wiadomości

Pożycz 200 funtów (cz. 38)

Polish Express
Polish Express logo

Pożycz 200 funtów (cz. 38)

Fascynacja stygnie. O czym tu rozmawiać. Skargi Vioricy. Nie dotykaj mojej siostry. Film w mojej głowie. Wróżba dla Luciny. Tajemnicze zniknięcie Vioricy. Pożycz 200 funtów.

Poprzedni odcinek: Nepalski nie na moją głowę (cz. 37) >>

Moja fascynacja rumuńskim dziewczęciem stygnie z dnia na dzień, a właściwie to chyba wystygła już całkowicie, bo jeśli odczuwam strach przed jej odwiedzinami, to oznacza, że mogę już tak mówić.
Viorica zaczęła mnie nawiedzać od początku tygodnia codziennie, a raczej conocnie, bo przychodziła w okolicach północy lub jeszcze później. Pierwszego dnia przyniosła zdjęcia z Rumunii. Poznałem dzięki temu całą jej rodzinę oraz znajomych. Około trzeciej nad ranem przyszła jej siostra Lucina i zapytała, czy przypadkiem nie dotykałem Vioricy? Odpowiedziałem: „jeszcze nie”. Lucina rozsiadła się na tapczanie, zapaliła papierosa i zapytała co to ma znaczyć? Odrzekłem, że nic ponad to, co powiedziałem. Później przez kilkanaście minut mówiła coś po rumuńsku do Vioricy i wyszła. Byłem już potwornie zmęczony i myślałem tylko o spaniu, na szczęście Lucina znów weszła do mnie do pokoju i powiedziała siostrze, żeby już poszła spać.

Następnego wieczoru Viorica przyszła około pierwszej w nocy. Miała na sobie mocno kolorową, wydekoltowaną sukienkę. Z tyłu bardziej, z przodu mniej, choć wolałbym oczywiście, by było na odwrót. Ziewała, pokładała się na fotelu, opierała głowę o tapczan. Sprawiała wrażenie zmęczonej, ale kiedy pytałem, czy tak jest, niezmiennie odpowiadała, że nie. Prawdę mówiąc nie było zbytnio o czym rozmawiać. Od czasu do czasu, przez grzeczność, próbowałem się dowiedzieć dlaczego jest smutna i wówczas słyszałem w odpowiedzi, że to dlatego, iż nie ma pracy. Pocieszałem ją, że na pewno znajdzie, choć sam w to nie wierzyłem. W środę wieczorem udawałem, że mnie nie ma. Zamknąłem się od wewnątrz i zasnąłem.

Gdzieś po północy obudziło mnie pukanie do drzwi, ale nie otworzyłem. Ktoś szarpał za klamkę i powtarzał szeptem: - Dżioani, Dżioani. Ale Dżioani, czyli ja, nie miał najmniejszego zamiaru podnosić się z łóżka. Wreszcie się wyspałem. Kolejnej nocy miałem postąpić podobnie, ale nie zdążyłem. Viorica była jeszcze smutniejsza niż przedwczoraj, jeszcze bardziej narzekała na brak pracy, a do tego siostra z mężem kazali jej wyjść, bo chcieli trochę się pokochać. Okazało się też, że Viorel, czyli mąż Luciny, robi jej bez przerwy wymówki, że musi wydawać kasę na jedzenie dla szwagierki, że ta nic nie robi, żeby szukać pracy. Muszę powiedzieć, że od tego narzekania strasznie rozbolała mnie głowa. Wspomniałem coś o pozytywnym myśleniu. Przyznała mi rację ani na chwilę nie przestając myśleć negatywnie. Oparła głowę o moje kolana, pogłaskałem ją po długich, gęstych włosach i zapytałem, czy nie jest śpiąca, bo jeśli tak, to może zostać u mnie i to nie tylko dziś, ale przez kilka dni, dopóki nie znajdzie pracy i lokum.

Gdzieś w zakamarkach świadomości przewinął mi się film o licznych pożytkach płynących z dłuższego pobytu Vioricy w moim pokoju. Viorica położyła się na tapczanie, co uznałem za dobrą wróżbę na przyszłość. No właśnie, wróżbę. Tak się otóż składa, że swego czasu matka zaprzyjaźnionego Cygana nauczyła mnie wróżyć, ale nie z jakiegoś tarota, lecz ze zwykłych kart do gry. Dowiedziałem się wtedy, co każda z nich oznacza oraz jak interpretować konfiguracje, w których wystepują. Choć nie wierzę w żadne wróżby, to jednak wróżyłem różnym koleżankom i muszę przyznać, że w większości przypadków trafiałem. Ponieważ miałem akurat karty w domu, zaproponowałem Vioricy, by poznała swoją przyszłość. Zaoponowała. Nie, to nie. Na schodach usłyszałem dudnienie kroków, ktoś szedł na górę. Viorica powiedziała, żebym się ubrał, na co nie miałem najmniejszej ochoty, bo było diabelnie gorąco. To Lucina tak głośno człapała. Siedziałem w fotelu, nagi w osiemdziesięciu procentach, Viorica mniej więcej w takim samym procencie tyle, że ubrana i na tapczanie. Lucina chciała coś powiedzieć, ale nie zdążyła - uprzedziłem ją, że jest gorąco, więc sobie tak siedzę. Chyba mi wolno do licha w moim własnym pokoju?

Viorica zagadała coś do niej po rumuńsku, zauważyłem, że w trakcie tej konwersacji wzrok Luciny padł na karty.
- Możesz mi powróżyć?
- Nie ma sprawy – odrzekłem. - Potasuj karty i przełóż trzy razy lewą ręką do siebie.
Lucina posłusznie wykonała polecenie. Rozłożyłem karty. Wyszło z nich, że dojdzie do awantury pomiędzy nią a jakimś młodym mężczyzną. Wyglądało na to, że chodzi o jej męża. Okazało się również, że czeka ją jakaś kasa od starszego bruneta.
- To się zgadza, bo pewien Hindus ma mi dać 200 funtów.
A nie mówiłem, że moje wróżby się spełniają! Lucina wyszła, a po godzinie w jej ślady poszła Viorica.
Kolejna noc i znowu to samo. Tym razem na moim tapczanie siedziałem ja z Luciną i Mariną (Marina to kolejna siostra Luciny i Vioricy), a Viorica siedziała w fotelu, opierając niezbyt czyste nogi (bo chodziła na bosaka) o czyste prześcieradło wystające spod narzuty. Tym razem wróżyłem Marinie. Chciała wiedzieć, czy jej narzeczony, Pakistańczyk, ją kocha i czy nie ma innej kobiety. Byłem wykończony, więc udawałem, że patrzę na karty, ale nie angażowałem się w interpretację. Zmyślałem po prostu mówiąc, że facet ją kocha, że chce się z nią ożenić i że nie ma innej kobiety.
- Taaak? To dlaczego mi to zrobił?

Spojrzałem na nią i dopiero teraz zobaczyłem solidnie podbite oczy (wcześniej brałem to za jakiś nowomodny makijaż).
- Z miłości. Czasem mężczyźni w ten sposób wyrażają swoje uczucie.
Przyznała mi rację. Okazało się, że ilekroć ją sprał, to później mówił, że to z miłości.
W piątek wchodząc do domu zobaczyłem, że koło drzwi pokoju, w którym mieszka Lucina z Viorelem i Vioricą leży całe stado jakichś plecaków, toreb podróżnych i innych walizek.
- A cóż to do licha, jakaś pielgrzymka z Rumunii? - zapytałem sam siebie.
Niestety, nie mogłem sam sobie odpowiedzieć. Sąsiedzi z parteru powiedzieli mi tylko tyle, że Viorel się wpienił na swoją szwagierkę, że nie pracuje, że zajmuje miejsce i wtedy ona się spakowała, a wraz z nią Lucina. I Viorel został sam, ale sprawiał wrażenie zadowolonego.

W nocy usłyszałem pukanie. Byłem pewien, że to Viorica. I nie myliłem się. Weszła, usiadła i zaczęła narzekać, że Viorel wyrzucił ją z pokoju, że Lucina obraziła się na niego i też się wyprowadziła, że nie ma pracy, pieniędzy itp. Zauważyłem, że miała na sobie nowiutkie ciuchy: liliowa bluzka, jasnogranatowe sandałki i dżinsy. I nie były to ciuchy z dyskontu. Viorica narzekając zapytała, czy mógłbym jej pożyczyć 200 funtów, bo musi zapłacić za pokój, w którym mieszka. Odpowiedziałem twierdząco, choć nie miałem najmniejszej ochoty, bo dopadło mnie dziwne przeczucie, że Viorica wcale nie jest taka naiwna i niewinna, jak by się wydawało. Viorica nie dała się łatwo zbyć i ciągle dopytywała - kiedy. Podałem jakiś mglisty termin i postanowiłem czekać na rozwój sytuacji. Warto było poczekać.

Janusz Młynarski

Następny odcinek: Za czym tęskni Viorica (cz. 39) >>

 


Wszystkie zdarzenia i osoby przedstawione w opowiadaniu, są fikcyjne, a zbieżność z osobami i zdarzeniami rzeczywistymi jest lub może być w pełni przypadkowa

Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected]

Chcesz na bieżąco czytać o wydarzeniach w UK? Pobierz aplikację Polish Express News na Androida i iOS.
Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie i publikowanie wyłącznie za zgodą wydawcy.


Podobne artykuły

Kolejna wyprowadzka Victorii (cz. 47)

Kolejna wyprowadzka Victorii (cz. 47)

Co się stało rankiem. Zła osobowość mojej sąsiadki. Rozmowy religijne. Jak keyboard się wygiął. Mój przyjaciel Bill.

Święta z głowy (cz. 59)

Święta z głowy (cz. 59)

Już wiem, dlaczego „kobiecy”. Święta z głowy. Jest kryzys, czy go nie ma? Kim są „Londyńczycy”? Za tydzień weselej.

Kogo zrzucę ze schodów (cz. 51)

Kogo zrzucę ze schodów (cz. 51)

Kogo zrzucę ze schodów. Tajemnicza saszetka za biurkiem. „Bombay Bimbos”, czyli hinduskie porno. Długo po krótkich schodach. Spotkanie z torbą.

"Policja, czy landlord?" (cz. 88)

"Policja, czy landlord?" (cz. 88)

Rozmowa z Ahmedem. Czego ta Węgierka ode mnie chce? Fatygant, to Arab. Węgiersko-algierska Bonnie and Clyde. W strychowej pułapce. Nie do końca karabin.

Nepalski nie na moją głowę (cz. 37)

Nepalski nie na moją głowę (cz. 37)

Morze i miednica w miednicy. Komendantka Lucina. Jak rozjaśnić łazienkę i korytarz. Jazda po schodach na miednicy. Podstarzały kocur w akcji.

Pranie w Pakistanie (cz. 53)

Pranie w Pakistanie (cz. 53)

Pranie w Pakistanie. Co mają oczy do pośladków. Zaskakujące odwiedziny. Jak kupiłem Vioricy jednego buta.

Pożytki z palenia (cz. 44)

Pożytki z palenia (cz. 44)

Kumpel Daviesa i Coltrane’a. Jam session w 6&6. Przed Stańką i Urbaniakiem. Moja jamaszka. Dlaczego Victoria stuka w ścianę. Zaćwiczyć się na śmierć. Mike lubi bimber.

Landlord, podlandlord i podpodlandlord (cz. 21)

Landlord, podlandlord i podpodlandlord (cz. 21)

Landlord, podlandlord i podpodlandlord. Nieboszczyk w kuchni. Jeden z 323 języków. Brygada kuzynów. Mchy i porosty. Bez Victorii i bez Paula. Żyd, ale porządny. Internet z firmy „Cockney”....

"Cześć kochanie" (cz. 80)

"Cześć kochanie" (cz. 80)

Polacy nie płacą. Rozbierająca wyobraźnia. Powrót Sandy. Zagadki węgierskiej ciąg dalszy. Po czym poznać morderców. Nie jestem szpiegiem. Dziewczyna już nie opuszcza głowy.

"Przedostatnie piwo w moim życiu" (cz. 92)

"Przedostatnie piwo w moim życiu" (cz. 92)

Siedziałem z sąsiadami przed domem, piliśmy piwo, tyle że - jak się później okaże - przedostatnie piwo w moim życiu.


Ta strona używa plików cookie. Kontynuując przeglądanie witryny, wyrażasz zgodę na ich używanie przez nasz serwis. Dodatkowo kiedy odwiedzasz naszą stronę, wstępnie wybrane firmy mogą odczytywać i korzystać z określonych informacji zapisanych na Twoim urządzeniu, aby wyświetlać odpowiednie reklamy bądź spersonalizowane treści. Dowiedz się więcej.OK