy białe koszule, które postanowiłem wyprać osobiście, czyli ręcznie. Już na samym początku zdarłem sobie do krwi skórę na dłoniach, więc zaniechałem prania na modłę pakistańską. Tak się szczęśliwie składa, że niemal naprzeciw mojego domu znajduje się pralnia. Nie tylko można wyprać, ale jeszcze wysuszyć. Natomiast nieszczęśliwie się składa, że za to pranie trzeba płacić. Trzy funty kosztuje pranie w małej pralce, pięć funtów w dużej, 20 pensów dodatkowe odwirowanie i jednego funta suszarka. Miałem pewne obawy związane z tym czy poradzę sobie z obsługą tego sprzętu, ale poradziłem sobie doskonale, co oznacza, że każdy jest sobie w stanie dać z tym radę. Choć, nie powiem, że wszystko tak gładko poszło, bo kiedy włożyłem swoje rzeczy do wirówki, to jakiś facet zaczął krzyczeć, że tam są jego rzeczy. Przeprosiłem, wyjąłem, on z kolei przeprosił mnie i poszliśmy na kawę do Kemala. Chris, tak ma na imię ten facet od wirówki. A u Kemala, w miejsce Nepalki, została zatrudniona całkiem niebrzydka dziewczyna. Wygląda na Europejkę, ale ma bardzo duże oczy, jak kobiety z Orientu. Okazało się, że miałem rację, ale tylko dzięki temu, że Chris poklepał ją po tyłku. Jaki związek mają oczy z tyłkiem? Dość skomplikowany, ale mają. Okazało się, że ta dziewczyna jest żoną Kemala. Kemal, jak wiadomo, jest Turkiem, a jego żona jest Turczynką, no a Turcja - jak wiadomo - to kraj Orientu. Chris przeprosił Kemala, zanim ten zdążył wyprowadzić cios. Na drugi dzień w miejsce żony Kemala pojawiła się inna kelnerka. Chris natomiast okazał się właścicielem nowo otwartego sklepu muzycznego usytuowanego obok pralni. Rozmowa niespecjalnie nam się kleiła - mówił głównie o tym, że te wirówki pamiętają jeszcze II wojnę światową, a on z kolei pamięta te maszyny z czasów kiedy jeszcze był chłopcem. Po tym praniu w pralni byłem lżejszy o dziewięć funtów, więc mogę powiedzieć, że płacę za mieszkanie o tyle samo więcej.

Obiecałem sobie, że nie tylko nie wpuszczę Rumunek do swojego pokoju, ale nawet nie odezwę się do nich. Ale odezwałem się, kiedy zobaczyłem Vioricę. Powiedziałem jej co myślę o przywłaszczaniu cudzych rzeczy, a dokładniej mojej torby i ubrań. Zalała się łzami, zaczęła przepraszać, że nie wiedziała, iż to moje rzeczy, że to Victoria zostawiła. Przypomniałem jej, że Victoria jeszcze wtedy mieszkała.
- Tak, ale ja myślałam, że już nie mieszka.

 

Jeszcze tego samego dnia wieczorem wpadła do mnie trzyosobowa ekipa: Viorica, Marina i Lucina. Przyniosły moje dwie torby: jedną skradzioną, drugą pożyczoną i oddały mi 40 funtów, które Viorica wyprosiła ode mnie jeszcze we wrześniu. Rozsiadły się, pochwaliły mój nowy pokój i Viorica zapytała, czy Victoria nie zostawiła jakichś ubrań. Wskazałem na worek, do którego wrzuciłem jakąś sukienkę, kilka pasków i perfum. Ta jedna, jedyna sukienka, w kolorze lilaróż, nie mogła pasować na żadną z nich, ponieważ była zbyt wąska, ale wzięły, i jakieś resztki perfum też. Viorica próbowała myszkować po moich szufladach, ale jak usłyszała, że są w nich wyłącznie moje rzeczy, to dała sobie spokój. Zabawiły u mnie może ze dwie godziny trajkocąc bez przerwy po rumuńsku, to przez telefony, to między sobą i wyszły dość nagle, ale zdążyłem się dowiedzieć od Vioricy, że pakistański narzeczony Mariny, niejaki Zijan, nie darzy jej żadnym uczuciem i nie zamierza się z nią żenić.

Wykorzystuje ją natomiast seksualnie, a ona daje się wykorzystywać, bo nie ma gdzie mieszkać, ale zamierza odejść od niego (z tego co pamiętam, to odchodziła już kilkanaście razy). Viorica też nie ma gdzie mieszkać, więc również zalogowała się u Zijana, ale ten ją wyrzucił. Stąd jej pytanie, czy nie mogłaby przez jakiś czas zamieszkać u mnie, jak znajdzie pokój to się wyprowadzi. Popatrzyłem na nią - mocno przytyła, ale łóżko jest dość szerokie, więc odpowiedziałem twierdząco. Zaczęła się rozpływać w podziękowaniach wychwalając mnie, jakim to dobrym człowiekiem jestem i że czuje się tu, jak u siebie w domu. Sam do końca nie wiem, czy moja decyzja wynikała z dobroci, czy też z innych powodów, w każdym razie nastawiłem się psychicznie na współlokatorkę. Niepotrzebnie, bo kiedy Lucina wróciła z kolejnej rozmowy telefonicznej, powiedziała coś do Vioricy i ta zaczęła się zbierać. Lucina chyba naprawdę zamierza wynieść się od swojego Pakistańczyka, bo próbowała namówić Omara, by wynajął jej pokój, z którego się wyprowadziłem. Chce zamieszkać tam z Vioricą. Omar odpowiedział jej, że to niemożliwe, ponieważ ja teraz wynajmuję dwa pokoje, bo przyjeżdża moja żona. Rzecz jednak w tym, że ja nie mam żony, a przynajmniej nic o tym nie wiem. Na prośbę Mariny podjąłem próbę przekonania Omara, ale on powiedział, że one nie mają pieniędzy, stałej pracy, że są hałaśliwe i że przywloką się za nimi całe tabuny ich rodaków, którzy będą gotować, kąpać się, prać, a to wszystko kosztuje. Nie mogę powiedzieć, że nie miał racji, wielokrotnie bowiem z pokoju Viorela i Luciny dobiegał mnie gwar charakterystyczny dla dużego pubu w sobotni wieczór. Kilka razy zajrzałem tam pod jakimś pretekstem i co stwierdzałem? Siedziało i leżało tam kilkanaście osób, choć pokój nie ma nawet 10 metrów kwadratowych. Kto wie, czy nawet w szafie ktoś nie stacjonował.

Tknęła mnie też jedna rzecz. Zauważyłem otóż, że „moje” Rumunki nie chodzą już tak wysztafirowane jak niegdyś, a Viorica to już w ogóle ciągle chodzi w tych samych ciuchach. Gdzież się podziały te wszystkie ubrania, bo przecież widywałem je ciągle w czymś innym, nowym i markowym. Oto kolejna zagadka.

 


„Poco Loco”, jedno z moich ulubionych miejsc, gdzie chodzę na kawę, bo zawsze się coś tam dzieje. Tego dnia nic się nie działo, bo poranek, choć słoneczny, był zimny i wietrzny. Mimo to zamówiłem kawę i usiadłem na zewnątrz, bo wiadomo: papierosy - moja miłość. I wtedy podeszła do mnie Viorica. Okazało się, że nad kawiarnią mieszka Zijan, czyli narzeczony Mariny.
- To jednak cię nie wyrzucił? - zaciekawiłem się.
- Wyrzucił, ale wyjechał na kilka dni, dlatego mogę tam na razie mieszkać.
Poprosiłem o kolejną kawę, tym razem dla niej i zaproponowałem, żeby usiadła. Viorica zaczęła narzekać, że ma za ciasne buty, ale ja nie znałem żadnego sposobu na to, żeby ciasne być przestały. Za to Viorica znała sposób całkiem niezły - należy po prostu kupić nowe buty. Że też na to nie wpadłem! Żeby jednak kupić, trzeba mieć za co. Viorica miała pieniądze na tylko jednego buta, a wiadomo jak bardzo niewygodnie chodzi się w jednym, zwłaszcza wtedy, gdy włoży się go na obie nogi. Zrobiło mi się jej żal, więc dołożyłem trzy funty do drugiego. Obok „Poco Loco” jest sklep z tanim obuwiem. Wróciła po chwili w nowych botkach.

Nie tylko potrafię wróżyć z kart, ale mam również prorocze sny. Śnili mi się ostatnio kolega i koleżanka z pracy. Szliśmy na stację „Overgroundu” i nagle kolega stwierdził, że nie może chodzić, że władzę w nogach mu odjęło. Dowlekliśmy go do stacji, a tam jeden z pracowników wskazał na kanapę stojącą na torach. Wyjaśnił nam, że ta kanapa jest dla niepełnosprawnych, po czym kazał nam ułożyć na niej kolegę i pchać mebel. Pchaliśmy go z Willesden Junction, aż do Luton, jako że planował wylot do Polski. Przed samym lotniskiem jednak zszedł o własnych siłach z kanapy i powiedział, że jesteśmy głupkami, a później zrobił się bardzo smutny i odleciał do Polski. Przychodzę następnego dnia do pracy, a on rzeczywiście bardzo smutny.

Janusz Młynarski

Następny odcinek: Acton, handlowa pustynia (cz. 54) >>


Wszystkie zdarzenia i osoby przedstawione w opowiadaniu, są fikcyjne, a zbieżność z osobami i zdarzeniami rzeczywistymi jest lub może być w pełni przypadkowa

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

"Sześć ostatnich browarów" (cz. 93)

"Sześć ostatnich browarów" (cz. 93)

Najdroższe piwo na świecie. Urlop z panem Józkiem. Gdzie jest Władek Gdula. Czas kopać kartofle. Lista przebojów maryjnych i ludowych. Staszek - bezdomny historyk. Weneryczna łazienka. Węgierka gubi włosy....

W czym zmartwychwstanę (cz. 64)

W czym zmartwychwstanę (cz. 64)

Nudna Marion. „Wodnistooka” i jej udka. Czarujący Czarek.

"Cześć kochanie" (cz. 80)

"Cześć kochanie" (cz. 80)

Polacy nie płacą. Rozbierająca wyobraźnia. Powrót Sandy. Zagadki węgierskiej ciąg dalszy. Po czym poznać morderców. Nie jestem szpiegiem. Dziewczyna już nie opuszcza głowy.

"Sveta po bezsennej nocy" (cz. 77)

"Sveta po bezsennej nocy" (cz. 77)

Jaki to język? Turkmenka u Turka. Poezja z łańcuchem i zimnym łokciem. Dlaczego Chorwaci nas nie lubią.

Facet mnie obmacuje (cz. 23)

Facet mnie obmacuje (cz. 23)

Przedlotniskowe obserwacje. Pół świni do kosza. Facet mnie obmacuje. Metalowe buty. Pijemy, bo nie można. Komitet powitalny. Sajgon w pokoju. Zagłada insektów. Czas na zmiany.

"Dlaczego znikają lokatorzy" (cz. 97)

"Dlaczego znikają lokatorzy" (cz. 97)

Powrót Rumunki. Naczynia też biorą prysznic. Stado węży w kieszeni Omara. Kiedy wylecimy w powietrze? Węgierki prawie nie ma. Kobiet nie wolno bić mocno.

"Wojna arabsko - węgierska" (cz. 96)

"Wojna arabsko - węgierska" (cz. 96)

Kto nie ryzykuje, ten nie zarabia. Kemal połyka polskiego bakcyla. Piżama i bataty. Węgierka lubi się odbijać (od ścian i podłogi).

Tajemnica pokoju Sławka Satelity

Tajemnica pokoju Sławka Satelity

Awantura o szybę. Ile pralek kupił nam Omar. Sąsiadka wyjaśnia dlaczego kąpie się nadmiernie.

"Jak było z prostytutką, a jak ze szczurami" (cz. 82)

"Jak było z prostytutką, a jak ze szczurami" (cz. 82)

Torba z głową w środku. Płacz zza ściany. Dziewczyna zmienia szatę. Coraz mniej tajemnic.

Bezczelne Linie Lotnicze (cz. 35)

Bezczelne Linie Lotnicze (cz. 35)

BLL - Bezczelne Linie Lotnicze. Pech łazienkowy. O rany, mój aparat? Rosemary i ja. Wesoły samolot. Polska jest ładna. Demon ruchu.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK